jili22
56

Don Bosco et le «Grigio»

Jean Cagliero wykorzystuje spokój niedzielnego poranka, gdy dzieci z internatu są poza domem, aby ćwiczyć na swoich drogich skrzypcach szczególnie trudny fragment. Ten piętnastoletni artysta jest tak bardzo w swoim biznesie, że ledwo zauważa przybycie Josepha Buzzettiego do pokoju:
"Czy nie mógłbyś zatrzymać swojej muzyki na chwilę?" Mam ci coś do powiedzenia.
— Co się pali? – Jan, nie odkładając łuku.
"W końcu zostaw swoją crincrin i posłuchaj trochę! Właśnie zobaczyłem dwóch mężczyzn wchodzących do pokoju Księdza Bosko, którzy wcale nie wydają mi się bezpieczni.
— Jak to?
"Nie wiem, ale czuję, że istnieje niebezpieczeństwo. Nie mogę powiedzieć dokładnie dlaczego, ale myślę, że dobrze by było, gdybyśmy otworzyli oczy.
"Jak wyglądają twoi panowie?" Jean w końcu wraca do uważności.
"Na pewno nie dobrzy katolicy. Mogą to być masoni, liberałowie lub waldensi. Dobrze wiecie, że wszyscy ci ludzie mają za złe Księdzu Bosko, ponieważ wszedł przeciwko nim w kampanię ze swoim Czytania katolickie. Ale nie tak wiele pytań! Przychodzić! Ksiądz Bosko może nas potrzebować.
Jean odkłada skrzypce, dwaj przyjaciele szybko staną przed drzwiami Ojca, z wyciągniętymi uszami.
Rozmowa nie jest na początku niczym niepokojącym. Dwaj goście chwalą Jeana Bosco:
— Wasze oratorium jest wspaniałą pracą humanitarną, którą należy wspierać. Jesteśmy natychmiast gotowi dać ci cztery tysiące lirów.
"Cztery tysiące lirów? uczynił Księdza Bosko. Niezła suma! Na jakich warunkach, proszę?
"Och, prawie bezużyteczne jest mówienie o tym. Oto bilety. Brać. Będzie ich więcej! Obiecujesz nam tylko, że zrezygnujemy z dystrybucji Twoich broszur.
"Czy to jest to, do czego zmierzałeś? Nie. Nic do roboty! Odzyskaj pieniądze. Nie potrzebuję tego.
Dwaj goście następnie zburzyli maskę uprzejmości.
"Nie chcesz? To dla nas obraza. Pamiętaj, że możesz nie wrócić do domu żywy, gdy nie wyjdziesz.
"Grozisz mi?" Wydaje się, panowie, że macie całkowicie fałszywe wyobrażenie o katolickim księdzu. Nikt mnie nie kupuje ani nie przeraża!
"Zobaczysz konsekwencje swojej dumy. Będziemy mogli Cię uciszyć!
"Dopóki żyję, nie będę milczeć. A teraz proszę odejść.
Ksiądz Bosko nagle otwiera drzwi:
"Józefie, odprowadź tych dżentelmenów z powrotem i uważaj, aby nie potknęli się po schodach: są trochę źli.
Kumple odchodzą, szkarłatni. Ksiądz Bosko chwyta Jeana Cagliero za ucho:
"Więc, przyjaciele, słuchaliście?"
"Ta wizyta nie powiedziała nam nic dobrego i chcieliśmy być tam, aby w razie potrzeby pomóc.
"Z tymi dwoma marionetkami uszłoby mi to na sucho.
– Proszę, panie opat, proszę uważać. Od tych fanatyków możemy oczekiwać wszystkiego. Proszę, nie wychodźcie, kiedy jest ciemno, bez towarzystwa.
"Zgadzam się was uspokoić.

Kilka dni później, pod koniec kolacji, dwóch mężczyzn przychodzi po Księdza Bosko dla umierającego człowieka: "Idę!"
Ale Jean Cagliero trzyma go za rękaw i szepcze do niego:
– Panie opat, pamiętaj o swojej obietnicy.
"O tak! To prawda. Czy ktoś z Was chce mi towarzyszyć? Może ty, Józefie?
— Z przyjemnością!
Młody murarz bierze czapkę:
"Czy ty też przychodzisz? Ciglinti i Gravano, dwóch znakomitych pugilistów.

