Pytania do ks.Stehlina i......odpowiedź !

Wspomniał Ksiądz wcześniej o „wielkiej zdradzie” hierarchów, którzy nie spełniają podstawowego obowiązku przekazywania Bożej Prawdy. Być może jednak użył Ksiądz nieco zbyt mocnych słów? Jakie są te najważniejsze prawdy wiary, których dziś już nie przekazują pasterze Kościoła?
=========================

— Oczywiście, posługuję się wartościowaniem obiektywnym, w oparciu o konkretne fakty i publiczne zachowania. Nie oskarżam nikogo o świadomą i celową zdradę. Ale całe zło soboru i reform posoborowych polega właśnie na tym, że stworzył on „nową atmosferę” i „nową mentalność”, które wykluczają wierny przekaz nieskażonej katolickiej wiary. Jestem przekonany, że słowo „zdrada” nie jest nadużyciem. To jest jak najbardziej stosowne określenie: Bóg powierzył hierarchom i kapłanom Swój integralny, niezwykły skarb po to, aby go przekazali innym. Jednak zamiast go w całości przekazać wiernym, pasterze chowają go, wydzielają z niego poszczególne części, albo nawet zamiast niego dają wiernym jakieś inne, niechrześcijańskie pseudo-mądrości. Jest to oczywista, jawna zdrada wobec Boga. Czy można spokojnie patrzeć na to, kiedy doskonale wiemy, że ludzie, zamiast prawdziwego skarbu katolickiej wiary, otrzymują imitację jedynej religii oraz duchową truciznę? Przecież jest to z kolei jawną zdradą wobec ludzi.
Konkretnie mówiąc, chodzi o zasadnicze przeorientowanie całej naszej religii. Boże Objawienie oraz istotę wiary można podsumować jednym zdaniem: Bóg ma być w centrum, Bóg jest wszystkim, Trójca Święta jest początkiem i celem wszystkiego. Człowieka nie można zrozumieć w oderwaniu od Boga. Jego życie ma sens, godność i wartość jedynie o tyle, o ile żyje on w zależności od Boga i dąży do Niego. Człowiek musi Bogu oddawać chwałę, musi pragnąć podobać się Bogu, musi Chrystusowi sprawiać radość. A najgorsze, co może zrobić, to zasmucić Boga czynieniem zła.
Obecna, posoborowa orientacja Kościoła, stawia człowieka w miejsce Boga: to on stanowi teraz centrum wszechświata. To jego godność, prawa i wolność są najważniejsze. Liczy się już nie przede wszystkim Pan Bóg, Jego Objawienie, Jego wola i Jego przykazania, ale człowiek — jego wola, jego wizja życia, jego wizja prawdy, jego prawa, zaspokojenie jego subiektywnych, nawet moralnie nieuporządkowanych potrzeb, przywiązań i pożądań. Powiedzmy sobie jasno: jest to obalenie hierarchii i porządku w kosmosie, który ustanowił Stwórca. To odejście w przeciwnym kierunku od prawdziwego, Bożego Objawienia. Właśnie takiego pseudo-porządku, czyli w istocie chaosu na skalę kosmiczną, pragnie Lucyfer razem z zastępem potępionych duchów.
Kościół posoborowy z dumą podkreśla, że jego pasterze pełnią w społeczeństwie bardzo dużo użytecznych funkcji. Co prawda wykonują coraz mniej obowiązków jako kapłani, widzialni zastępcy Chrystusa, ale za to coraz bardziej w mediach lansowani są duchowni, którzy przejęli obowiązki przeróżnych instytucji: są działaczami społecznymi, psychologami, psychoterapeutami, filantropami, biorą udział w demonstracjach pokojowych i ekologicznych, są ekspertami w dziedzinie sportu, muzyki, pop-kultury, a nawet mody. Czy ta karykatura kapłaństwa ma bezpośredni związek z przeorientowaniem porządku, o którym wcześniej Ksiądz wspominał?
— Najważniejszą aktywnością w ziemskim życiu człowieka powinna być bezkompromisowa troska o własne zbawienie, o zdobycie łaski wiecznego życia w niebie. Ziemska egzystencja jest zaledwie krótkim przygotowaniem do wieczności. Po grzechu pierworodnym Adama i Ewy ziemski etap życia jest dla wszystkich ludzi jedynie doliną łez, wędrówką do nieba, czasem wygnania, tęsknym oczekiwaniem „ojczyzny wiecznej”. Najgorsze, wręcz przerażające i największe zło, jakie może spotkać człowieka, to stracić niebo, iść do piekła „w ogień nieugaszony”, być potępionym na wieczność. Jakże więc kapłani mogą mieć spokojne sumienie, kiedy ich głównym zajęciem jest praca socjalna, terapia psychologiczna, działalność charytatywna, albo kiedy oddają się własnym pasjom i rozrywkom, a obok nich tysiące dusz usychają z braku znajomości wiary katolickiej oraz z braku posługi kapłańskiej?
