JPII ... Wojtyłowe poznawanie Boga SPRZECZNE z katolicką nauką.

Jan Paweł II rzadko operował tradycyjnymi sformułowaniami właściwymi dla klasycznej teologii. Na próżno można szukać w jego rozważaniach takich pojęć jak porządek naturalny i nadprzyrodzony, naturalne i nadprzyrodzone poznanie Boga, cel naturalny i nadprzyrodzony, wreszcie religia naturalna i nadprzyrodzona. Ten brak w sposób znaczący utrudnia wydobycie właściwego znaczenia z rozważań Papieża na temat poznania Boga i początku wszelkiej religii. Dobrego przykładu dostarczają tutaj konferencje wygłoszone w ramach rekolekcji skierowanych do papieża Pawła VI i jego najbliższych współpracowników.

Rekolekcje te wygłosił arcybiskup krakowski w Watykanie w dniach od 5 do 12 marca 1976 r., a treść rozważań została wydana przez wydawnictwo “Znak” w serii “Teologia żywa” (1995).
Ten tomik konferencji zatytułowany Znak sprzeciwu i przetłumaczony na wiele języków stanowi dojrzałą refleksję teologiczną i duchową, dzięki której “można poznać Papieża w sposób najbardziej intymny”). Pierwszego dnia rekolekcji kardynał Wojtyła rozważa “różnorodny wysiłek myśli ludzkiej, który tworzy nasze itinerarium mentis in Deum – naszą drogę do Boga” . Chodzi tutaj więc o klasyczne zagadnienie dróg poznania Boga. Przyszły Papież ujmuje ten problem w sposób następujący: “Itinerarium mentis in Deum prowadzi z wnętrza stworzenia i wnętrza człowieka. Współczesna umysłowość znajduje na tej drodze jakieś szczególne oparcie w doświadczeniu i uwydatnieniu transcendencji osoby ludzkiej. Człowiek jest kimś, kto siebie przerasta – musi niejako przerastać. Problem humanizmu ateistycznego – tak wspaniale zanalizowany przez o. de Lubaca (H. de Lubac, Ateizm i sens człowieka, Paryż 1969) – polega na tym, że właśnie odbiera człowiekowi jego transcendencję, niweczy jej ostateczny, osobowy sens. Człowiek przerasta siebie ku Bogu i wraz z tym wychodzi z granic, jakie określają mu stworzenia, z granic przestrzeni i czasu, z granic przygodności i zmiany. Transcendencja osoby łączy się z odniesieniem Tego, o którym tylko wedle analogii proporcjonalności możemy orzekać: byt, dobro, prawda, piękno. Jest bowiem całkowicie Inny. Jest Nieskończony i Nieograniczony” Tak więc punktem wyjścia dla tego naturalnego poznania Boga jest dla kardynała Wojtyły wnętrze człowieka. “Jest to droga myśli – mówi przyszły Papież – a bardziej jeszcze droga całego człowieka: a więc itinerarium hominis – chociaż drogę tę odbywa człowiek nade wszystko w swym wnętrzu, pokrywa wysiłkiem ducha jej niewidzialne odległości”. Według takiego ujęcia “transcendencja osoby ludzkiej” ma być swoistym dowodem na istnienie Boga – jest do dowód o charakterze cokolwiek immanentnym, gdyż zawiera się w samym człowieku, rozpoczyna się od penetracji głębi człowieka przez samego człowieka. Podstawa wiary powstaje w samym człowieku. Jak rozumieć tę immanencję? Czy na sposób ortodoksyjny, tak jak to ujmuje św. Tomasz z Akwinu: “Bóg jest we wszystkich rzeczach nie jako część ich istoty, ani też jako ich przypadłość, ale tak jak twórca jest obecny w dziele, którego dokonuje”? (Suma Teologiczna I, q.8, 2c.). św. Pius X zaznacza, że tak rozumiany “immanentyzm” jest zgodny z nauką katolicką. Co jednak oznacza stwierdzenie, że “człowiek jest kimś, kto siebie przerasta – musi niejako przerastać” (podkr. A. B.)? Jeżeli chodziłoby tu o jakieś rzeczywiste i prawdziwe wymogi istniejące w naturze ludzkiej w odniesieniu do porządku nadprzyrodzonego, to zdanie takie byłoby modernistyczne i niezgodne z doktryną Kościoła. Niezależnie od tych niejasności należy stwierdzić, że tak przedstawiona droga poznania Boga w znaczący sposób odbiega od racjonalnych dróg św. Tomasza. Wielu teologów, z o. Garrigou-Lagrange na czele, uważało, że stanowisko Karola Wojtyły, upatrujące punkt wyjścia dla poznania Boga we wnętrzu człowieka i jego transcendencji, jest spuścizną nowoczesnego idealistycznego egzystencjalizmu. Fakt, że ten ostatni został potępiony przez Piusa XII w Humani generis jako “wymysł” nie do pogodzenia z katolicką wiarą nie przeszkadza kardynałowi Wojtyle twierdzić, że jest on, razem z fenomenologią “pełen chrześcijańskiej inspiracji”

