V.R.S.
112.4K

Naszą jedyną nadzieją jest apokalipsa

Jako ciekawostkę wklejam obszerne fragmenty wywiadu z roku 1977 Marshalla McLuhana – członka Papieskiej Komisji Komunikacji Społecznej za Pawła VI, autora pojęcia “globalnej wioski” – z E. Wakinem (US Catholic nr 42, 1977). Ponieważ elementem drogi do przejścia McLuhana na katolicyzm były dzieła G. K. Chestertona, przejął on na swój sposób od Anglika operowanie paradoksem i analogiami. Pogrubienia i podkreślenia własne.

“[ML] (…) Kościół Katolicki nie jest uzależniony od mądrości ludzkiej ani ludzkich strategii przetrwania. Wszelkie “najlepsze chęci” na świecie nie są w stanie zniszczyć Kościoła katolickiego! Jest on niezniszczalny nawet na poziomie ludzkim. Może raz jeszcze przechodzić przez straszliwe prześladowania, itd. I prawdopodobnie tego potrzebuje.

[Wakin]: Obok tego twardego wyznania wiary krążą twierdzenia i obserwacje niezbyt uspakajające i z pewnością nie odpowiadające konserwatywnemu katolicyzmowi, z którym McLuhan wydaje się sam identyfikować. (…)

[ML] XIX-wieczni biurokraci zgromadzeni na Soborze Watykańskim II w roku 1962 oczywiście nie byli świadomi przyczyn ich problemów i reform, podobnie jak przedstawiciele Kościoła na Soborze Trydenckim w XVI stuleciu. Nie było osób na Soborze Trydenckim, które uświadomiły sobie wpływ wprowadzenia druku na duchową schizmę i napięcia psychiczne życia religijnego oraz politycznego tamtych czasów. Podczas Soboru Watykańskiego II, jego uczestnicy, przyjmując nowe polityki i zalecenia, nie przywiązywali uwagi do przyczyn swych problemów. (…)

[Wakin] (…) McLuhan widzi ludzkość jako wracającą w erze elektryczności do przedpiśmiennego etapu życia plemiennego, gdzie “wysłuchanie oznacza uwierzenie” (…) Odnośnie Kościoła Katolickiego, który znajduje się w środku tychże zmian, Mc Luhan snuje wizję optymistyczną w długim okresie czasu, ale bardzo niepokojącą w najbliższej przyszłości dla każdego, kto posiada utrwalony obraz Kościoła Katolickiego (…)

[ML] Nigdy nie byłem ani optymistą, ani pesymistą, jedynie postrzegam wszystko w sposób apokaliptyczny. Apokalipsa jest naszą jedyną nadzieją. (…) Apokalipsa nie jest czymś ponurym, jest ocaleniem. Żaden chrześcijanin nie może być optymistą ani pesymistą, albowiem jest to czysto świecki stan umysłu. Nie interesują mnie świeckie instytucje jako miejsca miłego czy niemiłego spędzania czasu. Nie rozumiem takiej mentalności. Raczej dość dużo czasu zabrało mi dojście do tego stanu: nie stało się to z dnia na dzień. (…)

Kolebką Kościoła była grecka i rzymska piśmienność, oczywiście taki był zamiar Opatrzności, a nie plan ludzki. Nie była nigdy prowadzona dyskusja na temat iż kultura grecko-rzymska oddzieliła większą część ludzkości od chrześcijaństwa. Przyjmuje się, że misjonarze zaniosą wszędzie wiarę za pomocą pisanego słowa. Ale dziś nagle otwarła nam się droga przekazywania informacji i wiedzy poza pismem. Powiedziałbym, że jest kwestią otwartą czy Kościół ma jakąkolwiek przyszłość jako grecko-rzymska instytucja. To byłby dogodny moment na zostanie ruskimi prawosławnymi: oni oddzielili się od Rzymu dlatego że był zbyt oparty na piśmie. (…) Oczekiwałbym od hierarchów by więcej mówili o zakorzenieniu Kościoła w grecko-rzymskiej kulturze słowa. To dziedzictwo kulturowe jest spisane na straty. Problem w tym, że po prostu nie znają na odpowiedzi, po prostu nie wiedzą. Nie ma nikogo wśród hierarchów, włączając w to papieża, który by się na tym znał. (…)

[Wakin] Zapytany o swoją “apokaliptyczną” wizję przyszłości Kościoła, McLuhan dostrzega trzy tendencje rządzące globalną wioską – decentralizacja (i deromanizacja), przewaga informacji (zdominowanie przez informację technologii sprzętowej) i odgrywanie ról (raczej niż dążenie do osiągania celów).

