V.R.S.
328

Ksiądz Michał Poradowski kontra deforma liturgiczna

Michał Poradowski, herbu Sas urodził się w majątku rodowym Niedźwiady koło Kalisza, gdy Polska pozostawała wciąż pod zaborami a w Rzymie na Stolicy Piotrowej zasiadał św. Pius X, 4 września 1913 roku. Z Niedźwiad wyruszył w swą długą, trwającą blisko 90 lat drogę życiową. Ojciec Stanisław był inżynierem elektrykiem. W roku 1923 młody Michał został przyjęty do gimnazjum w Kaliszu. W marcu 1931 ukończył je, zdając maturę. Należał do harcerstwa oraz do młodzieżówki Obozu Wielkiej Polski, którym kierował jego starszy o 4 lata brat Szymon. Michał czuł jednak powołanie, więc w roku 1932 wstąpił do wyższego seminarium duchownego we Włocławku, gdzie uczył się teologii i filozofii. Tam zetknął się z przyszłym prymasem ks. Stefanem Wyszyńskim. Ich drogi miały się jednak później rozejść. 14 czerwca 1936 roku otrzymał święcenia kapłańskie prezbiteriatu, Mszę Świętą prymicyjną odprawił w Kaliszu. Podjął następnie studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim oraz socjologiczne i teologiczne (doktoranckie) na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jak opisywano już na tej stronie seminarium włocławskie było w okresie międzywojennym środowiskiem progresywnego duchowieństwa, zwłaszcza w postaci stowarzyszenia charystów. Wyjeżdżał też ks. Poradowski podczas wakacji kilkakrotnie za granicę m.in. do Francji, Włoch i Anglii (1938).
Do wybuchu II wojny światowej ks. Poradowski kontynuował naukę na Uniwersytecie Warszawskim i Krakowskim, po klęsce wrześniowej 1939 roku przechodząc na nauczanie tajne. W roku 1941 uzyskał stopień magistra teologii a w roku 1942 – prawa. Podczas okupacji ks. Poradowski (pseudonim „Benedykt”) zaangażował się w działalność konspiracyjną najpierw w Narodowo-Ludowej Organizacji Wojskowej, potem w NSZ – od momentu powstania tej organizacji we wrześniu 1942 r., zostając szefem duszpasterstwa Narodowych Sił Zbrojnych. Funkcję tę pełnił do 1 lutego 1944 roku. Organizował wykłady, konferencje i kursy dla kapelanów NSZ i samych żołnierzy. Z wykładów tych powstała książka „Katolickie Państwo Narodu Polskiego”, z której niestety zachowały się tylko dwa rozdziały, gdyż kompletny egzemplarz spłonął podczas powstania warszawskiego w roku 1944. Wydawał również od listopada 1943 r. we współpracy z pallotynami czasopismo Lux Mundi. Pełnił także do czerwca 1944 roku funkcję kapelana sióstr Miłosierdzia w podwarszawskich Chylicahc, gdzie zamieszkiwał. Pod koniec 1944 roku podjął pracę w diecezji częstochowskiej a w roku 1945 wrócił do macierzystej diecezji włocławskiej, gdzie przez jakiś czas pracował w parafiach (m.in. w Tłokini koło Kalisza) zaś na jesieni powierzono mu funkcję wykładowcy w wyższym seminarium duchownym we Włocławku. Wobec informacji że grozi mu aresztowanie przez UB przerzucono go wraz z członkami sztabu NSZ na zachód, do Murnau, skąd przedostał się do Paryża. Do roku 1949 kontynuował studia na uczelniach paryskich (m.in. Sorbonie i w Instytucie Katolickim) uzyskując doktoraty z teologii, prawa i socjologii. Jeśli chodzi o nauki społeczne i polityczne obroniony doktorat nosił tytuł: Teoria rewolucji permanentnej u Marksa, Engelsa, Lenina, Stalina i Trockiego. W roku 1946 napisał wydaną po latach w książce Kościół od wewnątrz zagrożony pracę o problemie protestantyzacji. W roku 1948 ks. Poradowski nawiązał kontakty z uczelnią katolicką w Santiago de Chile. Nie mogąc wrócić do Polski pod koniec roku 1949 wyruszył do tego kraju, przybywając na początku r. 1950 do Valparaiso. W marcu podjął pracę wykładowcy z socjologii i nauki społecznej Kościoła na Papieskim Uniwersytecie Katolickim w Santiago. W roku 1953 jako stypendysta rządu hiszpańskiego znalazł się na studiach w Instytucie Balmes w Madrycie. W Chile ks. Poradowski włączył się aktywnie w działalność polonijną i antykomunistyczną, współzakładając Związek Polaków w Chile, którego był prezesem i wydając miesięcznik Polak w Chile. Wydawał również hiszpańskojęzyczny kwartalnik Estudios Sobre El Comunismo czyli Studia nad komunizmem. Publikował także w wydawanym w Rzymie Duszpasterzu Polskim Zagranicą.