Niezależnie od tej niejasno przedstawionej naturalnej drogi poznania należy przyjrzeć się odpowiadającemu jej przedmiotowi poznania. Co według kardynała Wojtyły “umysłowość” ludzka, pozostająca przecież częścią natury, może powiedzieć o Bogu? Przyszły papież kontynuuje swoje rozważania w sposób następujący: “Człowiek ma pojęcie nieskończoności, posługuje się nim w badaniach naukowych, choćby w matematyce. Znajduje przeto jakieś bodaj pokrycie w swoim umyśle dla Tego, Który Jest (Wj 3, 14), dla Nieskończenie Doskonałego, dla Tego, któremu świadectwo daje Pismo i Kościół, gdy mówi po każdej prefacji: Sanctus, Sanctus, Sanctus Dominus Deus Sabaoth, pleni sunt coeli et terra gloria tua! Bóg nieskończonego Majestatu. Takiego Boga wyznaje milczeniem całego życia trapista czy kartuz. Ku Niemu zwraca się wędrujący po pustyni Beduin, gdy przyjdzie pora modlitwy. A może i ten mnich buddyjski, skupiony w swej kontemplacji, która oczyszcza jego myśl, kierując ją w stronę nirwany! Czy tylko w stronę nirwany? Bóg absolutnie transcendentny, przewyższający bezwzględnie wszystko, co stworzone, widzialne, odczuwalne” 38). Analiza powyższego fragmentu musi nieuchronnie doprowadzić do wniosku, że mamy tu do czynienia z całkowitym pomieszaniem porządku naturalnego i nadprzyrodzonego. Człowiek w samym swoim umyśle rzeczywiście znajduje pokrycie dla Boga Stwórcy natury, Boga nieskończonego Majestatu. Taką prawdę o Bogu człowiek może posiąść przy pomocy światła naturalnego rozumu. Jednak człowiek w żaden sposób nie jest w stanie bez Objawienia znaleźć “pokrycia w swoim umyśle” dla Boga, “któremu świadectwo daje Pismo i Kościół, gdy mówi po każdej prefacji: Sanctus, Sanctus, Sanctus Dominus Deus Sabaoth, pleni sunt coeli et terra gloria tua!” Jak pisze św. Ambroży, “Cherubiny i serafiny wielbią Pana nieustannie: święty, święty, święty Pan Bóg zastępów. Nie mówią raz jeden: święty, aby nikt nie myślał, że osoba jest tylko jedna; ani dwa razy, by nie wykluczać Ducha świętego, ani też święci w liczbie mnogiej, by nikt nie wierzył w wielość natur. Lecz powtarzają trzykroć święty w liczbie pojedynczej, abyście w tym hymnie widzieli troiste rozróżnienie osób, a jedność natury Bożej. Tak czczą Boga w Trójcy” W istocie prawda o Trójcy świętej należy do tych prawd, którą możemy poznać jedynie przy pomocy wiary boskiej – jak pisze św. Tomasz z Akwinu “dzięki objawieniu poznajemy takie tajemnice Boga, do których rozum przyrodzony nigdy by nie doszedł, np. że Bóg jest jeden w trzech Osobach” (Suma Teologiczna I, q. 11, 13c.). Dlatego można z całą pewnością stwierdzić, że “wędrujący po pustyni Beduin” nie zwraca się do Boga w Trójcy świętej Jedynego – zresztą, aby się o tym przekonać, nie potrzeba przeprowadzać skomplikowanych dowodów, wystarczy go o to zapytać. A już tym bardziej buddysta, który dzięki swojemu panteizmowi jest de facto ateistą!

