ostatnio mówi o Standardach Edukacji Seksualnej stworzonych przez Światową Organizację Zdrowia WHO. Czy wie Pan kim są autorzy tego dokumentu?
Jedną z nich jest Sanderijn van der Doef - holenderska propagatorka homoseksualizmu i twórca książki www.leesfeest.nl/boek/out o homoseksualizmie dla dzieci i młodzieży. Można w niej przeczytać o pierwszych erotycznych doświadczeniach gejowskich i …More
ostatnio mówi o Standardach Edukacji Seksualnej stworzonych przez Światową Organizację Zdrowia WHO. Czy wie Pan kim są autorzy tego dokumentu?
Jedną z nich jest Sanderijn van der Doef - holenderska propagatorka homoseksualizmu i twórca książki www.leesfeest.nl/boek/out o homoseksualizmie dla dzieci i młodzieży. Można w niej przeczytać o pierwszych erotycznych doświadczeniach gejowskich i lesbijskich. Książka mówi również o masturbacji, „bezpiecznym seksie” i perwersyjnych aktach seksualnych. W jednym ze swoich www.youtube.com/watch Doef stwierdziła, że zachowanie niewinności dziecka nie jest dobrym sposobem na jego ochronę przed nadużyciami seksualnymi.
Innym współautorem Standardów WHO jest Daniel Kunz, który na łamach www.migrosmagazin.ch/selbstbefriedig… radzi rodzicom m.in.:
„Kiedy dzieci masturbują się przy innych osobach w pomieszczeniu, rodzice nie powinni im zabraniać, ale powiedzieć, żeby poszły to robić do swojego pokoju lub kącika zabaw. W żadnym wypadku nie wolno zabraniać tych pięknych uczuć."
Kunz pracował dla organizacji Pro-Familia, która jest odpowiedzialna za wdrażanie "edukacji" seksualnej w Niemczech. Do dorobku tej organizacji oficjalnie odsyłają również Standardy Edukacji Seksualnej WHO. Tymczasem w latach 80 i 90 na łamach pisma wydawanego przez Pro Familię www.stefczyk.info/…/kto-stoi-za-sta…, które akceptowały i usprawiedliwiały seks dorosłych z dziećmi.
Jednym z autorów tego typu publikacji był Rudiger Lautmann, niemiecki "uczony" związany z ruchem LGBT. Lautmann jest praktykującym homoseksualistą. W 2005 roku wziął "ślub" ze swoim partnerem w Hamburgu.
W swoich www.dw.com/…/a-17153185 próbował dowodzić różnicy pomiędzy gwałtem na dziecku a pedofilią. Apelował aby wyraźnie oddzielać wykorzystywanie seksualne dziecka od dobrowolnych kontaktów seksualnych dzieci z osobami dorosłymi. Na łamach magazynu Pro Familia pisał:
"Prawdziwy pedofil postępuje wobec dziecka nadzwyczaj ostrożnie, a szkodliwość dla dziecka jest w takich wypadkach bardzo wątpliwa."
Lautmann argumentował również, że istnieje coś takiego, jak "naturalna harmonia woli" pomiędzy dorosłymi i dziećmi. Był również autorem książki o pedofilii pt. "Przyjemność z dzieckiem".
Wolf Vogel, inny ekspert Pro Familii, pisał w jednym ze swoich wpolityce.pl/swiat/77207-pedofilia…, że jeśli dziecko opowiedziałoby swoim rodzicom, „jak ekscytujących przeżyć doznało w kontakcie z dorosłym”, to istnieje duże niebezpieczeństwo, że „rodzice pobiegną z tą sprawą prosto na policję”.
Do tych właśnie środowisk oficjalnie odwołują się Standardy Edukacji Seksualnej WHO. Ale to nie wszystko. WHO jest częścią ONZ - Organizacji Narodów Zjednoczonych, która ma poważne problemy z pedofilią we własnych szeregach.