Bóg ustanowił porządek wertykalny: człowiek ma odrywać się od doczesności w wieczność, ma podnosić wzrok z ziemi — w górę, w stronę nieba. Tymczasem posoborowe nauczanie Kościoła wciska wzrok człowieka w ziemię, pozwala patrzeć co najwyżej na boki — na innych ludzi. Jest to wizja horyzontalna — w stu procentach spełnia ona szatański plan zniszczenia Boskiej hierarchii. Sobór Watykański II w żadnym dokumencie nie mówi wprost o piekle. Od 50 lat, czyli od rozpoczęcia tego soboru, nauka Kościoła o rzeczach ostatecznych jest spychana na margines.
Teolodzy katoliccy posuwają się nawet do takich absurdów, że negują istnienie piekła. A teoria apokatastazy, czyli powszechnego odkupienia wszystkich duchów i ludzi, istnieje już nie jako herezja czy choćby tylko hipoteza, ale coraz częściej jest głoszona jako jedna z uprawnionych teologicznych interpretacji nauki Chrystusa. I w taki oto sposób człowiek już nie musi troszczyć się o najważniejszą wartość — o zbawienie wieczne, ponieważ do nieba wejdą wszyscy, dobrzy i źli.
Trzeba przyznać, że to, co mówi Ksiądz, nie nastraja do optymizmu. Jest to mocne oskarżenie pasterzy Kościoła o fundamentalne zafałszowanie nauki Chrystusa...
— Wielu duszpasterzy zaakceptowało orientację Kościoła z wertykalnej na horyzontalną. Posoborowa „wiara” zmieniła również spojrzenie na samo życie na ziemi. Bardzo rzadko dziś przypomina się ludziom, że za wszelką cenę mają unikać grzechu i zachować stan łaski uświęcającej. Nie uświadamia się wiernych, że karą za pozostawanie w stanie grzechu śmiertelnego, za odrzucenie łaski uświęcającej, jest wieczne potępienie. Przedstawia się mglisty ideał tzw. dobrego człowieka, który jest tolerancyjny, ze wszystkimi się zgadza, szanuje wszystkich i wszystko, szanuje także zło. Często słyszymy przecież slogan: „Nie ważne, w co wierzysz. Wierz w to, co chcesz. Liczy się tylko jedno — abyś kochał”. W imię tej „miłości”, czyli jakiegoś powierzchownego uczucia, usprawiedliwione są wszelkiego rodzaju grzechy, zwłaszcza przeciw cnocie czystości.
Poza tym ignoruje się zupełnie wielką rzeczywistość, która panuje na świecie od upadku pierwszych rodziców — Szatana. On istnieje, Pismo święte bardzo wyraźnie opisuje jego działanie. On chce nas zgubić na wieki, dlatego atakuje każdego z nas rozmaitymi pokusami. A z pomocą potężnych mocarstw, zwłaszcza masonerii, buduje na świecie swoją tyranię: civitas diaboli — miasto diabła. Właśnie dlatego życie człowieka na ziemi jest i musi być nieustanną wojną i duchową walką.
Wielkim zadaniem hierarchii jest prowadzić tę walkę, bronić wiary, strzec wiernych, podawać im zasady walki, aby rozpoznawali działanie złego ducha i mogli mu się przeciwstawić. To wszystko w ciągu ostatnich 50 lat zupełnie zniknęło. Przy założeniu nieistnienia szatana lub powszechnego zbawienia wszystkich, jakakolwiek walka duchowa traci sens. Tak naprawdę oznacza to rzucenie wiernych w paszczę szatana — lwa, który nieustannie krąży, aby pożreć kolejną ofiarę (por. 1 P 5, 8).
Jeśli rzeczy mają się tak, jak opisuje je Ksiądz, to można powiedzieć, że większość katolików żyje w wielkim duchowym niebezpieczeństwie. Co grozi katolikom, którzy nigdy nie słyszeli o tych prawdach, albo nigdy nie zostały im w całości i z należną powagą przedstawione?