Gdzie szukać wytłumaczenia dla tych stwierdzeń kardynała Wojtyły? Wydaje się, że takie poglądy są konsekwencją przyjęcia całkiem fałszywej zasady “naturalnego pragnienia nadprzyrodzoności”, którą Ojciec święty zapożyczył wprost od o. de Lubaca. Francuski jezuita pisał: “Naturalne pragnienie nadprzyrodzoności pochodzi z ustawicznego działania w nas Boga, który stwarza naszą naturę tak samo jak łaska jest ustawiczną czynnością Boga tworzącego w nas porządek moralny. Oba porządki natury i łaski zawierają wszystkie warunki potrzebne do tego, byśmy mogli osiągnąć nadprzyrodzony cel. W pojęciu natury są warunki istotne i konieczne, w idei łaski – osobowe i dobrowolne; i te, i tamte istnieją wewnątrz jedynego i tego samego świata, który chociaż zawiera w sobie elementy całkowicie naturalne, może być nazwany światem nadprzyrodzonym” . Wynika z tego, że religijność sama przez się należy już do porządku nadprzyrodzonego. Tradycyjne rozróżnienie natury i łaski, religii naturalnej i nadprzyrodzonej nie ma tu już żadnego sensu. Skoro natura staje się nadprzyrodzona, to dlaczego nie uznać, że każdy człowiek znajdując już “pokrycie w swoim umyśle” dla “Tego, któremu daje świadectwo Pismo i Kościół” wielbi już Boga aktem nadprzyrodzonej wiary, niezależnie od wyznawanej przez siebie religii?

Ktoś może powiedzieć, że to zbyt daleko idąca interpretacja. Jednak podsumowanie rozważań obecnego papieża na temat “drogi człowieka do Boga” jest jednoznaczne: “Kościół Boga Żywego łączy w sobie tych właśnie ludzi, którzy w jakikolwiek sposób uczestniczą w tej wspaniałej i podstawowej zarazem transcendencji ducha ludzkiego, wie bowiem, że najgłębszych pragnień tego ducha nic innego zaspokoić nie może, tylko On Sam: Bóg nieskończonego Majestatu”. Kościół w swym wewnętrznym wymiarze jest rzeczywistością wybitnie nadprzyrodzoną – jak pisze św. Pius XII “Zbawiciel rodzaju ludzkiego, w nieskończonej swej dobroci zaopatrzył swe Ciało mistyczne w sposób cudowny, obdarzając je mianowicie Sakramentami, których członkowie Ciała czerpią wzmagające się nieustannie energie Łaski, dające im siły życia nadprzyrodzonego od kolebki aż do ostatniego tchnienia”. Wobec powyższego błędna jest “definicja” Kościoła, który według kardynała Wojtyły ma skupiać ludzi uczestniczących w czysto naturalnej “wspaniałej i podstawowej zarazem transcendencji ducha ludzkiego”, i to w “jakikolwiek sposób”!

Nietrudno zauważyć, że wszystkie te stwierdzenia dotyczące naturalnej kondycji ducha ludzkiego znajdują doskonały, konkretny wyraz w modlitwie wszystkich religii w Asyżu. W świetle powyższych rozważań teologicznych obecnego papieża jasnym staje się wypowiedziane w Asyżu stwierdzenie, że “modlitwa bez względu na zróżnicowanie religii wyraża związek z Potęgą Najwyższą, która znacznie przekracza granice naszych ludzkich możliwości”. Ta “Potęga Najwyższa” według słów kardynała Wojtyły to “Bóg absolutnie transcendentny, przewyższający bezwzględnie wszystko, co stworzone, widzialne, odczuwalne”, a więc przekraczający granice wszelkiej historycznej religii. Buddysta, muzułmanin czy chrześcijanin – wszyscy oni przerastają siebie, “muszą niejako przerastać”, aby w końcu w głębokiej sferze “transcendencji ducha ludzkiego” spotkać się z Bogiem. Wyznawcy różnych religii mogą używać różnych nazw dla tego transcendentnego Absolutu i podążać różnymi drogami zbawienia, lecz wszystko to pozostaje w sferze widzialnego i odczuwalnego. A spotkanie człowieka z Bogiem przekracza “granice przestrzeni i czasu, granice przygodności i zmiany”. W ten sposób, zdaniem Papieża, wszyscy ci, “którzy w jakikolwiek sposób uczestniczą w tej wspaniałej i podstawowej zarazem transcendencji ducha ludzkiego” towarzyszą sobie nawzajem, “podążając do transcendentnego celu, który Bóg dla nich ustanowił”. Na tym właśnie polega według Jana Pawła II “wspólne pochodzenie i wspólne przeznaczenie ludzkości”, które zostało jasno ukazane poprzez pielgrzymkę do Asyżu.

