Szkolenie z „różnorodności płciowej” dla nauczycieli. Nauka dewiacji
Jak widać, MEN szykuje już grunt pod to, by przedmiot, który oficjalnie miał dotyczyć zdrowia i bezpieczeństwa, stał się czystą pseudotęczową propagandą. I mimo że około 70% uczniów zrezygnowało z tego przedmiotu, Barbara Nowacka zapowiada, że od przyszłego roku szkolnego edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa.
Szkolenie z deprawacji
Kiedy Ministerstwo Edukacji Narodowej, kierowane przez Barbarę Nowacką (specjalistką od edukacji, która „zapomniała”, że obozy koncentracyjne były niemieckie, a nie polskie), zapowiedziało wprowadzenie do szkół tzw. edukacji zdrowotnej, przedmiot początkowo miał dawać wiedzę o chorobach zakaźnych oraz o bezpieczeństwie w internecie. Szybko jednak wyszło na jaw, o co naprawdę chodzi w nowych lekcjach.
Okazało się, że przedmiot ma uczynić z dzieci seksualnych dewiantów spod sztandaru LGBT. Czyli nauczyć je, jak być trans, homo-nie wiadomo, ile jest płci i jak te płcie zmieniać. A wiadomo: do tego potrzebna jest wykwalifikowana kadra!
Trans-Magister
A zatem Ośrodek Rozwoju Edukacji zwołał nauczycieli na szkolenie. Kursanci zapoznawali się z takimi tematami, jak poprawne zwracanie się do uczniów, którzy sami wymyślą swoją płeć, „wsparcie” osób niebinarnych oraz transpłciowych i rozpoznawanie ich potrzeb.
A przecież to „wsparcie” to tak naprawdę żadna pomoc, a „rozpoznawanie potrzeb” jest de facto rozpoznawaniem chwilowych zachcianek. Cała idea wsparcia dla transseksualistów w prezentowanej wersji prowadzi do wzmocnienia ich zaburzenia. Zamiast oferować faktyczną pomocy uczniom nauczyciele mają utwierdzać ich w błędnych przekonaniach. A może nawet popychać do okaleczenia, jakim jest operacja tzw. zmiany płci.
To organizowane całkiem serio szkolenie zakłada również, że nauczyciel będzie wiedział, jak dokładnie przebiega proces zmiany płci na terenie naszego kraju. A kto wie, może każdy uczestnik dostał też mapkę z autografem pani Gizeli Jagielskiej, gdzie w Polsce można zabić nienarodzone dziecko? W końcu według wizji minister Nowackiej wiedza o aborcji też jest ważna dla zdrowia!
Już wcześniej było widać, że w środowisku nauczycielskim są osoby, które chętnie robią uczniom sześciokolorową wodę z mózgu. W Lublinie wielokrotnie nagłaśnialiśmy sytuację w II Liceum Ogólnokształcące im. Hetmana Jana Zamoyskiego, gdzie to właśnie nauczyciele zatruwali uczniów wszelakim syfem związanym z LGBT. Mało tego, wobec naszych legalnych demonstracji pod budynkiem szkoły, nauczyciele namawiali uczniów do tego, by stali przed placówką (w czasie trwania planowych lekcji) i wyrażali sprzeciw wobec… no właśnie, wobec czego? Mówienia prawdy o pedofilach wśród subkultury LGBT, o krzywdzie dzieci, na których wymuszono zmianę płci?
Dzieci w wieku szkolnym o ruchu LGBT wiedzą tyle, ile im się powie. A nauczyciele z lubelskiego „Zamoya” opowiadali im bzdury o równości, tolerancji i trans-wolności.
Obowiązkowy przedmiot
Nowacka nie ukrywa, że cały czas stara się, aby tzw. edukacja zdrowotna była przedmiotem obowiązkowym. Jak widzimy, już ma wyszkoloną kadrę.
Przypomnijmy, z czego dzieci i młodzież miałyby być edukowane. W programie edukacji zdrowotnej są m.in. pojęcia związane z tożsamością płciową, w tym różnice między płcią biologiczną, tożsamością płciową a ekspresją płciową, także metody antykoncepcji i mechanizm ich działania.
Takich to właśnie – jakże potrzebnych! – rzeczy mają się uczyć polskie dzieci. Dzięki nowemu przedmiotowi i wyszkolonej kadrze posiądą wiedzę i umiejętności godne ulicznej prostytutki z długim stażem!
Ewidentnie zarówno Nowackiej, jak i jej podwładnym-dewiantom należy przeprowadzić szkolenie z dymisji.
Tekst: Mikołaj Brzyski