Clicks426
V.R.S.

Ks. Grzegorz Hesse: Człowiek na obraz Boży (2)

Obraz Boży, jak łatwo możemy dostrzec przy użyciu naszego zdrowego rozsądku nie może istnieć w naszym ciele. Nie ma nic w naszym ciele co stanowiłoby obraz Boga chyba że na zasadzie paraboli. Można mówić o oczach Bogs, lecz nie ma On oczu, o dłoni Bożej lecz nie ma On rąk a nawet fakt, że Syn – druga Osoba Trójcy Świętej – stał się człowiekiem, nie oznacza że w tym znaczeniu jesteśmy obrazem Bożym. Gdzie jest obraz Boży? Może być on jedynie w naszej duszy. Jednakże nasza dusza nie jest nieskończenie prosta. Nasza dusza składa się z czegoś czego Bóg nie posiada – możności. Aktu i możności. Gdybym wam powiedział teraz że jestem papieżem, powiedzielibyście: och, proszę Księdza, przykro mi, proszę Księdza, myślałem że jest Ksiądz rozsądną osobą a mimo to powiedziałbym wam prawdę. Oczywiście jestem papieżem potencjalnie, prawdopodobieńśtwo jest bliskie zeru, ale potencjalnie jestem papieżem, mógłbym zostać wybrany. Mógłbym zostać mianowany kardynałem i wybrany. Ks. Bolduc jest potencjalnie papieżem zatem jeśli mówi: jestem papieżem nie kłamie, lecz mówi coś co jest bardzo, bardzo niepełne, ponieważ powinien powiedzieć: jestem Księdzem, potencjalnie jestem biskupem, potencjalnie jestem ojcem dzieci – dobrze się znamy, nie będziemy nimi – potencjalnie jestem papieżem. Kwestia jest taka że istnieją trzy formy bytu: niebyt, byt potencjalny i byt aktualny. Aktualny to znaczy że faktycznie jestem człowiekiem i kapłanem. Potencjalnie jestem ojcem dzieci, biskupem, potencjalnie jestem papieżem i co do ks. Bolduca – potencjalnie on jest prezydentem Stanów Zjednoczonych, ja nie, bo się tu nie urodziłem. Zatem potencjalnie i aktualnie – coś co w Bogu nie istnieje. Bóg jest wszystkim czym jest. Kropka. Jest tylko tym czym jest i to czym jest stanowi jego jedyny byt. Jest doskonale prosty – Jest. Kropka.

Dlatego jest między Nim a naszą duszą różnica – my mamy początek i mamy możności – możemy być duszą potępioną i możemy być duszą błogosławioną, jeden Bóg wie. Aktualnie jesteśmy duszą na ziemi, w nadziei dążąc do Raju lecz zobaczymy. Potencjalnie jesteśmy potępionymi i potencjalnie błogosławionymi, gdzie tu obraz Boży? Nie jest on zatem w duszy po prostu, ponieważ dusza jako taka nie jest obrazem Boga – jest w duszy człowieka możność i akt, co nie może istnieć w Bogu. Bóg jest tym co św. Tomasz nazywa actus purus – czystym aktem. Jest tylkoi tym czym jest i tyle. Nie można tu nic dodać ani ująć. Jeśli chodzi o nas może być dodana łaska i może być łaska zabrana. Zatem gdzie jest obraz Boży? – nadal go szukamy a św. Tomasz, wierzcie lub nie, nie znał odpowiedzi. Św. Tomasz powiedział że dusza ludzka ma dwie zdolności, dwie władze – jak fakultety na uczelni: na jednym możesz uzyskać taki a taki doktorat, na drugim inny. Św. Tomasz mówił o dwóch władzach duszy ludzkiej. Każdy z was z łatwością uświadomi sobie że istnieje coś takiego jak ludzka wola. Nie należy jej mylić z wolą u waszego psa, mówimy o ludzkiej woli, sile woli, której żadne zwierzę nie posiada.

