Clicks173

Postawmy naszego Pana Jezusa Chrystusa, Króla i Najwyższego Kapłana, z powrotem w centrum życia Kościoła, a wcześniej w centrum życia naszych wspólnot, naszych rodzin, nas samych. Przywróćmy koronę Najświętszej Maryi Pannie, Królowej i Matce Kościoła. Wróćmy do godnego odprawiania tradycyjnej Liturgii Świętej i módlmy się słowami świętych, a nie bełkotami modernistów i heretyków. Zacznijmy na nowo smakować pisma ojców Kościoła i mistyków oraz wrzucać do ognia dzieła przesiąknięte modernizmem i immanentystycznym sentymentalizmem. Wspierajmy modlitwą i pomocą materialną dobrych kapłanów, którzy pozostają wierni prawdziwej wierze i wycofajmy wszelkie wsparcie dla tych, którzy pogodzili się ze światem i jego kłamstwami.

Obwiniając Franciszka: Jak Rewolucja Soboru Watykańskiego II służy Nowemu Porządkowi Świata

ZOSTAW UMARŁYM

grzebanie ich umarłych.


MT 8:22

1. ŻYJEMY W NIEZWYKŁYCH CZASACH

Każdy z nas zapewne zdaje sobie sprawę, że znajdujemy się w przełomowym momencie dziejów. Przeszłe wydarzenia, które wydawały się od siebie oderwane, teraz okazują się być ściśle powiązane zarówno ze względu na ich podstawy ideowe, jak i na cele, do których dążą. Uczciwy i obiektywny obserwator obecnej sytuacji nie może nie dostrzec doskonałej spójności między ewolucją globalnego układu politycznego a rolą, jaką Kościół Katolicki przyjął w ustanawianiu Nowego Porządku Świata. Precyzując, chodzi tu o rolę tej pozornej większości w Kościele, która w rzeczywistości nie jest zbyt liczna, ale za to bardzo potężna, i którą dla zwięzłości określam mianem głębokiego kościoła.

Oczywiście nie ma dwóch Kościołów. Takie twierdzenie byłoby niemożliwe, bluźniercze i heretyckie. Prawdziwy Kościół Chrystusowy nie porzucił i dzisiaj swojej misji i nie zdegenerował się do postaci sekty. Kościół Chrystusowy nie ma nic wspólnego z tymi, którzy przez ostatnie sześćdziesiąt lat realizowali plan jego okupacji. Zjawisko nakładania się na siebie katolickiej hierarchii i członków głębokiego kościoła nie jest faktem teologicznym, ale raczej rzeczywistością historyczną, która wykracza poza znane nam pojęcia, i jako takie musi być analizowane.

Wiemy, że projekt Nowego Porządku Świata dąży do ustanowienia tyranii masonerii. Przedsięwzięcie to zostało zapoczątkowane w czasach Rewolucji Francuskiej, wieku oświecenia, końca monarchii katolickich i rozpętywania wojny z Kościołem. Można zaryzykować stwierdzenie, że Nowy Porządek Świata jest antytezą społeczeństwa chrześcijańskiego, realizacją diabelskiej Civitas Diaboli (Miasto Diabła) w przeciwieństwie do Civitas Dei (Miasta Boga), w wiecznej walce między Światłem i Ciemnością, Dobrem i Złem, Bogiem i Szatanem.

W tej walce Opatrzność umieściła Kościół Chrystusa, a w szczególności papieża, jako kathèkon, czyli tego, który sprzeciwia się objawieniu się tajemnicy nieprawości (2 Tes. 2, 6-7). Pismo Święte ostrzega nas, że w momencie pojawienia się Antychrysta ta przeszkoda – kathèkon – przestanie istnieć. Wydaje mi się całkiem oczywiste, że na naszych oczach zbliża się koniec czasów. Tajemnica nieprawości rozprzestrzeniła bowiem się po całym świecie wraz z zanikiem odważnej opozycji kathèkonu.

Jeśli chodzi o konflikt Miasta Boga i Miasta Szatana, jezuicki doradca Franciszka, Antonio Spadaro, nie zważając na Pismo Święte i Tradycję utożsamia się z bergoglijską perspektywą. Zdaniem dyrektora La Civiltà Cattolica

[Encyklika Fratelli Tutti] jest również przesłaniem o dużej wartości politycznej, ponieważ – można powiedzieć – obala panującą dziś logikę apokalipsy. To właśnie logika fundamentalistyczna walczy ze światem, ponieważ wierzy, że jest on przeciwieństwem Boga, czyli bożkiem, i dlatego należy go jak najszybciej zniszczyć, aby przyspieszyć nadejście końca czasów, a właściwie otchłań apokalipsy, w której nie ma już braci, tylko apostaci i męczennicy biegnący „wbrew” czasowi. […] Nie jesteśmy bojownikami ani apostatami, ale braćmi.

Strategia dyskredytowania rozmówcy za pomocą pejoratywnego określenia „integralista” ma najwyraźniej na celu ułatwienie działania wroga wewnątrz Kościoła, dążenie do spacyfikowania opozycji i zniechęcenia przeciwników. Obserwujemy ją również w sferze cywilnej, gdzie demokraci i głębokie państwo roszczą sobie prawo do decydowania, komu przyznać legitymizację polityczną, a kogo skazać na medialny ostracyzm bez prawa do obrony. Metoda jest zawsze taka sama, ponieważ jej inspirator jest ten sam. Również fałszowanie historii i źródeł działa zawsze w ten sam sposób. Jeśli przeszłość dezawuuje rewolucyjną narrację, zwolennicy rewolucji cenzurują przeszłość i zastępują fakt historyczny mitem. Nawet św. Franciszek jest ofiarą tego fałszerstwa, które przedstawia go jako sztandarowego ubogiego i pacyfistę. Koncepcje te są obce duchowi katolickiej ortodoksji, ale niezwykle użyteczne dla dominującej ideologii. Potwierdza to pokrętne odwołanie się do Biedaczyny z Asyżu we Fratelli Tutti mające na celu usprawiedliwienie dialogu, ekumenizmu i powszechnego braterstwa bergoglijskiego antykościoła.

