Clicks464

MSZA ŚWIĘTA JEST OFIARĄ, KTÓRĄ PAN JEZUS SKŁADA ZA NAS NA OŁTARZU

Sobór Trydencki wyraża się o Mszy świętej w ten sposób: „Konieczne musimy przyznać, że wierni nie są w stanie Bogu przedstawić dzieła świętszego nad tę przedziwną tajemnicę”.

Sam Bóg nie może uczynić rzeczy większej jak jest Msza święta. Dlaczego? Gdyż ofiarą, którą się składa na ołtarzu, jest sam Pan Jezus, ofiara wartości nieskończonej.

O ileż doskonalsza od ofiar starego testamentu jest ofiara naszych ołtarzy, gdzie już nie kozły i baranki, ale prawdziwy Syn Boży jest całopaleniem. Żydzi składali z bydląt ofiary, pisze Piotr z Cluny, ale Chrześcijanie, o wiele szczęśliwsi, mogą ofiarować samego Pana Jezusa. Następnie dodaje, że nam, Chrześcijanom, tylko taka ofiara, jako przyjaciołom i dzieciom Bożym przystoi, w której sam Jezus Chrystus się ofiaruje, aby nas uwolnić od grzechu i śmierci wiecznej.

Stąd św. Wawrzyniec Justynianin słusznie mówi, że nie masz ofiary ani większej w samej sobie, ani ludziom pożyteczniejszej, ani milszej Bogu od Ofiary Mszy św.
Św. Jan Chryzostom twierdzi, że podczas odprawiania Mszy św. ołtarz otaczają Aniołowie, zgormadzeni dla uczczenia Pana Jezusa, który się Bogu Ojcu ofiaruje.
Tenże święty powiada, że pewien sługa Boży widział zastępy Aniołów, zstępujących z nieba w chwili konsekracji i otaczających z wielką czcią ołtarz, jako poddani tron króla. „Wierzę temu z łatwością – mówi święty – gdyż gdzie jest król, tam jest i dwór jego”. „Nie może o tym wątpić żaden wierny – mówi św. Grzegorz – że chwili konsekracji niebo się otwiera na głos kapłana, a chóry aniołów zstępują uczcić swoją obecnością najświętszą tajemnicę, w której się za nas ofiaruje Pan Jezus”. Św. Augustyn dodaje, że Aniołowie otaczają kapłana, jako słudzy, aby mu pomagać w spełnianiu tej wzniosłej czynności.

Ponieważ Pan Jezus ofiaruje się za nas na ołtarzu z miłości, bądźmyż i my nawzajem ofiarami z miłości ku Niemu. Składajmy codziennie na ołtarzu serca naszego występne namiętności, żądze zmysłowe, upodobania grzeszne i starajmy się je wyniszczyć do szczętu. Życie chrześcijańskie jest krzyżem i męczeństwem, jest ciągłą ofiarą, do której się zmuszać należy. „Proszę was, bracia, mówił św. Paweł, przez miłosierdzie Boże, abyście wydawali ciała wasze ofiarą żywiącą” (Rz 12, 1). Codziennie więc umierajmy sami sobie, aby się przypodobać Panu. A czyż z pomiędzy ofiar dobrowolnych możemy złożyć milszą Bogu i dla nas pożyteczniejszą, niż codziennie uczestniczenie we Mszy św.? Ofiara – za ofiarę; Bóg, który się poświęca dla człowieka, zasługuje, aby człowiek poświęcił się dla Boga.

„Nie mam czasu” – mówisz.

Może to i prawda. Ale zastanów się szczerze, czy jest tak? Wiem, że są zajęcia niezgodne z codziennym słuchaniem Mszy św. Jednakże te słowa: „Nie mam czasu”, dla wielu są jedynie wymówką, służącą do pokrycia lenistwa, obojętności religijnej i braku gorliwości.

„Mam tyle zajęć” – mówisz. Czy masz ich więcej od św. Ludwika, Króla Francuskiego? Słuchał on zwykle codziennie dwóch Mszy św. A gdy się dowiedział, że dworzanie zarzucają mu, iż dużo czasu poświęca na nabożeństwo i że raczej powinien go użyć na rządzenie krajem, odrzekł: „Patrzcie, jak są dbali ci panowie. Gdybym przepędzał dwa razy tyle czasu na polowaniu lub zabawie jakiej, żaden z nich nie wystąpiłby ze słówkiem nagany”.

