Clicks197
rokodisko

W kolejce po badania. Masakra, jak oni traktują ludzi

Dzisiaj przelała się czara goryczy na to, co dzieje się z opieką zdrowotną, odkąd zapanował koronawirus.

Zachowanie we wszystkich POZ przekracza już wszelkie granice. Nie dość, że dodzwonić się można tylko wtedy, jak się ma dużo baterii w telefonie i dużo cierpliwości (dzwoniłam dzisiaj kolejny raz coś zapytać i na linii czekałam 14,5 minuty, zanim jedna z pań łaskawie raczyła odebrać słuchawkę), to jeszcze od razu zastrzeżenie, że tylko teleporady!


Już w zeszłym tygodniu bardzo mnie to wkurzyło, ale przemilczałam. Ostatecznie Pani dr mnie obejrzała i wypisała skierowanie na badania. I tu moi drodzy zaczynają się schody jak na górę lodową.

Rtg w przychodni na Skibińskiego, tzw. stara przychodnia w Dąbrowie Górniczej. Wejście główne zamknięte, stoją dwa herszty przy drzwiach i informują, że wejścia nie ma!

Jak do cholery nie ma?!!! Do Rtg proszę iść z tyłu. Po schodach stromych, windy nie ma. I o ile ja, dam radę po tych schodach, to osoby starsze albo z kontuzją już będą miały ogromny problem obejść ośrodek dookoła i wspiąć się po tych schodach. Wynik, opis i płytka za 8 dni. Bo to taki kłopot opisać to od razu i nagrać, kiedy roboty wcale nie mają tak dużo, bo strzegą jak wejścia do świątyni drzwi przychodni, więc ludzie nie przychodzą.
Usg na NFZ za cztery miesiące najwcześniej. Prywatnie - jutro, od ręki. Bez komentarza.

I teraz wisienka na torcie!

Zestaw badań laboratoryjnych, do pobrania w przychodni Merkury na Adamieckiego, Przychodnia "Merkury" Dąbrowa Górnicza, bo akurat z tym laboratorium moja przychodnia ma umowę. Ceniłam to laboratorium, ale coś mi się wydaje, że covid co niektórym padł na mózg, a nie na płuca. W kolejce stałam od 7:50, pod drzwi do pobierania krwi dotarłam na 9:02, bo kolejka jak za kawą z murzynkiem w czasach PRL-u.

Pani, widząc moją listę badań powiedziała, że mi ich nie zrobi, bo mam krzywą cukrową do zrobienia, a to dwie godziny trzeba, a oni skrócili godziny na pobieranie. Kartki oczywiście nigdzie nie ma, że to bez kolejki trzeba podejść, ale gumiora na mnie zamaskowana Pani wydarła. I tak w zasadzie to już zamyka (a w kolejce jeszcze ze 20 osób stało). Na nic moje tłumaczenia, że wcześniej nie mogę dojechać, bo dzieci do szkoły zawożę z Sosnowca.

Nic to Pani nie interesuje i wyjeżdża mi z tekstem:

- A co Pani myśli, że tylko Pani ma dzieci?

I obraca się na pięcie i zamyka drzwi.

Ludzie w kolejce oburzeni, bo przecież stali i czekali! Mało z tego, część badań trzeba zapłacić. To ja się pytam, na co idą moje składki, skoro nie mogę zrobić darmowych badań?

Rzadko korzystam z badań czy opieki zdrowotnej a jeszcze trzeba za nią płacić podwójnie?

Stojąc w kolejce, nasłuchałam się i naoglądałam zachowania Pani - Herszta przy drzwiach. Tego jak odbiera telefon, jak chamsko traktuje pacjentów, którzy przyszli coś zapytać, jak drze swoją mordę na kobiety w ciąży i jak zachowuje się, jakby była najważniejszą osobą w tym ośrodku.

Szczyt chamstwa.

Gratuluję dyrekcji ośrodka, że nie kontroluje, jak zachowuje się zatrudniony personel. A chciałam tylko przypomnieć, że personel medyczny w POZ-tach pracuje za pieniądze, które płyną do budżetu z naszych podatków... (Przysięgam, następnym razem nagram i puszczę w eter, robiąc Pani wstydu, szczególnie jak usłyszę, jak wydziera się na zdezorientowanych staruszków).

Fenomenem Covid-a jest jednak to, że POZ i SOR stały się jak twierdze nie do zdobycia, że pacjenci muszą się płaszczyć przed babskami niemiłymi strzegącymi wejść alboooo.... iść prywatnie do lekarza. Tak, tak! Bo prywatnie się da! Wtedy lekarze się nie boją covid-a, on wtedy nie zaraża!

Czujecie to? To jest fenomen! Bo za 100, 200 czy 300 złotych wirus dezynfekuje się sam i umiera przy drzwiach gabinetu... Także drogi pacjencie, albo płacz, albo płać! Nie stać Cię? No to sorry, ale mamy w ofercie tylko Teleporadę.

Procedura adekwatna do tego powinna być następująca: teleporada = teleskładka na ZUS = telewypłata dla lekarzy i personelu POZ.

No bo za co dostają wypłaty? Przecież normalnie nie pracują. W każdej innej branży wszyscy wrócili do normalnej pracy, dzieci wróciły do szkoły, sklepy pracują, fabryki, kopalnie. Tylko POZ-ty nie pracują!

A na zakończenie taka dobra rada. Skoro tak bardzo lekarze się boją zarazić w przychodniach, niech przyjmują pacjentów w Biedronkach albo Lidlach, bo tam nikt nie choruje, ani kasjerzy ani klienci.