Edward7
11K

Wszyscy są antywojenni, dopóki nie zacznie się wojenna propaganda

"Stałe „nagłe sytuacje” napędzające permanentną rewolucję"

Caitlin A Johnstone
Wszyscy są antywojenni, dopóki nie zacznie się wojenna propaganda. Nikt nie myśli o sobie jako o podżegaczu wojennym, ale potem rusza machina wojenna i zanim się obejrzysz, już wykrzykują hasła, do których wykrzykiwania zostali zaprogramowani, wymachują flagami, do wymachiwania którymi zostali zaprogramowani, i zgadzają się na wszystko, czego w danej chwili chce imperialna machina wojenna.

Praktycznie każdy zapytany powie, że kocha pokój i nienawidzi wojny; wojna jest najgorszą rzeczą na świecie i żaden zdrowy człowiek nie cieszy się na samą myśl o niej. Kiedy jednak "rzeczywistość spotyka się z ziemią" i przychodzi czas, by sprzeciwić się wojnie i dążyć do pokoju, ci, którzy wcześniej określali się mianem "antywojennych", są po drugiej stronie, krzycząc, że trzeba włożyć więcej broni w wojnę zastępczą, którą ich rząd celowo sprowokował.

Dzieje się tak, ponieważ teoria bycia antywojennym bardzo różni się od praktyki. W teorii ludzie po prostu sprzeciwiają się pomysłowi wysadzania w powietrze innych ludzi bez wyraźnego powodu. W praktyce są zawsze atakowani bardzo intensywnym przekazem medialnym, który sprawia wrażenie bardzo dobrych powodów, dla których ci ludzie potrzebują tej eksplozji.

Bycie prawdziwie antywojennym nie jest łatwe. Nie wygląda to tak, jak ludzie wyobrażają sobie w swoich wyobraźniach. Wygląda to jak zalew informacji, których celem jest manipulacja i dezorientacja, a następnie przebrnięcie przez nie i poddanie się wrzaskom tych, którzy dali się nabrać na to pranie mózgu. To nie jest słodkie. Nie jest zabawne. To nie jest czas dobrego samopoczucia, który ludzie uważają za dobry, kiedy patrzą na tę część siebie, która pragnie pokoju. To przeciwstawianie się najbardziej wyrafinowanej machinie propagandowej, jaka kiedykolwiek istniała, a jednocześnie dawanie wszelkich powodów, by tego nie robić.

Kiedy ludzie myślą o sobie jako o "antywojennych", zazwyczaj wyobrażają sobie, że są przeciwni kolejnej wojnie w Iraku lub jakiemuś teoretycznie podobnemu do Hitlera prezydentowi, który rozpoczyna wojnę, bo lubi zabijać ludzi. Nie wyobrażają sobie, czym w praktyce jest bycie antywojennym.

Ponieważ sprzedaż wojny opinii publicznej jest nieodłącznym elementem każdej strategii wojennej, z perspektywy głównego nurtu wojna zawsze będzie wyglądała na konieczną i nie będzie przypominała tych innych wojen, o których wiemy teraz z perspektywy czasu, że były błędami. Zawsze jest tak pomyślana, by wyglądała atrakcyjnie. Nigdy nie zabraknie propagandy okrucieństwa. Nigdy nie zabraknie powodów, dla których ta interwencja wojskowa miałaby być wyjątkowa i całkowicie konieczna. Tak będzie za każdym razem, bo tak właśnie przedstawia się i prezentuje współczesne wojny.

Dlatego właśnie zawsze można spotkać wielu samozwańczych lewicowców i antyimperialistów, którzy kibicują najnowszemu amerykańskiemu projektowi wojennemu. Są oni ideologicznie przeciwni idei wojny w teorii, ale sposób, w jaki wojna objawia się w praktyce, zawsze różni się od tego, co sobie wyobrażali.