Działalność ks. Poradowskiego spotkała się z nieprzychylnością nowej „okołosoborowej” orientacji w Watykanie, która deklarowała dialog ze światem, w tym komunistami. Nadto, w roku 1970 gdy rządy w Chile objął Salwator Allende ks. Poradowski został usunięty z uczelni i musiał zarabiać na życie jako taksówkarz. W roku 1973 wsparł dojście do władzy gen. Augusta Pinocheta. Od roku 1974 wrócił do wykładów na Papieskim Uniwersytecie Katolickim w Santiago, wykładał również w innych uczelniach i instytucjach m.in. Instytucie Kultury Polskiej. Otrzymał liczne odznaczenia chilijskie a w roku 1983 biskup włocławski nadał mu godność kanonika honorowego kolegiaty w Kaliszu. W roku 1992 po raz pierwszy od roku 1945 odwiedził Polskę a we wrześniu 1993 roku powrócił do kraju na stałe, zamieszkując we Wrocławiu, w domu swojej siostry na Zaciszu, w parafii Matki Bożej Częstochowskiej. Zmarł po długiej chorobie 16 czerwca 2003 roku w jednym z wrocławskich szpitali. Został pochowany w grobie rodzinnym na cmentarzu w Kokaninie koło Kalisza.

Jak wskazuje J. Bartyzel w Encyklopedii Białych Plam (T. XIV, por. Organizacja Monarchistów Polskich » x. Michał Poradowski ) ks. Poradowski do końca życia odprawiał Msze Święte wyłącznie w tradycyjnym rycie rzymskim.
Trzeźwy osąd Novi Ordinis Missae ks. Poradowski wyrażał wielokrotnie:
- „(…)ostatnio, to jest po Drugim Soborze Watykańskim, być może na skutek zbliżenia i współżycia przez ekumenizm z protestantami, niektóre dogmaty naszej wiary zostały ponownie zaatakowane przez judaizm, a wśród nich przede wszystkim samo centrum całego naszego życia religijnego, jakim jest Msza święta. Nie jest to herezja nowa, gdyż już wielokrotnie w ciągu całej historii Kościoła do niej powracano, ale obecnie stała się bardzo niebezpieczna, gdyż przenika nawet do hierarchii kościelnej, będąc jakby wskrzeszeniem błędów Lutra i Cranmera. Luter bowiem i arcybiskup anglikański Cranmer szczególniej oddawali się szerzeniu owej herezji, którą bez przesady, można i należy nazywać “herezją śmiertelną”, gdyż zabija ona najważniejszy dogmat katolickiej wiary: rzeczywistą obecność Chrystusa Pana w Eucharystii.