— Mała wycieczka? Dlaczego nie? czy sprawiają, że powietrze jest słyszalne.
"Och, nie ma potrzeby, aby ci młodzi mężczyźni ci towarzyszyli" – zauważają nieznajomi do Księdza Bosko.
— Dlaczego nie? Dobrze im zrobi, jeśli zaczerpną świeżego powietrza. Nie będą nam przeszkadzać.
Ksiądz Bosko wkrótce zdaje sobie sprawę, że został zwabiony w pułapkę. Oto z osobami siedzącymi wokół naczynia z pieczonych kasztanów:
"Ach, Ksiądz Bosko" – woła jeden z nich – usiądź i skosztuj tych kasztanów!
"Myślę, że czeka na mnie chory...
"Och, to prawie nie naciska. Proszę użyć siebie.
"Dziękuję, wychodzę ze stołu.
— Nie odmówisz kieliszka wina. Pić! najlepsze asti, jakie kiedykolwiek próbowałeś!
"Nigdy nie piję między posiłkami.
Przygoda staje się coraz bardziej podejrzana.
"To zniewaga", kontynuuje jeden z kumpli. Brać! Jest sławny!
"Tak, tak, będziesz pił dla naszego zdrowia, brajlem cały oddział.
"Powiedziałem ci już, że teraz nic nie wypiję.
"W takim razie zmusimy cię do tego!"
Dwóch energetyzatorów chwyta Księdza Bosko za ramiona; trzeci zbliża się do szklanki ust.
"Nie, przyjaciele, nie to! Jeśli chcesz, żebym pił, pozwól mi odejść!
"Cóż, dlaczego nie teraz?"
Gdy tylko chenapanowie puścili, Ksiądz Bosko odepchnął ich energicznym gestem i otworzył drzwi, przed którymi jego towarzysze czuwali.
— O co chodzi? – Joseph Buzzetti, wskakując do pokoju z kolegami z klasy. Nic panu nie zrobiono, panie opat?
– Och, tylko mały żart – powiedział z zażenowaniem jeden z napastników. Chcieliśmy, żeby się napił, ale jeśli on tego nie chce, nie mówmy już o tym!
"Czy w końcu zaprowadzisz mnie do chorych" – woła Ksiądz Bosko.
— Do chorych? Tak oczywiście.
— Czy towarzyszymy Ci? – Ciglinti.
"Nie, poczekaj na dole!
Ksiądz Bosko wspina się po schodach. W słabo oświetlonym pokoju mężczyzna jęczy i jęczy na łóżku.
"Cóż, mój przyjacielu, czy chcesz się wyspowiadać?"
"Nie, nie dzisiaj... Szkoda mi... Och, te bóle!...
"Skoro tu jestem...
Ale shhh! W mgnieniu oka Don Bosco wyrywa koce fałszywie chorego, jednego z dwóch mężczyzn, którzy przyszli po niego. Podczas gdy ksiądz nalegał, aby widzieć chorych, wepchnął się do łóżka, cały ubrany, cały w butach.
«Cóż za idiotyzm! woła Ksiądz Bosko, a chwytając swojego komika, jednym gestem posadza go na stojąco.
"Jestem pewien, że ci bandyci chcieli mnie otruć", powiedział swoim obrońcom, gdy wrócił. Dobrze zrobiłem, zabierając cię ze sobą. Sam mógłbym nie być w stanie pokonać tych. »