Wieloletni ekspert ONZ Peter Newell nczas.com/…/pedofil-z-onz-p… w zeszłym roku za wykorzystywanie seksualne dziecka. Wcześniej zajmował się... zwalczaniem przemocy wobec nieletnich. Był m.in. prezesem organizacji sprzeciwiającej się dawaniu dzieciom klapsów i współautorem dokumentu na temat wdrażania Konwencji Praw Dziecka. Jednak w jego własnym życiu Konwencja nie obowiązywała, gdyż pięć razy dokonał homoseksualnego gwałtu na 12 letnim chłopcu.
Wydaje się jednak, że to tylko wierzchołek góry lodowej jeśli chodzi o pedofilię w ONZ.
Andrew MacLeod, były szef Centrum Koordynacji ds. Kryzysu ONZ stopaborcji.pl/skandal-pedofil…, że w ostatniej dekadzie pracownicy ONZ mogli dokonać nawet 60 tysięcy gwałtów – głównie na nieletnich z krajów trzeciego świata. Jego zdaniem w ONZ może pracować około 3300 pedofilów!
Panie Piotrze, właśnie ta organizacja opracowała standardy "edukacji" seksualnej, które obecnie forsuje się w polskich szkołach.
"Metodą dostępu do dzieci jest dołączenie do organizacji charytatywnej niosącej pomoc dzieciom za granicą, co jest zarówno obrzydliwe, jak i niestety logiczne."
Tłumaczy metody działania pedofilów z ONZ Andrew Mac Leod. Dokładnie w ten sam sposób działają "edukatorzy" seksualni i homoseksualiści.
Oni również tworzą rozmaite organizacje, których celem jest niesienie "pomocy" dzieciom: w dojrzewaniu, w przeciwdziałaniu dyskryminacji czy w nauce "tolerancji". To oczywiści jedynie przykrywka. Prawdziwym celem tych działań jest uzyskanie dostępu do dzieci. Szczegóły tego perfidnego planu wyjawił ostatnio Paweł Rabiej, wiceprezydent Warszawy, homoseksualista i zadeklarowany zwolennik tzw. karty LGBT:
"Jestem za etapowaniem: najpierw wprowadźmy związki partnerskie, potem równość małżeńską, a na koniec przyjdzie czas na adopcję dzieci."
Powiedział Rabiej na łamach www.tvp.info/41755314/rabiej-najpierw… Wyjaśnił również, że:
"najpierw przyzwyczajmy ludzi, że związki partnerskie to nie jest samo zło, że nie niszczą tkanki społecznej i polskiej rodziny."
Wszystko po to, aby doprowadzić do adopcji dzieci przez homoseksualistów. Właśnie temu ma służyć "edukacja" seksualna w polskich szkołach oraz rozmaite zajęcia o "tolerancji", "równości" i "dyskryminacji". Mówimy o tym od dawna. Chodzi o oswojenie najmłodszego pokolenia Polaków z patologiami seksualnymi i politycznymi celami lobby LGBT. Są już chętni do wdrażania tego projektu w kolejnych miastach.
"Jesteśmy w Krakowie otwarci na rozmowy w sprawie podpisania deklaracji LGBT+, takiej jak ta warszawska."
Powiedział wiceprezydent Krakowa Andrzej Kulig. Przy tej okazji www.tvp.info/41772295/wiceprezydent-k… również, że ma "własne doświadczenia w masturbacji". Dodał też, że w "edukacji" seksualnej nie widzi niczego złego.
"Liczę, że środowisko [lobby LGBT] samo podpowie nam, co powinniśmy dla niego robić".
Zadeklarował wiceprezydent Krakowa. Środowisko nie musi jednak niczego mu podpowiadać gdyż bardzo jasno wyraziło już swoje żądania w ramach warszawskiej karty LGBT :
- nauka onanizmu dla 4 latków,
- nauka wyrażania zgody na seks dla 6 latków,
- lekcje o pierwszych doświadczeń seksualnych i orgazmie dla 9 latków,
- aktywista i propagandzista LGBT zatrudniony w każdej szkole.
Teraz po Warszawie i Gdańsku, do zinstytucjonalizowanej deprawacji dzieci chce dołączyć Kraków. Musimy się temu sprzeciwić!
pawciopp likes this.
predex
Szkoły w Gdańsku: Korzystać z drewnianych fantomów członków męskich o różnych wielkościach i ćwiczyć zakładanie prezerwatywy.
Dyskutuje się o Warszawie, a w Gdańsku już wprowadzono seks-edukację LGBT

