Miasteczko ks. Benedykta Chmielowskiego
Firlejów koło Rohatyna w roku 1948 przezwano Lipówką (Łypiwką). Do 2-giej połowy XVI wieku był wsią i nosił nazwę Maciejów. Wraz z prawami miejskimi otrzymanymi przywilejem króla Zygmunta Augusta w lipcu 1570 r. (za: Ks. J. Wołczański: Księdza Stanisława Szatko Kronika parafii rzymskokatolickiej Firlejów w archidiecezji lwowskiej) uzyskała nazwę Firlejów. W roku 1573 utworzono tu parafię, wznosząc kościół pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa i Męczennika. W roku 1725 proboszczem Firlejowa został ks. Benedykt Chmielowski – późniejszy autor Nowych Aten, który mieszkał do śmierci w miasteczku (zmarł w roku 1763). Do Korony Polskiej miejscowość należała aż do I rozbioru kiedy przeszła w ręce austriackie. Za II Rzeczypospolitej Firlejów był miasteczkiem w województwie stanisławowskim (powiat Rohatyn). W roku 1921 liczba mieszkańców liczyła ok. 1200. Liczba wiernych w parafii obejmujących także sześć okolicznych wsi w roku 1939 wynosiła również ok. 1200 osób.W lutym 1944 roku od Firlejowa rozpoczęły się masakry na ludności polskiej w okolicy. Firlejów stał się obiektem napadu band ukraińskich w dniach 15 i 16 lutego, zamordowano łącznie ok. 80 osób. 16 lutego napastnicy przy użyciu granatów wtargnęli do zaryglowanego kościoła, w którego podziemiach ukrywało się ok. 50 osób. Ich kryjówkę ujawnił płacz dziecka, wywleczono je i zamordowano przed kościołem. Podczas rzezi zabito też przejeżdżającego przez miejscowość niemieckiego oficera, co spowodowało kilka dni później wypad niemiecki do Firlejowa w celu zabrania zwłok oficera, którego zasypano w jednym dole z ofiarami polskimi (co do opisu zbrodni por. np. Sz. Siekierka, H. Komański, E. Różański: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939-1946). W powyższej książce cytowana jest relacja Stanisławy Janusz wskazująca że „podczas wychodzenia Polaków z nabożeństwa z miejscowego kościoła uzbrojona w kosy, siekiery banda Ukraińców dokonała przed kościołem rzezi”. Z relacji Zofii Ziemby (z domu Kossakowskiej) zamieszczonej w czasopiśmie „Na Rubieży” (nr 3(17) 1996): „Moja mama Franciszka Kossakowska, miała wtedy 36 lat, została zastrzelona pod krzyżem misyjnym, razem z nią zginęła Zofia Kossakowska oraz inni mieszkańcy Firlejowa. Mordy pod krzyżem misyjnym obserwowali ukryci na wieży kościelnej Józef, Kazimierz i Jan Wencowie. Gdy kilka dni później, Niemcy w poszukiwaniu zwłok swojego oficera, kazali odkopać doły Ukraińcom, znaleźliśmy zwłoki mojej mamy, była rozebrana z odzieży, tylko w koszuli, pochowaliśmy ją w żłobie wyjętym z obory, ponieważ nie było czasu na zrobienie trumny.”
Na wydarzenia w Firlejowie spójrzmy okiem wieloletniego (od 1921) proboszcza miejscowej parafii, urodzonego w roku 1887 ks. Stanisława Szatko, który otrzymał święcenia kapłańskie w roku 1913 we Lwowie, zm. w roku 1969, w Dobrzcu koło Kalisza, ks. Szatko prowadził też kronikę parafialną wydaną przez ks. Wołczańskiego)
z listu do kanclerza Kurii Metropolitalnej Lwowskiej z 26.12.1943 r.:
„(…) Mnie zeszłej niedzieli (IV. Adw.) napadli na probostwie i to dwukrotnie – najpierw w południe, gdy ludzie wychodzili ze sumy wyskoczył opryszek z okna probostwa – ludzie go złapali – skradzione przedmioty odebrałem. Zjawił się niemiecki żandarm i pod karabinem zaprowadził go do aresztu i tam 15-tu ludzi pilnowało go do następnego dnia – ale w nocy o 12 – nadeszli uzbrojeni w karabiny, sterroryzowawszy ludzi zwolnili jego a ten następnie o północy, wybiwszy szyby w oknie dostał się bandyta do wnętrza, siekierą rozbił drzwi do mej sypialni, nie mógł się dostać, bo była sztaba, skoczył do okna by je wyważyć. Ja tajemnym wejściem wyszedłem na strych i przez przygotowany zawczasu megafon krzyczałem o pomoc. Zaczęli parafianie wychodzić z chat, ale ich nie puścili uzbrojeni w karabiny 4-rej bandyci stojący koło probostwa. Ponieważ zabarykadowałem się na strychu drzwiami na sztabę zamkniętymi i zagroziłem rozbiciem głowy siekierą a ludzie zaczynali krzyczeć, po 1 ½ godz. walce bandyci odeszli. Hersztem był były komendant Strzelca z Dobrzanic[y] (…) tu przybył na występy – dobrawszy sobie tut. bandytów ukraińców. Ci skradli mi parę rzeczy. (…) Policja, która za parę kg zboża na kontyng[ent] lub parę l mleka czyni awantury i zabiera krowy ani się o nic nie zapytała, choć o napadzie głośno było w powiecie (…)”
z listu do kanclerza Kurii Metropolitalnej Lwowskiej z 13.03.1944 r.:
