Clicks234
Agnus
21

Zamieniono grypę na Covida – prof. zw. dr hab. Roman Zieliński

Może się mylę, ale wychodzi mi na to, że zamieniono grypę na Covida.

Według rządzących Covid-19 to choroba niewydolności oddechowej, wywołana przez coronawirusa, SARS-CoV-2. Pojawiła się ona nagle, wiosną 2020 r., chociaż koronawirusy istnieją w przyrodzie od dawna.

Do 2019 r. w okresie przeziębieniowym mieliśmy grypę z około 4-5 mln zachorowań rocznie, tylko w Polsce.
Jeśli tak się rzeczywiście wydarzyło z tą zamianą, to “specjaliści” od biomedycznej manipulacji poszli na całość. Wymyślili jednostkę chorobową, zwaną “Covid-19”.

I chronią nas przed tą “chorobą”, o wymiarze ponoć “pandemicznym”, kolejnymi lockdownami, kwarantannami, maseczkami I dystansami. Jeśli jesteśmy grzeczni, to trochę popuszczają, a jeśli nie, jak na Krupówkach, to zaostrzają, na zasadzie marchewki I kija, jak to obrazowo określił jeden z ich aktywistów.

Ale to nie wystarcza.

Są więc i szcczepienia, niby na ochotnika. Relacja wydaje się czytelna, jest stado i jest jego właściciel. Ale wszystko to nie idzie tak gładko. Sa koszty, są poszkodowani I ofiary śmiertelne. Są gromadzone dowody. Będzie trzeba też wyjaśnić związek pomiędzy tym wirusem (SARS-CoV-2) a Covidem. A w ich tle grypa.

Jak dotąd nie ma żadnego dowodu naukowego, że ostra niewydolność oddechowa spowodowana jest wyłącznie przez coronawirusa. Dla porównania, związek przyczynowo-skutkowy pomiedzy wirusem grypy a grypą jest dobrze udokumentowany i to na różne sposoby.

Sprawczego wpływu SARS-CoV-2 na “Covid” zarządzający stadem nie wykazali, chociaż namnożyli mnóstwo objawów tejże “choroby”, do których również zaliczyli “zamglenie umysłu”.

To nie żart, tak się wypowiedział zacny profesor na webinariach do grona studentów medycyny. Z pewnością zna to z autopsji. Są tylko poszlaki, raczej życzeniowe. SARS-CoV-2 “identyfikowany” jest jedynie za pomocą PCR, ale to marny dowód. Dodatni wynik testu otrzymano też dla papai, oleju silnikowego, coca coli, itd.

“Chorych na Covida” nie diagnozuje się na obecność innych patogenów. To niewskazane, a nawet zabronione. A technicznie łatwe do wykonania. Badania różnicujące na obecność patogenów to rutyna np. w diagnostyce zakażeń bakteryjnych.

Wirusy przeziębieniowe to całkiem liczna I sprytna ferajna. Różnych ich typów jest z 200, a szczepów, czy genotypów, ponad tysiąc. Na 1 cm2 naszej skóry możesz naliczyć z milion różnych cząstek wirusów. Trzymają się razem. Pomimo pewnej sezonowości tworzą swoisty koktail. Nie namawiają się, my atakujemy tych od Morawieckiego I Niedzielskiego, a wy tych od Merkel.

Zakażają soliadarnie, choć każdy chce być pierwszy. W takim koktajlu jest około 8% koronawirusów, 30-40% wirusów grypy, 40% adenowirusów i jeszcze jakieś inne, które nie chcą czekać w kolejce. Skąd więc przekonanie polityków, że mamy do czynienia z zarażeniami wyłącznie na koronawirusa?

Gdyby wirusy miały poczucie humoru, to swoim śmiechem zagłuszyłyby nie tylko brednie polityków, ale i medialny jazgot głównego nurtu.

Objawy “Covida” I grypy też się pokrywają. Nawet utrata węchu przy “Covidzie” nie jest obligatoryjna. W około 30% przypadków nie obserwuje się tej dolegliwości, którą spotyka się również w przypadku grypy.

Argument ostateczny, koło ratunkowe dla uwiarygodnienia “koronawirusowej pandemii” to wysoka zakaźność i duża śmiertelność, jak przystało na “prawdziwą pandemię”. A i tutaj powstaje problem.