[ML] (…) Rozwój komunikacji piśmiennej pozwolił na rozwinięcie potężnej rzymskiej biurokracji, przekształcając rzymskiego papieża w dyrektora zarządzającego. Dalszy postęp w dziedzinie podróży i komunikacji wprowadził papieża w bardziej bezpośrednie relacje osobiste z podwładnymi Dziś, nawet prezydent Stanów Zjednoczonych nie musi zarządzać z Waszyngtonu. Zatem, to co nazywamy deromanizacją Kościoła rzymskiego to po prostu jego “elektryfikacja”. Kiedy sprawy przyspieszają znika z pola widzenia hierarchia a pojawia się scena globalna.

[Wakin] Ale czy przy takim spojrzeniu postać papieża nie staje się instytucją przestarzałą?

[ML] Jest przestarzała jako biurokrata. Jednak papież jako odgrywający rolę jest bardziej ważny niż kiedykolwiek. Papież posiada autorytet. Pomijając wszystko inne, nawet jeśli byłoby zaledwie trzech katolików na świecie, jeden z nich byłby papieżem. Inaczej, nie byłoby Kościoła. Musi istnieć autorytet nauczycielski albo Kościół nie będzie istniał. (...)

[Wakin] Co dzieje się z Kościołem wobec zawrotnej prędkości zmian w naszej technologicznej epoce?

[ML] Jednym ze skutków innowacji jest lunatyzm. Jeśli ludzie doświadczają stale ciężkiego napięcia psychicznego mają skłonność do załamania, stają się zombie. Zombifikacja to dziś normalna reakcja na technologiczne innowacje.

[Wakin] Co jest zadaniem Kościoła i czy je wykonuje?

[ML] Jedną z prac Kościoła jest wstrząsanie dzisiejszym społeczeństwem. By to zrobić musisz głosić wyłącznie męki piekielne. W całym moim życiu, nie usłyszałem ani jednego takiego kazania z katolickiej ambony. (…)

[Wakin] Czy Kościół jest nazbyt miękki i przystosowujący się?

[ML] Tak bym powiedział. Jego strategie przetrwania nie są zbyt dobrze zaplanowane. Wydają się być na etapie walki z “mentalnością grupy”, kierując się w stronę protestantyzmu i ekstremalnego sprywatyzowania [właściwego dla] wiary protestanckiej. Uważam, że czeka tam tylko klęska. To co przyjmują jest wielce nieodpowiednie. Próba zaadaptowania, powiedzmy, muzyki rockowej do liturgii jest bardzo nieskuteczna, przypuszczalnie składa się na to wiele powodów. A dziś kostium jest ważniejszy w Kościele niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Kościół ubiera się w zwykłe ubranie w czasie, gdy wszystkie dzieci pragną wejść w kostium. Nie chcą zwykłych ubrań, chcą kostiumu i roli.

[Wakin] Zatem, czym Kościół sprzed Soboru Watykańskiego II i Kościół po tym soborze się różni? I jak wygląda wychowanie rodziny w czasie obu tych epok?

[ML] Nie jestem tu zbyt odpowiednią osobą do rozmowy. Wychowałem w tym okresie – lat 50-tych i 60-tych [XX w.] szóstkę dzieci – i wszystkie, oprócz jednego, odeszły od Kościoła (…) Istnieje znaczny rozdźwięk między tym co dzieci uczyły się w Kościele i co doświadczały oraz ich potrzebami. Nasza sytuacja nie ma precedensu – zmiany, pod którymi żyjemy. W obecnym stuleciu szybkość zmian jest taka, że żadna ludzka psychika ani społeczność ludzka nie jest w stanie ich powstrzymać, i nie powstrzymaliśmy ich. Wszyscy zawiedliśmy. Rozpuszczono naszą indywidualną tożsamość. Nie ma już jednostek w Ameryce Pn. Są tylko grupy. (…)

Dziś alfabet jest eliminowany. Jest eliminowany elektronicznie. Kościół nie wie, że jego los został związany z pismem, nigdy sobie tego nie uświadamiał. Brał to za oczywistość, ponieważ narodził się w epoce piśmiennej.

[Wakin] Jaki jest dziś stan piśmienności w Kościele katolickim?