Cała nasza cywilizacja jest kształtowana przez krajową propagandę, ale w dyskursie głównego nurtu słowo to pojawia się tylko wtedy, gdy jest używane do omawiania porównywalnie niemal nieistniejącego wpływu propagandy rosyjskiej na nasze społeczeństwo. Wszystkie mainstreamowe alarmy na temat rosyjskiej propagandy sprawiają wrażenie, że stanowi ona blisko 100 procent całej propagandy, którą konsumują ludzie Zachodu, podczas gdy w rzeczywistości jest to niewielki ułamek procenta całej propagandy, którą konsumują ludzie Zachodu. Prawie cała pochodzi z zachodu

Propaganda jest najbardziej pomijanym i niedocenianym aspektem naszego społeczeństwa. Ma o wiele większy wpływ na to, jak społeczeństwo myśli, działa i głosuje, niż którykolwiek z naszych oficjalnych mechanizmów, a jednak prawie się o niej nie mówi, nie uczy się jej w szkołach, a nawet najlepsze ideologie polityczne ledwie ją poruszają w porównaniu z innymi obszarami zainteresowania.

Wszystkie obawy o rosyjską propagandę ze strony establishmentowych narratorów są tak bliskie zdradzenia ich tajemnicy: wiedzą, że za pomocą mediów można manipulować sposobem myślenia, działania i głosowania opinii publicznej. Po prostu nie przyznają się do tego, że to oni to robią. To najdziwniejsza rzecz na świecie, że istnieje coś, co bezpośrednio wpływa na nasze umysły przez całe życie i co bezpośrednio wpływa na sposób, w jaki zorganizowane jest całe nasze społeczeństwo, ale nie mówimy o tym bez przerwy. To powinno być w centrum naszej uwagi.

Ale oczywiście na tym właśnie polega cała idea. Propaganda działa tylko na tych, którzy nie wiedzą, że są propagowani. Zdolność scentralizowanego imperium amerykańskiego do ukrywania swojej machiny propagandowej jest podstawowym elementem jego błyskotliwości.

Bycie prawdziwie antywojennym oznacza zaangażowanie w poszukiwanie prawdy nie tylko o wszystkich narracjach wojennych rozpowszechnianych obecnie przez imperialną machinę wojenną, ale także o wszystkich narracjach o świecie, którymi karmiono nas od dzieciństwa. To oddanie prawdzie nabiera niemal duchowej jakości w sposobie, w jaki wpływa na każdy aspekt twojego życia, gdy jest naprawdę wyznawana.

Ważne jest, aby badać i uczyć się nowych rzeczy o świecie, ale równie ważna jest praktyka badania przekonań, które już posiadasz na temat swojego społeczeństwa, rządu, narodu i świata, a na którą nie zwraca się wystarczającej uwagi. Zastanawianie się, czy są one naprawdę prawdziwe i kto może skorzystać na tym, że w nie wierzysz.

Nie popełniajcie błędu, zakładając, że będziecie wystarczająco świadomi i poinformowani, by od razu dostrzec wszystkie kłamstwa. Masz do czynienia z najbardziej zaawansowaną i najpotężniejszą machiną propagandową, jaka kiedykolwiek istniała, i przez całe życie jesteś poddawany jej działaniu. Potrzeba trochę czasu. Nawet najbardziej świadomi spośród nas zostali w pewnym stopniu indoktrynowani do głównego nurtu światopoglądowego na początku swojego życia i do dziś większość informacji, jakie otrzymują o świecie, ma swoje korzenie i odgałęzienia w częściach propagandowej matrycy.

Potrzeba pracy, by widzieć rzeczy na tyle jasno, by stworzyć światopogląd oparty na prawdzie. Ale jeśli się tego nie zrobi, nie można być prawdziwie antywojennym, ponieważ nie można umiejętnie przeciwstawiać się czemuś, czego się nie rozumie. Walka z imperialną machiną wojenną to walka z imperialną machiną propagandową.
Everyone’s anti-war until the war propaganda starts | MR Online

...

Komentarz - "Plandemia" służyła temu, aby pogłębić podział i nienawiść między grupami które zostały sztucznie stworzone, te cele są dalej realizowane . Polacy są programowani do nienawiści , tak jak Ukraińcy przynajmniej od 10 lat, o czym świadczy gloryfikacja zbrodniarza Bandery i wzrost jego poparcia, aż o 80% . Ukraińcy przez lata się "doładowywali" , mieli piękny i duży kraj - wybrali nienawiść - eksterminacje wszystkiego co rosyjskie w imię "religii" nazistowskiej - dlatego ta wojna . Polacy przez media ( np; Banderwykop) mają nienawidzić Rosjan , a później mają umierać z powodu chorej nienawiści to jest ich plan , do tego może dojść, a ci co wierzą w te wszystkie kłamstwa mediów "doładowują" swoją nienawiść, wyzywają innych od "kacapów","orków" ... - czy przez to stają się antywojenni, na pewno nie ...... niektórzy komentatorów z mediów polskich, wynika że nawet z widelcem byliby gotowi rzucić się na wrogów zaprogramowanych przez media ... a niektórzy wydaje się że już planują, że za chwile Polacy będą umierać za ideologię zbrodniarza Bandery .... w zaprogramowanej nienawiści ... to było znane z historii - Polacy kierowani przez zdrajców .