www.tysol.pl/a30526--Tylko-u…

Joanna Cabaj, radna Prawa i Sprawiedliwości w Gdańsku. Rozmawiał Robert Wąsik.

Temat praw mniejszości homoseksualnych stał się ostatnio jednym z wiodących w debacie …More
Szkoły w Gdańsku: Korzystać z drewnianych fantomów członków męskich o różnych wielkościach i ćwiczyć zakładanie prezerwatywy.
Dyskutuje się o Warszawie, a w Gdańsku już wprowadzono seks-edukację LGBT

www.tysol.pl/a30526--Tylko-u…

Joanna Cabaj, radna Prawa i Sprawiedliwości w Gdańsku. Rozmawiał Robert Wąsik.

Temat praw mniejszości homoseksualnych stał się ostatnio jednym z wiodących w debacie publicznej. Wszystko zaczęło się od podpisania Deklaracji LGBT+ przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Czy podobna deklaracja może lada moment pojawić się również w Gdańsku?
Różnica między Gdańskiem, a Warszawą polega na tym, że w Warszawie dopiero protestują przeciwko wprowadzeniu do szkół edukacji spod znaku LGBT, tzw. „latarników”. Natomiast w Gdańsku miasto opłaciło już cały program edukacyjny. Ale zrobiono to bardzo podstępnie i… wbrew prawu.

O jakim programie pani mówi?
Program nazywa się „ZdrovveLove” i pierwotnie miał służyć nauce o prokreacji. Dołączono go do programu in vitro finansowanego przez miasto Gdańsk. Młodzież miała się dowiedzieć, jak prowadzić zdrowy tryb życia, który pozwoli w przyszłości uniknąć problemów z płodnością. Jednak zamiast tego zafundowano warsztaty, których treści są bulwersujące. Wzmiankę o zdrowym trybie życia mamy jedną na siedem spotkań, więc jest to niewielki urywek, może dwa slajdy. Natomiast większość tych warsztatów to czysta propaganda środowisk lesbijskich, gejowskich, transseksualnych, biseksualnych i wszystkich innych odmienności.

Może nie jest za późno by zaprotestować przed wdrożeniem tej inicjatywy?
Te zajęcia już się odbywają w szkołach ponad podstawowych! Program został w całości sfinansowany przez miasto Gdańsk. Materiały zostały już opłacone, podobnie jak firma, która ten program realizuje.

Czy takie zajęcia nie powinny być zgodne z zatwierdzoną przez Ministerstwo Edukacji podstawą programową?
Oczywiście, jednak te zajęcia w ogóle nie pokrywają się z podstawą programową. Absolutnie nie powinny być dopuszczalne w szkołach. Natomiast pan wiceprezydent Piotr Kowalczuk wysłał list informujący dyrektorów szkół, że te zajęcia mieszczą się w programie oświatowym, że mogą być prowadzone. Zresztą są to zajęcia dodatkowe, w przypadku uczniów niepełnoletnich wymagana jest zgoda rodziców.

Jaka wiedza jest przekazywana uczniom na tych zajęciach?
Jak wczytamy się w przebieg warsztatów widzimy, że młodzież ma korzystać z drewnianych fantomów członków męskich o różnych wielkościach i ćwiczyć zakładanie prezerwatywy. Zajęcia zrównują stosunki analne i oralne z normalnym współżyciem. Nie ma ani słowa o wierności. Po tych zajęciach dzieci nie będą wiedziały, czym jest wierność małżeńska. Słowo abstynencja pada raz, gdzie przy omawianiu różnych chorób przenoszonych drogą płciową, pada hasło, że skuteczniejszą ochroną od prezerwatywy jest abstynencja seksualna. Zachęcają dzieci do stosowania środków antykoncepcyjnych, do stosowania antykoncepcji „po”. „W Polsce potrzebna jest recepta, za granicą nie, możesz pojechać za granicę i kupić sobie na zapas” – uczą na warsztatach. Nie przekazują informacji nt. szkodliwości tych środków. Jeśli my teraz zachęcimy nastolatki do brania antykoncepcji hormonalnej lub antykoncepcji „po”, skutki uboczne tego typu preparatów dla młodego organizmu będą zatrważające.

Jakie mogą być skutki wprowadzenia takiej edukacji?
Dla młodych ludzi, u których ta seksualność dopiero się rozwija, wchodzenie z takimi treściami w psychikę przynosi – co widzimy w krajach zachodnich – katastrofalne skutki. Po pierwsze: bardzo wczesne rozpoczęcie inicjacji seksualnej. Po drugie: ogromna ilość młodzieży po wprowadzeniu takich zajęć uznaje siebie za osobę o innej orientacji. Zajęcia rozpoczynają się od 1 klasy szkoły ponadpodstawowej. Jeśli rodzice puścili dziecko do szkoły podstawowej rok wcześniej, to z tych zajęć będą korzystały dzieci w wieku 14, a nawet i 13 lat.