Wysokiej zakaźności nie po drodze z wysoką śmiertelnościa, przynajmniej w odniesieniu do wirusów przeziębieniowych. Jeśli jest wysoka zakaźność to niska śmiertelność, raczej tak to działa.
A może duża zachorowalność? Też pudło!

Według badań producentów “szczepionek”, to zaledwie około 1%. Śmiertelność też niewielka, w porywach do 0,2%. Zapomniana już grypa też wywołuje śmiertelność około 0,2%, ale przy zachorowalności 12% ofiar grypy było odpowiednio więcej.

Jak na ironię chciałoby się zawołać: oddajcie nam grypę, biologiczni manipulatorzy! Dlaczego? Bo z nią było normalniej.

bibula.com/?p=123821
=========================

Ani jednej łzy. Ochrona zdrowia w pandemii”. Demaskatorski raport o katastrofie zdrowotnej wywołanej rządową strategią walki z SARS-CoV-2

W piątek (26.03.2021) ukazał się raport autorstwa lek. med. Pawła Basiukiewicza, sporządzony dla Warsaw Enterprise Institute. Raport pt. „Ani jednej łzy. Ochrona zdrowia w pandemii” pokazuje, w jaki sposób rządowa strategia walki z SARS-CoV-2 doprowadziła do katastrofy w służbie zdrowia i przełożyła się na najwyższą liczbę zgonów w Polsce od II wojny światowej. W 2020 roku w Polsce doszło do ponad 2 tys. dodatkowych zgonów na mln mieszkańców w stosunku do średniej 2016–2019, podczas gdy w Szwecji do nieco ponad 500 zgonów/mln, a w Niemczech do ok. 400 zgonów/mln. Czyżby wirus jakoś szczególnie wziął na cel Polaków? Oczywiście, że nie. Przyczyna leży gdzie indziej. Oprócz analizy przyczyn tej katastrofy raport zawiera też rekomendacje, które należy natychmiast wdrożyć, aby zapobiec pogłębianiu się dramatu.

Paweł Basiukiewicz to specjalista chorób wewnętrznych, kardiolog, absolwent I Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Od kilku miesięcy jest kierownikiem Oddziału Obserwacyjno-Zakaźnego Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim. Jest więc lekarzem mającym na co dzień do czynienia z pacjentami chorującymi na Covid-19 i tymi, którzy trafili na jego oddział wyłącznie na podstawie pozytywnego wyniku testu PCR.

W raporcie Basiukiewicz odwołuje się do badań naukowych i przeprowadza analizę w oparciu o fakty, a nie wyobrażenia o faktach, którymi – niestety – kieruje się polski rząd uparcie pchający nas ku katastrofie. Zaletą raportu jest jego przejrzystość i zwięzłość. Wnioski są następujące: Strategia „ZeroCOVID” powinna zostać odrzucona. Zamiast niej powinniśmy przyjąć realistyczne założenie „akceptacji ryzyka”.

Basiukiewicz wskazuje, że od roku stoimy w obliczu narastającego długu zdrowotnego. Nadmierne, nieadekwatne, nieuwzględniające realiów życia i gwałcące prawa człowieka procedury izolacyjno-aseptyczne doprowadzały do zatrzymania „łańcucha dostaw zdrowia” czytamy w raporcie.

Autor wskazuje, że zasada powszechnych badań testem PCR jest absurdalna i szkodliwa. Pozytywny wynik testu PCR wyrzuca pacjenta poza obieg medycyny, gdyż pacjent w momencie uzyskania takiego wyniku w praktyce traci możliwość diagnostyki. (…) Izolowanie 85-latka na oddziale covidowym na podstawie samego wątpliwego wyniku testu naraża go zupełnie niepotrzebnie na zakażenie wirusem SARS2 (część wyników jest fałszywie dodatnia z rożnych przyczyn, np. kontaminacja na każdym etapie od pobrania do nastawienia PCR) i zgon (ok. 15–20% ryzyko śmierci) oraz na mniej korzystny przebieg procesu diagnostyczno-terapeutycznego. Nie wiadomo, ile jest takich przypadków w Polsce i na świecie, że pacjent zupełnie niepotrzebnie przekazany na oddział COVID ulega zakażeniu.