Sile woli, która może działać na przekór rozumowi, na przekór instynktowi, na przekór wszystkiemu co wiemy i czego się nauczyliśmy, która oczywiście nie znajduje się w naszym mózgu, lecz w naszej duszy i jest to wola, voluntas. Następnie posiadamy zdolność rozeznawania rzeczy, weźmy na przykład Dziesięć Przykazań. Wola nie powie nam co to Dziesięć Przykazań, nasz intelekt poinformuje wolę – przeczytamy w Katechizmie, w szkole: nie zabijaj, powiemy: acha, dobrze, wiem, nie powinienem mordować i potem moja siła woli zdecyduje czy zabiję teściową czy nie. Tak uświadamamy sobie pewne prawdy a potem wola decyduje za albo przeciw, nie następuje to w mózgu, gdyż zwierzę nie uświadamia sobie niczego. Zwierzę nie posiada zdolności refleksji. Jest drzewo a tu pies. Pies widzi drzewo, zaczyna obwąchiwać i wie co zrobi ale nie wie co robi, nie wie że robi, ponieważ nie ma myśli refleksyjnej.

Jeśli będę coś robił za tym drzewem choćby wymieniał pieniądze z jakimś pośrednikiem to wiem co robię, uświadamiam sobie co robię, lecz pies używa drzewa, nie wiedząc co robi. Instynkt powie: zrób to, pies to zrobi, pies nie wie co robi, nie wie. Nie ma czegoś takiego jak refleksja u zwierząt, co można łatwo wykazać, patrząc na przyrodę, zwłaszcza na delfiny wystarczająco głupie by pływać z obręczami. Zobaczyliśmy że dusza ludzka posiada wolę, która na koniec zdecyduje czy pójdziemy do piekła czy do nieba. To jest bardzo niedoceniana rzecz – w jakim zakresie decydujemy czy pójdziemy do nieba czy piekła. Niektórzy ludzie drżą na myśl, że Bóg gdzieś ich pośle i zapominają że to ich decyzja wpłynie na to gdzie pójdą, człowiek powie: pójdę do nieba i pójdę do piekła, chyba że mówi na daremno. Jeśli naprawdę chcesz pójść do nieba, pójdziesz, jeśli się o to nie troszczysz – nie. Jeśli chcesz iść do piekła – pójdziesz. Kropka. Intelekt, upraszczam tu oczywiście rzeczy – nie mówię o wstawiennictwie, cudach, etc., lecz intelekt jest władzą duszy, która mówi nam przede wszystkim o czym mówimy i w jakiej kwestii decydujemy. Jednak możecie zobaczyć z samego sposobu w jaki to sformułowałem, że czegoś tu brakuje. Mówiłem o człowieku będącym obrazem Bożym a potem o dwóch władzach ludzkiej duszy jak gdyby w Bogu były dwie Osoby. Co innego może być obrazem w duszy? Bóstwo nie, o Bożym podobieństwie powiem później. Co może nim być jeśli nie obraz Trójcy Św., fakt że Bóg nie jest samotnym Bogiem islamu ani samotnym Bogiem Starego Testamentu w taki sposób jak widzą to żydzi, lecz że Bóg jest Trójjedyny: Ojciec, Syn i Duch Święty. To musi być obraz Boży w duszy a mimo to św. Tomasz mówi jedynie o woli i intelekcie, i św. Tomasz strasznie się myli w kwestii, którą nazwę trzecią władzą duszy ludzkiej. Powiada że risus erit in beatis – że śmiech będzie u błogosławionych, co można łatwo wywieść z Kazania na górze, jednak jednocześnie św. Tomasz mówi coś bardzo dziwnego – że śmiech jest czymś dziwnym jeśli chodzi o naturę ludzką. Nie wiem dlaczego to powiedział – czasami św. Tomasz cytował autorytety, nie wiedząc, że nie są autorytetami. Nie wiem dlaczego tak mówi – jest to całkowicie idiotyczne twierdzenie, że śmiech byłby czymś obcym naturze ludzkiej, jest to oczywiście idiotyczne twierdzenie i pochodzi od największego nauczyciela wszystkich nauczycieli w Kościele. Dlaczego? Arystoteles powiedział, że człowiek jest zwierzęciem zdolnym do wzbudzania śmiechu, jak powiedział mój wykładowca filozofii: nie, nie wierz w to, nie jestem zdolny do wzbudzania bo nie lubię wstawać rano. Człowiek jest zwierzęciem zdolnym do śmiechu, śmiechu wartym, zwierzęciem ze śmiechem. Żadne zwierzę, nawet najmniejszy słodziutki kociaczek nie jest w stanie śmiać się ani uśmiechać. Ludzie bywają wystarczająco głupi że przypisują uśmiech zwierzęciu – nie ma czegoś takiego. Zwierzęta nie posiadają humoru, zwierzęta się nie śmieją. Jednak jak długo trzeba by nowonarodzone dziecko