Clicks404
Chcący

Odpowiedź na zarzuty wobec księdza Natanka

Ksiądz dr Morawa poświęcił swoja analizę błędów księdza Natanka głównie prywatnym objawieniom. Można się zgodzić, że postawa księdza Piotra wobec prywatnych objawień jest zbyt mało ostrożna i że nieuprawnione jest oskarżanie biskupów o herezję i współpracę z masonerią. Jednak dotychczasowe zarzuty skupiały się na czym innym. Co więcej: zwrócenie się ku prywatnym objawieniom było wynikiem uprzednich zarzutów, które był niesłuszne. Zresztą nieostrożność w sprawie objawień nie jest groźna dopóki nie wykażę się nie zgodności tych objawień z wiarą. Inni księża robią gorsze rzeczy i takich kar nie dostają. A ksiądz, co chce dobrze, co chce trwać przy Chrystusie, idzie pod prąd mód i wyrzeka się nawet dotychczasowych upodobań dostaje karę? Dziwne, że nie dostał kary wtedy, kiedy łamał prawo liturgiczne w duchu odnowowo-neokatechumenalno-oazowym. Wtedy kar nie dostawał, mimo iż naruszał integralność Najświętszej Ofiary. Inni dalej to robią, a On się z tego nawrócił. To niesłuszne oskarżenia ze strony Kurii były początkiem tej sytuacji. I nie można teraz odwracać od nich uwagi przenosząc ją prywatne objawienia. Trzeba się pierwej z niesłusznych oskarżeń wycofać.

Dziwnym zbiegiem okoliczności oskarżono ks. Piotra o "hermeneutykę podejrzeń". Tak się składa, że podejście to oznacza pewien sposób myślenia, który stał za krytyką zewnętrznych form, rytuałów itd, jako pustych, czy magicznych. Najkrócej rzecz ujmując polega ona na krytyce przywiązania do zewnętrznych form, jakoby zasłaniały treść, a nie na nią otwierały. Przypomina ona też antyrytualizm (określenie brytyjskiej antropolożki Mary Douglas). Takie podejście zostało niestety już dawno przyjęte przez katolickich duchownych. Dlaczego niestety? Bo jest ono sprzeczne z katolicką wiarą we Wcielenie i Zmartwychwstanie, w Rzeczywistą obecność Ciała i Krwi Chrystusa w chlebie i winie, we Mszę Świętą. Tymczasem hermeneutyka ta została zastosowana do krytyki ks. Natanka. To wobec niego wytoczono podejrzliwe i bezpodstawne oskarżenia o magicznie pojmowaną wiarę, o skupianie się na zewnętrznych formach. To ona jest poważnym błędem, który uderza w istotę chrześcijaństwa i jest przyczyną zamętu. Ksiądz Piotr powinien zyskać poparcie w próbie zmiany tej tendencji. Próbie może nieudolnej, ale jakiejś.
Przyjrzyjmy się teraz konkretnym zarzutom, które ksiądz Morawa wytoczył ks. Natankowi:

„próba zrównania wartości teologiczno-doktrynalnej przez ks. P. Natanka wybranych tekstów nawiedzonych wizjonerów (o wątpliwej wartości i z zastrzeżeniami Kościoła) z objawionymi biblijno-doktrynalnymi tekstami Kościoła.”
Powyżej autor sam stosuje „hermeneutykę podejrzeń” również w ten sposób, iż z góry nazywa wizjonerów nawiedzonymi. Rzeczowy osąd wymaga powstrzymania się od takich przedsądów. Autor kontynuuje:
„Przykładem jest tutaj treść tzw. Prologu od str. 35, gdzie pod wspólnym tytułem: Nowy Testament na jednej linii są teksty z Ewangelii, Dziejów i Listów Apostolskich, Marii Valtorty, Cataliny Rivas czy A. Jezierskiej. Pisze tam m.in.: „W prologu umieściliśmy przykłady ze Starego i Nowego Testamentu oraz z pism współczesnych mistyków, które ukazują, że tak jak przed wiekami Pan Bóg mówił do ludzi, tak i obecnie do nas przemawia, zmienili się tylko prorocy, widzący czy mistycy, ich imiona, ich sposób mówienia, ale Słowo Boże pozostaje niezmienne (…) To Słowo oczywiście niczego nie zmienia z wcześniejszego Objawienia, tylko doskonale je uzupełnia bądź wspaniale wyjaśnia fragmenty wcześniej niezrozumiałe, bądź błędnie interpretowane”3
Ksiądz Morawa założy w swojej analizie równie pochopnie, że ksiądz Natanek zrównuje objawienia prywatne z tymi oficjalnymi. Zaświadczać ma o tym fakt pisania jednym ciągiem o jednych i drugich objawieniach. Nie ma żadnych podstaw by z tego faktu takie wnioski wysnuwać. To nadinterpretacja poprzedzona przedsądem. Nawet, gdyby ksiądz Piotr mówił więcej o prywatnych objawienia, niż tych publicznych to nic nie znaczy. Bo ilość nie oznacza większej rangi. Czasem nawet z szacunku mówi się mniej o tym, co ważniejsze, żeby miało to mocniejszy wydźwięk. Wnioski księdza Morawy są tu więc pochopne. W związku z tym, to one stanowią hermeneutykę podejrzeń.
Przejdźmy do dalszych zarzutów:

