UKRAINA Melnyk i Deszczyca – dyplomaci Ukrainy light

O ukraińskiej dyplomacji pisano w ostatnich latach sporo. Nie tylko z uwagi na przewrót, konflikt i obecną wojnę, ale też z tej przyczyny, że niektórzy jej przedstawiciele nie dawali o sobie zapomnieć. Wśród nich prym wiedli Andrij Melnyk, szef ambasady w Berlinie, oraz Andrij Deszczyca, ambasador w Warszawie.
Obaj regularnie wypowiadali się publicznie, występując w roli dyżurnych skandalistów.
Wasyl Zwarycz, nowy reprezentant ukraińskiej dyplomacji w Polsce, na razie nie dorównuje kolegom. Ale już widać wyraźnie, że jego wypowiedzi oderwane są od rzeczywistości. Nic dziwnego; wypowiada się przecież w imieniu tego samego reżimu.

Dyplomaci – skandaliści
W dyplomacji z reguły ceni się ważenie słów, ostrożność i unikanie inwektyw. Tymczasem Melnyk i Deszczyca uprawiali w zasadzie działalność publicystów i ulicznych aktywistów.
Ten pierwszy zaciekle bronił dobrego imienia Stepana Bandery i wyzywał niemieckiego kanclerza. Ten drugi wykrzykiwał niecenzuralne hasła wśród rozwrzeszczanego tłumu zebranego na warszawskich ulicach. Jakie korzyści z tego odnosił Kijów? Raczej, nikłe. Wystawiał sobie tylko świadectwo tego, że współczesna Ukraina nie jest państwem normalnym, przestrzegającym jakichkolwiek standardów w relacjach zewnętrznych.

Jednocześnie pokazywał, że podwójne standardy mają się znakomicie: coś, po czym każdy ambasador dowolnego kraju, byłby odwołany ze stanowiska lub poproszony przez stronę przyjmującą o wyjazd do siebie, tym oryginałom uchodziło całkowicie na sucho. Czy było to przejawem wyrozumiałości wobec niepełnosprawnego państwa ukraińskiego, czy strachem przed oskarżeniami o prorosyjskość – trudno powiedzieć.
Obu ambasadorów łączyło pochodzenie z zachodniej części Ukrainy, szczególnie podatnej na wirus etnonacjonalizmu. Obaj nie mieli szczególnego przygotowania dyplomatycznego, choć Melnyk kształcił się w Szwecji, a Deszczyca w Kanadzie.
Żeby było jasne: trudno stwierdzić, że Melnyk i Deszczyca to neobanderowcy. Raczej koniunkturaliści, którzy w MSZ pracowali za różnych czasów, z niejednego pieca jedli chleb. Koniunkturaliści mogą wszakże również trzymać pewien poziom. Oni zaś żadnych standardów nie przestrzegali.
Zwarycz w miejsce Deszczycy
Po ośmiu latach pełnienia misji w Warszawie, Deszczyca powrócił do Kijowa. Na jego miejsce przybył Wasyl Zwarycz. Nowy ambasador również pochodzi z obwodu lwowskiego. Podobnie jak jego dwaj wymienieni koledzy, on także w MSZ przepracował wiele lat, w tym w okresie rządów tak znienawidzonej dziś Partii Regionów. Sprawował wówczas kierownicze stanowiska w resorcie. Zapewne nie jest więc neobanderowcem, lecz zwykłym koniunkturalistą.

W Polsce oczekiwało go wyjątkowo honorowe przyjęcie. Z ambasadorem oddzielnie spotkał się premier Mateusz Morawiecki, co jest praktyką raczej rzadko spotykaną i nie do końca przewidzianą w protokole dyplomatycznym. Zabłysnął też w czołowych mediach kilkoma wywiadami, tuż po wręczeniu listów uwierzytelniających.
W ostatnim, udzielonym Polskiej Agencji Prasowej, starał się przekonywać Polaków za pomocą dość karkołomnej logiki do promowanych przez Kijów i jego anglosaskich patronów rozwiązań.
„Filozofia ‘żyć taniej’ powinna ustąpić tej, że lepiej żyć bezpiecznie” – oznajmił, proponując wprowadzenie całkowitego embarga na import rosyjskich surowców energetycznych.
Zdaniem Zwarycza, mamy zatem zgodzić się na drożyznę, byleby tylko wspierać reżim w Kijowie. Nowy ambasador z uznaniem podkreśla, że Warszawa jest drugim, po Waszyngtonie, donatorem Ukrainy – przeznaczyła już oficjalnie 3,3 mld dolarów na różne transfery.
Co w zamian za to wszystko? Mamy odbudowywać tym razem już nie Donbas, a Charków, czyli rosyjskojęzyczne miasto, które najprawdopodobniej w przyszłej formule ukraińskiej się nie zmieści. Na pytanie o ekshumacje ciał polskich ofiar ludobójstwa na Wołyniu Zwarycz wspomina coś o kwestii technicznej, którą trzeba rozwiązać. Owszem, rozwiązujemy ją od wielu lat. Najbliżej rozwiązania byliśmy w okresie prezydentury Wiktora Janukowycza, ale o tym lepiej w Polsce nie wspominać.

Zwarycz za ściganiem grafficiarzy
Na murach przy torach kolejowych w Gdańsku pojawiły się jakiś czas temu murale promujące punkt widzenia Kijowa. Niedawno miejscowa młodzież zamazała te murale innymi napisami, krytycznymi wobec dziedzictwa Bandery. Od razu wszczęto śledztwo w sprawie.
Ambasador Zwarycz stanął również na wysokości zadania. Stwierdził, że winnych należy ścigać i surowo ukarać. Najwyraźniej uznał, że obłędne standardy ukraińskie trzeba ściągać do Polski. Grafficiarzy z Gdańska najlepiej zamknąć do aresztu – bo pewnie taki los spotkałby ich na Ukrainie, jeśli nie jeszcze gorszy.
Nowy ukraiński ambasador, oczywiście, powtarza narracje Kijowa, bo taka jest jego rola. Można zajmować się tym na różne sposoby; jak Melnyk i Deszczyca – w sposób skandalizujący, albo nieco bardziej dyplomatyczny. Zwarycz na razie bulwersujących wypowiedzi uniknął. Realizacja wytycznych Kijowa wymagać będzie jednak od niego składania oświadczeń absurdalnych, tragikomicznych.

Wasyl Zwarycz zapewne będzie gotów do tego rodzaju działalności. Podobnie jak gotów był mówić w zupełnie innym tonie za czasów Partii Regionów i pewnie gotów będzie do pozostania na placówce po ewentualnej zmianie reżimu w Kijowie.

Melnyk i Deszczyca - dyplomaci Ukrainy light
Mark Nemo
To ostatnia chwila, by zrobić coś we własnej sprawie narodowej. Turyści-letnicy zza Buga czują sie w naszym kraju coraz lepiej, a rządowi hochsztaplerzy nadają im coraz to nowe przywileje. Za parę lat będziemy im we własnym kraju przeszkadzać.
olek19801
Polsko, jesteś gotowa na walkę z duchem Bandery?