po raz pierwszy się do was uśmiechnęło, oczywiście to nie kwestia pierwszych dni, trochę potrzebuje, ale dajcie mu kilka miesięcy, tygodni, dziecko po raz pierwszy zrobi: he, he i to jest istotna różnica wobec jakichkolwiek zwierząt. Czy to jest akt woli bądź intelektu w owym dziecku? Intelekt jest nadal przyćmiony, wola faktycznie nie istnieje, jest instynkt: jestem głodny – beeee, zimno mi – beeee, Mamo, zamknij drzwi – beeee, ten sam język jeśli chodzi o wszystkie potrzeby. Każdy tutaj, kto był matką lub ojcem wie to. Ten sam język jeśli chodzi o wszystko – nie ma intelektu, nie ma woli, instynkt a mimo to jest uśmiech – skąd ten uśmiech pochodzi? Czy jest to naprawdę bystry instynkt, który mówi teraz: uśmiechnę się Mamo by dostać więcej czekolady? Czy jest w tym dziecku jakieś wielkie zrozumienie? Hej, to ja, Mamo, cześć – nie, nie ma. Jesteśmy tu nadal u podstaw instynktu zwierzęcego, faktycznie przez pierwsze dwa lata życia dziecka podstawą jest nadal instynkt, nawet gdy dziecko potrafi mówić. Wiadomo że różne zwierzęta zostały wytrenowane by wymówić różne słowa – różnica polega na tym że nie wiedzą o czym mówią, tak jak dziecko, które mówi o czymś, nie wie o czym mówi. Jednak będzie się uśmiechać, czym jest ów uśmiech jeśli nie wyrazem miłości? Nie uśmiechasz się do kogoś, jeśli chcesz go przebić, owszem dorośli tak robią, ale dziecko nie. Zatem sama zdolność uśmiechu w maleńkim, niewinnym dziecku, które jeszcze nie rozwinęło siły woli ani intelektu pokaże wam, że jest coś bardzo błędnego w ocenie przez św. Tomasza z Akwinu duszy ludzkiej. Czy nazwiemy ową władzę w duszy ludzkiej miłością? Czy powinniśmy nazwać ją sercem? Czy powinniśmy nazwać ją ogniem? Gdyby św. Tomasz uświadomił sobie o czym mówi nazwałby ją ogniem, gdyż kiedy myślał, kiedy mówi o trzech rodzajach Chrztu, mówi że jest Chrzest z wody i z Ducha Świętego, następnie Chrzest krwi i wreszcie Chrzest płomienia, nie mówi: pragnienia, co jest bardzo niejasnym XX-wiecznym określeniem, używają go także w samochodzie w Nowym Orleanie, lecz mówi, powiada: baptismus flaminis, ognia, pragnienia, płomienia.

Zatem czy powinniśmy nazwać ową trzecią władzę płomieniem, ogniem, miłością, sercem? Może przyszły papież określi jak ją nazywać, jednak mamy określenie. Czy rozważaliście kiedyś adorację Najświętszego Serca? Tak, wiem że każdy tu tak, lecz czy kiedyś zastanawialiście się dlaczego Najświętsze Serce? Dlaczego kult pompy krwi? To ręce naszego Pana Jezusa Chrystusa przekazały Ducha Świętego Apostołom, według definicji Soboru Trydenckiego oraz Pierwszego i Ostatniego zarazem Soboru Watykańskiego to z ust Chrystusa Apostołowie usłyszeli to co jest częścią Tradycji. Tradycja jest zdefiniowana, jak powiedziałem wcześniej, jako wszystko zawarte w Pismach Świętych i wszystko co Apostołowie usłyszeli z ust Chrystusa. Zatem czemu nie Sacratissimum Os Jesu miserere nobis? Najświętsze usta Naszego Pana, zmiłujcie się nad nami? Czemu nie: Sacratissimae manus Christi miserere nobis? Najświętsze Ręce Chrystusa, zmiłujcie się nad nami? Dlaczego pompa krwi? Zatem, oczywiście nie odnosimy się tu wcale do pompy krwi, oczywiście w całych dziejach literatury – spójrzcie na klasyków łacińskich i greckich serce zawsze stanowiło symbol miłości: miłuję cię z całego serca – jeden z najstarszych zwrotów w dziejach rodzaju ludzkiego. Zatem uznajemy serce za symbol miłości i – przy okazji – słowo “symbol” spotyka się z wielkim nieporozumieniem. Symbol to nie jest tylko prosty, nieważny znak, w teologii dogmatycznej, Credo, Skład Apostolski czy też Credo Nicejskie nazywane jest Symbolum Fidei – Symbolem Wiary. Dobrze, zatem jeśli serce jest symbolem miłości to nagle rozumiemy to co powiedziałem wcześniej dlaczego czcimy Najświętsze Serce Jezusowe. Jednak dlaczego Najświętsze Serce Jezusowe a nie Świętą Wolę Jezusową, nie Święty Intelekt Jezusowy? Dlaczego Najświętsze Serce?

