W sprawie skandalicznej noty doktrynalnej „Mater populi fidelis” – Abp Viganò
Abp Carlo Maria ViganòOburzenie i poczucie krzywdy, które ogarnia każdego katolika w związku z znieważaniem Najświętszej Maryi Panny, utrudnia opanowanie świętego gniewu, który ogarnia wiernych, gdy słyszą oni znieważanie Matki Bożej. Jednak właśnie w takich momentach, kiedy wróg prowokuje nas, mając nadzieję na wywołanie u nas „przesadnej” reakcji, musimy zachować najwyższą jasność osądu.
Analizując i rozważając znaczenie niektórych twierdzeń, należy pamiętać, że wszystkie wypowiedzi i działania przedstawicieli Kościoła synodalnego są pozorne i zwodnicze. Mają one na celu skłonienie nas do podążania za przeciwnikiem na teren, na którym chce on toczyć wojnę, ale właśnie tam nie możemy dać się zwieść, aby nie wpaść w pułapkę, którą sprytnie zastawili na nas heretycy.
Powiedzmy to wprost: Tucho Fernández nie dba o współodkupienie, a tym bardziej o potencjalne nieporozumienia wiernych. Byłoby żałosne sądzić, że rzekomo potwierdza on wyłączne pośrednictwo naszego Pana, podczas gdy obaj jego pracodawcy – Bergoglio i Prevost – utrzymują, że wszystkie religie prowadzą do Boga.
Tucho Fernández nie przejmuje się w najmniejszym stopniu szerzeniem błędów doktrynalnych, które Dikasterium, któremu niegodnie przewodniczy, powinno niezwłocznie potępić, a które on celowo podsyca. Nikt nie martwił się o ewentualne „nieporozumienia doktrynalne”, gdy podjęto próbę przedstawienia nieczystego bożka Pachamamy jako wizerunku Matki Boskiej noszącej Pana w swoim łonie, po tym jak wierni byli oburzeni i zgorszeni czczeniem ohydnego pogańskiego wizerunku przez Bergoglio i jego współpracowników.
Zamieszanie i sprzeczności są znakiem rozpoznawczym Kościoła synodalnego, jego „znakiem towarowym”, że tak powiem. To właśnie poprzez akceptację sprzeczności wierni muszą zrzec się swojego rozumu i sensus fidei, czego wymaga od wyznawców professio apostasiæ.
Tucho Fernández ma duchową wrażliwość motyki i erudycję instrukcji montażu IKEA. Co więcej, jest zbyt zajęty sprawianiem, by ludzie zapomnieli o jego obscenicznych broszurach, po tym jak zorganizował ten haniebny pokazowy proces „o schizmy” przeciwko mnie i podpisał dekret o mojej „ekskomunice”. Jego priorytety nie są priorytetami pasterza przepełnionego gorliwością dla chwały Bożej i zbawienia dusz, ale cynicznego biurokraty bez wiary, któremu powierzono zadanie obniżenia roli, prestiżu, wiarygodności i autorytetu Najświętszej i Powszechnej Kongregacji Świętego Oficjum, którą Montini już wcześniej zdegradował do Kongregacji Nauki Wiary, a Bergoglio następnie przemianował na Dykasterię.
Jeśli Tucho ogłosił tę notę, zrobił to w innych celach i to na nich musimy się skupić, jeśli chcemy zrozumieć heretycki charakter i destrukcyjny zakres jego wywrotowej działalności. Nie zapominajmy, że dokument ten był przygotowywany od czasów Bergoglio i został opublikowany po homilii wygłoszonej 26 października przez Prevosta z okazji jubileuszowej pielgrzymki „zespołów synodalnych i organów partycypacyjnych” (tutaj-Holy Mass - Jubilee of the Synodal Teams and … ):
„Wzywam wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny za pośrednictwem słów Sługi Bożego Don Tonino Bello dla nas wszystkich i dla Kościoła rozproszonego po całym świecie: „Święta Maryjo, kobieto wspólnotowości, pielęgnuj w naszych Kościołach pragnienie komunii... Pomóż im przezwyciężyć wewnętrzne podziały. Interweniuj, gdy demon niezgody wkradnie się między nich. Ugaś ogień frakcjonizmu. Pojednaj wzajemne spory. Rozładuj rywalizacje. Powstrzymaj ich, gdy zdecydują się pójść własną drogą, zaniedbując wspólne projekty” (Maria, Donna dei Nostri Giorni, 99).