Odnosząc się do założeń Narodowego Programu Szczepień Basiukiewicz wskazuje, ze błędem jest przyjęcie strategii szczepień „dywanowych”, w tym szczepienie ozdrowieńców. W sytuacji braku zasobów szczepionkowych oraz udokumentowanego dobrze niskiego ryzyka re-infekcji w ciągu kilku miesięcy po zakażeniu cała populacja osób, które przechorowały COVID-19 wraz z osobami, które o tym nie wiedziały, ale w ich surowicy znajdują się swoiste przeciwciała anty SARS-CoV-2, powinna zostać zasadniczo wyłączona z programu szczepień przynajmniej do czasu zebrania danych klinicznych na temat długości odporności po zakażeniu.

Basiukiewicz podkreśla też, że wszystkie preparaty dopuszczone do stosowania na terenie Polski (stan na 3 marca 2021 r.) to preparaty będące w trakcie oceny w trwających III fazach badań klinicznych – a więc nie został zakończony proces badawczy i rejestracyjny tych produktów. (…) Oparcie całego ciężaru walki z pandemią na nadziejach związanych z programem szczepień można porównać do braku dywersyfikacji portfela inwestycyjnego w niepewnych czasach.

Rozdział dotyczący metod leczenia Covid-19 jest również druzgocący dla tego, co dzieje się w Polsce. W leczeniu COVID-19 należy stosować leki o potwierdzonej lub wysoce prawdopodobnej skuteczności. Polska nie stosuje się do tego wskazania – czytamy w raporcie.

Niedobór personelu (jeden z niższych wskaźników w Europie na 1 tys. mieszkańców), niskie finansowanie ochrony zdrowia w Polsce, ni-ska jakość opieki w ocenie pacjentów, paternalistyczne podejście do pacjenta, nadmiarowe i nieadekwatne procedury izolacyjne wdrażane w celu wyeliminowania ryzyka transmisji SAR-S-CoV-2, zakaz odwiedzin – hermetyczna izolacja chorych (nie tylko COVID-19, ale także non-COVID-19), zamykanie oddziałów, podział systemu ochrony zdrowia łącznie z transportem na dwa niezależne obiegi dla pacjentów COVID-19 i dla pacjentów non-COVID-19, masowa kwarantanna i izolacja personelu – często bez objawów lub ze zwiewnymi objawami, rekomendacje towarzystw naukowych nakazujące maksymalne skracanie czasu przeznaczonego na pacjenta, szczególną wstrzemięźliwość w planowaniu i wykonywaniu procedur diagnostyczno-terapeutycznych, masowe wykonywanie testu PCR, który jak wspomniano wcale nie identyfikuje celnie osoby chorej i zakażającej, masowe kwarantanny rodzin uniemożliwiające normalne funkcjonowanie czy uzyskanie pomocy (a nawet utrudniające samopomoc). Na końcu koniecznie trzeba wspomnieć o chaosie społecznym, stanie „pseudowojny”, w jaki zostały wtrącone rodziny – im mniej zamożne i gorzej sobie radzące, tym silniej – wszystkie te czynniki wpędziły Polaków w przewlekły stres oraz wywołały krytyczny niedobór i tak brakujących zasobów w systemie ochrony zdrowia. To przełożyło się na całkowity kolaps systemu, jakiego byliśmy świadkami w październiku, listopadzie i grudniu 2020 r.

Ze względu na niszczycielski dla więzów międzyludzkich, edukacji i gospodarki oraz łamiący prawa obywatelskie charakter większości metod niefarmaceutycznych z grupy dystansowania społecznego, w odniesieniu do choroby wywołanej przez SARS-CoV-2 należy je a priori odrzucić – w szczególności śledzenie kontaktów, przymusową izolację i kwarantannę kontaktów, zakaz podróżowania, zakaz zgromadzeń oraz zamykanie przedsiębiorstw, szkół i granic. Metody walki z wirusem w służbie zdrowia powinny opierać się o zasadę akceptacji ryzyka – przez co należy rozumieć przyjęcie do wiadomości i pogodzenie się z faktem braku możliwości całkowitego przerwania transmisji wirusa nawet przy użyciu najbardziej drastycznych metod. Należy zwrócić uwagę, że wykrywamy bardzo małą frakcję zakażeń w populacji, a więc również poddajemy izolacji bardzo małą frakcję osób zakażonych, co pomijając kwestie etyczne daje niewielki efekt przeciwepidemiczny. Implementując zasadę akceptacji ryzyka, nie tracimy nic z punktu widzenia epidemiologicznego (epidemii i tak nie kontrolujemy), natomiast zyskujemy jakże potrzebny obecnie spokój społeczny
pisze Paweł Basiukiewicz.