„(…)Głoszenie o czasach ostatecznych, które „właśnie nadeszły” jest znakiem katastrofizmu, odrzucanego przez Kościół, jako sprzeciwiającego się prawdzie o Bożej Opatrzności. Ideologia ta głosi, że z biegiem historii świat staje się coraz bardziej zły i zmierza ku nieuchronnej katastrofie. Jednakże Chrystus jakoś wkroczy w dzieje świata i uratuje pozostałych mu wiernych. Tak np. głoszą Świadkowie Jehowy. A ta ‘melodia’ nieustannie pojawia się w nauce ks. P. Natanka w demaskowaniu przez niego ‘perfekcyjnie ukrytej w Kościele herezji’, hierarchów przesiąkniętych ideami masońskimi czy rządach szatana w Kościele (intronizacja Lucyfera w Kościele za czasów Pawła VI, itp.).”
Taka intepretacja, to również nadinterpretacja. Bo nie ma podstaw by twierdzić, że kryje się za tym sprzeniewierzanie się prawdzie o Bożej Opatrzności. Trzeba uprzedzenia, żeby nie dostrzec w naukach ks. Natanka zawierzenia Bożej Opatrzności.
„O tych wywodach można powiedzieć jedno: całkowity chaos pojęciowy i teologiczny.”
To jest stwierdzenie, opinia, bez żadnej argumentacji.

(…)przekonanie ks. P. Natanka, że jego przesłanie przewyższa to od św. Małgorzaty Marii i św. Faustyny i że jest równe z ideami wielkich soborów pierwszego tysiąclecia Kościoła, i jako takie jest ostatnią szansą dla świata”

Gdzie ksiądz Morawa widzi takie przekonanie?
„Nie ma u niego mowy o pielgrzymiej drodze Kościoła przez historię, o jego niedomaganiach, że na każdym etapie swoich dziejów miał pełną łaskę, jak i o nieustannym wysiłku oczyszczania się i nawracania, co będzie trwało do końca wieków13. „

Skąd ksiądz Morawa wie, że nie ma mowy? To, że On tego nie zauważył nie znaczy, że tego nie ma. Ja słyszałem, była o tym mowa. To jest zwyczajny błąd logiczny. To, że ktoś czegoś nie powiedział, albo to, że tegośmy nie usłyszeli nie znaczy, że tego nie wyznaje. Jeśli ktoś deklaruje sięjako Katolik, to oczywiste jest, że wierzy w Bożą Opatrzność. Zwyczaj ludzie o oczywistych rzeczach nie mówią, albo mówią rzadko. Zdecydowanie bardziej uzasadnione jest podkreślanie rzeczy zapomnianych. A bolączką dzisiejszych czasów jest podkreślanie roli Bożego Miłosierdzia i zapominanie o sprawiedliwości, pokucie, karze i piekle. To niewiara w piekło jest dziś problemem.

„Jest to typowy przejaw utopijnej nadziei, znanej u marksistów i neomarksistów: przeszłość jest zła, teraźniejszość jeszcze gorsza, zbawienie gdzieś w nieokreślonej (albo oznaczanej datą) przyszłości przez radykalne środki.”
Wyssane z palca jest twierdzenie, że ksiądz Natanek tak uważa.

„Tekst ten wskazuje na niezrozumiałą absolutyzację modlitwy różańcowej.”
Gdzie?
„Ks. P. Natanek popełnia wielki błąd, jeśli bezkrytycznie akceptuje takie mistyfikacje.”
Ksiądz Piotr Natanek popełnia błąd nieostrożnie głosząc publicznie takie objawienia. Ale ksiądz Morawa popełnia błąd jeszcze większy nazywając je z góry mistyfikacjami.

„ Z jednej strony opowiada się za nauką Kościoła, o miłości do niego i chęci bycia kapłanem Jezusa Chrystusa. Z drugiej jednak strony nieustannie używa ją wg przyjętej hermeneutyki podejrzeń i wiary w swoją misję ratowania Kościoła i przesącza je swoimi, przez siebie uwiarygodnionymi, pomysłami dotyczącymi swoiście pojmowanej soteriologii i eschatologii.”
To zdanie(oraz poprzednie opinie) pokazuje, że zarzucając księdzu Piotrowi hermeneutykę podejrzeń(po części słusznie- w przypadku oskarżania biskupów o złą wolę, współpracę z masonerią itd…) ksiądz Morawa sam ją stosuje. Sugeruje bowiem, że „swoiście” oznacza „sprzecznie z nauczaniem Kościoła”. Zresztą przy okazji poprzednich części analizy księdza Morawy pokazałem, że większość zarzutów, do domysły, pochopne oskarżenia i nadinterpretacje. To one stanowią jeszcze bardziej wyrazistą hermeneutyję podejrzeń. Jeśli ksiądz Piotr ją stosuje, to w wyniku uprzedniego zastosowania tej taktyki wobec niego.

Proponuję więc obu stronom zastosowanie takiej metody wzajemnej krytyki(która jest potrzebna):
Dopóki jesteśmy w stanie nawet teoretycznie przedstawić taką interpretacjęich zachowań, która ich broni, która pewne zachowania zrzuca na karb niewiedzy niezrozumienia, to mamy takie obowiązek. Wtedy nie ma podstaw do wypowiadania posłuszeństwa w całości.


„Każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić (Św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne, 22).” (por. KKK 2478)