...

Stałe „nagłe sytuacje” napędzające permanentną rewolucję
Guido Vignelli

Niepokojąco podobne „awarie”
Historia pokazuje, że ruchy wywrotowe często narzucały narodom „skoki jakościowe” i „epokowe zmiany”, uciekając się do sytuacji kryzysowych , które musiały przezwyciężyć prawdziwe, wątpliwe lub fałszywe kryzysy. Dzieje się tak od czasów rewolucji francuskiej, kiedy masakry zostały zorganizowane z okrzykiem „ojczyzna jest w niebezpieczeństwie!” W dwudziestym wieku przyspieszenie procesu rewolucyjnego zwielokrotniło te „stany kryzysowe”, które z lokalnego, sektorowego lub tymczasowego charakteru stały się coraz bardziej globalne i trwałe. Od co najmniej czterdziestu lat jesteśmy poddawani długotrwałym sytuacjom kryzysowym , które następują po sobie lub nakładają się na siebie niemal bezlitośnie, i które często z chwilowego nabierają ostatecznego charakteru. Wystarczy pomyśleć o tych, które rozpoczęły się kryzysem ekologicznym, ofensywą terrorystyczną, infiltracją islamską, masową migracją, kryzysem finansowym.

Jednak dzisiaj wydaje się, że te sytuacje kryzysowe zostały przezwyciężone przez dwie inne sytuacje kryzysowe, które pojawiły się wkrótce po rozpoczęciu 2019 roku: najpierw zdrowotną, która rozpoczęła się od epidemii chińskiego wirusa (CoV-iD), a następnie energetyczną, która rozpoczęła się od Rosyjska inwazja na Ukrainę. Te dwie ostatnie sytuacje zdają się przygotowywać do trzeciego, poważniejszego, globalnego, który mógłby rzucić na kolana zarówno dobrobyt, jak i wolność narodów zachodnich, tworząc tym samym warunki do realizacji osławionego projektu Wielkiego Resetu , gospodarki, ale przede wszystkim cywilizacji zachodniej. Niektórzy analitycy zauważyli, że te sytuacje kryzysowe , chociaż mają różne pochodzenie, sposoby i czasy, mają wyraźne podobieństwa. Przede wszystkim podobny jest sposób, w jaki są one najpierw ogłaszane, następnie narzucane i wreszcie wykorzystywane na poziomie globalnym przez środki masowego przekazu i propagandę polityczną, przynosząc rezultaty i faworyzując cele poza pierwotnym sektorem kryzysu. Spróbujmy zidentyfikować niektóre z tych niepokojących podobieństw, które sugerują skoordynowany manewr rewolucyjny.