Spójrzmy na obraz Boży w duszy ludzkiej – czy Ojciec jako Stworzyciel nie odpowiada temu co nazywam wolą? Czy nie mówi się w Piśmie Świętym, że Bóg chciał aby powstało stworzenie? W Ostatniej Ewangelii czy nie mówimy o verbum – in principio erat Verbum et Verbum erat apud Deum – na początku było Słowo, Syn, druga Osoba Trójcy, słowo – czy nie tego dotyczy intelekt? Czy nasz intelekt nie uzyskuje informacji przez słowa a przede wszystkim dzięki Słowu? I czy określenie Duch Święty nie jest odpowiednikiem słowa miłość? Powiecie znowu: tak, proszę Księdza, rozumiem to ale dlaczego czcimy Najświętsze Serce Jezusowe a nie Świętą Wolę czy Święte Słowo – Święty Intelekt Jezusowy? Weźcie trzy cnoty teologiczne, wymienię je we właściwym porządku, nie tak jak zwykle: Nadzieja, Wiara i Miłość. Kiedy czynicie akt Nadziei co mówicie? Chcę iść do nieba, przebacz Panie me grzechy, ale dlatego że umarłeś na Krzyżu mam szansę i jeśli będę usilnie się starał będę mógł pójść do nieba. Jednak to jest akt woli – jeśli nie chcecie iść do nieba wasza nadzieja nie ma sensu, nie macie nadziei. Nadzieja to istotowo wasza chęć pójścia do nieba co stanowi akt woli: pójdę do nieba, chcę iść do nieba, to jest Nadzieja. A Wiara, czego dotyczy Wiara? Chcę iść do nieba, ale czym jest niebo? Wiara mi powie, intelekt mi powie, Słowo mi powie. I miłuję Cię mój Panie. Jezus Chrystus jest Miłością, ale co powiedział św. Paweł? Co powiedział o Wierze, Nadziei i Miłości czy raczej Nadziei, Wierze… – nie poprawiam tu św. Pawła nie zrozumcie mnie źle – o Nadziei, Wierze i Miłości?

Czy Chrystus posiadał Nadzieję? Nie, w Chrystusie nie było Nadziei, ponieważ znał przyszłość. Czy była w Chrystusie Wiara? Nie – On jest Prawdą. Tylko Miłość i tylko, cytując, Miłość w Chrystusie dlatego św. Paweł mówi, że pewnego dnia, w niebie, nie będzie Nadziei, nie będzie Wiary, lecz będzie Miłość. Dlatego w 13-tym Rozdziale I Listu do Koryntian mówi że Miłość zostanie. Nie będzie w niebie innych sakramentów poza Eucharystią – będzie tam sam nasz Pan Jezus Chrystus, sama Miłość, sam Duch Święty.