To nie jedyny punkt widokowy, z którego ucieka.
Innym razem przychodzimy prosić o to, bardzo późno, dla chorego. Nie modli się do niego. Cztery silne gaillardy podążają za nim i przychodzą, aby posadzić się przed drzwiami pacjenta; ale zamierzają przekręcić klucz do środka.
Gdy tylko Ksiądz Bosko wszedł, zgasła lampa i chenapanowie rzucili się na niego z pałkami. Ksiądz Bosko chwyta krzesło, aby zaparkować. Jego akolici nie wahają się długo. Uderzeniem ramienia Jacques wysadza drzwi i cała czwórka wbiega do pokoju. W krótkim czasie oczyścili Księdza Bosko i sprowadzili go z powrotem w bezpieczne miejsce.
— czy jesteś ranny? – Joseph Buzzetti.
"To nic", odpowiada Ksiądz Bosko. Lewy kciuk zmiażdżony. Gwóźdź prawdopodobnie odpadnie.
Teraz jego młodzi ludzie nie puszczają mu oczu. Zawsze jest ich kilka w pobliżu, gdy tylko nadejdzie podejrzana wizyta. W kilku okolicznościach ratują go przed prawdziwym niebezpieczeństwem. Czasami jednak Ksiądz Bosko woli wychodzić sam, aby nie pozbawić ich odpoczynku; niebo doradza wtedy jego ochronę za pomocą zdumiewających środków.
Pewnego wieczoru, gdy wraca do oratorium, ogromny wilczy pies z siwymi włosami skacze w jego kierunku w cieniu.
"Czego chcesz ode mnie, moja dzielna bestio?" Ksiądz Bosko tego, który nigdy nie bał się psa. Pochyla się nad zwierzęciem i pieści jego futro. Molos bawi się wokół niego szczekając, próbuje polizać jego ręce i twarz i podąża za nim do domu.
— Co to za zwierzę? poproś o kilka ciekawskich maluchów.
"Wspaniała bestia, prawda?" Zaprzyjaźniliśmy się już.
— Jak to się nazywa?
"Mój Boże, on się nie pojawił. Nazwijmy go "Grigio" - "Szary" - jeśli ci się podoba.
"Grigio! Tak, to piękna nazwa! Czy powinniśmy iść do kuchni, aby sprawdzić, czy jest coś dla niego? »
Grigio wkrótce zostaje pobłogosławiony wspaniałą kością, ale rezerwuje ją na później i idzie na przedspały z radosnymi dziećmi do czasu kolacji.
"Chodźmy! Grigio, odejdź! Ksiądz Bosko raz jeszcze kładzie rękę na uszach: "Nie zapominaj o swojej kości! »
Od tego dnia Ksiądz Bosko wciąż znajduje go na samotnych ulicach Valdocco. Nagle Grigio wyłania się z cienia i nie opuszcza go aż do bramy domu. Często ledwo go ratuje. Wydaje się, że wywęsza wszystkie niebezpieczeństwa, które mu zagrażają.
Pewnego wieczoru, o zmroku, Ksiądz Bosko ma zamiar wyjść. Pies, leżąc przed drzwiami, skacze i odpycha go: "Co cię zabiera, Grigio? Pozwólcie, że przejdę. Grigio, uparty, rzuca się na niego, gdy tylko próbuje zrobić krok w kierunku ulicy.
Ksiądz Bosko rezygnuje i odwraca się. Pół godziny później jeden z chłopców mówi mu, że widział kilka podejrzanych osób na posterunku, dobrze uzbrojonych, za krzakiem. Mógł nawet podsłuchać ich rozmowę: czekali, aż Ksiądz Bosko go zaatakuje.
Jak Grigio wykonuje swoje obowiązki? Zobaczymy!
Pewnego wieczoru Ksiądz Bosko, wracając z podawania choremu człowiekowi, uświadamia sobie, że mężczyzna idzie za nim z wielką maczugą. Może przyspieszyć tempo, ale malandrin zawsze depcze mu po piętach.
"Z jednym, ujdzie mi to na sucho", myśli", kiedy kilka złowrogich osób wychodzi z pobliskiej alejki, aby zablokować mu drogę. W tym samym czasie jego prześladowca rzuca się na niego, powalając go. Ksiądz Bosko rzuca się na bok i podaje mu w jamie żołądka łokieć tak mistrzowski, że apacz zapada się podczas jęku. Pozostali przychodzą na ratunek. Ksiądz Bosko ginie, gdy pojawia się Grigio. Mastif rzuca się wściekle na bandytów i przewraca się na ziemię pierwsze dwa, podczas gdy pozostali odrywają się tak szybko, jak to możliwe.
"Dobrze pracował, Grigio!" powiedział Ksiądz Bosko. Najwyższy czas! »
Przerażone apacze unikają clopin-clopant. Grigio towarzyszy Księdzu Bosko w jego domu.
Innym razem, w wilgotny i ciemny listopadowy wieczór, dwóch malandrynów ściga Księdza Bosko alejką biegnącą od Consolata do Valdocco. Zanim zdąży je oddalić, mężczyzna wyłania się z cienia ganku i rzuca koc na głowę. Ksiądz Bosko próbuje pozbyć się tego kaptura, ale inny rzuca się na niego długim sztyletem.
"Strajk! krzyczy pierwszy. Trzymamy go! »
Grigio rzucił się, rzucił go na ziemię i natychmiast wepchnął kły w ramię towarzysza gotowego do uderzenia. Upuszcza sztylet, aby się wydostać, ale Grigio toczy go w kurzu. Pierwszemu udaje się wstać, ale pies przewraca go ponownie.
"Na litość boską, wybaw mnie od tego zwierzęcia! " spodnie nieszczęśników. Widzisz, że mnie pochłonie!
"A co z tobą?" Co chciałeś mi zrobić?
"Ach, proszę pana, wyznamy panu wszystko. Dla biednych robali tysiąc lirów to miła suma!
"Tak więc za tysiąc lirów byłeś zdecydowany zabić człowieka. To właśnie masz na myśli, prawda?
— Tak, tak, tak! Ale oddzwoń do swojego psa!
"Czy obiecujesz, że zostawisz mnie teraz w spokoju?"
"Przez Matkę Bożą jest to obiecane!
"Więc, tutaj, Grigio! Wykonaliście swój obowiązek. Pozwól im odejść. Bądź miły. Podejście. Tu!
Ostatni niepokojący warkot ponownie, a pies przychodzi polizać rękę przyjaciela, podczas gdy bandyci w złym stanie odchodzą drżąco.

