CUDOWNY MEDALIK
11.5K

Figura płakała przez 40 dni bez przerwy. Potem zdarzenie powtarzało się, choć nieregularnie, 101 razy. Ostatni raz łzy popłynęły 9 września 2007 roku.

Łzy Matki Bożej. Był nam dany znak.
Wojciech Zatwarnicki

Figura płakała 101 razy. Ostatni raz łzy popłynęły 9 września 2007 roku.

Do Niżankowic na Ukrainie pielgrzymują wierni z Podkarpacia i całej Polski.
Klękają przed posągiem Matki Bożej, zanoszą prośby. I mówią o cudach.

Płacząca figurka Matki Bożej, tajemnicze światła w kościele, cudowne uzdrowienia i tzw. cud słońca.
Podobny do tego, jaki miał miejsce podczas objawień w Fatimie. To wszystko miało wydarzyć się w oddalonych o 12 km od Przemyśla i około 50 od Ustrzyk Dolnych Niżankowicach.

Minęło osiem lat od chwili, kiedy tajemniczymi wydarzeniami żyła cała Ukraina. O tym, że z oczu Figurki Matki Bożej w miejscowym Kościele wypływają Łzy, głośno było również w Polsce.
Sanktuarium nie powstało dla łez.
Kiedy w 2005 roku reporterzy Nowin zawitali do Niżankowic, Świątynia była zaniedbana, wnętrze zrujnowane. Dziś naszym oczom ukazuje się zupełnie inny widok.
Przed wejściem stoi Grota z figurą Matki Boskiej Fatimskiej. Na kamiennym ogrodzeniu - stacje Drogi Krzyżowej i mozaika przedstawiająca Jana Pawła II. Otoczenie Kościoła uprzątnięte, wnętrze lśni. Zamiast słomy, stosów desek, starych dywanów i śmieci piękna posadzka, odnowione Ołtarze i ściany.

Na tyłach Świątyni w przybudówce mieszka kustosz Sanktuarium ks. Jacek Waligóra. Już po przywitaniu zaznacza:

- Nie jesteśmy w miejscu objawień Matki Bożej. Był tu nam dany pewien znak, którego ja też byłem świadkiem. Ustanowione przez ks. kardynała Mariana Jaworskiego Sanktuarium powstało nie dla łez figurki, ale dla pielgrzymów, którzy znajdują tu pociechę, ukojenie i wysłuchanie swoich próśb.
Płakała 101 razy.

5 stycznia 2005 roku 17-letni Kościelny, Włodzimierz Moroz, chciał zrobić porządki w Świątyni. Po chwili, przerażony, wybiegł na zewnątrz.

- Wezwał nas, żebyśmy potwierdziły, że cud się dzieje naprawdę - opowiadała nam 8 lat temu 85-letnia wówczas Helena Kapucjanowa.
Ludzie weszli do Świątyni i zobaczyli, że... Matka Boża z Lourdes płacze. To znaczy z oczu stojącej przy ołtarzu bocznym figury wypływają łzy.

Figura płakała przez 40 dni bez przerwy. Potem zdarzenie powtarzało się, choć nieregularnie, 101 razy. Ostatni raz łzy popłynęły 9 września 2007 roku.

Próbki cieczy trafiły do krakowskiego instytutu ekspertyz sądowych. Wyniki badań nie dały jednoznacznej odpowiedzi, z czym mamy do czynienia. Ustalono tylko jedno - ciecz była słona.

I nagle zawirowało słońce

Ksiądz Edward Lorenc w tamtym czasie był proboszczem parafii w pobliskim Dobromilu.
- Kiedy po raz pierwszy przyjechałem na miejsce, zobaczyłem przerażonych ludzi oddających cześć Płaczącej Figurce - wspomina duchowny. - Łzy wypływały wprost z oczu, nie zamarzały mimo piętnastostopniowego mrozu i były słone. Padłem na kolana i modliłem się z wszystkimi.