Dlatego musimy racjonalnie wywieść, patrząc na niewinne dziecko, które na długo przedtem zanim jest w stanie powiedzieć: tak albo nie, zanim jest w stanie rozwinąć swój intelekt, będzie uśmiechać się do was w miłości i patrząc na cel człowieka, który nie ma wtedy Nadziei ani Wiary lecz całą Miłość jaka jest możliwa w niebie, która jest doskonała – Miłość jest zawsze w odpowiedniej mierze dla każdego człowieka jak wielka szklanica dla jednego, zawsze pełna, mała szklanka dla innego – zawsze pełna, kielich – jak powiada św. Paweł. Zobaczycie że trzecia z władz duszy ludzkiej, miłości jest nie tylko trzecia, jest także największa, to jest wyjaśnienie dlaczego czcimy Najświętsze Serce Jezusowe. Nie czcimy Jego woli choć moglibyśmy i nie ma do niej Litanii, lecz czcimy przede wszystkim Jego Serce dlatego, że Jego Serce jest największą władzą w Jego człowieczeństwie. Nie ma czegoś takiego jak trzy władze w Trójcy, nie możliwe – to jest byt nieskończony jeśli chodzi o Boga Syna, Jezusa Chrystusa, możemy jedynie czcić i adorować nieskończenie prosty Byt – samego Boga, lecz czcimy Najświętsze Serce, gdyż jest to Serce tej samej Osoby, ponieważ natura ludzka Chrystusa i natura Boska są zjednoczone w niepojęty sposób w tej samej osobie. Ta Osoba posiada teraz ludzką naturę i w naturze ludzkiej tej Osoby nigdy nie było Wiary, nie było Nadziei, dlatego czcimy Najświętsze Serce a nie Święty Intelekt i nie Świętą Wolę.

Wiem że przeciążam was wszystkim tym ponieważ to jest takie proste, lecz pewnego dnia kiedy dostrzeżecie wszystko co wam powiedziałem, powiecie: ach, czemu od razu tego nie zobaczyłem, to takie proste. Prostą odpowiedzią na to co jest obrazem Boga, jest posiadanie przez nas woli, intelektu i naszej zdolności do miłości. Spójrzmy na św. Piusa X. Gdzie jest św. Pius X? Jego dusza jest w niebie, jego ciało, nieco dysfunkcyjne, znajduje się w bocznym ołtarzu Bazyliki św. Piotra. Św. Pius X w niebie nie posiada Wiary, nie posiada Nadziei a jego wola jest co do zasady wygaszona ponieważ, jak wiemy dogmatycznie, w Wizji Uszczęśliwiającej, jak tylko osiągnie się Wizję Uszczęśliwiającą, jak tylko możesz oglądać Boga i być bliżej tajemnicy tego co oznacza bycie nieskończenie prostym nie możesz powiedzieć już nie. Widzicie, przy pierwszej próbie jaką dano nowo stworzonym Aniołom – dano im łaskę uświęcającą, lecz nie dano Wizji Uszczęśliwiającej. Poddano ich próbie zanim dano im Wizję Uszczęśliwiającą, musieli okazać posłuszeństwo, czego część z nich, począwszy od Lucyfera nie uczyniła i dostali się do piekła na zawsze – woleli być pierwszymi w piekle niż drugimi w niebie. Wybrali to na co zasłużyli i będą tam na zawsze. Św. Pius X powiedział: tak na ziemi, teraz jest w niebie – przed ostateczną, najgłębszą ze wszystkich prawd, nie może powiedzieć już nie. Na co mu teraz wola? Nie potrzebuje jej już. Na co mu teraz intelekt? Pamięta wszystko doskonale, zwłaszcza kiedy zmartwychwstanie na Sądzie Ostatecznym, otrzyma z powrotem swe ciało, będzie doskonale pamiętał wszystko, będzie wiedział wszystko, rozumiał wszystko, lecz jego intelekt jest całkowicie przytłoczony, całkowicie zmiażdżony wejrzeniem w nieskończoną prostotę, która jest Bogiem. Gdzie jest jego radość? Gdzie jest jego Szczęśliwość? Gdzie jest to co nazywamy Wizją Uszczęśliwiającą?