Po tego typu szkoleniach liczba niechcianych ciąż wzrośnie, a problemy zdrowotne młodych ludzi jeszcze bardziej się nasilą, już nie wspominając o chorobach przenoszonych drogą płciową, bo żadna prezerwatywa przed tym skutecznie nie ochroni. A zachęca się dzieci do podejmowania kontaktów seksualnych z kim chcą i kiedy chcą. Na pierwszych warsztatach dzieci zapoznają się z jakimś absurdalnym dokumentem stworzonym przez środowiska pedofilskie, mówiącym o „prawach seksualnych”. I to jest główny argument, na którym później bazują. Młodzieży, która dąży przecież do jakichś wartości, do czystości, przedstawia się, że ma pełne prawo do niczym nieskrępowanej wolności seksualnej. Nikt nie może im tego zabronić, bo wtedy wkracza w ich „dobrostan” – takie nowe dziwne słowo. To jest po prostu dramat.

Zatrważające, że naucza się o seksualności w oderwaniu od etycznego i moralnego aspektu współżycia, w oderwaniu od rozumienia intymności w kontekście głębokiej i dojrzałej relacji z drugim człowiekiem.
O żadnych wartościach tam nie ma mowy. Tam jest tylko o wspólnej zgodzie, a czy ktoś lubi np. zachowania sadystyczne, to jeśli oboje się na to zgodzą, to czemu nie? „Zdrovve Love” informuje na ulotkach, że to nauczanie jest zgodne ze standardami europejskimi, czyli mamy tę kartę WHO, gdzie dziewczynki w wieku 12-15 lat mają uczyć się negocjacji przy odbywaniu stosunku. Czyli nic innego jak wychowanie do prostytucji.

Każda szkoła musi wprowadzić te zajęcia?
To zależy od dyrekcji. Jeśli szkoła chce się przypodobać miastu, jak najbardziej będzie wprowadzać wszystko, co zaleci im wiceprezydent. We władzach Gdańska jest ogromny nacisk, by te zajęcia były prowadzone. Ogromnie mnie to dziwi, wydawało mi się, że pan wiceprezydent jest rozsądnym człowiekiem, ale jego nacisk by te zajęcia odbywały się w szkołach dla mnie jest szokujący. Tak nie powinien się zachowywać odpowiedzialny człowiek, który odpowiada za edukację dzieci i młodzieży. Mam sygnały od rodziców, że takie warsztaty odbywają się w Zespole Szkół Kreowania Wizerunku w Gdańsku, a także w prywatnym Liceum Ogólnokształcącym Lingwista na Kosynierów Gdyńskich, planowane są również w Technikum Łączności.

Co ciekawe, bardzo niewiele się mówi nt. tego programu. Więcej kontrowersji wzbudził Model na Rzecz Równego Traktowania.
Tak, bo Model na Rzecz Równego Traktowania jest kolejnym dokumentem wdrożonym przez miasto Gdańsk, który także promuje w nachalny sposób środowiska LGBT. W swoich zadaniach ten model ma m.in właśnie edukację seksualną. Natomiast na chwilę obecną niebezpieczne i zatrważające jest to, że zajęcia „ZdrovveLove” odbywają się w naszych gdańskich szkołach, gdzie rodzice, jak przypuszczam, nie mają świadomości tego co się dzieje. Podstawiana jest im zgoda do podpisu, gdzie mają wyszczególnione jedynie tematy. Te mogą być dla nich niezrozumiałe, albo nawet na pierwszy rzut oka nie budzić zastrzeżeń.

Kto odpowiada za wprowadzenie tej ideologii do szkół?
Na wszystkich materiałach podpisany jest prezydent miasta Gdańska Paweł Adamowicz. Widzimy logo miasta Gdańska, podpis prezydenta. W chwili obecnej największe naciski wywiera pan wiceprezydent Piotr Kowalczuk. Pani Dulkiewicz publicznie żadnego stanowiska w tej sprawie nie zajęła, ale przy wszystkich zapewnieniach, że będzie szła po linii byłego prezydenta… my będziemy oczywiście w tej sprawie apelować. Na Komisji Edukacji w Radzie Miasta poruszymy ten temat, zaproponujemy alternatywne rozwiązania dot. wychowania do życia w rodzinie, wychowania seksualnego. Nie trzeba nam żadnych programów tworzonych przez środowiska LGBT – mamy swoje programy, sprawdzone, bezpieczne, zachęcające do wstrzemięźliwości, przekazujące wartości. Wystarczy z nich skorzystać.
Zmieniony ( 20.03.2019. )
następny artykuł »
predex
Jak bronić dzieci przed homolobby? Instrukcja dla prezesa PiS
Michał Wałach