Propaganda strachu
Przede wszystkim bohaterem całej operacji jest zawsze propaganda medialna, kulturalna i „naukowa”.. Przedstawia opinii publicznej kryzys chwili, jakby był nieprzewidywalny i nieunikniony, jako „znak czasu” lub wydarzenie w „toczącej się historii” lub fazę „ewoluującej natury” lub „potrzeby rynkowej”. Następnie, aby rozwiązać ten kryzys, twierdzi się, że ludność musi być zmuszona do przystosowania się do nowych potrzeb, wyrzeczenia się dawnych przekonań i skorygowania stylu życia, który cieszył się do wczoraj. Hasło brzmi: „Nic już nigdy nie będzie takie samo”. Biorąc pod uwagę, że opinia publiczna jest nieufna wobec środków masowego przekazu, a jeszcze bardziej wobec polityków, ale ufa nauce, propagatorzy trwającego kryzysu starają się uzasadnić jego istnienie i ustalić jego zakres przy pomocy „naukowych” argumentów wypracowanych przez komisje „ekspertów” z świat intelektualny i akademicki: klimatolodzy, fizycy, statystycy, biolodzy, lekarze, wirusolodzy, socjologowie, ekonomiści. Hasło brzmi: „nauka to potwierdziła”.
W rzeczywistości, przynajmniej w przypadku bomby atomowej (1943-1945), często zdarzało się, że nie tylko intelektualiści, ale i naukowcy publikowali analizy i diagnozy, o które prosił aktualna władza, w celu uzasadnienia decyzji, które już przeznaczone do podjęcia. Zjawisko to nasiliło się w czasie kryzysów naszych czasów, kiedy powołane przez rząd „komitety techniczno-naukowe” publikowały analizy i prognozy, które zostały docenione przez władzę polityczno-gospodarczą, która je zapłaciła i funkcjonowała przy jej wyborach. Biorąc pod uwagę te przesłanki, powszechna i obsesyjna medialna propaganda kryzysu, zresztą "uzasadniona" „naukowo”, budzi strach wśród opinii publicznej. Dlatego nie prosi o wyjaśnienia, martwi się o własne przetrwanie i rezygnuje z wszelkich konsekwencji i wszelkich środków nałożonych przez władze w celu zaradzenia sytuacji kryzysowej, w nadziei, że jest to sytuacja przejściowa, która wkrótce nadejdzie. rozwiązany. Hasło brzmi: „wszystko będzie dobrze”. Ten ogólny klimat strachu i rezygnacji jest pierwszym wielkim sukcesem rewolucyjnego manewru, który zaciemnia jasność ludzkiego osądu i redukuje do minimum wątpliwości i dysydentów. Jak dobrze wiadomo, konsekwencje nie tylko psychologiczne, ale i społeczne tego strachu są druzgocące.

Represja wolności
Gdy strach zapewnił powszechną bierność społeczeństwa obywatelskiego, władze polityczne próbują wykorzystać sytuację do narzucenia pewnego rodzaju reżimu awaryjnego, powierzonego nie tyle politykom, ile technikom czy ekspertom z sektora w kryzysie, ale często zupełnie obcym ludziom. woli i do wymagań dobra wspólnego. Reżim ten musi stać się zdolny nie tylko do kontrolowania całego życia społecznego, ale także do kontrolowania go - niemal w wojskowym znaczeniu tego słowa - w celu uzyskania jednolitości w myśleniu i ogólnej mobilizacji w działaniu. Hasło brzmi: „jesteśmy w stanie wojny”, wojna, w której każde unikanie jest dezercją, a każda odmowa zdradą. Stopniowo stosując zasady tej paramilitarnej mobilizacji, władze narzucają społeczeństwu drastyczną procedurę antykryzysową, która poprzez zapewnienie „stanu wyjątkowego” zakłada funkcjonowanie represyjnego reżimu. W rzeczywistości tę drakońską procedurę można osiągnąć jedynie poprzez zawieszenie, a czasem nawet zniesienie praw obywatelskich i politycznych nabytych w demokracjach, w tym konstytucyjnych, takich jak swobodny przepływ osób i towarów, w tym prawo do pracy i zarobkowania życie. Sloganem jest to, które wprowadził Trocki w 1919 roku; „Kto nie jest posłuszny, nie je”. Przywództwo reżimu powierzono „rządowi jedności narodowej”, wspieranemu przez znaczący współudział całej reprezentacji parlamentarnej; jest to nowa wersja metody bolszewickiej z powodzeniem stosowanej przez Lenina: „wszystkie partie w rządzie, cała władza dla rad”. Rząd chce uniknąć sytuacji, w których niektóre partie, pozostające wolne od współudziału rządu, stają się rzecznikami ewentualnego sprzeciwu wobec reżimu, powołując się na prawa i wolności. Jeśli ktokolwiek sprzeciwia się, że kryzysowi można stawić czoła i rozwiązać normalnymi metodami, z poszanowaniem wolności konstytucyjnych i procedur demokratycznych, propaganda reżimu odpowiada innym hasłem: „nie ma alternatywy”.