Popełnialibyśmy błąd, gdybyśmy traktowali bieżące wydarzenia jako „zwyczajne”, oceniając je prawami kanonicznymi i kryteriami socjologicznymi, które takiej zwyczajności odpowiadają. W nadzwyczajnych czasach, a obecny kryzys w Kościele jest rzeczywiście nadzwyczajny, także wydarzenia wykraczają poza zwyczajne, znane naszym przodkom. W niezwykłych czasach słyszymy papieża zwodzącego wiernych, widzimy książąt Kościoła oskarżanych o zbrodnie, które w innych czasach wzbudzałyby przerażenie i spotykały się z surowymi karami. W naszych kościołach jesteśmy świadkami obrzędów liturgicznych, które wydają się wymyślone przez przewrotny umysł Cranmera, widzimy hierarchów wnoszących procesyjnie nieczystego bożka pachamamę na Plac św. Piotra i słyszymy, jak Wikariusz Chrystusa przeprasza czcicieli tego simulacrum za katolika, który odważył się wrzucić je do Tybru. W tych niezwykłych czasach słyszymy, jak jeden z konspiratorów – kardynał Godfried Danneels – ujawnia, że od śmierci Jana Pawła II mafia z Sankt Gallen spiskowała w celu doprowadzenia do wyboru swojego kandydata na Tron Piotrowy, którym to później okazał się Jorge Mario Bergoglio. Zaskakujące jest to, że w kontekście tego niepokojącego wyznania ani kardynałowie, ani biskupi nie wyrazili oburzenia, ani nawet nie domagali się ujawnienia całej prawdy.
Współistnienie dobra i zła, świętych i potępionych w ciele Kościoła, zawsze towarzyszyło jego ziemskim dziejom, począwszy od zdrady Judasza Iskarioty. Znamienne jest, że antykościół stara się właśnie rehabilitować Judasza, a wraz z nim najgorszych herezjarchów jako wzorcowe modele „antyświętych” i „antymęczenników”, legitymizując tym samym własne herezje, niemoralność i wady. Jak wspomniałem, współistnienie dobrych i złych, o których mówi Ewangelia w przypowieści o pszenicy i kąkolu, zdaje się przepoczwarzać w dominację tych drugich nad tymi pierwszymi. Różnica polega na tym, że wady i wypaczenia niegdyś odrzucane, dziś są nie tylko praktykowane i tolerowane, ale nawet propagowane i pochwalane, a cnota i wierność nauczaniu Chrystusa są pogardzane, wyśmiewane, a nawet potępiane.

2. ZAĆMIENIE PRAWDZIWEGO KOŚCIOŁA

Przez sześćdziesiąt obserwowaliśmy zaćmienie prawdziwego Kościoła przez antykościół , który stopniowo zawłaszczał sobie jego imię, zajmował Kurię Rzymską i jej dykasterie, diecezje i parafie, seminaria, uniwersytety, klasztory i domy zakonne. Antykościół przywłaszczył sobie autorytet Kościoła, a jego duchowni noszą jego święte szaty, wykorzystują jego prestiż i władzę do przywłaszczania sobie jego skarbów, majątku i aktywów finansowych.

Tak jak w naturze, to zaćmienie nie dzieje się nagle, ale postępuje od światła do ciemności, gdy ciało niebieskie wsuwa się między słońce a nas. Jest to stosunkowo powolny, ale nieubłagany proces, w którym księżyc antykościoła, podążając po swojej orbicie, wreszcie zasłoni słońce, tworząc stożek cienia, który pada na ziemię. Znajdujemy się teraz w tym doktrynalnym, moralnym, liturgicznym i dyscyplinarnym stożku cienia. To nie jest jeszcze całkowite zaćmienie, które zobaczymy pod koniec czasów, pod rządami Antychrysta. Jest to częściowe zaćmienie, kiedy ciągle jeszcze dostrzegamy świetlistą koronę słońca otaczającą czarny dysk księżyca.

Proces, który doprowadził do dzisiejszego zaćmienia Kościoła bez wątpienia został zapoczątkowany przez modernizm. Antykościół podążał swoją orbitą mimo uroczystych potępień magisterium, które wtedy jeszcze lśniło blaskiem Prawdy. Jednakże, to wraz z Soborem Watykańskim II ciemności tego fałszywego tworu zaczęły przesłaniać Kościół. Początkowo przesłaniały one tylko niewielką jego część, ale ciemność stopniowo rosła. Ktokolwiek potem, wskazując na słońce, twierdził, że księżyc z pewnością je przysłoni, był oskarżany o bycie „prorokiem zagłady”, o fanatyzm i ekstremizm wynikający z niewiedzy czy uprzedzeń. Przypadek arcybiskupa Marcela Lefebvre’a i kilku innych hierarchów potwierdza z jednej strony dalekowzroczność tych pasterzy, a z drugiej brak spójności reakcji ich przeciwników. Ukrywając swoje prawdziwe intencje, z obawy przed utratą władzy wykorzystali oni cały swój autorytet do zaprzeczania przedstawianym dowodom.

Kontynuując analogię, możemy powiedzieć, że na niebie wiary zaćmienie jest zjawiskiem rzadkim i niezwykłym. Jednakże twierdzenie, że ciemność nie rozprzestrzenia się podczas zaćmienia tylko dlatego, że nie dzieje się to w normalnych warunkach, nie jest znakiem wiary w niezniszczalność Kościoła. Jest to raczej uparte zaprzeczaniem dowodom i nieczystym intencjom. Zgodnie z obietnicami Chrystusa bramy piekielne nigdy nie przemogą Kościoła Świętego. Nie znaczy to jednak, że nie będzie On, lub już nie jest, przyćmiony swoim piekielnym fałszerstwem, tym właśnie księżycem, który nie przez przypadek widzimy pod stopami Niewiasty z Objawienia Św. Jana:

Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu.

AP 12:1


Księżyc leży pod stopami Niewiasty, która jest ponad wszelką zmiennością, ponad wszelkim ziemskim zepsuciem, ponad prawem losu i królestwem ducha tego świata. A to dlatego, że ta Niewiasta, która jest jednocześnie obrazem Najświętszej Maryi Panny i Kościoła, jest amicta sole – obleczona w Słońce Sprawiedliwości, którym jest Chrystus. Jest „wyłączona z wszelkiej mocy demonicznej, gdyż bierze udział w tajemnicy niezmienności Chrystusa” (św. Ambroży). Pozostaje nienaruszona, jeśli nie w swoim królestwie wojującym, to na pewno w tym cierpiącym w czyśćcu i triumfującym w raju. Św. Hieronim, komentując słowa Pisma Świętego, przypomina nam, że „bramy piekielne są grzechami i wadami, a zwłaszcza naukami heretyków„. Wiemy zatem, że nawet „synteza wszystkich herezji” reprezentowana przez modernizm i jego nową soborową wersję, nie może nigdy ostatecznie przesłonić blasku Oblubienicy Chrystusowej. Może mieć miejsce jedynie krótki okres zaćmienia, na który pozwoliła Opatrzność w swojej nieskończonej mądrości , by wyprowadzić z niego większe dobro.