Św. Tomasz w jednym miejscu mówi że w jego pamięci, o nie – pamięć jest częścią intelektu i nie pamiętamy Boga, św. Pius X w niebie nie pamięta Boga – stoi przed Nim. Gdzie jest Szczęśliwość jeśli nie w owej trzeciej władzy duszy ludzkiej, którą jest serce? Nie to tutaj, lecz jego zdolność do miłości? Czym jest jeśli mówi się że zobaczycie że największą zdolnością jest miłość? W trzeciej władzy jego duszy ludzkiej cieszy się Szczęśliwością daną mu przez sam fakt możliwości oglądania Boga. Przy okazji, patrząc logicznie, czy nie bylibyście szczęśliwi oglądając dokładnie to co jest waszą przyczyną, tak jak małe dziecko uśmiechające się do swojej matki, dziecko nie wie – to jest moja Mama, dziecko wie jedynie: acha, to ona, nie co to znaczy, kim jest, dziecko po prostu patrzy na nią: hej, widziałem tę twarz wcześniej, to jest po prostu instynktowna relacja dotycząca pochodzenia. Czy możecie sobie wyobrazić szczęśliwość, o której mówimy: oglądanie przyczyny wszystkiego, w tym nas samych? Powiecie: czy to wszystko czym niebo jest, sam nie wiem? Tak, dokładnie tak, nie wiecie, bo to wszystko czym jest niebo, wszystko inne jest nieistotne. Nieskończona miłość Boga, nieskończona wieczna absolutna prostota Tego, który nas stworzył, która nie może być odczuwana w intelekcie, którą nie można się cieszyć w woli: wola już powiedziała – tak, intelekt już zauważył co to jest, jak wam wyjaśniłem. To w tej władzy miłości ma miejsce Szczęśliwość. Czy byliście kiedykolwiek bardziej szczęśliwi niż wtedy niż miłujecie jakiegoś człowieka? Nie, nikt z was. Święci są najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi, nawet gdy cierpią, gdyż ich trzecia władza jest całkowicie rozwinięta, podobnie jak intelekt jest rozwinięty u geniusza a wola u tyrana, nie jest to coś dobrego. Miłość jest w pełni rozwinięta w świętym, niewinna, skierowana na zewnątrz, potępiająca siebie, wyrzekająca się siebie miłość wobec Boga. Trzecia władza duszy ludzkiej większa niż pozostałe, bardziej uzdolniona jak powiedział św. Paweł – nawet jeśli miałbyś Wiarę by góry przenosić, jaki z niej pożytek jeśli nie masz miłości? Jaki pożytek z konferencji ks. Hesse w zestawieniu z jednym momentem miłości, mówię wam, uważam tę konferencję za nic, wszystkie słowa jakie kiedykolwiek powiedziałem nie są godne jednej iskry miłości i to jest trzecia władza duszy ludzkiej, największa, ukryta przed nami przez tak długi czas.

Dlaczego św. Tomasz z Akwinu, tak wnikliwy i najbardziej inteligentny ze wszystkich Doktorów Kościoła nie zrozumiał tej kwestii? Przypomnijcie sobie przypowieść Chrystusa o drzewie musztardowym. Mówi o ziarnie gorczycy, najmniejszym z ziaren, potem mówi że wyrośnie w najwspanialsze, największe ze wszystkich drzew. Dlatego też w pierwszej połowie naszych znanych dziejów Kościoła wiele rzeczy się rozwinęło, które nie mogą się już bardziej rozwinąć. Ryt Rzymski w formie jaką znamy z Mszału św. Piusa V przeszedł kilka zmian, trochę uzupełnień, trochę usunięć aż doszedł do stanu, w którym św. Pius V, w roku 1570 go kanonizował. Kiedy macie małe drzewko musicie przycinać co rusz gałęzie, kiedy macie duże, wyrośnięte drzewo jest niewiele z nim do roboty jak u małego drzewa. Nadal Kościół musi rozwijać pewne rzeczy jak zgłębianie teologii. Do XX wieku nie wiedzieliśmy nawet jaka dokładnie jest materia Sakramentu Święceń. Pius XII mówi że to jest nałożenie rąk co Wschód od razu doskonale rozumiał, w Kościele Katolickim nadal dyskutowano czy to wręczenie narzędzi czy nałożenie rąk. Wiele rzeczy nie było znany lecz gdy drzewo dorosło zaczęło rodzić owoce – przy całej świętości dodanej Kościołowi przez pierwszych Męczenników, którzy przelali swą krew za Kościół, przez Doktorów