Jeżeli jesteś rolnikiem lub rzemieślnikiem, wspomnij sobie na stare przysłowia: „Jałmużna nie zuboży. Msza święta nie opóźni”. To przysłowie oznacza, że każdy człowiek roztropny i pracowity może dawać jałmużnę odpowiednio do swej zamożności i nie zuboży tym swojej rodziny, i że może również codziennie bywać na Mszy świętej, bez opuszczenia się w pracy. Czegoś bowiem potrzeba, aby być na Mszy świętej? Wstać trochę wcześniej, niż leniwy sąsiad, pracować dłużej, chętniej i pilniej. Za tak drobną ofiarę możesz ściągnąć na rodzinę błogosławieństwo niebios, otrzymać skarby łaski, a nawet, jeżeli to zgodne z wolą Bożą i dobrobyt doczesny.
Pewien pisarz pobożny takie opowiada zdarzenie: „Dwie ubogie dziewczyny, imieniem jedna Adela, a druga Rozalia, od dzieciństwa żyły z sobą w wielkiej przyjaźni. Razem rosły, razem uczęszczały do jednej szkoły i razem przystąpiły do pierwszej Komunii świętej. Potem się rozstały i nie miały sposobności widywania się z sobą. Jedna oddana była za naukę do kwiaciarki, druga na szwaczkę. Adela, kwiaciarka, bardzo zręczna w swoim fachu, wyszła za mąż za pewnego drukarza, który był dobrze płatny. Rozalia zaś poślubiła biednego cieślę, który niewiele zarabiał. Ale bogata w miłość Bożą, potrafiła wpływem swoim na męża zrobić z niego sumiennego i uczciwego rzemieślnika. Jak ptak ranny, wstawała wcześniej od dziatek swoich, by pójść do kościoła na Mszę św. Następnie obrządzała swoje małe gospodarstwo, które utrzymywała zawsze we wzorowym porządku. Domek jej odznaczał się czystością, a samo ubóstwo jego nacechowane było pewną zamożnością. Mąż był zwykle w dobrym humorze, bo mu narzeczach potrzebnych nigdy nie zbywało: dzieci zaś były zdrowe, czysto ubrane, zawsze posłuszne. Ojciec nigdy nie chodził do szynku, w domu się czuł szczęśliwy. Po wielu latach rozłąki Rozalia znów się spotkała z Adelą, która została jej sąsiadką. Ale jakże się ona bardzo zmieniła! Blada, mizerna, jedno dziecko wątłe trzymała na ręku, a drugie starsze szło przy niej, ubiór jej dowodził nędzy. Była bardzo smutna. Spotkawszy swą dawną przyjaciółkę, wynurzyła przed nią swoje zmartwienia: „Róziu droga – rzekła – jakże ty mi się szczęśliwą wydajesz! Mnie nic nie cieszy. Dzieci nie pozwalają mi wziąć się do pracy. Mąż cały zarobek traci w szynku, wierzyciele nas ciągle dręczą; żyjemy w wielkiej nędzy”. Dziwiła się niezmiernie, gdy się dowiedziała, jak małymi środkami Rozalia utrzymywała w domu dostatek i spokój. „Musisz być bardzo sprytna – mówiła Adela. Pragnęłaby poznać twój sekret. Los twój budzi we mnie zazdrość”. „Ja również pragnę ci odkryć swą tajemnicę. Przyjdź do mnie jutro raniutko”. Adela stawiła się na czas oznaczony. Rozalia zaprowadziła ją na Mszę św. Tak powtarzała przez kilka dni. Adela zniecierpliwiona zawołała wreszcie, że już się znudziła, że przychodziła po to, by poznać jej tajemnicę, a nie po to, aby tracić czas na Mszę św. w kościele. „Jak to? – zawołała Rozalia – czyż nie poznajesz jeszcze mojego sekretu?... Czyż nie widzisz, że Ten, którego chodzę codziennie prosić we Mszy św. rozlewa błogosławieństwo na moje szczupłe gospodarstwo?... Mój cały sekret na tym polega, że chodzę co dzień na Mszę św. Nie znam innego. Matka moja zawsze mi powtarzała, że „Msza św. nie opóźni”. Nie jest to obowiązek konieczny, lecz dobrowolny. Spełniam go jednak chętnie dla Pana Jezusa, który się za mnie ofiaruje na ołtarzu”.

Źródło:
Ks. Ignacy Kłopotowski O słuchaniu Mszy Świętej podług św. Alfonsa Liguorego, Warszawa 1921, s. 5-10

IMPRIMATUR
Lublin, d. 12 Aprilis 1903
Iudex Surrogatus
Praelatus Cathedralis L. Koglarski
Sekretarius A. Pieńkowski
Pascendis Dominicis Gregis
@Młot na posoborowe aberracje Mało tego. Wielu księży głoszą jak protestanci, że Msza św. jest "pamiątką", "zgromadzeniem wiernych", "ucztą". Dlatego trzeba bronić Mszy jako Ofiary, która gładzi nasze grzechy, w której Chrystus nieustannie ofiaruje się za nas Bogu w osobie kapłana. Dlatego trzeba modlić się za kapłanów o wyzwolenie ich z ducha modernizmu
Młot na posoborowe aberracje
Coraz częściej w kościołach księża mówią za protestantami że Msza Św. to PAMIĄTKA ZMARTWYCHWSTANIA JEZUSA,