www.pch24.pl/jak-bronic-dzie…

Wara od naszych dzieci – powiedział podczas katowickiej konwencji Prawa i Sprawiedliwości prezes partii Jarosław Kaczyński. Słuszne słowa i opowiedzenie się po właściwej stronie to jednak dopiero początek boju o bezpieczeństwo dzieci i przyszłość polskich rodzin, boju ze sprawnie …More
Jak bronić dzieci przed homolobby? Instrukcja dla prezesa PiS
Michał Wałach

www.pch24.pl/jak-bronic-dzie…

Wara od naszych dzieci – powiedział podczas katowickiej konwencji Prawa i Sprawiedliwości prezes partii Jarosław Kaczyński. Słuszne słowa i opowiedzenie się po właściwej stronie to jednak dopiero początek boju o bezpieczeństwo dzieci i przyszłość polskich rodzin, boju ze sprawnie zorganizowanym i wspieranym przez zagraniczne ośrodki politycznym lobby środowisk homoseksualnych. Za wypowiedziami muszą pójść także czyny. Jakie?
Oto krótka instrukcja dla lidera PiS.


1. Konwencja stambulska musi zostać wypowiedziana
Ceterum censeo Carthaginem esse delendam. Takimi słowy pewien starożytny rzymski polityk miał kończyć każde przemówienie – nawet niedotyczące Kartaginy, do zniszczenia której nawoływał. Dziś słowa Marka Porcjusza Katona (Starszego) uważa się za synonim wojny totalnej. Brzmi groźnie i tak też było. I jest.
Nie ma się bowiem co oszukiwać – wojna totalna trwa na naszych oczach. Taka wojna została już dawno wypowiedziana nam – katolikom. Widzimy totalną wojnę ze światem, jaki znamy, totalną wojnę z małżeństwem rozumianym zdrowo, jako związek mężczyzny i kobiety, widzimy wojnę z rodziną, w której jest matka, ojciec i dzieci. Wojna jest totalna, gdyż totalność stanowi naturę antychrześcijańskiej rewolucji, o czym pisał badacz zagadnienia – Plinio Corrêa de Oliveira.
Nie łudźmy się więc, że środowiska homoseksualne zatrzymają się na podpisanej przez Rafała Trzaskowskiego „Karcie LGBT+”. Nie! Bez wątpienia pójdą dalej. Najpierw zadekretowana, przymusowa „tolerancja”, potem związki partnerskie, w końcu „małżeństwa” z prawem do adopcji (co zresztą w niekontrolowanym przypływie szczerości wyznał wiceprezydent stolicy Paweł Rabiej). Jednak i to nie będzie końcem ich marszu!
By nie doszło do najgorszego, już dziś musimy powiedzieć „tęczowemu” totalitaryzmowi „stop”. Jeśli więc prezes Jarosław Kaczyński na serio – a nie z przyczyn koniunkturalnych – opowiada się po stronie normalności, czym prędzej musi nakazać partii i rządowi wypowiedzenie groźnej genderowej konwencji stambulskiej.
Dość kalkulowania, dość szantażowania wyborców słowami, że dopóki rządzi PiS, dopóty homoseksualne „małżeństwa” nie zostaną w Polsce wprowadzone, bowiem „tęczowa” rewolucja nieustannie postępuje. Postępuje także (a może szczególnie!) w trakcie owych rządów, szykując dla rodzin i dzieci tragiczny los. Rewolucyjny walec nie oszczędzi nikogo, także polityków PiS-u.
Póki Konwencja pozostaje w mocy, póty – w oparciu o jej zapisy – trwa desant „tęczowej” ideologii, atak na umysły Polaków – także tych najmłodszych. Rządy „prawicy” pozbawionej prawicowych cech i dalekiej od prawicowej praktyki ani o włos nie przybliżają nas do zahamowania homoseksualnego pochodu oraz cofnięcia efektów moralnego spustoszenia, jakie już zostało dokonane w niejedynym umyśle. Dlatego najwyższy czas na konkretne działania – pierwszym z nich musi być wypowiedzenie Konwencji stambulskiej. W przeciwnym wypadku PiS swoimi czynami zapisze się do obozu, w którym dziś znajdują się Rafał Trzaskowski i Paweł Rabiej.
Co ważne, lepszej okazji do wypowiedzenia groźnego dokumentu prawdopodobnie nie będzie – to dziś trwa mobilizacja rodziców w obronie dzieci, sprawą zajęły się media głównego nurtu, protest przeciwko Konwencji podpisało w serwisie zatrzymajgender.pl ponad 35 tys. osób, a gdy wprowadzano dokument PiS jednoznacznie sprzeciwiał się jego treści, co nie stanowiło przeszkody w wygraniu wyborów w roku 2015. Dlatego trzeba, należy zapytać prezesa Kaczyńskiego: jak nie teraz, to kiedy?