[ML] Poziom nie jest zbyt wysoki – oczywiście na poziomie hierarchii. Na poziomie seminariów, powiedziałbym, że ten poziom jest naprawdę bardzo niski. (...) Dziś poziom kulturowy wewnątrz Kościoła jest na poziomie [wydawnictw] Reader Digest’s. Ale to jeszcze nie oznacza wielkiego zagrożenia. To na razie kwestia uszczerbku reputacji (…)

Nigdy nie wchodziłem do Kościoła jako uczeń. Przyszedłem na kolanach. To jedyny sposób. Kiedy ludzie zaczynają się modlić, potrzebują prawd [wiary], to wszystko. Nie przychodzi się do Kościoła dzięki ideom czy koncepcjom i nie opuszcza się go w wyniku zwykłej sprzeczki. Musi wystąpić utrata wiary, zaprzestanie uczestnictwa. Można wskazać kiedy ludzie odchodzą od Kościoła – kiedy przestają się modlić. Odnoszenie się do modlitwy Kościoła i sakramentów nie odbywa się na poziomie idei. Każdy dzisiejszy katolik, który nie zgadza się z Kościołem na poziomie intelektualnym, żyje iluzją. Nie można nie zgadzać się z Kościołem na poziomie intelektualnym, to bez sensu. Kościół nie jest instytucją jedynie intelektualną. Jest instytucją nadludzką.

[Wakin] Jak się czuje w Kościele, którego doświadcza? Komfortowo czy niekomfortowo?

[ML] Nie oczekuję komfortu. Kościół nigdy nie określał siebie jako bezpieczne miejsce w potocznym psychologicznym znaczeniu tego słowa. Każdy kto przychodzi w tym celu do Kościoła jest w błędzie – Kościół mu tego nie da. Nigdy tak nie było – to nie ten rodzaj instytucji. A przy prędkości światła jest możliwa jedynie przemoc, przemoc przekraczająca wszelkie granice. Nawet terytoria są naruszane z prędkością światła. Nie ma gdzie się ukryć. Kościół staje się Kościołem duszy. Chrystus powiedział: “przynoszę wam nie pokój lecz miecz”. Strażnik wartości cywilizacyjnych i tak dalej – powiedziałbym, że ten etap w dziejach Kościoła się skończył. Dziś jesteśmy na łodzi ratunkowej – to rodzaj operacji przetrwanie. Przy prędkości światła, teraz normalnej szybkości życia, prędkości informacji nie ma spokoju.

Potencjał nauczania i uczenia się w Kościele nie był nigdy większy niż w świecie elektrycznym. Katedra Piotrowa może podróżować po świecie, nie musi pozostawać w Rzymie. Ta nowa matryca jest dźwiękowa, równoległa, elektroniczna – co w pewnym aspekcie jest bardzo korzystne dla Kościoła. To jest, łączność ludzkości jest dziś totalna. Teraz każdy jest jednocześnie w tym samym miejscu, zaangażowany w kwestie każdego innego człowieka. (…)"

Apokalipsa z Angers - fragment
Julia Pole
Jeżeli wierzący mężczyzna mówi, że z sześciorga jego dzieci tylko jedno zostało przy kościele, to czegoś tu nie rozumiem. Podobno statystycznie religijność ojca ma w ponad 80 proc. wpływ na religijność dzieci. To się musiał bardzo postarać.....
V.R.S.
Na "religijność" to ma przede wszystkim wpływ Kościół. I gdy w Kościele jest zamęt to najlepszy ojciec może nie podołać.
Nota bene - podobny motyw jak u MacLuhana pojawia się u J.R.R. Tolkiena, w listach z "epoki" - por. np.
Z listu do syna Michaela Tolkiena, 09/10.01.1965:
„Bardzo trudne to dla mnie i gorzkie, gdy moje dzieci odeszły na manowce (od Kościoła).”
Z listu do syna Michaela Tolkiena …More
Na "religijność" to ma przede wszystkim wpływ Kościół. I gdy w Kościele jest zamęt to najlepszy ojciec może nie podołać.
Nota bene - podobny motyw jak u MacLuhana pojawia się u J.R.R. Tolkiena, w listach z "epoki" - por. np.

Z listu do syna Michaela Tolkiena, 09/10.01.1965:
„Bardzo trudne to dla mnie i gorzkie, gdy moje dzieci odeszły na manowce (od Kościoła).”