Kościoła, którzy dali doktrynie Kościoła zgłębienie, wejście w głąb Bożych tajemnic, przy wszystkich świętych, którzy poświęcili swe życie czy to w znaczeniu męczeństwa krwi czy oddania się wyznawaniu wiary jak są nazywani Męczennikami albo Wyznawcami. Wszyscy Święci, którzy oddali swe życib Kościołowi wnieśli wkład w świętość Kościoła, podczas gdy świat deprawował. Kościół wzrastał, świat stał się jeszcze bardziej zepsuty. Podczas gdy świat stawał się coraz bardziej zepsuty a Kościół z drugiej strony wzrastał papieże byli w stanie, w pewien sposób ulżyć nam w pokusach, ulżyć naszym brzemieniom. Jednym ze sposobów, którego dziś nie omówię ponieważ jest to temat na odrębny wykład jest problem czy też raczej wielki dar odpustów. Dlaczego dopiero w roku 1917 Matka Boża powiedziała nam, że Nasz Pan pragnie byśmy czcili Jej Niepokalane Serce? Dlaczego dopiero na początku XX wieku Nasza Pani dała nam wolny bilet do nieba kiedy odbędziemy Pięć Pierwszych Sobót? Powiedziała jeśli odbędziecie Pięć Sobót wynagradzających będę wam towarzyszyła w godzinie śmierci – niesłychana obietnica i ubezpieczenie na życie dla tych, którzy nie są całkowicie obojętni ani się nie sprzeciwiają. Albowiem dla każdego z nas jeśli będziemy starać się zachować życie w Łasce, ta obietnica Matki Bożej będzie stanowić nasze ubezpieczenie na życie. Nie mieliśmy tego 300 lat wcześniej, zatem przy świecie w stanie rozkładu i przy Kościele cały czas rozwijającym się wiele rzeczy zaczęto rozumieć powoli gdyż trzeba do pewnych rzeczy dojrzeć. Gdyby Tomasz Alva Edison wynalazł radio [przypis: Edison wynalazł telegraf radiowy, radio jako takie wynalazł Marconi] w XIV wieku przypuszczalnie spalono by go za to, 600 lat później otrzymał pochwały i mamy radio – nieważne czy to dobrze czy źle, zresztą nie ma złych rzeczy. Istota sprawy polega na tym że wraz z rozwijającym się Kościołem otrzymaliśmy coraz większe zgłębienie pewnych rzeczy. Jak wiele rzeczy jeśli chodzi o Sakramenty nie było rozumianych przed Soborem Trydenckim a potem nagle po Soborze Trydenckim nie tylko je zrozumieliśmy, nagle mieliśmy obowiązek w nie wierzyć, mamy obowiązek wierzyć. Kiedy spoglądamy na tajemnicę tego dlaczego w dziejach Kościoła tak trudno było zrozumieć prawdziwą naturę duszy ludzkiej posiadającej trzecią władzę dotyczącą miłości i humoru i zrozumieć ścisły nierozdzielny związek między humorem i miłością, muszę tu znów zacytować Chestertona, choć nie jestem w stanie tego zrobić dosłownie. Chesterton zauważył że w Ewangelii nie mamy żadnego wskazania że Chrystus kiedykolwiek uśmiechał się lub śmiał. Mówi że było coś w tej ukrytej, wielkiej osobowości Chrystusa w Ewangelii czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Okazywał swój smutek kiedy płakał nad Jerozolimą, okazywał swój gniew kiedy wyrzucił żydowskich bankierów ze Świątyni, okazywał swoją troskę kiedy mówił do Apostołów, nawet do Judasza. Jednak było coś o czym nie czytamy w Ewangeliach, było coś przypuszczalnie tak wielkie, zbyt wielkie byśmy zrozumieli zatem nie chciał tego nam pokazać, nie w Ewangelii, nie zasłużyliśmy na to. Nie byliśmy wybranymi Apostołami, pamiętacie jak Chrystus mówi w Ewangelii – mówię w przypowieściach a potem kiedy jest tylko z Apostołami mówi ale z wami: palam loquitur, z wami mówię otwarcie. Pamiętacie różnicę między wszystkimi przypowieściami Chrystusa a Jego ostatnią mową przy Ostatniej Wieczerzy i Apostołach w Ewangelii św. Jana kiedy mówi nie w przypowieściach lecz palam loquitur, mówi otwarcie do Apostołów. Kiedy mówi kim jest, kiedy mówi jakie jest Jego przeznaczenie, gdzie idzie i jaki jest Jego cel. Kiedy powiedział Apostołom kim są czego oczywiście nie zrozumieli. Było coś w Chrystusie co było nazbyt