Najlepsza ewangelizacja to umiłowanie własnego ukrzyżowania zamanifestowane publicznie. Moje jarzmo jest słodkie a brzemię lekkie. Doskonale pojmuję matczyną/boską/miłość do ukrzyżowanej córeczki.
A lewactwo najchętniej by takie dzieci abortowało.....
Talmudyczni faryzeusze i saduceusze abortowali Mesjasza/Jezus Chrystus/ skazując Go na męki krzyżowe, to co się dziwić talmudycznym lewakom.
Niech Pan będzie uwielbiony w rączkach tej dziewczynki.
Ta mama ma trudniej. Nie wiem na ile świadoma swej ułomności jest jej córka. Też miałam trudno choć inaczej. Dziś nie żałuję, że tak miałam.
Urszula Rok Kto dzisiaj jest "ułomny"? Jak pani pojmuje ułomność człowieczeństwa? Pan Bóg pokazał Swoje Boskie Oblicze dopiero na chwalebnym/nie swoim/ Krzyżu. Jakie ułomności człowieczeństwa dostrzega pani w niepełnosprawności cielesnej? O człowieku decyduje dusza i duch a ciało materialne jest tylko doczesną powłoką/opakowaniem/.
Mówiąc o ułomności myślałam o ograniczeniach fizycznych i psychicznych uniemożliwiających pełną samodzielność. Co do duchowości to chyba tylko Pan Bóg wie.
Fizyka i psychika nie determinuje ducha człowieka. To co fizyczne i psychiczne bazuje na doczesności i w momencie śmierci traci na wartości wiecznej. Ułomność ludzka jest owocem grzechu pierworodnego. Każdy z nas rodzi się "ułomnym/nie/nie godnym/" do życia wiecznego. Dlaczego pani ułomność cielesną wyżej ceni od ułomności duchowe? Pytam czysto retorycznie
Pan o duchu a ja zupełnie prozaicznie o wysiłku jaki muszą ponieść rodzice aby zapewnić dziecku jego podstawowe potrzeby. Tu mama robi coś więcej. Stara się zapewnić dziecku normalność. Nie chce się wypowiadać więcej bo nie wiem na ile dziewczynka jest rozwinięta intelektualnie. Może są to tylko ograniczenia ruchowe. Sprawa duszy i ducha jest pomiędzy dzieckiem a Bogiem. Nie mi oceniać.
Gdzieś czytałam wypowiedź, może Marii Simmy, że po śmierci niepełnosprawni odzyskują sprawność. Więc jest tak jak Pan pisze o ciele jako doczesnej powłoce duszy I ducha.
Urszula R
Co pani rozumie przez pojęcie "proza"? Dla mnie rzeczywistość nie jest idealistyczną/talmudyczną/ prozą. Dla mnie prozą jest realizm katolicki.
Proza życia to zwykłe, pospolite, codzienne sprawy do załatwienia, pozbawione wyjątkowości, uniesienia, uduchowienia, wyrafinowania, ekstazy. Przykładem takich spraw są codzienne czynności, takie jak przygotowanie posiłku, jedzenie, sprzątanie, mycie się.
Sprawy te mogą być postrzegane jako nudne, powszednie i pozbawione głębszego znaczenia acz niezbędne do dalszej egzystencji człowieka.
Chodzi mi o niepełnosprawność fizyczną i intelektualną.
Panie Baranie kończę tym wpisem. Chcę pozostać przy motto postu "Miłość przede wszystkim".