3. REZYGNACJA Z WYMIARU NADPRZYRODZONEGO

W tym wystąpieniu chciałbym w szczególności zająć się relacją między rewolucją Soboru Watykańskiego II a zaprowadzeniem Nowego Porządku Świata. Główny element tej analizy polega na podkreśleniu porzucenia przez kościelną Hierarchię, nawet u jej szczytów, nadprzyrodzonego wymiaru Kościoła i jego eschatologicznej roli. Wraz z Soborem innowatorzy wymazali z ich teologicznego horyzontu boskie pochodzenie Kościoła, kreując twór pochodzenia ludzkiego podobny do organizacji filantropijnej. Pierwszą konsekwencją tego ontologicznego przewrotu było zaprzeczenie faktowi, że Oblubienica Chrystusa nie jest i nie może być zmieniana przez sprawujących w niej zastępczą władzę w imieniu Pana. Kościół nie należy ani do papieża, ani do biskupów czy teologów i z tego względu jakakolwiek próba „aggiornamento” redukuje Go do poziomu firmy, która w celu osiągnięcia zysku odnawia własną ofertę handlową, sprzedaje swoje zapasy i podąża za chwilowym trendem. Kościół natomiast jest rzeczywistością nadprzyrodzoną i boską. Owszem, dostosowuje sposób głoszenia Ewangelii, ale nie wolno mu zmienić ani jednej joty w jej treści (Mt 5, 18), ani też zaprzeczyć jej transcendentnemu wymiarowi. Czyniąc to, zredukowałby się do zwykłej organizacji pomocy społecznej. Mimo to, antykościół dumnie rości sobie prawo do dokonywania zmiany paradygmatu nie tylko poprzez zmianę sposobu wyjaśniania doktryny, ale i samej doktryny. Potwierdzają to słowa Massimo Faggioli, który skomentował nową encyklikę Fratelli Tutti:

Pontyfikat Papieża Franciszka jest jak sztandar podniesiony przed katolickimi integralistami i tymi, którzy utożsamiają tradycję z materialną ciągłością.
Doktryna katolicka nie tylko się rozwija. Czasami naprawdę się zmienia: na przykład w kwestii kary śmierci czy też wojny


Upieranie się przy nauczaniu magisterium okazuje się bezużyteczne. Innowatorzy bezczelne twierdzą, że mają prawo do zmiany wiary, uparcie stosując podejście modernistyczne.

Pierwszy błąd Soboru polega przede wszystkim na braku perspektywy transcendentnej. Wynika to z uśpionego kryzysu duchowego oraz prób ustanowienia raju na ziemi o czysto ludzkim wymiarze. Zgodnie z tym podejściem Fratelli tutti widzi wypełnienie ziemskiej utopii i odkupienie społeczne w ludzkim braterstwie, pax œcumenica między religiami i w przyjmowaniu migrantów.

4. POCZUCIE NIŻSZOŚCI I NIEADEKWATNOŚCI

Jak pisałem przy innych okazjach, rewolucyjne postulaty Nouvelle Théologie znalazły podatny grunt u ojców soborowych z powodu poważnego kompleksu niższości wobec świata. Był to okres powojenny, kiedy rewolucja prowadzona przez masonerię w sferze obywatelskiej, politycznej i kulturalnej przeniknęła do elity katolickiej, przekonując ją o jej nieadekwatności w obliczu nieuniknionego epokowego wyzwania. Elita ta – biskupi, teologowie, intelektualiści -zamiast sięgnięcia w głąb swojej wiary i protestowania, lekkomyślnie obarczyła odpowiedzialnością za rychłą klęskę Kościoła jego solidną jak skała strukturę hierarchiczną oraz monolityczną doktrynę i naukę moralną. Patrząc na klęskę cywilizacji europejskiej, do której powstania przyczynił się Kościół, elita uznała, że brak porozumienia ze światem był spowodowany nieprzejednaniem papiestwa i moralną zatwardziałością kapłanów, którzy nie chcieli pogodzić się z Zeitgeistem [przypis tłumacza: duchem czasów] i „otworzyć się”. To ideologiczne podejście wynika z błędnego założenia, że między Kościołem a światem współczesnym może istnieć sojusz, współbrzmienie intencji, przyjaźń. Nic bardziej mylnego. Nie może być wytchnienia w walce między Bogiem a szatanem, między światłem a ciemnością.

Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę

RDZ 3,15

Jest to wrogość, której pragnie sam Bóg, która stawia Najświętszą Marię Pannę i Kościół jako odwiecznych wrogów starożytnego węża. Świat ma swojego księcia (J 12, 31), który jest wrogiem (Mt 13, 28), zabójcą od początku (J 8, 44) i kłamcą (J 8, 44). Zawarcie ze światem paktu o nieagresji oznacza pogodzenie się z Szatanem. To obalenie i wypaczenie samej istoty Kościoła, którego misją jest nawrócanie jak największej liczby dusz do Chrystusa, na większą chwałę Bożą, bez składania broni przeciwko tym, którzy chcą przyciągnąć ich do siebie i do potępienia.

Poczucie niższości i niepowodzenia Kościoła w oczach świata wytworzyło idealne warunki dla zakorzenienia się rewolucji wśród ojców soborowych, a przez to w ludzie chrześcijańskim. Posłuszeństwo hierarchii było w nim bowiem kultywowane być może jeszcze bardziej niż wierność depositum fidei. Wyjaśniam: posłuszeństwo świętym pasterzom jest z pewnością godne pochwały jeśli ich polecenia są uzasadnione. Jednakże, posłuszeństwo przestaje być cnotą, a w rzeczywistości staje się służalczością, jeśli jest celem samym w sobie, sprzecznym z celem, do którego zostało wyświęcone, czyli z wiarą i moralnością. Dodajmy, że to poczucie niższości zostało wprowadzone do ciała Kościoła przy akompaniamencie teatralnych gestów, takich jak pozbycie się tiary przez Pawła VI, zwrócenie sztandaru osmańskiego zdobytego pod Lepanto, publiczne uściski ekumeniczne ze schizmatykiem Atenagorasem, prośby o przebaczenie za wyprawy krzyżowe, zniesienie Indeksu, skupienie się duchowieństwa na ubogich w miejsce triumfalizmu Piusa XII. Cios w serce tradycyjnej postawie zadała zreformowana liturgia, okazując zakłopotanie i wyciszając dogmat katolicki – a tym samym pośrednio mu zaprzeczając. Zmiana rytu spowodowała zmianę doktryny, która doprowadziła wiernych do przekonania, że Msza św. jest zwykłą, braterską ucztą, a Najświętsza Eucharystia jest jedynie symbolem obecności Chrystusa wśród nas.

5. „IDEM SENTIRE” REWOLUCJI SOBORU

Działania innowatorów, z ich heretyckimi, zgodnymi z wymaganiami świata ideami, powiększyły jeszcze poczucie nieadekwatności ojców. Analiza porównawcza myśli współczesnej potwierdza idem sentire [to samo uczucie lub ten sam sposób myślenia] konspiratorów z każdym komponentem ideologii rewolucyjnej:

Przyjęcie zasady demokracji jako legitymizującego źródła władzy, w miejsce boskiego prawa monarchii katolickiej (w tym papiestwa);

Tworzenie i mnożenie organów władzy
, w miejsce osobistej odpowiedzialności i hierarchii instytucjonalnej.

Wymazanie historycznej przeszłości, oceniane jej za pomocą dzisiejszych kryteriów, które nie są w stanie obronić tradycji i dziedzictwa kulturowego.

Nacisk na wolność jednostek i osłabienie pojęcia odpowiedzialności i obowiązku.

Ciągłą ewolucję moralności i etyki, negującą ich niezmienny charakter oraz wszelkie odniesienia transcendentne.

Domniemany świecki charakter państwa, w miejsce prawowitego podporządkowania porządku cywilnego Królowaniu Jezusa Chrystusa i ontologicznej wyższości misji Kościoła nad sferą doczesną.

Równość religii nie tylko wobec państwa, ale nawet jako ogólna zasada, której Kościół musi się podporządkować, zamiast obiektywnej i koniecznej obrony prawdy i potępienia błędu.