wielkie dla nas by nam to pokazał, nam, którzy możemy jedynie przeczytać Biblię i nie poznaliśmy Go prywatnie i Chesterton mówi że czasem zastanawia się czy nie była to Jego wesołość. Humor Boga, wierzę że najwspanialszy, najwyższy i najdoskonalszy wyraz miłości w ludzkim znaczeniu i mówimy tu o Chrystusie jako człowieku, pełnym i doskonałym człowieku, będącym ciałem, krwią, duszą ludzką, zjednoczonymi z Bóstwem w jednej osobie. Jednak nie zamierzał pokazać nam swego humoru bo byśmy go tylko nadużyli. Pomyślcie o Mszy Świętej. Czy myślicie że św. Piotr Apostoł odmawiał ją kiedy trzymał kawałek chleba? Nie. Wtedy mówił: hoc est enim Corpus meum po grecku. Przy okazji to później, w średniowieczu, około roku 700-800 Kościół zdecydował że kapłani mają odmawiać Kanon po cichu ponieważ ludzie zaczęli kpić z tego co słyszeli. Hokus pokus to właśnie: Hoc est enim Corpus meum – nawet to nie było zbyt wielkie dla ludzi by nie robić z tego niewłaściwego użytku. Nadal dziś we Włoszech, gdzie ludzie rozumieją więcej z Mszy niż tutaj [tj. w USA] i są zatem bardziej kompetentni, kpiąco mówią: wiem dlaczego Ksiądz Hesse lubi odprawiać Mszę, ponieważ pije trochę wina co jest bluźnierstwem. Jeśli mam ochotę na wino wypiję je po Mszy. To nie ma nic wspólnego ze Świętą Ofiarą Mszy, moje picie nie ma z tym nic wspólnego, jednak ludzie niemal instynktownie wykorzystają każdą okazję by kpić z tego co święte, by bluźnić temu co święte. Nawet nie chcę sobie wyobrażać co historia zrobiłaby z humorem Boga, gdyby go nam ujawnił w Ewangelii. Uważam, że historia i większość ludzkości obróciłaby wszystko co Bóg uważa za zabawne w bluźnierczą tragedię. Dlatego Bóg dał nam tylko to co potrzebujemy, podstawy, których potrzebujemy, znacie to określenie. Dał nam tylko to co potrzebujemy by zbawić naszą duszę, nie ujawnił nam dotąd swego humoru ponieważ był dla nas zbyt wielki i to jest także wyjaśnienie tego dlaczego największy ze wszystkich nauczycieli Kościoła nie zgłębił tej kwestii. To jest też jedyne wyjaśnienie jakie mam jeśli chodzi o wizję św. Tomasza z Akwinu wiecznego Królestwa jaką miał przed śmiercią i kiedy zapytano go o to powiedział w swym neapolitańskim dialekcie, zapytany o to co myśli o swych pismach powiedział: “tutta paglia” – to wszystko słoma. Nie powiedział: to jest złe, powiedział tylko: to słoma. Porównajcie słomę z różą w pełnym rozkwicie, pisma św. Tomasza i prawdę – prawdę będącą w pełni rozwiniętą różą i nawet pisma św. Tomasza, najlepsze w historii, to nic tylko słoma.

Nie jesteśmy godni poznać humor Boga mimo iż dał nam przywilej w ostatnich stuleciach byśmy czcili Najświętsze Serce i Niepokalane Serce (…) Nie mówimy tu o prymitywnym humorze, który jest dziś w modzie, nie mówimy o Chrystusie opowiadającym głupie dowcipy i nie mówimy o rozbawieniu Chrystusa brudnymi dowcipami – to nie jest humor, lecz jedynie zły smak. Humor to coś takiego co znajdujecie w Księdze Hioba. Kiedy Hiob skarży się w kwestii pewnego nonsensu w Bogu: dlaczego Pan pozwala by deszcz padał tam gdzie nie ma ludzi. To nie jest tandetny dowcip, to humor Boga, dlaczego sprawia że szarotka rośnie na górskich szczytach, nie oglądanych przez ludzi aż do XVIII wieku. To jest humor Boga dlaczego stworzył tak olbrzymi, niezmierny wszechświat ze zjawiskami przyrody, które by nas oszołomiły, sprawiły że byśmy zaniemówili na widok tego co stworzył a jednak możemy nigdy ich nie zobaczyć. To jest humor Boga, nie małostkowy, marny ludzki dowcip, humor Boga tak bardzo nas przerasta, że czasem nawet nie rozumiemy tego dlaczego jesteśmy tu na ziemi a jeśli cokolwiek zrozumiemy z tego dlaczego tu jesteśmy przypuszczalnie większość ludzi, która to usłyszy przeinaczy w coś bluźnierczego.