Wyciszanie opozycji
Ci, którzy kwestionują ten reżim mobilizacji i globalnej kontroli, są oskarżani o bycie buntownikiem, aspołecznym, krótko mówiąc, „wrogiem ludu”, stosującym metody podobne do tych, które potępił Ibsen w jego znanej komedii o tym samym tytule. Dominujące środki masowego przekazu oskarżają tych „wrogów” o współudział w kryzysie, podczas gdy władze polityczne zarzucają im uniemożliwienie jego rozwiązania. Tym dysydentom można wybaczyć tylko wtedy, gdy, dostosowując się do nowego reżimu, zrezygnują z „ponownego wejścia do społeczeństwa, z którego opuścili”, jak dobitnie stwierdził w przemówieniu szef włoskiego rządu (Draghi). Jednocześnie stan wyjątkowy wymaga mobilizacji nie tylko administracji państwowej i parapaństwowej oraz biurokracji, ale także głębokiego państwa , czyli tego aparatu nadzoru, kontroli i represji, który nie jest uzależniony od demokratycznych wyborów, ale pozostaje w tle system polityczny. To do nich należy skrupulatne przeprowadzanie środków kontroli, izolacji i represji zadecydowanych przez władze, bez uwzględniania konkretnych sytuacji lokalnych, jeśli nie zaostrzanie tych środków. Mamy już tego przykład w chińskim systemie państwowym, który po to, by wszystko wiedzieć i kontrolować, beztrosko stosuje wszelkie legalne i nielegalne środki, posługując się wszystkimi aparatami, zarówno oficjalnymi, jak i tajnymi. Hasło brzmi: „rząd kontroluje cię dla twojego własnego dobra”.

Cenzura dysydentów
W celu narzucenia się poprzez kontrolowanie całego życia cywilnego, ten „stan wyjątkowy” próbuje ograniczyć nie tylko wolność działania, ale także wolność wiedzy, to znaczy prawo do rozpowszechniania informacji ukrytych lub zabronionych przez propagandę reżimu. W rzeczywistości stan wyjątkowy wymaga, aby środki masowego przekazu rozpowszechniały jedynie opinie, analizy, wiadomości i dane z „oficjalnych i wiarygodnych” źródeł lub agencji, uważanych za jedyne zdolne do wyjaśnienia i rozwiązania kryzysu „naukowo”. Hasło brzmi: „Wersje nieoficjalne są niedopuszczalne”. Dlatego dysydenckie źródła wiadomości są potępiane jako fałszywe, a represjonowane jako szkodliwe, podczas gdy dysydenccy dziennikarze i komentatorzy są wyśmiewani, izolowani, oskarżani o „wywiad z wrogiem”, zastraszani, degradowani lub usuwani z urzędu, w tym naukowcy.
Jak już miało miejsce w przeszłości, dysydenci, którzy upierają się przy demaskowaniu oszustw i nadużyć, są leczeni przez fanatyków, psychopatów, „konspiratorów” do leczenia psychiatrycznego, jak miało to miejsce w „instytutach reedukacji” świata sowieckiego, Jak dobrze wiadomo, wiele rządów – w tym włoski – opracowuje nowe środki, które poprzez obchodzenie gwarancji konstytucyjnych pozwolą państwu na zablokowanie dysydenckich źródeł informacji, w tym rozpowszechnianych przez internet.

Zmiana paradygmatu
Propaganda w środkach masowego przekazu i represje wobec reżimu nadzwyczajnego pełnią inną funkcję, nawet bardziej niszczącą niż zwykła dezinformacja: dezorientowania umysłów, zanieczyszczania sumień i osłabiania woli ludności. Na przykład oficjalna propaganda rozpowszechnia dane, oceny i analizy dotyczące sytuacji kryzysowej, które okazują się nie tyle fałszywe, co całkowicie sprzeczne. Jednocześnie reżim nakłada na ludność środki „zdrowia publicznego”, które są nie tyle nieskuteczne, co bezużyteczne i sprzeczne ze sobą. To, co wcześniej uznano za fałszywe lub szkodliwe, wkrótce zostanie uznane za prawdziwe lub korzystne (lub odwrotnie). Mimo to wzywa się obywateli, aby wierzyli w sprzeczne informacje i stosowali sprzeczne środki, z zakazem ich kwestionowania; każde kryterium weryfikacji jest postrzegane jako niebezpieczne dla „naukowej narracji” problemu. W konsekwencji jasność umysłu i logiczna spójność opinii publicznej, już skompromitowanej przez strach i represje, mogą zostać zgaszone przez naprzemienne sprzeczności, które popychają w kierunku schizofrenii psychicznej. Jak zaskoczony? Od pewnego czasu „postmodernistyczna” propaganda kulturowa nakłania ludzi do „zmiany paradygmatu”, przede wszystkim do wyrzeczenia się spójności w myśleniu i działaniu oraz do emancypacji z logiki i reguł, na rzecz przyjęcia „niedokończonego”, sprzyjającego sprzeczne działanie.