Fałszywa i bluźniercza koncepcja wrodzonej godności człowieka, oparta na zaprzeczeniu zarówno grzechu pierworodnego jak i konieczności odkupienia by podobać się Bogu i zasłużyć na Jego łaskę i osiągnąć szczęście wieczne.

Podważanie roli kobiet i pogarda dla przywileju macierzyństwa;

prymat materii nad duchem.

Fideistyczny związek z naukąwobec bezwzględnej krytyki religii na fałszywych podstawach naukowych.

Wszystkie te podstawowe zasady, propagowane przez ideologów masonerii i zwolenników Nowego Porządku Świata, pokrywają się z rewolucyjnymi ideami Soboru:

Demokratyzacja Kościoła rozpoczęła się od Lumen Gentium, a dziś jest realizowana na synodalnej ścieżce bergoglijskiej.

Tworzenie i mnożenie organów władzy osiągnięto przez przekazanie odpowiedzialności Konferencjom Episkopatów, Synodom Biskupów, Komisjom, Radom Pastoralnym itp.

Przeszłość i chwalebne tradycje Kościoła są oceniane zgodnie z nowoczesną mentalnością i potępiane w celu pozyskania przychylności współczesnego świata.

Wolność dzieci Bożych opisana przez Sobór została ustanowiona z pominięciem moralnych zobowiązań osób, które według soborowych bajek są zbawione bez względu na ich wewnętrzne usposobienia i stan duszy;

Zatarcie odwiecznych moralnych punktów odniesienia doprowadziło do rewizji doktryny o karze śmierci, a wraz z Amoris Laetitia do dopuszczenia do sakramentów publicznych cudzołożników i naruszenia sakramentalnego gmachu.

Przyjęcie koncepcji sekularyzmu doprowadziło do zniesienia religii państwowej w krajach katolickich. To z kolei spowodowało utratę tożsamości religijnej i uznanie praw sekt. Kolejnym skutkiem było przyjęcie norm, które naruszają prawo naturalne i Boże, nie bez udziału Stolicy Apostolskiej i Episkopatu;

Wolność religijna opisana w Dignitatis Humanae doczekała się dziś jej logicznych i skrajnych konsekwencji w Deklaracji z Abu Dhabi i najnowszej encyklice Fratelli Tutti. Zbawcza misja Kościoła i samo Wcielenie okazały się przestarzałe.

Teorie o godności ludzkiej w sferze katolickiej doprowadziły do dezorientacji co do roli świeckich w odniesieniu do ministerialnej roli duchownych oraz do osłabienia hierarchicznej struktury Kościoła. Natomiast przyjęcie ideologii feministycznej to pierwszy krok do dopuszczenia kobiet do święceń kapłańskich.

Nadmierna troska o doczesne potrzeby ubogich, typowa dla lewicy, przekształciła Kościół w rodzaj stowarzyszenia opiekuńczego, ograniczając jego działalność do sfery czysto materialnej i niemal całkowitego porzucenia sfery duchowej.

Podporządkowanie się współczesnej nauce i postępowi technologicznemu doprowadziło Kościół do dezawuowania „Królowej Nauk” [Wiary], do „demitologizacji” cudów, do zaprzeczenia bezkompromisowości Pisma Świętego, do spojrzenia uznającego najświętsze tajemnice naszej świętej wiary za „mity” czy „metafory”. Świętokradzko sugeruje się nawet, że samo Przemienienie i Zmartwychwstanie są „magiczne” (nie należy brać ich dosłownie, ale raczej symbolicznie), a wzniosłe dogmaty maryjne to „głupoty” [nonsens].

To ogłupianie hierarchii oraz równanie w dół do myślenia głównego nurtu ma swój groteskowy aspekt. Pragnienie zadowolenia prześladowców i służenia wrogom przychodzi bowiem zawsze o krok za późno, sprawiając wrażenie, że biskupi są ciągle przestarzali i nie nadążają za postępem. Trudno uniknąć wrażenia, że to lawirowanie, ta uległość wobec poprawności politycznej wynika nie z ich faktycznych przekonań ideologicznych, ale raczej z obawy przed unicestwieniem, utratą władzy i prestiżu, którym darzy ich świat. Nie zdają sobie sprawy lub nie chcą tego przyznać, że źródłem prestiżu i autorytetu, którego są kustoszami, jest autorytet i prestiż Kościoła Chrystusowego, a nie Jego nędznej i żałosnego podróbki, którą spreparowali.

Kiedy antykościół w pełni się ugruntuje i całkowicie zaćmi Kościół Katolicki, autorytet jego przywódców będzie zależał od podporządkowania się Nowemu Porządkowi Świata. Nie będzie on tolerował żadnych odstępstw od własnej wiary i będzie bezwzględnie stosował ten sam dogmatyzm, fanatyzm czy fundamentalizm, który wielu hierarchów i samozwańczych intelektualistów krytykuje u tych, którzy dziś pozostają wierni magisterium. Głęboki kościół nadal będzie używać nazwy Kościół Katolicki, ale będzie niewolnikiem myślenia Nowego Porządku, przypominając Żydów, którzy po zaprzeczeniu Królowania Chrystusa przed Piłatem zostali zniewoleni przez cywilną władzę swoich czasów: „Poza Cezarem nie mamy króla” (J 19:15). Dzisiejszy Cezar nakazuje nam zamknąć kościoły, założyć maski i zawiesić uroczystości pod pretekstem pseudo-pandemii. Reżim komunistyczny prześladuje chińskich katolików, a świat słyszy z Rzymu jedynie ciszę. Jutro nowy Tytus zlikwiduje świątynię Soboru, transportując jej szczątki do jakiegoś muzeum, a boska zemsta z rąk pogan zrealizuje się po raz kolejny.

6. ISTOTNA ROLA W REWOLUCJI UMIARKOWANYCH KATOLIKÓW

Można by sądzić, że ojcowie i papieże, którzy przewodniczyli temu zgromadzeniu, nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji, jakie zatwierdzenie przez nich soborowych dokumentów będzie miało dla przyszłości Kościoła. Jeśli w istocie tak było, tzn. jeśli później żałowali pośpiesznego zatwierdzenia tekstów heretyckich lub bliskich herezji, trudno zrozumieć, dlaczego natychmiast nie położyli kresu nadużyciom, nie naprawili błędów, nie wyjaśnili nieporozumień i pominięć. Przede wszystkim jednak niezrozumiałe jest, dlaczego władza kościelna była tak bezwzględna wobec tych, którzy bronili prawdy katolickiej, a jednocześnie tak bardzo wyrozumiała dla rebeliantów i heretyków. W każdym razie odpowiedzialność za soborowy kryzys musi być złożona u stóp autorytetu, który nawet wobec tysiąca apeli o kolegialność i duszpasterstwo zazdrośnie strzegł swoich prerogatyw, korzystając z nich tylko w jednym kierunku, to znaczy przeciwko pusillus grex [maluczkiemu stadku], a nigdy przeciwko wrogom Boga i Kościoła. Bardzo rzadkie wyjątki cenzury heretyckiego teologa lub rewolucyjnego zakonnika przez Święte Oficjum stanowią jedynie tragiczne potwierdzenie obowiązującej od dziesięcioleci zasady, nie wspominając już o tym, że wielu z nich w ostatnim czasie zostało zrehabilitowanych bez wyparcia się z własnych błędów, a nawet awansowanych na stanowiska w Kurii Rzymskiej lub Papieskim Ateneum.