Wbrew temu wszystkiemu, w oparciu o wyłożoną powyżej doktrynę katolicką trzeba powiedzieć, że ostatecznym przeznaczeniem człowieka jest osiągnięcie celu nadprzyrodzonego, bezpośrednie widzenie Boga. A cel nadprzyrodzony może być osiągnięty jedynie poprzez wyznawanie nadprzyrodzonej religii – w żaden sposób nie może być “ukazany” poprzez akty religii naturalnej. Osiągnięcie celu nadprzyrodzonego uzależnione jest od darów nadprzyrodzonych, łaski, cnót, darów Ducha świętego. Nadprzyrodzoności nie wyjaśnia się za pomocą odniesienia do natury i odwrotnie. Wbrew stwierdzeniu papieża: “Modlitwa prowadzi do nawrócenia serca. Dzięki niej postrzegamy ostateczną Rzeczywistość”, musimy powiedzieć: dzięki modlitwie naturalnej nie postrzega się ostatecznej Rzeczywistości, bo cel naturalny nie jest dla człowieka celem ostatecznym. Jest zresztą dużym uproszczeniem mówić o “naturalnym poznaniu Boga” w przypadku wielu “religii”, które przyjęły zaproszenie do Asyżu. Religie politeistyczne, zgodnie z odwiecznym przekonaniem Kościoła, obrały sobie za przedmiot swego kultu demony, nie Boga 42). Przykładowo, trudno mówić o “naturalnym poznaniu Boga” przez indyjskich dźinistów, którzy negują istnienie Boga, twierdząc, że świat zaludniają śmiertelne bóstwa i którzy przyjąwszy zaproszenie Ojca świętego składali w Asyżu: “hołd Najczystszym, hołd Wyzwolonym, hołd tym, którzy pouczają, hołd Nauczycielom religii, hołd wszystkim ascetom świata”

Wszystkie te stwierdzenia Papieża świadczą o braku rozróżnienia pomiędzy naturą i łaską, porządkiem naturalnym i nadprzyrodzonym, religią naturalną i nadprzyrodzoną. W teologii Jana Pawła II natura staje się nadprzyrodzona, cel ostateczny wyjaśnia się poprzez akty religii naturalnej, prawdy Objawienia są dostępne dla naturalnego rozumu ludzkiego, a Kościół Boga Żywego skupia wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób uczestniczą w czysto naturalnej transcendencji osoby ludzkiej. To właśnie jest teologiczna podstawa spotkania religii w Asyżu i fundament ekumenizmu wobec niechrześcijan.

Źródło:Synkretyzm religijny Jana Pawła II – Adam Branicki (Fragment)- fb
Quas Primas
"Jan Paweł II rzadko operował tradycyjnymi sformułowaniami właściwymi dla klasycznej teologii. Na próżno można szukać w jego rozważaniach takich pojęć jak porządek naturalny i nadprzyrodzony, naturalne i nadprzyrodzone poznanie Boga, cel naturalny i nadprzyrodzony, wreszcie religia naturalna i nadprzyrodzona. Ten brak w sposób znaczący utrudnia wydobycie właściwego znaczenia z rozważań …More
"Jan Paweł II rzadko operował tradycyjnymi sformułowaniami właściwymi dla klasycznej teologii. Na próżno można szukać w jego rozważaniach takich pojęć jak porządek naturalny i nadprzyrodzony, naturalne i nadprzyrodzone poznanie Boga, cel naturalny i nadprzyrodzony, wreszcie religia naturalna i nadprzyrodzona. Ten brak w sposób znaczący utrudnia wydobycie właściwego znaczenia z rozważań Papieża na temat poznania Boga i początku wszelkiej religii. Dobrego przykładu dostarczają tutaj konferencje wygłoszone w ramach rekolekcji skierowanych do papieża Pawła VI i jego najbliższych współpracowników."
Posoborowe absurdy
PRAWDA . Jan Paweł II wprowadził w czyn SWII, który "zmutował" religię KATOLICKĄ