Msza święta bowiem – według tradycyjnej nauki Kościoła – jest ustanowiona przez samego Chrystusa Pana, podczas Ostatniej Wieczerzy, a na jej istotę składają się różne elementy, gdyż będąc Niekrwawą Ofiarą Eucharystyczną i “wielką tajemnicą wiary”, jest powtarzaniem Ofiary Krzyżowej, łącznie z Eucharystyczną Ofiarą Ostatniej Wieczerzy. Chrystus Pan bowiem wybrał dla swej Męki, przez którą odkupił cały rodzaj ludzki i cały “świat”, dni, które w historii Izraela, przypominały jej najważniejsze wydarzenie, a więc tzw. Paschę, czyli ostatnią wieczerzę-biesiadę przed wyjściem żydów z Egiptu, “ziemi niewoli”. To przez ten fakt, Ostatnia Wieczerza także była ową wieczerzą-biesiadą, zwłaszcza dla uczestniczących w niej dwunastu Apostołów, stając się przez to jednym ze składników późniejszej Mszy świętej, ale tylko jednym z wielu i to najmniej ważnym w porównaniu z dwoma innymi, a mianowicie z Ofiarą Krwawą na Krzyżu i z Ofiarą Niekrwawą w wieczerniku, czyli z ustanowieniem Eucharystii. Otóż wspomniana współczesna judaizacja Mszy świętej polega na tym, że uważa się Mszę świętą tylko i jedynie za powtarzanie owej uczty-biesiady paschalnej z czasów Mojżesza, całkowicie pomijając wszelkie wspomnienie Ofiary Krzyżowej i Ostatniej Wieczerzy, jako aktu ustanowienia Eucharystii przez Chrystusa Pana, czyli przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Jezusa Chrystusa. (…)
Taką judaistyczną postawę zajął Luter i jego zwolennik arcybiskup Cranmer. Bo to właśnie Luter zniszczył w protestantyzmie Mszę świętą, jako akt istotnie związany razem z Ostatnią Wieczerzą (a więc z ustanowieniem Eucharystii przez Chrystusa Pana) i z Ofiarą na Krzyżu, uważając, że Ostatnia Wieczerza, celebrowana przez Chrystusa Pana, była tylko i wyłącznie zwykłym i tradycyjnym spełnieniem starych zwyczajów obchodzenia Paschy z czasów Mojżesza i niczym więcej. Natomiast Cranmer, idąc śladami Lutra i będąc konsekwentnym, ale jednocześnie przebiegłym, pozostawia cały ceremoniał Kościoła katolickiego, aby przekonać swych zwolenników i utrzymać ich w złudzeniu, że owe msze anglikańskie są takie same jak katolickie, a więc że się nic nie zmieniło. Aby jednak podkreślić, że owe msze anglikańskie nie są ofiarami składanymi Bogu, a tylko owym wspomnieniem Paschy Mojżesza, zniósł ołtarze i zastąpił je stołami. Wywołało to jednak protesty ze strony wiernych, więc, po pewnym czasie powrócono do ołtarzy i dzisiejsze “msze” anglikańskie bardziej przypominają dawne Msze Katolickie, niż obecny NOM, gdyż niestety, niedawne reformy liturgiczne w Kościele katolickim, przyjęły zwyczaj protestancki “stołu”, a nie “ołtarza”, co pozwala zwolennikom judaizmu podkreślać składnik “wieczerzy-biesiady”, bo dla biesiady i jedzenia wystarczy stół, ale dla “ofiary” potrzebny jest “ołtarz”, a fakt, że ten dzisiejszy “stół-ołtarz” zawiera relikwie świętych nie wpływa na mentalność uczestników, którzy pod wpływem judaizmu skłonni są uważać Mszę świętą tylko za “wieczerzę-biesiadę”. Stąd też logiczny nacisk, aby wszyscy uczestnicy przystępowali do Komunii świętej, gdyż tylko w ten sposób mogą brać udział w “wieczerzy-biesiadzie”, a skoro nie ma Przeistoczenia, to Eucharystia nabiera charakteru tylko polskiego opłatka, wypiekanego z okazji świąt Bożego Narodzenia.
To gromadne przyjmowanie Komunii świętej, bez uprzedniej spowiedzi, stało się już nagminnym zwyczajem w wielu krajach, który jeszcze bardziej podkreśla charakter Mszy świętej jako tylko “wieczerzy-biesiady”, ale jednocześnie właśnie przez to przyczynia się do judaizacji Mszy świętej, czyli do urobienia poglądu, że jest ona tylko i wyłącznie wspomnieniem Ostatniej Wieczerzy już pozbawionej swej istoty, a więc już bez łączności z Ofiarą na Krzyżu i bez Przeistoczenia, a więc ta judaizacja Mszy świętej pozbawia ją de facto swej istoty, sprowadzając ją wyłącznie tylko do pamiątki Paschy z czasów Mojżesza. Tak to, główny dogmat wiary katolickiej, przez tę judaizację, został poważnie zagrożony. “Stoły” nadają Mszy świętej charakter jakiegoś świeckiego “zgromadzenia wiernych”, podobnego do jakiegokolwiek zgromadzenia świeckich, gdyż, wobec ołtarza ludzie zachowują postawę religijną, a wobec stołu całkiem świecką, bezreligijną. Zachowanie się tych osób na owych zgromadzeniach wiernych więcej przypomina synagogę niż świątynię, bo wszyscy rozmawiają, witają się swobodnie i zachowują się tak, jakby nie było w Tabernaculum Eucharystii, jako rzeczywistej obecności Chrystusa Pana, skoro Msza święta już jest dla nich tylko wspomnieniem Paschy Mojżesza, a nie Ostatniej Wieczerzy. (…) Już sam fakt, że Eucharystia materialnie przestała być centrum świątyni, gdyż ją przeniesiono w jakiś kącik na boku, a jeśli czasami jeszcze pozostała w centrum, to kapłan celebruje tyłem do Tabernaculum, co także sprawia wrażenie lekceważenia rzeczywistej obecności Chrystusa Pana w Eucharystii. Tylko więc powrót do dawnych zwyczajów odprawiania Mszy świętej twarzą do ołtarza, w którym przebywa Chrystus Pan w Tabernaculum, może położyć kres tej judaizacji Mszy świętej. (…)”
(Talmud czy Biblia?)