Taka rzeczywistość wyłania się z mojej analizy. Wiemy jednak, że oprócz postępowego skrzydła soborowego i tradycyjnego skrzydła katolickiego istnieje część Episkopatu, duchownych i świeckich, którzy starają się zachować równy dystans do tego, co uważają za dwie skrajności. Mówię o tzw. konserwatystach, czyli o centrystycznej części ciała Kościoła, która ostatecznie jednak pracuje na rzecz rewolucjonistów, ponieważ, odrzucając ich ekscesy, podziela te same podstawowe zasady. Błąd konserwatystów polega na nadaniu tradycjonalizmowi negatywnej konotacji i postawieniu go w opozycji do progresywizmu. Ich aurea mediocritas [poprzez media] polega na arbitralnym pozycjonowaniu się nie między dwiema wadami, ale między cnotą a wadą. Krytykują oni ekscesy związane z pachamamą lub z najbardziej skrajnymi oświadczeniami Bergoglio, ale nie tolerują kwestionowania Soboru, nie wspominając już o oczywistym związku między rakiem soborowym, a obecnymi przerzutami. Korelacja między konserwatyzmem politycznym a konserwatyzmem religijnym polega na przyjęciu „centrum”, syntezy między tezą „prawicy” a antytezą „lewicy” zgodnie z podejściem heglowskim, tak cenionym przez umiarkowanych zwolenników Soboru.

W sferze cywilnej głębokie państwo poradziło sobie z tym politycznym i społecznym rozdźwiękiem, wykorzystując organizacje i ruchy, które tylko pozornie są opozycyjne, ale w rzeczywistości odgrywają zasadniczą rolę w utrzymaniu władzy. Podobnie w sferze kościelnej głęboki kościół używa umiarkowanych „konserwatystów”, aby dać wiernym pozory wolności. Na przykład samo Motu Proprio Summorum Pontificum, umożliwiając celebrację w nadzwyczajnej formie, domaga się, saltem impliciter [przynajmniej domyślnie] akceptacji Soboru i uznania legalności zreformowanej liturgii. Ta sztuczka uniemożliwia tym, którzy czerpią korzyści z Motu Proprio, zgłaszania jakichkolwiek zastrzeżeń w obawie przed rozwiązaniem wspólnot Ecclesia Dei. Zaszczepia to w ludzie chrześcijańskim niebezpieczną myśl, że każdemu dobru, aby mogło mieć legitymizację w Kościele i społeczeństwie, musi koniecznie towarzyszyć jakieś zło lub przynajmniej coś mniej dobrego. Jednak tylko błądzący umysł próbuje zapewnić równe prawa zarówno dobru, jak i do złu. Nie ma większego znaczenia, że ktoś osobiście jest za dobrem, kiedy uznaje prawowitość tych, którzy są za złem. W tym sensie wolność wyboru” aborcji opisana przez polityków demokratycznych znajduje swoją przeciwwagę w nie mniej dziwacznej „wolności religijnej „, o której mówi Sobór, która to wolność jest dziś zażarcie broniona przez antykościół. Skoro katolik nie może poprzeć polityka, który broni prawa do aborcji, jeszcze mniej dopuszczalne jest zatwierdzenie hierarchy, który broni „wolności” jednostki do zagrożenia swej nieśmiertelnej duszy poprzez „wybór” pozostania w grzechu śmiertelnym. To nie jest miłosierdzie, to jest rażące zaniedbanie duchowego obowiązku przed Bogiem w celu zyskania poklasku i akceptacji Człowieka.

7. „OTWARTE SPOŁECZEŃSTWO” I „OTWARTA RELIGIA”

Analiza ta nie byłaby kompletna bez słowa o neojęzyku tak popularnym w sferze kościelnej. Tradycyjne słownictwo katolickie zostało celowo zmodyfikowane, aby zmienić treść, którą wyraża. To samo dzieje się w liturgii i głoszeniu, gdzie jasność katolickiego opisu została zastąpiona dwuznacznością lub dorozumianym zaprzeczeniem dogmatycznej prawdy. Można tu podać nieskończoną liczbę przykładów. Zjawisko to sięga również czasów Soboru Watykańskiego II, który dążył do opracowania „katolickich” wersji światowych sloganów. Niemniej jednak chciałbym podkreślić, że wszystkie te wyrażenia zapożyczone ze świeckich leksykonów są również częścią neojęzyka. Uznajmy naleganie Bergoglio na kościół wychodzący na otwartość za wartość pozytywną. Podobnie, cytuję teraz z Fratelli tutti:

Lud żywy, dynamiczny, z przyszłością, to taki, który jest stale otwarty na nowe syntezy, włączając to, co inne (Fratelli Tutti, 160).

Kościół jest domem z otwartymi drzwiami
(tamże 276).
Chcemy być Kościołem, który służy, który wychodzi z domu, który wychodzi ze swoich świątyń, ze swych zakrystii, aby towarzyszyć życiu, podtrzymywać nadzieję, być znakiem jedności ..., aby przerzucać mosty, obalać mury, siać pojednanie (tamże)

Podobieństwo do Społeczeństwa Otwartego, o które zabiega globalistyczna ideologia Sorosa jest tak uderzające, że niemalże stanowi kontrapunkt Otwartej Religii. Otwarta Religia jest natomiast doskonale zharmonizowana z intencjami globalizmu. Poczynając od błogosławionych przez przywódców Kościoła spotkań politycznych dotyczącychNowego Humanizmu„, a kończąc na udziale postępowej inteligencji w zielonej propagandzie, wszystko goni za myślą głównego nurtu w smutnej i groteskowej próbie zadowolenia świata. Wyraźny kontrast ze słowami apostoła jest oczywisty:

Czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa.

GAL. 1:10

Kościół katolicki żyje pod spojrzeniem Boga, istnieje dla Jego chwały i dla zbawienia dusz. Antykościół żyje pod spojrzeniem świata, ulegając bluźnierczej apoteozie człowieka i potępieniu dusz. Podczas ostatniej sesji Soboru Watykańskiego II ojcowie synodalni wysłuchali w Bazylice Watykańskiej te zadziwiające słowa Pawła VI:

Religia Boga, który uczynił siebie człowiekiem, spotkała się z religią (bo taka ona jest) człowieka, który czyni z siebie Boga.

Co się zatem stało? Zderzenie, walka, czy anatema? Do tego mogło dojść, ale się nie stało.

Pradawna historia o dobrym Samarytaninie była paradygmatem duchowości soboru, który został napełniony ogromną sympatią dla człowieka. Uwaga naszego soboru skupiła się na odkryciu potrzeb ludzkich (a potrzeby te rosną proporcjonalnie do wielkości, którą syn ziemi sobie rości).