Sekret procedury awaryjnej
Opisana powyżej procedura rewolucyjna polega na przewidywaniu nieuchronnych kryzysów – lub, jeśli nie nadejdą, prowokowaniu ich! - oraz wykorzystując je, przekształcając je w użyteczne sposobności, aby pod impulsem strachu wprowadzić stan wyjątkowy sprzyjający przemianom rewolucyjnym. Czym różnią się te sytuacje kryzysowe od tych, które słusznie wymagają interwencji władz politycznych, gospodarczych lub wojskowych w celu rozwiązania kryzysu? Po prostu dlatego, że kryzysy rewolucyjne są pretekstem, są motywowane intencjami i stosują metody, które nie mają na celu rozwiązania kryzysu, ale raczej czasami jego zaostrzenia, jak zrobiły partie komunistyczne w przypadku kryzysów gospodarczych. Można to zrozumieć z tego, że w tych przypadkach środki propagandowe i polityczne narzucone przez władzę rewolucyjną są całkowicie nieproporcjonalne do oficjalnie deklarowanego celu, jakim jest rozwiązanie kryzysu. Środki te albo nie rozwiązują kryzysu, albo rozwiązują go przy całkowicie nadmiernym (przede wszystkim ludzkim) koszcie, który jest dokładnie celem, do którego tak naprawdę zmierzał manewr awaryjny. Na przykład zamykanie całych ludzi w ich domach na miesiące jest całkowicie nieproporcjonalne do rzekomego celu powstrzymania epidemii. Lub poddanie całego narodu cyberkontroli jest całkowicie nieproporcjonalne do rzekomego celu tłumienia niepokojów społecznych. Albo pozbawienie narodów źródeł energii jest całkowicie nieproporcjonalne do rzekomego celu ograniczenia zanieczyszczenia. Czytelnik może dodać inne podobne przypadki, które już widzieliśmy. Należy pamiętać, że „zasada ostrożności”, głoszona przez władzę w celu usprawiedliwienia takich bezużytecznych lub szkodliwych środków, musi być rozumiana nie tylko w tym sensie, że należy zastosować wszystkie niezbędne środki, aby zapobiec lub ograniczyć kryzys, ale także być rozumiane w tym sensie, że środki te nie mogą powodować większych szkód niż oczekiwane korzyści. „Zasada ostrożności” wymagała unikania drastycznych i rujnujących środków, które, jak kiedyś mówiono, przywracają pole, czyniąc je sterylnym, lub „uzdrawiają chorego z choroby, dostarczając go na śmierć”.

Możliwe alternatywy
W takim przypadku obecna sytuacja może ewoluować na trzy różne sposoby, które prowadzą do trzech równie różnych wyników. Jeśli opinia publiczna będzie bez zastrzeżeń przestrzegała reżimu „zdrowia publicznego”, akceptując wszystkie jego nadzwyczajne nakazy, katastrofa będzie nieunikniona. Życie społeczne i polityczne, a może nawet życie kościelne, zostanie wywrócone naprzeciw potrzebom narzuconym przez kryzys ekologiczny, migracyjny, zdrowotny czy militarny. W konsekwencji ludność ulegnie kolejnym kryzysom, poczynając od kryzysu gospodarczego i społecznego, który sprzyja rzekomym środkom zaradczym. Jeśli natomiast opinia publiczna, zachowując pewną nieufność i wrogość wobec reżimu, tylko częściowo zaakceptuje jego propagandę i narzucane narzucenia i odrzuci te, które najbardziej ją niepokoją i szkodzą, ludność będzie musiała żonglować, by oprzeć się sidłam polityka, która złagodzi sytuację kryzysową, już nie uważaną za taką, ale tylko w celu zastąpienia jej inną.

Wreszcie, jeśli opinia publiczna będzie w pełni świadoma poniesionego oszustwa i zbuntuje się przeciwko dyktatowi reżimu, wtedy ludność będzie mogła odzyskać jasność i determinację, zanim zostanie całkowicie zduszona przez propagandę i stłumiona przez reżim. Oczywiście mamy nadzieję, że ta trzecia możliwość zostanie zrealizowana.

Guido Vignelli - “Emergenze” permanenti che alimentano la Rivoluzione permanente
Don Mac
Elon Musk: mistrz wolności słowa czy wilk w owczej skórze? - Ryan Matters
Elon Musk: mistrz wolności słowa czy wilk w owczej skórze? - Ryan Matters