- „Obecna postawa walki z cywilizacją łacińską wewnątrz Kościoła, ta niestety częsta i nawet fanatyczna, jest jednym z przejawów protestantyzacji katolicyzmu. Jednym z istotnych elementów cywilizacji łacińskiej jest język łaciński. Porzucanie tego języka przez Kościół a nawet w wielu środowiskach brutalna walka z tym językiem jest także jednym z przejawów protestantyzacji katolicyzmu (…) Jeśli chodzi o nową liturgię mszalną to sami protestanci twierdzą, że została ona, przynajmniej kanon drugi i czwarty, dostosowana do wymagań luteranizmu. Także wielu katolików nawróconych z protestantyzmu z rozpaczą i bólem rozpoznaje w nowej liturgii mszalnej ceremonie protestanckie” ( Kościół od wewnątrz zagrożony),
- „Usuwanie łaciny z liturgii jest głupotą i zbrodnią. Ci co to czynią okazują zupełny brak kultury, są to barbarzyńcy (…) Sprzeczności i różnice między nauką tradycyjną Kościoła i nauką Drugiego Soboru Watykańskiego są szczególniej oczywiste odnośnie liturgii Mszy Świętej (…) Reforma liturgii w ogóle, a w szczególności Mszy Świętej jest także wielkim skandalem, niewybaczalnym Ojcom Soboru, zwłaszcza fakt, że została wydana w ręce masona a więc w ręce wroga Kościoła katolickiego a za wzór tej reformy wzięto heretycką liturgię „Kościoła” anglikańskiego z czasów Cranmera (1489-1556), który przecież publicznie głosił, że według niego jest bluźnierstwem pojmować Mszę Świętą jako powtarzanie Ostatniej Wieczerzy i Męki Krzyżowej, gdyż jest to tylko wspominanie Ostatniej Wieczerzy jako biesiady. Powierzenie najważniejszej w Kościele katolickim sprawy jaką jest Msza Święta i związana z nią Eucharystia wrogowi Kościoła, bo masonowi Bugniniemu i kilku protestantom, którzy wchodzili w skład owej Komisji nie tylko było nieroztropnością, ale zbrodnią, karaną przez ówczesne prawo kanoniczne, gdyż zabraniające Communicatio in sacris, bo to, co jest najświętsze w Kościele katolickim, a więc Eucharystia, zostało oddane w ręce wrogów Kościoła, gdyż w ręce masonów i heretyków. Jakże więc można mieć zaufanie do takiej "reformy liturgicznej"? Żaden katolik nie może tego aprobować, ani samego faktu tej zbrodni, ani też jej skutków. Msza Święta, oraz nierozerwalnie związana z nią Eucharystia, jest największą świętością Kościoła katolickiego, a zapowiedzianą już była w najdawniejszej starożytności w ofiarach Starego Testamentu, gdyż te ofiary były jej symbolem (…) "Ostatnia Wieczerza" Chrystusa Pana, spożywana z Apostołami, już nie jest symbolem, lecz niekrwawą i rzeczywistą [ofiarą] najściślej związaną z następującym aktem krwawej Ofiary na Krzyżu, składanej Bogu na Odkupienie wszystkich ludzi, a jednocześnie zostaje przez Chrystusa Pana ustanowiona na wieki wieków Ofiara Mszy Świętej, jako bezustanne odnawianie Ofiary Krzyżowej, lecz już bezkrwawej, w formie Eucharystii, jako niezbędnego pokarmu dla duszy człowieka wierzącego i ochrzczonego; Eucharystia, jako obecność rzeczywista Chrystusa Pana pod postaciami chleba i wina. (…) Po DSW doszło jednak do zbrodni profanacji Eucharystii, a więc do profanacji tego co jest najświętsze w Wierze katolickiej, bo do nieposzanowania rzeczywistej obecności Chrystusa Pana pod postaciami chleba i wina odpowiednio pokonsekrowanymi. Co gorsze, że profanacja ta przyszła ze strony części duchownych (którzy widocznie utracili wiarę), a więc takie praktyki i postępowania wobec Eucharystii, jakby zapomnieli o rzeczywistej obecności Chrystusa Pana pod postaciami chleba i wina, jak na przykład rozdawanie Komunii Świętej do ręki, zamiast wprost do ust, lub osobom stojącym, zamiast wymagania postawy klęczącej. (…)