Wzywamy tych, którzy określają się nowoczesnymi humanistami i którzy wyrzekli się transcendentnej wartości nadprzyrodzonej rzeczywistości, aby docenili sobór choć w jednym aspekcie i
uznali nasz własny nowy rodzaj humanizmu: my również, faktycznie bardziej niż inni oddajemy cześć człowiekowi.

PAWEŁ VI, 7 GRUDNIA 1965, NA OSTATNIEJ SESJI SWII

Ta sympatia (w etymologicznym sensie συμπάϑεια, czyli uczestnictwo w uczuciach drugiego) jest figurą Soboru i nowej religii (bo faktycznie nią jest) antykościoła, antykościoła zrodzonego z nieczystego związku Kościoła ze światem, między niebiańskim Jeruzalem a piekielnym Babilonem.

Ważna uwaga: po raz pierwszy papież wspomniał o „nowym humanizmie” na ostatniej sesji Soboru Watykańskiego II, a dziś wyrażenie to powtarzane jest jak mantra przez tych, którzy uważają je za doskonały i spójny wyraz rewolucyjnego zamysłu Soboru.

To w kontekście wspólnoty intencji pomiędzy Nowym Porządkiem Świata i antykościołem, musimy postrzegać Globalny Pakt Edukacyjny, projekt opracowanym przez Bergoglio

mający na celu zmianę systemu edukacji na skalę globalną, tak aby przyczyniał się on do braterstwa, pokoju i sprawiedliwości. Jest to tym pilniejsza potrzeba w obecnym czasie naznaczonym przez pandemię.

Promowany we współpracy z Organizacją Narodów Zjednoczonych „proces formacji w relacji i kulturze spotkania„ znajduje również przestrzeń i wartość we wspólnym domu ze wszystkimi stworzeniami, ponieważ ludzie nie tylko formowani są do logiki komunii i solidarności, ale także pracują „nad odzyskaniem pogodnej harmonii ze stworzeniem” i ułożeniem świata jako „przestrzeni prawdziwego braterstwa” (Gaudium et spes, 37)

Jak widać, odnośniki ideologiczne ograniczają się tu tylko do Soboru Watykańskiego II, ponieważ dopiero od tego momentu antykościół postawił człowieka w miejscu Boga, stworzenie w miejsce Stwórcy.

Nowy humanizm ma oczywiście ramy środowiskowe i ekologiczne. Wpisane w nie są zarówno encyklika Laudato Sì , jak i Zielona Teologia czyli „Kościół z amazońskią twarzą” synodu biskupów z 2019 roku, z jego bałwochwalczym kultem pachamamy (matki ziemi) w obecności rzymskiego Sanhedrynu. Postawa Kościoła podczas Covid-19 pokazała poddanie się hierarchii dyktatowi państwa, co stanowiło naruszenie Libertas Ecclesiae [przypis tłumacza: wolności Kościoła], którego papież powinien był stanowczo bronić. Ujawniła także wyparcie jakiegokolwiek nadprzyrodzonego znaczenia pandemii, zastępując sprawiedliwy gniew Boży spowodowany niezliczonymi grzechami ludzkości i narodów bardziej niepokojącą i niszczycielską furią Natury urażonej brakiem szacunku dla środowiska. Chciałbym podkreślić, że przypisanie Naturze tożsamości osobowej, niemalże obdarzonej intelektem i wolą, jest pierwszym krokiem do jej ubóstwienia. Widzieliśmy już tego świętokradzkie preludium w samej Bazylice Świętego Piotra.

Wniosek jest następujący: poddanie antykościoła dominującej ideologii współczesnego świata oznacza realną współpracę z potężnymi przedstawicielami głębokiego państwa pracującymi na rzecz zrównoważonej gospodarki w tym z Jorgem Mario Bergoglio, Billem Gatesem, Jeffreyem Sachsem, Johnem Elkanną, Gunterem Paulim.

Warto będzie pamiętać, że zrównoważona gospodarka ma również znaczenie dla rolnictwa i na świata pracy. Głębokie państwo musi zapewnić sobie tanią siłę roboczą poprzez imigrację, co jednocześnie przyczynia się do eliminacji religijnej, kulturowej i językowej tożsamości narodów. Głęboki kościół stanowi ideologiczną i pseudo-teologiczną podstawę dla tego planu bitwy, a jednocześnie gwarantuje udział w lukratywnym biznesie gościnności. Rozumiemy więc, dlaczego Bergoglio kładzie nacisk na kwestię migrantów, również we Fratelli Tutti:

Rozprzestrzenia się mentalność ksenofobiczna, mentalność zamknięcia i skupienia się na sobie (tamże. 39)

Migracje bardziej niż dotychczas będą tworzyć podstawę przyszłości świata (tamże 40).

FRATELLI TUTTI

Bergoglio użył wyrażenia „element założycielski”, stwierdzając, że nie można myśleć o przyszłości bez migracji.

Pozwolę sobie krótko odnieść się do sytuacji politycznej w Stanach Zjednoczonych w przededniu wyborów prezydenckich. Fratelli Tutti wydaje się być formą poparcia Watykanu dla kandydata Demokratów, i wyraźnej opozycji do Donalda Trumpa. Pojawia się kilka dni po tym, jak Franciszek odmówił audiencji sekretarzowi stanu Mike’owi Pompeo w Rzymie. Potwierdza to, po której stronie są dzieci światłości, a po której dzieci ciemności

8. IDEOLOGICZNE PODSTAWY „BRATERSTWA”

Temat braterstwa, będący obsesją Bergoglio, został po raz pierwszy sformułowany w Nostra Ætate i Dignitatis Humanae. Najnowsza encyklika Fratelli Tutti jest manifestem tej masońskiej wizji, w której wołanie Liberté, Égalité, Fraternité zastąpiło Ewangelię w imię jedności między ludźmi, która pomija Boga. Zwróćmy uwagę, że Dokument na temat ludzkiego braterstwa dla pokoju i wspólnego życia na świecie podpisany w Abu Dhabi 4. lutego 2019 roku był dumnie broniony przez Bergoglio tymi słowami:

Z katolickiego punktu widzenia dokument nie odbiega ani o milimetr od nauki II Soboru Watykańskiego

PAPIEŻ FRANCISZEK

Kardynał Miguel Ayuso Guixot, przewodniczący Papieskiej Rady Dialogu Międzyreligijnego, komentuje w La Civiltà Cattolica:

Wraz z Soborem wał stopniowo pękał, aż następnie puścił: rzeka dialogu rozlała się wraz z soborowymi deklaracjami Nostra Ætate o stosunku Kościoła do wyznawców innych religii oraz Dignitatis Humanae o wolności religijnej, które to tematy i dokumenty są ze sobą ściśle powiązane i umożliwiły św. Janowi Pawłowi II zrealizować takie spotkania, jak Światowy Dzień Modlitwy o Pokój w Asyżu 27 października 1986 r., a Benedyktowi XVI dwadzieścia pięć lat później w mieście św. Franciszka Dnia Refleksji, Dialogu i Modlitwy o Pokój i Sprawiedliwość na Świecie – Pielgrzymi Prawdy, Pielgrzymi Pokoju. Dlatego zaangażowanie Kościoła katolickiego w dialog międzyreligijny, który otwiera drogę do pokoju i braterstwa, należy do jego pierwotnej misji i ma swoje korzenie w Soborze

Po raz kolejny okazuje się, że to rak Soboru Watykańskiego II jest źródłem bergoglijskich przerzutów. Fil rouge [wspólna nić], która łączy Sobór z kultem pachamamy, przechodzi również przez Asyż, jak słusznie zauważył mój brat Athanasius Schneider w swoim ostatnim wystąpieniu.