Jakby obawiając się, że przyjdzie za późno, Grigio gra teraz co noc przed drzwiami oratorium, towarzyszy Księdzu Bosko w jego wycieczkach i przyprowadza go z powrotem.
Pewnego dnia, po niepotrzebnym oczekiwaniu na niego przez długi czas przed drzwiami markiza Dominique Fassati, Grigio wraca z niskim uchem do oratorium. Chłopcy, bawiąc się w śniegu, witają go pohukiwaniami, ale niepotrzebnie próbują go zwolnić w porze kolacji.
" Skąd pochodzi Grigio? – przy stole Ksiądz Bosko.
"Nie mogliśmy go zmusić do odejścia. Nie chce odejść.
Tymczasem Grigio zakrada się między stołami do Księdza Bosko, kładzie kaganiec na kolanach i patrzy na niego dziwnym spojrzeniem.
– Chcesz coś zjeść, Grigio? »
Grigio nawet nie wącha przedstawionego mu kawałka chleba.
"Och, mały piękny ghul, czy chciałbyś mięso?"
Wiecie, że Ksiądz Bosko nie ma żadnego. Jeśli tego nie chcesz, po prostu musisz odejść.
Nagle Ksiądz Bosko jest zachwycony: «Ach, jestem! Jesteś smutny, ponieważ nie spotkałeś mnie dzisiaj! To nie moja wina: markiz zabrał mnie z powrotem do swojego samochodu! »
Grigio zaczyna szczekać radośnie, jakby doskonale zrozumiał i odchodzi szczęśliwy.
"To naprawdę ciekawe", mówi Ksiądz Bosko. Często starałem się wiedzieć, skąd pochodzi Grigio, do kogo należy. Niemożliwe do osiągnięcia. To dobry Bóg posłał mi ją, jak sądzę, aby mnie chronić i strzec. »
Przez ponad rok Grigio kontynuował swoje dobre usługi. Ataki na Księdza Bosko ustały, zniknął. Nie widziano go ponownie w Turynie.

(Ksiądz Bosko, Apostoł Młodzieży, G. Hünermann)

le-petit-sacristain.blogspot.com/2022/01/don-bosco-et-le-grigio.html