Bałamutna nauka posoborowa odnośnie roli kapłańskiej ludzi świeckich spowodowała przeraźliwe świętokradztwa, jak np. zastępowanie kapłana wyświęconego przez osoby świeckie. W ten sposób wprowadzono w wielu krajach, głównie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Holandii, zwyczaj "zgromadzenia wiernych", które to zgromadzenia rzekomo odprawiają Mszę Świętą, a polega to tylko na czytaniu tekstów czy to z Biblii, czy też z mszałów zreformowanej Mszy Świętej, czyli tzw. Novus Ordo, podkreślając, że najważniejszym elementem jest samo "zgromadzenie" (co przypomina żydowską "kol-nidra"). Nadużywa się w tym wypadku słów Pana Jezusa: "gdzie dwaj lub trzej zgromadzą się w imię moje tam i ja jestem" (Mt 18, 20). Nad to nadaje się tym zgromadzeniom nie tylko charakter uroczysty, ale przede wszystkim wesoły, a przecież Msza Święta nie jest tylko biesiadą, jako wspomnienie Ostatniej Wieczerzy, ale także ma swój charakter tragiczny, bo wspominania Męki Krzyżowej Chrystusa Pana, a więc i zdrady ze strony Judasza, i popełnionego Bogobójstwa. Traktując Mszę Świętą przede wszystkim jako "zgromadzenie wiernych", nadaje się jej charakter zeświecczały i prawie wyłącznie czysto ludzki, eliminując przyklękanie, skupienie wewnętrzne, powagę i dostojność obrządku, ciszę i powagę jako konieczne wobec tajemnic wiary. Bogu dzięki, od czasu do czasu odzywają się głosy roztropne, jak np. kardynała Stickera, który kategorycznie stwierdził, że tzw. Nowa Msza (Novus Ordo) nie powinna być nazywa "Mszą Pawła VI", bo nie jest ona jego dziełem, ani też DSW, lecz tylko Komisji Liturgicznej, że jest ona protestancką, że wyeliminowano z niej ideę ofiary, że fakt, iż kapłan odprawia ją twarzą do ludzi, identyfikuje ją ze "zgromadzeniem wiernych"; że odprawianie jej w językach współczesnych spowodowało, że straciła ona charakter zjednoczenia wszystkich wiernych w Kościele; że jest niewątpliwie skandalem, że najwyższe autorytety Kościoła razem z ostatnim papieżem podporządkowały się decyzjom jakiejś "komisji", kierowanej przez masona i złożonej głównie z protestantów. Rewolucja francuska z roku 1789 w dzisiejszym Kościele katolickim odnosi także triumfy w reformach liturgii sakramentów. I tak np. sakrament kapłaństwa został "okaleczony" przez zniesienie święceń akolity, egzorcysty, lektora i ostiariusza, i to właśnie wtedy, kiedy zaczęto wreszcie włączać laików do brania udziału w ceremoniach liturgicznych, a zwłaszcza we Mszy Świętej, a była to przecież normalna droga do kapłaństwa.” (Trzydziestolecie Drugiego Soboru Watykańskiego)
- „(…) w czasie obrad Drugiego Soboru Watykańskiego masoneria miała możliwości wpływania na redakcję dokumentów soborowych a zwłaszcza na reformę liturgii mszalnej a to wiele wyjaśnia dlaczego te zmiany liturgiczne przyjęły charakter nie tylko barbarzyński i niszczycielski, ale przede wszystkim bluźnierczy” (Problemy II Soboru Watykańskiego)