Czy uwierzył, że to cud?
- Dla nas najważniejsze jest głoszenie Ewangelii i modlitwa, a nie fajerwerki - zastrzega. Ale zaraz przyznaje, że w Niżankowicach miały miejsce niezwykłe wydarzenia.

I widział je na własne oczy. Dwa razy - jak zapewnia - był świadkiem tzw. cudu słońca.

- To było trzynastego dnia miesiąca - opowiada duchowny. - Słońce mieniło się różnymi kolorami. Obrączka wokół niego wirowała i choć światło było bardzo mocne, spokojnie można było na nie patrzeć.
Innym niewytłumaczalnym zjawiskiem było nagłe pojawienie się światła we wnętrzu świątyni. Stało się to pewnej nocy, w czasie, kiedy w kościele nie było instalacji elektrycznej. Wśród ludzi, którzy zaobserwowali bijący blask z wnętrza kościoła, był również duchowny. Co podkreślają świadkowie - świątynia była wtedy zamknięta i nikt nie mógł w niej przebywać.
Joanna wyzdrowiała. To cud!


Od 2 czerwca 2007 r. Kościół w Niżankowicach nosi miano Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej Opatrzności. Odwiedzają go tłumy wiernych, modlą się przed niewielką Figurą o uzdrowienia. I część próśb, co podkreślają w Niżankowicach, zostaje spełniona! Mają o tym świadczyć liczne dziękczynne wota.

- Maryja w tym miejscu prowadzi ludzi do Sakramentów Świętych, do Chrystusa - tłumaczy ks. Waligóra. - W tym miejscu nawróciło się wielu ludzi. Wielu też doznało Łaski uzdrowienia.

Swego czasu głośno było w mediach o uzdrowieniu Joanny z Przeworska, które miało się wydarzyć za sprawą Matki Bożej z Niżankowic.

U Joanny zdiagnozowano bardzo ciężką chorobę - zespół Guillaina-Barrego. Trafiła do szpitala w Przeworsku, a następnie do rzeszowskiej "dwójki".
Lekarze załamywali ręce, nie dawali większych szans. Rodzice poprosili już, by kapelan szpitalny udzielił ich córce sakramentu namaszczenia chorych. Wtedy też ojciec chorej, szukając ostatniej szansy, zwrócił się do księdza Jacka Waligóry o modlitwę w intencji córki przed figurką w Niżankowicach.
Miał też przy sobie chusteczkę i obrazek, którymi wcześniej potarł o figurkę. W szpitalu przyłożył je do twarzy nieprzytomnej córki.

Dziś pani Joanna ma się dobrze i pracuje jako pielęgniarka.
Jest tam jakiś magnes

Do Sanktuarium w Niżankowicach pielgrzymują wierni z całej Polski, także wielu mieszkańców Bieszczad i wypoczywający tu turyści. Rekordzistą jest zapewne pochodzący z naszego regionu Antoni Żyła, który od 2005 roku Niżankowice odwiedził ponad... 250 razy.

- My w Niżankowicach bywamy z rodziną i znajomymi dwa razy do roku - opowiada nam mieszkanka Ustrzyk Dolnych. - To cudowne miejsce, choć bardzo zaniedbane i biedne. Wiem, że wielu ludzi otrzymało tam wiele łask. Polecamy też Niżankowice wszystkim turystom, którzy odwiedzają nasz region.
- W tamtym miejscu jest jakiś magnes - zapewnia 40-letnia mieszkanka Hoszowa. - Coś każe mi tam wracać. Jeżdżę tam kilka razy w roku. I nieważne, że czasami Kościół jest zamknięty. Wystarcza mi, że jestem tuż obok.


nowiny24.pl/lzy-matki-bozej-byl-nam-dany-znak/ar/5733396
MEDALIK ŚW. BENEDYKTA shares this
150
Ludzie weszli do Świątyni i zobaczyli, że... Matka Boża z Lourdes płacze. To znaczy z oczu stojącej przy ołtarzu bocznym figury wypływają Łzy.