Mówiąc o antykościele, biskup Fulton Sheen opisuje Antychrysta:

Ponieważ jego religią będzie braterstwo bez ojcostwa Boga, oszuka nawet wybranych.

ABP. FULTON SHEEN

Wydaje się, że na naszych oczach spełnia się proroctwo czcigodnego amerykańskiego arcybiskupa.

Nic więc dziwnego, że niesławna Wielka Loża Hiszpańska po gorących gratulacjach dla swojego poplecznika wyniesionego na Tron po raz kolejny złożyła Bergoglio hołd tymi słowami:

Wielka zasada tej szkoły wstępnej nie zmieniła się od trzech stuleci: budowa powszechnego braterstwa, w którym ludzie nazywają siebie braćmi, przekraczając swoje przekonania, ideologie, kolor skóry, pochodzenie społeczne, język, kulturę czy narodowość.

To marzenie o braterstwie zderzało się z fundamentalizmem religijnym, który w przypadku Kościoła katolickiego doprowadził do powstania surowych tekstów potępiających tolerancję masonerii w XIX wieku.


Najnowsza encyklika papieża Franciszka pokazuje, jak bardzo obecny Kościół katolicki daleki jest od swoich wcześniejszych pozycji.
W „Fratelli Tutti” papież stał się zwolennikiem Powszechnego Bractwa, wielkiej zasady współczesnej masonerii


Reakcja Grande Oriente we Włoszech była podobna:

Są to zasady, których masoneria zawsze przestrzegała i broniła dla wyniesienia człowieczeństwa

Austen Ivereigh, hagiograf Bergoglio, z satysfakcją potwierdza tę interpretację, którą katolik słusznie uznałby za co najmniej niepokojącą.

Pamiętam, że zgodnie z masońskimi dokumentami Alta Vendita już od XIX wieku planowano infiltrację masonerii do wewnątrz Kościoła:

Wy też złowicie przyjaciół i poprowadzicie ich do stóp Tronu Apostolskiego. Będziecie głosić rewolucję w tiarze i kapie, maszerując z krzyżem i sztandarem, rewolucję, której wystarczy niewielkie wsparcie, by wywołała pożar we wszystkich czterech krańcach świata

9. PRZEWRÓT INDYWIDUALNEJ I SPOŁECZNEJ RELACJI Z BOGIEM

Pozwolą państwo, że zakończę analizę powiązań między Soborem a obecnym kryzysem, podkreślając przewrót, który uważam za niezwykle ważny i istotny. Mam tu na myśli relację z Bogiem indywidualnego świeckiego i wspólnoty wiernych . Podczas gdy w Kościele Chrystusowym relacja duszy z Panem jest wybitnie osobista, nawet jeśli jest przekazywana przez Najświętszego Kapłana przez liturgię, w Kościele soborowym przeważa relacja wspólnotowa i grupowa. Weźmy np. ich naleganie, aby chrzest dziecka lub ślub małżonków uczynić „aktem wspólnoty”; lub kwestię niemożności przyjmowania Komunii św. indywidualnie poza Mszą św. czy też powszechną praktykę przystępowania do Komunii św. podczas Mszy św. bez spełnienia koniecznych warunków. Wszystko to jest usankcjonowane na podstawie sprotestantyzowanej koncepcji uczestnictwa w uczcie eucharystycznej, z której żaden gość nie jest wykluczony. W takim rozumieniu wspólnoty osoba traci swoją indywidualność, zatracając się w anonimowej wspólnocie celebracji. Równocześnie relacja ciała społecznego z Bogiem zanika w personalizmie, który eliminuje rolę mediatora zarówno Kościoła, jak i państwa. Zawiera się w tym również indywidualizacja w obszarze moralnym, gdzie prawa i preferencje jednostki stają się podstawą do wykorzenienia moralności społecznej. Odbywa się to w imię „inkluzywności”, która legitymizuje każdą wadę i moralną aberrację. Społeczeństwo rozumiane jako związek kilku osób dążących do osiągnięcia wspólnego celu dzieli się na wiele jednostek, z których każda ma swój własny cel. Jest to wynik przewrotu ideologicznego, który zasługuje na dogłębną analizę ze względu na jego konsekwencje zarówno w sferze kościelnej, jak i cywilnej. Oczywiste jest jednak, że pierwszy krok tej rewolucji odnajdujemy w soborowej mensie, począwszy od indoktrynacji ludu chrześcijańskiego, poprzez zreformowaną liturgię, w której jednostka łączy się w zgromadzenie poprzez depersonalizację, a wspólnota rozpada się w zbiór jednostek, również tracąc swoją tożsamość.

10. PRZYCZYNA I SKUTEK

Filozofia uczy nas, że zawsze istnieje przyczyna odpowiadająca za dany skutek. Jak zauważyliśmy, działania przeprowadzone podczas Soboru Watykańskiego II odniosły pożądany skutek, nadając konkretną formę temu antropologicznemu punktowi zwrotnemu, który dziś doprowadził do apostazji antykościoła i zaćmienia prawdziwego Kościoła Chrystusowego. Musimy zatem zrozumieć, że jeśli chcemy wycofać szkodliwe skutki, których doświadczamy, konieczne i niezbędne jest usunięcie czynników, które je spowodowały. Jeśli właśnie to obieramy za cel, wydaje się oczywiste, że przyjęcie (lub nawet częściowe przyjęcie) tych rewolucyjnych zasad zniweczyłoby nasze wysiłki i przyniosło przeciwny efekt. Dlatego tak ważna jest jasność co do celów, aby podporządkować im odpowiednie działania. Wszyscy musimy więc mieć świadomość, że w tym procesie przywracania nie można robić żadnych wyjątków w kwestii zasad, ponieważ zniweczyłoby to jakąkolwiek szansę na sukces.

Odrzućmy zatem raz na zawsze próżne dyskusje o domniemanej dobroci Soboru, zdradzie woli soborowych ojców, jego litery i ducha, o randze soborowych dokumentów w magisterium (czy jej braku) oraz hermeneutyce ciągłości i zerwania. Antykościół użył hasła „Sobór Powszechny” aby nadać swojemu rewolucyjnemu programowi autorytet i moc prawną . Podobnie Bergoglio nazywa encykliką swój polityczny manifest wierności Nowemu Porządkowi Świata.