Z listu do syna Michaela Tolkiena, 1968:
„”Trendy” w Kościele są… poważne, zwłaszcza dla tych, którzy przyzwyczaili się znajdować w nim pociechę i pokój w czasach przejściowego zamętu, a nie jeszcze jedną aferę konfliktów i zmian (…) Jestem świadomy, że dla Ciebie podobnie jak dla mnie, Kościół, który dawniej był schronieniem, teraz często wydaje się pułapką. A oprócz niego nie ma dokąd pójść! (…) Myślę, że nie możemy nic więcej zrobić, jak tylko modlić się, za Kościół, za Wikariusza Chrystusowego, i za nas samych; jednocześnie praktykując cnotę wierności, która zaprawdę jedynie wtedy staje się cnotą, kiedy człowiek znajduje się pod presją by ją porzucić (…) „Protestanckie” sięganie wstecz w poszukiwaniu „prostoty” i bezpośredniości – które, oczywiście, mimo że zawiera okruch dobrych lub przynajmniej zrozumiałych intencji, jest pełne błędu i zaiste próżne. Albowiem „pierwotne chrześcijaństwo” jest i mimo wszelkich „badań” pozostanie w większości nieznanym; albowiem „prymitywizm” nie zapewnia wartości i jest, a także była w przeważającej mierze odbiciem ignorancji. (…)

Nie ma podobieństwa między „ziarnem gorczycy” a w pełni wyrośniętym drzewem musztardowym. Dla tych co żyją w czasach rozgałęziania punktem odniesienia jest Drzewo, albowiem dzieje żyjącego organizmu są częścią jego życia, a historia ta jest święta. Mądrzy ludzie wiedzą, że rozpoczęło się ono od nasienia, ale próżnością jest próba jego ustalenia i wykopania, gdyż nasienie to już nie istnieje, zaś cnota i moc trwają teraz w Drzewie. W ramach kultywacji władze, opiekunowie Drzewa powinni się o nie troszczyć, stosownie do posiadanej mądrości, przycinać je, usuwać narośle, pozbawiać pasożytów, i tak dalej (…) Ale z pewnością mu zaszkodzą jeżeli będą dotknięci obsesją powrotu do nasienia bądź nawet do lat pierwszej młodości rośliny kiedy była (jak sobie wyobrażają) piękna i niedotknięta złem. Inny motyw (mylony teraz z tym prymitywistycznym, nawet w umysłach reformatorów) to aggiornamento: uwspółcześnienie, co niesie swoje własne śmiertelnie poważne niebezpieczeństwa, tak jak było to już widoczne na przestrzeni dziejów.”
Julia Pole
@V.R.S. Na moją religijność duży wpływ miała babcia. Kochałam ją i szanowałam, więc wszystko co robiła automatycznie uważałam za właściwe. Kościół był sprawą drugorzędną. Oczywiście im starszy jest człowiek, tym ważniejsze stają się inne czynniki. Ale jednak nie zapominajmy, że wiara to łaska i Pan Jezus wie jak trafić do duszy nawet "wbrew kościołowi" 😉
Plandemia = depopulacja > szczepienia >chipy
V.R.S. napisał;
Na "religijność" to ma przede wszystkim wpływ Kościół. I gdy w Kościele jest zamęt to najlepszy ojciec może nie podołać.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Kościół -kościołowi nie jest równy . Zależy kto do jakiego " kościoła " należy np,do posoborowych faryzeuszy i wilków w owczych skórach czy do prawdziwego Kościoła Tradycji z niezmienna i niezmutowaną Nauką . Dlatego popieram zdanie …More
V.R.S. napisał;

Na "religijność" to ma przede wszystkim wpływ Kościół. I gdy w Kościele jest zamęt to najlepszy ojciec może nie podołać.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Kościół -kościołowi nie jest równy . Zależy kto do jakiego " kościoła " należy np,do posoborowych faryzeuszy i wilków w owczych skórach czy do prawdziwego Kościoła Tradycji z niezmienna i niezmutowaną Nauką . Dlatego popieram zdanie Julia Pole , że rola wychowania w rodzinie jest najważniejsza .
V.R.S.
@Julia Pole
"Na moją religijność duży wpływ miała babcia. Kochałam ją i szanowałam, więc wszystko co robiła automatycznie uważałam za właściwe. Kościół był sprawą drugorzędną"
---
Oczywiście szacunek dla rodziców/dziadków jest całkowicie katolicki, natomiast rzeczywiście jest tu pewien problem, który można opisać jako "katolicyzm kulturowy" (czyli naturalistyczny) albo jako przekazywany z …More
@Julia Pole
"Na moją religijność duży wpływ miała babcia. Kochałam ją i szanowałam, więc wszystko co robiła automatycznie uważałam za właściwe. Kościół był sprawą drugorzędną"
---
Oczywiście szacunek dla rodziców/dziadków jest całkowicie katolicki, natomiast rzeczywiście jest tu pewien problem, który można opisać jako "katolicyzm kulturowy" (czyli naturalistyczny) albo jako przekazywany z pokolenia na pokolenie pewien sentyment (uczucie).