— Ostatecznym, największym niebezpieczeństwem jest utrata wiary. To najgorsze, co może spotkać człowieka. Tu nie ma miejsca na żadną dyskusję, ponieważ Słowo Boże mówi wyraźnie: „Kto nie wierzy, będzie potępiony”. Rzeczywiście chodzi tu o wartość absolutną: wieczne szczęście lub wieczne potępienie. To dlatego ta obecna, horyzontalna orientacja jest tak zgubna. W sprawie zbawienia nie może być żadnego kompromisu, żadnego „traktowania ulgowego”. Trzeba jednak dodać od razu, że Pan Bóg za niezawinioną ignorancję nie karze. Najczęściej młode pokolenie nie ponosi winy za to, że traci wiarę. Na pewno Pan Bóg znajdzie sposób, aby wszystkich ludzi dobrej woli nawrócić i doprowadzić do jedynej Prawdy. Ale tym większa odpowiedzialność spoczywa na tych, którzy mają przekazać wiarę. Oni nie mogą tłumaczyć się, mówiąc: „Sami nie poznaliśmy wiary, nie wiedzieliśmy, że odciągamy innych od zbawienia”.
++++++++++++++++++++++++++++++++++++
Szczególnie młodzi katolicy ciągle szukają głębi wiary, chcą poznać mistykę i zasady życia duchowego. Wielu z nich interesuje coś więcej niż tylko wygodne życie, oglądanie telewizji czy internetu. Chcą poznać prawdę o sobie i o Bogu. Tragiczne w tych poszukiwaniach jest to, że katolicy nie wiedzą, że ich własna wiara gwarantuje uzyskanie prawdziwych, wyczerpujących odpowiedzi na wszystkie pytania, że jest rozwiązaniem wszystkich ich dylematów. Wiele z tych osób rozczarowuje się Kościołem, nie znajduje w nim nic interesującego, dlatego poświęca się poznawaniu chociażby tzw. mistyki Wschodu, oddalając się tym samym od Boga. Co stoi u źródła tych negatywnych zjawisk?
==========================================


— Jest tu wiele przyczyn. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że dzieje się tak na skutek rezygnacji z tradycyjnej apologetyki. Można bowiem racjonalnie udowodnić, że katolicyzm jest jedyną prawdziwą religią, a wszystkie inne religie są fałszywe. Istnieje do tego cała wiedza zwana apologetyką, która w oparciu o oczywiste zasady logicznego rozumowania udowadnia istnienie Boga. Apologetyka, stosując ściśle naukowe metody krytyczno-historyczne, udowadnia bezbłędnie, że Chrystus jest Bogiem, a Jego religia jest jedynie prawdziwa. O tym naprawdę bardzo mało katolików dzisiaj wie.
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ tradycyjna apologetyka została wyrzucona z nauczania katolickiego. Ponieważ w imię ekumenizmu, który triumfował na soborze, dowartościowuje się obecnie fałszywe wyznania, a nawet przypisuje się im wartości zbawcze. A owocem tak pojętego ekumenizmu ma być z góry założona nie próba nawrócenia na katolicyzm, ale nieustanny dialog, nawet za cenę rezygnacji z logicznego myślenia, odrzucenia nauczania Kościoła oraz Bożego Objawienia.
To zrozumiałe, że inteligentni, młodzi ludzie są ciekawi świata. Chcą zajrzeć również w te miejsca, do których zachęcają ich sami duszpasterze. I co tam odkrywają? Jakiego rodzaju rewelacje czekają tam na nich? To, o czym wspomniałem już wcześniej: świat powierzchowności, fascynacja życiem emocjonalnym, „charyzmatyczne” stany upojenia, towarzystwo ludzi, którzy tolerują błędy i grzechy. Nie bez przyczyny tak wiele osób odchodzi od Kościoła i fascynuje się tzw. duchowością Wschodu.
Religie wschodnie obiecują naiwnym, że dadzą im wszystko, aby już na ziemi doświadczali rajskiego upojenia: zwolnienie od cierpień zamiast ich mężnego znoszenia; łagodną nirwanę zamiast walki i doświadczenia bólu umierania; poczucie szczęścia i błogiego transu zamiast walki duchowej; tzw. wolną miłość zamiast wyrzeczeń i trudu praktykowania cnót; bardzo szeroki „kodeks moralny” lub raczej „kodeks niemoralny” zamiast chrześcijańskiej karności i dyscypliny. Zresztą ta fascynacja „duchowością” Wschodu nie dotyczy jedynie osób młodych. Od wielu lat w tzw. dialog międzyreligijny angażują się także katolickie zakony, przodują w tym zwłaszcza benedyktyni i jezuici.