Przebiegłość wroga doprowadziła do wyodrębnienia się zdrowej części Kościoła. Jest ona rozdarta między koniecznością uznania dokumentów soborowych za wywrotowe i wyłączenia ich z korpusu magisterium a pragnieniem ochrony nieomylności tego magisterium poprzez głoszenie ich ortodoksyjności i zaprzeczanie rzeczywistości. Dubia stanowiły upokorzenie dla książąt Kościoła [przypis tłumacza: kardynałów, którzy nie otrzymali odpowiedzi], ale nie doprowadziły do rozwiązywania zawiłości doktrynalnych, na które zwrócili oni uwagę papieżowi. Bergoglio nie odpowiada, właśnie dlatego, że nie chce zaprzeczyć ani potwierdzić dorozumianych błędów i narazić się na ryzyko bycia uznanym za heretyka i utratę papiestwa. Jest to ta sama metoda, którą stosuje się w przypadku Soboru, gdzie dwuznaczność i brak precyzji terminologicznej uniemożliwia potępienie dorozumianego błędu. Jednakże każdy prawnik wie, że przestępstwo można popełnić nie tylko rażąco łamiąc prawo, ale także omijając je lub wykorzystując do złych celów: contra legem fit, quod in fraudem legis fit. [co omija prawo jest przeciwko niemu.]

11. PODSUMOWANIE

Jedynym sposobem na wygranie tej bitwy jest powrót do tego, co Kościół robił zawsze i zaprzestanie tego, o co prosi nas dziś Antykościół, a co prawdziwy Kościół zawsze potępiał
. Postawmy naszego Pana Jezusa Chrystusa, Króla i Najwyższego Kapłana, z powrotem w centrum życia Kościoła, a wcześniej w centrum życia naszych wspólnot, naszych rodzin, nas samych. Przywróćmy koronę Najświętszej Maryi Pannie, Królowej i Matce Kościoła.

Wróćmy do godnego odprawiania tradycyjnej Liturgii Świętej i módlmy się słowami świętych, a nie bełkotami modernistów i heretyków. Zacznijmy na nowo smakować pisma ojców Kościoła i mistyków oraz wrzucać do ognia dzieła przesiąknięte modernizmem i immanentystycznym sentymentalizmem. Wspierajmy modlitwą i pomocą materialną dobrych kapłanów, którzy pozostają wierni prawdziwej wierze i wycofajmy wszelkie wsparcie dla tych, którzy pogodzili się ze światem i jego kłamstwami.

A przede wszystkim – proszę Was w imię Boga! – porzućmy to poczucie niższości, do którego przyjęcia przyzwyczaili nas nasi przeciwnicy. W wojnie Pańskiej oni nie upokarzają nas (z pewnością zasługujemy na każde upokorzenie za nasze grzechy). Nie, oni upokarzają Majestat Boga i Oblubienicę Niepokalanego Baranka. Prawda, którą przyjmujemy nie pochodzi bowiem od nas, ale od Boga! Pozwalanie na zaprzeczanie prawdzie, akceptacja konieczności nieustannego usprawiedliwiania się przed herezją i błędami antykościoła nie jest aktem pokory, ale tchórzostwa i bojaźliwości.

Zainspirujmy się przykładem świętych męczenników Machabeuszów przed nowym Antiochusem, który prosi nas o poświęcenie się dla bożków i o porzucenie prawdziwego Boga. Odpowiedzmy ich słowami, modląc się do Pana:

Teraz również, Władco Nieba, poślij dobrego anioła przed nami na trwogę i przestrach. Niech wielkością Twojego ramienia zostaną powaleni ci, którzy z bluźnierstwem na ustach przyszli tutaj przeciwko Twojemu świętemu ludowi

2 MCH 15:23

Proszę pozwólcie mi zakończyć moją dzisiejszą wypowiedź osobistym wspomnieniem. Kiedy byłem nuncjuszem apostolskim w Nigerii, poznałem wspaniałą tradycję ludową zapoczątkowaną podczas straszliwej wojny w Biafrze, trwającą do dziś. Osobiście uczestniczyłem w niej podczas wizyty duszpasterskiej w archidiecezji Onicha i byłem pod wielkim wrażeniem. Tradycja ta, zwana Osiedlowy Różaniec Dzieci, polega na tym, że w każdej wiosce lub okolicy gromadzą się tysiące dzieci (nawet bardzo małych), które odmawiają różaniec święty, by błagać o pokój. Każde z nich trzyma w ręku kawałek drewna jako miniaturowy ołtarz z wizerunkiem Matki Bożej i małą świeczką.

W dniach poprzedzających 3 listopada [przypis tłumacza: dzień wyborów prezydenckich w USA] zapraszam wszystkich do udziału w krucjacie różańcowej – swego rodzaju oblężeniu Jerycha, nie z siedmioma trąbkami z baranich rogów, w które dmą kapłani, ale ze Zdrowaś Maryjo od najmłodszych i niewinnych, by obalić mury głębokiego państwa i głębokiego kościoła.

Połączmy się wraz z najmłodszymi w Osiedlowym Różańcu Dzieci, błagając Niewiastę Obleczoną w Słońce, aby Królowanie Najświętszej Maryi Panny i Matki Bożej zostało przywrócone, a zaćmienie, które nas trapi, skróciło się.

Niech Bóg błogosławi te święte intencje.

+Carlo Maria Viganò

Arcybiskup Carlo Maria Viganò, Nuncjusz Apostolski
Konferencja Tożsamości Katolickiej
24 października 2020 r


Wieczne Odpoczywanie Amen
Jedynym sposobem na wygranie tej bitwy jest powrót do tego, co Kościół robił zawsze i zaprzestanie tego, o co prosi nas dziś Antykościół, a co prawdziwy Kościół zawsze potępiał.

Postawmy naszego Pana Jezusa Chrystusa, Króla i Najwyższego Kapłana, z powrotem w centrum życia Kościoła, a wcześniej w centrum życia naszych wspólnot, naszych rodzin, nas samych. Przywróćmy koronę Najświętszej Maryi …More
Jedynym sposobem na wygranie tej bitwy jest powrót do tego, co Kościół robił zawsze i zaprzestanie tego, o co prosi nas dziś Antykościół, a co prawdziwy Kościół zawsze potępiał.

Postawmy naszego Pana Jezusa Chrystusa, Króla i Najwyższego Kapłana, z powrotem w centrum życia Kościoła, a wcześniej w centrum życia naszych wspólnot, naszych rodzin, nas samych. Przywróćmy koronę Najświętszej Maryi Pannie, Królowej i Matce Kościoła.

Wróćmy do godnego odprawiania tradycyjnej Liturgii Świętej i módlmy się słowami świętych, a nie bełkotami modernistów i heretyków.

Zacznijmy na nowo smakować pisma ojców Kościoła i mistyków oraz wrzucać do ognia dzieła przesiąknięte modernizmem i immanentystycznym sentymentalizmem. Wspierajmy modlitwą i pomocą materialną dobrych kapłanów, którzy pozostają wierni prawdziwej wierze i wycofajmy wszelkie wsparcie dla tych, którzy pogodzili się ze światem i jego kłamstwami.
Marcin Konopka
Zapraszam do lektury wywiadu dopełniającego i definiującego pojęcie "głęboki kościół" neokatolik.pl/…12/co-to-jest-gleboki-kosciol/