Podam przykład: pisała pani w innym komentarzu o "polskim języku sakralnym".
Ten język jeśli chodzi o Sakramenty i obrzędy takie jak Msza praktycznie nie istniał (poza tłumaczeniami "mszalików niedzielnych"). Powstał 50 lat temu na gruncie rewolucji liturgicznej.
Natomiast czym innym jest polski język pobożnościowy wyrażony w pieśniach, Godzinkach, Gorzkich Żalach i innych modlitwach. Istniał on od stuleci i był całkowicie komplementarny z językiem sakralnym Kościoła - te formy pobożnościowe rozwinęły się przy sprawowanych w języku łacińskim Sakramentach (często czerpiąc inspirację z tekstów liturgicznych łacińskich - jak w wypadku przywołanej przez panią pieśni "Krzyżu święty..." - z Crux fidelis/Pange lingua z liturgii Wielkiego Piątku czy Ludu mój ludu - z wielkopiątkowych Improperiów) nie im na przekór. Towarzyszyły one zatem "Mszom trydenckim" i przy nich się wykształciły.

Natomiast, jakie pieśni wykształciły się w ramach Novi Ordinis (Panie dobry jak chleb... i tym podobne "hity") to już pewnie lepiej pani wie ode mnie bo od 10 lat na NO nie uczęszczam.
V.R.S.
Nota bene - te stare pieśni znalazły się jako "nieudzisiejszone" tj. nie odpowiadające nowoczesnym sentymentom na pierwszej linii ataku rewolucjonistów. I tak ks. Michonneau (o którym Jan Paweł II pisał w "Darze i tajemnicy" tak: "W Paryżu, mieszkając w Seminarium Polskim, mogłem z bliska zapoznać się z kwestią księży robotników, (...) a także z duszpasterstwem misyjnym na peryferiach Paryża, …More
Nota bene - te stare pieśni znalazły się jako "nieudzisiejszone" tj. nie odpowiadające nowoczesnym sentymentom na pierwszej linii ataku rewolucjonistów. I tak ks. Michonneau (o którym Jan Paweł II pisał w "Darze i tajemnicy" tak: "W Paryżu, mieszkając w Seminarium Polskim, mogłem z bliska zapoznać się z kwestią księży robotników, (...) a także z duszpasterstwem misyjnym na peryferiach Paryża, zwłaszcza w parafii prowadzonej przez ks. Michonneau. To wszystko w pierwszym i drugim roku kapłaństwa miało dla mnie ogromne znaczenie.”) w swojej "Rewolucji w miejskiej parafii" (taki dokładnie tytuł nosiła ta książka) pisze tak:

„Często słyszymy jak ludzie żałują że porzuca się „dobre stare pieśni”, choć większość z nich to produkty minionego stulecia. Większość z nich to śmieci, o słowach tak słodkich i chorobliwych że wstyd byłoby nam prosić normalnych dorosłych by je śpiewali. Nawet melodie są pretensjonalne i oderwane od rzeczywistości. (…) Nazywanie Matki Bożej ‘Naszą Jedyną Nadzieją’ jest potworną przesadą, gdyż jest to tytuł należny Chrystusowi. Używanie zwrotów takich jak ‘powłóczyste spojrzenia’ jest ckliwe. (…) Proszenie kogokolwiek by śpiewał po Komunii ‘O niewysłowiona słodyczy’ czy ‘karmię się smakiem słodyczy Świętej Miłości’ jest proszenie ich o to co święty jest w stanie odczuć może raz w życiu. Z pewnością nie odpowiada to uczuciom większości komunikujących i jedynie sprawia że myślą, że są nie tacy jak powinni. To jest złe! Ponadto, nie powinniśmy nalegać na wyrażenia takie jak: ‘chrześcijanie, podnieście swe sztandary!’ ponieważ wzbudzają jedynie śmiech.