- "Tak zwana "nowa teologia" właśnie jest budowana na tym ewolucyjnym antropocentryzmie a więc jest też całkowicie Ten ewolucyjny antropocentryzm, głoszony w czasie DSW, jeszcze bardziej zapanował w życiu religijnym katolików, kiedy po Soborze zaczęto przeprowadzać najrozmaitsze reformy i zmiany w liturgii Kościoła katolickiego. Cała liturgia dwutysiącletnia była liturgią teocentryczną, poczynając od stylu budowy świątyń, kościołów i kaplic, które własną strukturą były skierowane ku Bogu, ku Niebiosom, ku wieczności. Przepiękne katedry Średniowiecza do dziś mówią nam o Bogu, o Trójcy Przenajświętszej, o wieczności. Bardziej jeszcze mówią do nas witraże, obrazy, rzeźby, a to dlatego, że panował wśród wiernych teocentryzm. Obecnie, po reformach posoborowych, to co nowe, czy to budowle, czy malowidła, obrazy, figury, ołtarze niewiele mówią nam o Bogu i wieczności;gdyż są już przesiąknięte antropocentryzmem. Najbardziej widać to w zmianie liturgii. Ołtarz już nie jest ukierunkowany ku Bogu, ale ku ludziom. Celebrant też jest zwrócony ku wiernym, biorącym udział w ceremonii, a nie ku Bogu. Najświętszy Sakrament dawniej znajdował się w centrum kościoła, a dziś nieraz trudno go znaleźć. Cała liturgia Mszy Świętej została tak zmieniona, że nic w niej nie zostało z teocentryzmu, gdyż wszystko zostało podporządkowane antropocentryzmowi. Nieliczni święci, którzy ocaleli w okresie nowego obrazobórstwa posoborowego, chyba ze zdumieniem patrzą na to co się w świątyni obecnie dzieje; zapewne zapytują czy owe ceremonie mają coś wspólnego z dawną Mszą Świętą, czy też są to jakieś protestanckie zebrania; i nic dziwnego skoro obecna liturgia mszalna została wzięta z protestanckiej, bo z anglikańskiej ceremonii. Tak to antropocentryzm wyrugował teocentryzm.
Największe jednak spustoszenie dokonał w tak zwanej,.nowej teologii”, której „nowość” polega właśnie na całkowitym zerwaniu z teologią tradycyjną i na powrocie do wszelkich poglądów heretyckich, jakie ukazywały się w ciągu dwutysiąclecia chrześcijaństwa. Ta „nowa teologia” daje nam nowe pojęcie Kościoła, całkowicie niezgodne z pojęciem tradycyjnym. Aż do DSW Kościół był pojmowany przede wszystkim jako Ciało Mistyczne Chrystusa Pana, według teologii św. Pawła. Do Kościoła należały tylko i wyłącznie osoby wierzące w Chrystusa Pana, jako Boga-człowieka i w naukę Kościoła, a przyjmowani byli do Kościoła przez Chrzest św. Natomiast „nowa teologia” pojmuje Kościół jako wspólnotę wszystkich ludzi, żyjących na planecie Ziemia, a więc także i nie wierzących i nie ochrzczonych, a nawet takich, którzy o Kościele nic nie słyszeli i go nie znają, ale przez „nową teologię” są uważani jako „chrześcijanie anonimowi”. Takie pojęcie Kościoła zrujnowało misjonarstwo, bo po co misjonarze mają nawracać pogan, jeśli ci, będąc poganami, i tak należą do Kościoła i będą zbawieni? „Nowa teologia” narzuciła także katolikom nowe pojęcia ekumenizmu. Dawny ruch ekumeniczny, który powstał jeszcze przed pierwszą wojną światową, ograniczał się tylko do szukania jedności wśród chrześcijan, a więc wśród prawosławnych i protestantów, natomiast w „nowej teologii” jest pojmowany jako zjednoczenie wszystkich religii, nawet pogańskich, które, aż do DSW uważane były jako szatańskie, a to na podstawie Psalmu 95, który mówi: „quoniam omnes dii gentium daemonia”, czyli: bożkowie pogan są demonami." (Dziedzictwo rewolucji francuskiej)


Fra Angelico - Szydzenie z Chrystusa [fragment]