2. Dość wzmacniania „lewej nogi”

Zamiast walczyć z groźnymi ideologiami PiS obrał sobie za główny cel Platformę Obywatelską. Walka z partią centrową o wyraźnie lewicowych ciągotach ma uzasadnienie, jednak traci sens, gdy w ramach podkopywania potencjału ekipy Grzegorza Schetyny wspiera się lewicę. A właśnie taki proces ma miejsce w mediach „dobrej zmiany”!
Biedroń, Zandberg, Czarzasty i ich ludzie na stałe zagościli w ramówce TVP. Tymczasem w mediach publicznych ciągle brakuje obrońców rodziny, środowisk pro-life czy polityków na poważnie traktujących swoją prawicowość. To zrozumiałe, jeśli kierujemy się wyłącznie logiką polityki – prawicowcy są najpoważniejszym zagrożeniem dla PiS-u, tak jak zagrożeniem dla PO jest właśnie lewica.
Problem w tym, że lansowani w publicznych mediach „czerwoni” głoszą konkretne postulaty – bardzo często zgodne z oczekiwaniami aktywistów homoseksualnych. Wiosna, Razem czy SLD popierają legalizację jednopłciowych związków, ułatwienie dostępu do aborcji czy inne elementy antychrześcijańskiej rewolucji. Jeśli więc Jarosław Kaczyński na serio mówił „wara od naszych dzieci”, niech broni najmłodszych przed „tęczową” propagandą zawsze, a nie tylko wtedy, gdy za rewolucyjnymi rozwiązaniami stoi Rafał Trzaskowski z PO.
A poza tym uważam, że konwencję stambulską należy wypowiedzieć.

3. Brońmy swoich!
Zaprzestanie lansowania popierających „tęczowe” postulaty lewaków to jedna strona medalu. Drugą jest obrona sprzymierzeńców. W przypadku „Karty LGBT+” stanowisko wszystkich kierujących się zdrowym rozsądkiem, a nie ideologią, w najklarowniejszy sposób zaprezentowała małopolska kurator oświaty.
Na Barbarę Nowak za stanowczą obronę dzieci – wbrew politycznej poprawności – spadły ze strony postępowych mediów gromy. Swoisty terror lewicowych redakcji nie wystraszył jednak dzielnej kobiety, która konsekwentnie zauważa, że standardy WHO dotyczące edukacji seksualnej są sprzeczne z polskim prawem, zaś tego rodzaju lekcje w psychice naprawdę małych dzieci wyrządzą nieodwracalne szkody.
Niestety, ze strony rządzących nie słychać głosów jednoznacznego poparcia dla Barbary Nowak. Minister edukacji narodowej Anna Zalewska pytana o małopolską kurator oświaty powiedziała jedynie, że „kuratorzy oświaty zawsze reagują, gdy rodzice zgłaszają się z problemami. Jesteśmy ze wszystkimi kuratorami. Jeśli coś jest niewłaściwie interpretowane, to im pomagamy”.
Powiedzmy sobie szczerze, że to dość słabe „wsparcie” w obliczu furiackiego ataku postępowców, szczególnie, że działa przeciw Barbarze Nowak wytoczył także inny sojusznik środowisk homoseksualnych – Rzecznik Praw Obywatelskich. Adam Bodnar skierował nawet do szefowej MEN list, w którym domaga się zdyscyplinowania małopolskiej kurator. Przeciwko niej wystąpił także Paweł Rabiej.
Ciężko jednocześnie mówić „wara od naszych dzieci” i wręcz nie dostrzegać osoby, która powiedziała to – choć innymi słowy – znacznie wcześniej. Jak na razie jednak PiS nie chce jednoznacznie wesprzeć (przynajmniej słowem) ludzi i środowisk, które w walce z antychrześcijańską rewolucją mogą okazać się cennym sojusznikiem. Taka praktyka ma miejsce zarówno w kwestii obrony dzieci przed homoseksualną propagandą, jak i w ochrony najmniejszych przed aborcyjnymi rzeźnikami.
A poza tym uważam, że konwencję stambulską należy wypowiedzieć.