Nie jest zbędne przypomnienie, kim dokładnie był ten „Don Tonino Bello”: biskupem Molfetty, heretykiem i subtelnie przewrotną i wypaczającą postacią, jak tylko moderniści potrafią być. W cytowanej przez Leo bezczelnej broszurze napisał:
„Chcemy wyobrazić sobie ją [Maryję] jako nastolatkę, która w letnie popołudnia wychodzi z plaży, ubrana w bermudy, opalona i piękna, a w jej jasnych oczach odbija się fragment zielonego Adriatyku (tutaj-Maria, donna dei nostri giorni )”.
Dlatego też winą za tę ohydną notę należy obarczyć nie tylko Tucho Fernándeza, ale całą watykańską elitę i jej przywódców. Elitę, która wychwalając „nieskończoną godność człowieka” w buncie przeciwko Bogu, nie waha się poniżać godności Kobiety otoczonej Światłem. I tak jest nie od dzisiaj czy wczoraj, ale od sześćdziesięciu lat, czyli od czasu, gdy klika, której właśnie udało się odrzucić przygotowawcze schematy Soboru, dopilnowała również, aby ogłoszenie dogmatu o współodkupicielstwie Najświętszej Maryi Panny, oczekiwane przez znaczną część światowego episkopatu, zostało unieważnione i uznane za „niezbyt ekumeniczne” w odniesieniu do protestanckich dysydentów.
A jeśli Tucho Fernández posunął się do podważenia terminu teologicznego, który jest niezliczoną ilość razy wspomniany w dokumentach papieskich Piusa IX, Leona XIII, św. Piusa X, Benedykta XV, Piusa XI i Piusa XII, to nie z troski o wiernych lub aby uniknąć niejednoznacznych sformułowań doktryny, ale z prawdziwej nienawiści do Matki Bożej. To ręka szatana napisała te nienawistne słowa; to lodowaty oddech wiecznego potępienia je zainspirował. Nie ma w nich nic dobrego: nawet intencja, która jest pozorna i służy innemu celowi, przede wszystkim przyzwyczajeniu nas do idei, że każda doktryna katolicka może ulec zmianie, że to, co było prawdą wczoraj, nie jest już prawdą dzisiaj, że wiara, która doprowadziła dusze do nieba aż do Piusa XII, mogła teraz stać się źródłem zamieszania, a nawet herezji.
Tak więc, podczas gdy Prevost i Tucho Fernández udają, że chcą rozwiać nieporozumienia dotyczące doktryny potwierdzonej prostą wiarą ludu, jednocześnie przygotowują się do nadania teologicznej spójności sodomii, diakonatu kobiet i podważenia papiestwa w kluczu synodalnym. Tout va très bien, Madame la Marquise [wszystko jest w porządku, Madame la Marquise]: o ile nikt nie potępia ich oszustw i oczywiście uznaje ich autorytet.
Nie musimy analizować tego dokumentu, aby zrozumieć jego przewrotny charakter: wystarczy spojrzeć w oczy tym, którzy nam go proponują. Puste, głuche, ponure i pozbawione miłości spojrzenie zagubionych dusz. Spojrzenie tych, którzy zamiast pokłonić się z czcią przed Dziewicą Matką Bożą, nie mają nic innego do roboty, jak tylko wykorzystywać ją do propagandy imigracyjnej – wzywając ją jako Solacium migrantium – i pozbawiając ją tytułów, które uznaje Święty Kościół Katolicki i dzięki którym wierni czczą ją i otrzymują łaski, których jest hojną rozdawczynią. Wśród tych łask, o które gorąco prosimy, nie zabraknie tej, o którą gorąco prosimy: aby Ona, która jako jedyna pokonuje wszystkie herezje i depcze dumne głowy piekielnego smoka, przyspieszyła triumf swojego Niepokalanego Serca.
+ Carlo Maria Viganò, arcybiskup
7 listopada 2025 r.
Septima die infra Octavam Omnium Sanctorum
Regarding the scandalous Doctrinal Note “Mater … , Abp Viganò o konklawe, prowokacjach takich jak …