Cały raport TUTAJ.

Źródło informacji: wei.org.pl
olek19801 shares this
1234
Zamieniono grypę na Covida – prof. zw. dr hab. Roman Zieliński

Raport dr Basiukiewicz
olek19801
przychodnia-przemysl.pl
strona dr Bodnara
Rafał_Ovile shares this
234
Zamieniono grypę na Covida – prof. zw. dr hab. Roman Zieliński
Agnus
Drobnym drukiem: Rząd Wielkiej Brytanii w końcu przyznaje, że testy PCR dają wyniki fałszywie pozytywne

Po miesiącach alarmowania przez niezależnych dziennikarzy i uczciwych lekarzy o szerokim wykorzystywaniu w nieuczciwy sposób testów PCR, rząd Wielkiej Brytanii przyznał w końcu – aczkolwiek drobnym drukiem – na swojej stronie internetowej, że osoby niezakaźne będą miały pozytywne wyniki …More
Drobnym drukiem: Rząd Wielkiej Brytanii w końcu przyznaje, że testy PCR dają wyniki fałszywie pozytywne

Po miesiącach alarmowania przez niezależnych dziennikarzy i uczciwych lekarzy o szerokim wykorzystywaniu w nieuczciwy sposób testów PCR, rząd Wielkiej Brytanii przyznał w końcu – aczkolwiek drobnym drukiem – na swojej stronie internetowej, że osoby niezakaźne będą miały pozytywne wyniki testów PCR.

Cytując stronę internetową brytyjskiego rządu:

6. Ponowne testowanie na SARS-CoV-2 personelu, pacjentów i rezydentów placówek medycznych i placówek opieki społecznej

Immuno-kompetentni członkowie personelu, pacjenci oraz rezydenci, którzy uzyskali pozytywny wynik testu na SARS-CoV-2 powinni zostać zwolnieni z rutynowego ponownego testowania testami PCR lub antygenowymi (np. z powtórnych badań przesiewowych lub badania przesiewowego przed wypisem ze szpitala) w okresie 90 dni od wystąpienia pierwszych objawów choroby lub od testu (jeśli były to osoby bezobjawowe), o ile nie wystąpią u nich na nowo objawy Covid-19. Przyczyną jest to, że fragmenty nieaktywnego wirusa mogą być stale wykrywane w próbkach z dróg oddechowych po infekcji – przez długi czas po tym, kiedy dana osoba zakończyła izolację i nie jest już zakaźna.

Innymi słowy, PCR nigdy nie może być stosowany jako medyczny test diagnostyczny, a jedynie jako narzędzie badawcze, o czym wielokrotnie ostrzegał wynalazca tej metody, laureat Nagrody Nobla [Kary Mullis – przyp. tłum].

Proszę mieć w pamięci, że od początku tej mniemanej „globalnej pandemii”, rządy i rządowi eksperci od zdrowia wmawiali opinii publicznej, że test PCR to „złoty standard” w diagnostyce SARS-CoV-2.

Jednakże fakty od początku mówiły jasno, że prawdą jest coś odwrotnego – że test PCR jest najbardziej nieprecyzyjnym testem, jaki można sobie wyobrazić, a jego wykorzystywanie w nieuczciwy sposób przez różne gremia naukowe i medyczne wygenerowało górę fałszywie pozytywnych „przypadków” i zgonów – z których wszystkie zostały cynicznie wykorzystane przez władze i oportunistów z korporacji w celu uzasadnienia wszelkich covidowych restrykcji, począwszy od dystansowania społecznego i masek, po lockdowny, zamykanie szkół, masowe szczepienia, uchylanie normalnych procedur testowania i zatwierdzania szczepionek, czy w końcu paszporty szczepionkowe. Bez nieuczciwego stosowania testów PCR, żadna z tych autorytarnych praktyk nie byłaby możliwa.

Wypowiedzi lekarzy z Wielkiej Brytanii: dra Carla Heneghana i dra Vernona Colemana.

[Żródło:] 21st Century WIRE

bibula.com/?p=123847