Ale to nie jest najgorsze. Naprawdę godną pożałowania rzeczą jest to że sprawiamy iż ludzie używają słów bez znaczenia. Z pewnością nie odniosą wiele korzyści z używania słów takich jak ‘cherubin’, ‘sanktuarium’, ‘święty zachwyt’, ‘występek’, ‘przedsmak niebiańskiej radości’, ‘bezpieczna przystań’. Wszystkie te słowa są w słowniku, ale nie w ich aparacie słownym. W konsekwencji, wiążą te słowa z rzeczami nieziemskimi, iluzorycznymi – i to właśnie przynosi szkodę. Ponieważ pieśni te nie brzmią prawdziwie, ponieważ nie są w stanie korespondować z uczuciami, ponieważ wyrażają rzeczy całkowicie obce życiu, nazbyt często wynika z tego że religia, która ich używa musi również być nieprawdziwa, nieodczuwana, obca. (…) Równie fałszywa jest tęsknota za niebem, kiedy próbujemy sprawić by nasz lud ją wyrażał, podczas gdy zna jedynie rzeczy ziemskie. Niemal tak samo zły jest pogląd że służba Bogu przynosi jedynie radość: ‘obym zawsze smakował Twej tajemnej słodyczy’, ‘cały smutek obraca się w radość w Tobie’.

Wierzymy zdecydowanie w słuszność bezlitosnego usunięcia tego rodzaju niezdrowych, niebezpiecznych pieśni. Kiedy rozmawiamy o pieśniach w parafii Colombes, jak zauważyłeś, możesz być pewien że nie są to pieśni podobne do podanych wyżej przykładów. (…) Próbujemy wyrazić prawdziwe chrześcijańskie uczucia w zrozumiałych słowach: każdy może uczynić tyle samo.”
Julia Pole
@V.R.S. Na szczęście nasz organista ma konserwatywny repertuar unika "hitów" - jak pan to określił -w stylu "Twoja miłość jak ciepły deszcz" (aż wstyd to cytować). Pewnie łacina lepiej oddaje liturgię, gdyż będąc poniekąd językiem "martwym" słowa nie nabierają nowych znaczeń - w przeciwieństwie do języków "żywych". Niemniej polski język dostarcza dodatkowych skojarzeń. Np. takie słowo: "święty …More
@V.R.S. Na szczęście nasz organista ma konserwatywny repertuar unika "hitów" - jak pan to określił -w stylu "Twoja miłość jak ciepły deszcz" (aż wstyd to cytować). Pewnie łacina lepiej oddaje liturgię, gdyż będąc poniekąd językiem "martwym" słowa nie nabierają nowych znaczeń - w przeciwieństwie do języków "żywych". Niemniej polski język dostarcza dodatkowych skojarzeń. Np. takie słowo: "święty" przywodzi na myśl i święto i światło i świetność. Gdybym znała łacinę, być może miałabym podobne skojarzenia. Cieszę się, że Msza Św. jest po polsku, choć bez wątpienia pozostałe elementy są niesłusznie zmienione. Czy w Kościele tradycji śpiewa się polskie pieśni? Ja np. zawsze z utęsknieniem czekam na Wielkanoc, Boże Ciało i święto Podwyższenia Krzyża, żeby zaśpiewać: "Ciebie Boga Wysławiamy" (wiem, wiem - to jest "Te Deum" ,ale polska wersja zdecydowanie bardziej mnie porusza)
V.R.S.
@Julia Pole
"Czy w Kościele tradycji śpiewa się polskie pieśni?"
---
Ależ oczywiście - przecież, jak napisałem, pieśni te wykształciły się przez stulecia właśnie przy Mszy w tradycyjnym rycie rzymskim. Samo to powinno starczyć jako dowód.
Bos016
''Można wskazać, kiedy ludzie odchodzą od Kościoła – kiedy przestają się modlić.''
Anieobecny
Jedną z prac Kościoła jest wstrząsanie dzisiejszym społeczeństwem. By to zrobić musisz głosić wyłącznie męki piekielne. W całym moim życiu, nie usłyszałem ani jednego takiego kazania z katolickiej ambony. (…)
Anieobecny
Każdy z nas potrzebuje, a nawet tęskni za swoją wewnętrzną apokalipsą...
Wszyscy tego chcemy, a może musimy chcieć...
Cyt.:
[ML] Jednym ze skutków innowacji jest lunatyzm...