4. Ani grosza na lewaków!
Już samo finansowanie organizacji pozarządowych i instytucji kultury z budżetu państwa wzbudza mieszane uczucia u osób o prawicowych przekonaniach. Gdy jednak strumień publicznego grosza w czasach rządów partii określającej się jako „katolicka” i „patriotyczna” płynie do sprzyjających homoseksualnej rewolucji środowisk lewicowych, to mówić możemy o prawdziwym skandalu.
Oczywiście na plus „dobrej zmianie” należy zaliczyć fakt, że po roku 2015 dotację straciła m.in. skrajnie lewicowa „Krytyka Polityczna”. Niestety co chwilę docierają do nas informacje o skandalach lub wręcz profanacjach dokonywanych w finansowanych z pieniędzy publicznych instytucjach kultury. Na rozwiązanie tego problemu ewidentnie brakuje pomysłów, a rożnego rodzaju placówki związane ze sztuką ciągle znajdują się w rękach radykalnej lewicy. W wielu przypadkach to zadeklarowani wrogowie cywilizacji chrześcijańskiej decydują o wydawaniu publicznych pieniędzy. Blisko 4 lata rządów Prawa i Sprawiedliwości nie wystarczyło, by dokonać systemowej zmiany i albo wyrzucić rewolucjonistów z teatrów i muzeów, albo zakręcić im kurek z pieniędzmi.
Pytanie tylko, czy brak środków z polskiego budżetu byłby dla wielu tego typu instytucji problemem. Nie stanowi bowiem żadnej tajemnicy, że liczne organizacje pozarządowe utrzymują się dzięki wsparciu z zagranicy. W tej materii nie zanotowaliśmy żadnej zmiany, dzięki czemu Sławomir Sierakowski – guru środowiska „Krytyki Politycznej” – mógł powiedzieć: „Kaczyński nam może skoczyć dzisiaj”. Chwilę wcześniej wyznał, że w jego „organizacji pracuje kilkadziesiąt osób i ogromna większość – 90 proc. dotacji, zawsze tak było – pochodzi z zagranicy”.
Olbrzymie pieniądze w rękach stronników homoseksualnej agendy politycznej to poważne zagrożenie dla ładu moralnego w Polsce, to ryzyko zainfekowania młodych ludzi wirusem „tęczowej” (a właściwie „tęczowo-czerwonej”) rewolucji. Bez wątpienia warto więc coś z tym zrobić!
A poza tym uważam, że konwencję stambulską należy wypowiedzieć.

5. Ofensywa – nie odwrót!
Nie można jednak poprzestawać na obronie Polski przed ofensywą homoseksualnej ideologii. Trzeba prowadzić działania ofensywne, aby lewica utraciła to, co zyskała w przeszłości. PiS ma w materii dekomunizacji (szczególnie sądów) swoje doświadczenia. Podobne działania – tyle, że tym razem skuteczne – są potrzebne także w ramach praw dotyczących rodziny. Co więcej, zakres kontrrewolucji nie powinien ograniczać się tylko do Rzeczypospolitej.
Polska na forum Unii Europejskiej i innych organizacji międzynarodowych musi sprzeciwiać się wszelkim próbom prawnego zadekretowania przywilejów dla homoseksualistów (co – zgodnie z lewicową strategią – może kryć się pod pięknymi i niekontrowersyjnymi hasłami). Nasze władze powinny także dążyć do obalenia kłamliwej lewicowej narracji, zgodnie z którą siedliskiem przemocy i krzywdy jest rodzina, gdy tymczasem – jak wmawia nam popkultura – związki osób tej samej płci to bastiony pogodności i radości. Należy ponadto chronić polskie dzieci przez rozmaitymi zagranicznymi urzędami, które …
kajtek likes this.