„(…) Od dwóch tygodni mieszkam na probostwie w Rohatynie. Do Firlejowa dojeżdżać nie można, bo by mnie po drodze lub na miejscu zabili. Lasy tamtejsze pełne są tej morderczej hołoty – mają tam obozowiska, robią ćwiczenia wojsk. i wypady bandyckie na okolicę. Z parafian moich niewiele pozostało na miejscu – po wymordowaniu w Firlejowie samym 75 osób, na Zagumienkach, gdzie był [ks.] Gryźlak – 20 osób (z zamordowanych połowa została zakłuta nożami i gralami, niektórym rozcięto głowy, rozrywano kobiety, ciągnąc za nogi, wrzucano trupy w palący się dom, z jednej ciężarnej kobiety rzuconej w ogień wyszło dziecko spalone zaraz). Z rodzin czysto polskich, Kościołowi najwięcej oddanych drugie tyle wyjechało na Zachód. Pozostała reszta żyje w takim strachu, że nie opuszczają domu, zakazano im udawać się do miast, wynosić coś na sprzedaż, donosić co się dzieje we wsi (…) Słabszych narodowo myślą zukrainizować, dlatego nie chcą dopuścić księdza i nabożeństw w kościele. Sprowadziłem do Roh[atyna] metryki, kielichy, lepsze ornaty i kościelną bieliznę, skradli cenny welon ze złotogłowia i nową albę. Gdy sołtys – z urzędu – zabije drzwi kościelne, na rano są już odbite, kłódki i rygle w kościele powyłamywane, w ten sposób skradziono mi wszystkie szmaty i graty, i inne drobiazgi wyniesione z palącej się plebanii; zakradli i kościelne pieniądze w tutejszym kufrze ukryte. Zrobili to miejscowi Ukr., których nazwiska są już znane, jak również i tych, którzy oprowadzali morderców po domach (…)”
z Kroniki Parafialnej ks. Szatko
„(…)W życiu nie widziałem jeszcze takiej hańby – oficerowie pierwsi wyrywali. Rząd, ministrowie, prezydent znaleźli się w Rumunii, niedługo po nich zjawił się tamże naczelny wódz Rydz-Śmigły. Tut. Ukraińcy organizują się. Już od 18 IX podnoszą głowy, zaraz też pokazali swoją władzę i kulturę, mordując na parafii 5 osób. Widać naokoło pożary.
20–21 IX. Masowy powrót rozbrojonych już polskich żołnierzy w strony rodzinne. Niektórych idących pojedynczo obdzierano ze szmat i z tych szmat, które mu z wojska zostały – stawiających opór bandyci ukraińscy zabijali.
21 IX. Ukazali się pierwsi bolsz[ewicy] w Firlejowie z dwoma tankami.
30 IX. Miejscowi bolszewicy okazali się gorliwszymi aniżeli prawdziwi towarzysze ros[yjscy]. Rzucili się na dwory, probostwa, rozbierając inwentarz żywy i martwy, plony w stertach, gotowe sągi z lasów. Krowy dworskie porozdawali między biedaków, dając im nieco paszy, pomimo to z ładnych krów porobiły się szkielety, a niektóre padały z głodu.
17 X. Bolszewicy wywożą, co mogą, niby to u nich raj, a tu nędza – jednak tysiące aut ciężarowych wywozi na wschód nie tylko wojskowe mienie, ale bydło, żelazo, meble.
22 X. Dziś odbyły się w całej wsch[odniej] Małopolsce wybory delegatów mających zadecydować, czy mamy należeć do kijowskiej Ukrainy, czy ma być samodzielna Ukraina zachodnia. Czysta komedia, bo z góry już było planowane przyłączenie do Kijowa – do wyborów naznaczony był tylko jeden kandydat, oczywiście zwolennik Kijowa – w czym tu wybierać, najwyżej można przekreślić, tak też zrobiło około 500 wyborców, zaś tylko 300 oddało kartki z kandydatem. (…)
5 XI. Komitet korzelicki uchwalił, by koloniści opuścili do 48 godzin swe chaty, jedynie ubranie i żywność mogą zabrać. Koloniści udali się do Tarnopola i Lwowa, gdzie im oświadczono, że nie mają prawa ich wyrzucać. W międzyczasie jednak zbiegła się wszelaka hołota i obrabowali ich doszczętnie, nawet zachętą, że to niby rewolucjoniery, byli strzelcy – tak samo w Demianowie. Lasy wszystkie dworskie i chłopskie znacjonalizowano, chłopi w krzyk, ostatecznie pozwolono im jeszcze za wstawiennictwem leśniczego wybierać niektóre drzewa. (…)
21 XII [1939]. Wymiana złotych na ruble. Nader troskliwie zajęli się bolsz[ewicy] szkołami, w ogóle kształceniem człowieka na ich sposób myślenia. W Firlejowie 6 nauczycieli (w tym 3 Polaków) z filiami na Krywni i Woroniowie. Język tylko ukraiński. Nauczycielstwem zajęli się przez różne zjazdy i kursa, obarcza się [ich] wiecami komunistycznymi i antyreligijnymi. Co u nich znakomite – to propaganda. Mistrzami są tu przez szkołę, radio, pocztę, mityngi, gazety, książki – każda wieś ma swego opiekuna, związki młodzieży, bezbożników itp., a wszystko w duchu partyjno-komunist[ycznym]. Bolszewicy krzyczą głośno, że są bezstronni i każda narodowość ma u nich swobodę – wszystko nieprawda, to zamaskowany tu ukraiński nacjonalizm, dowodzą tego gwałty wobec kolonistów, zakaz dostarczania im mleka, zwinięcie sklepu kółka roln[iczego] i oddanie resztek towaru z inwentarzem ukr[aińskiej] kooperatywie, zabranie centryfugi na rzecz spółek spoż[ywczych].
10 II. [40] Wczoraj zjechało kilkadziesiąt podwód z oddziałem bolsz[ewickiej] żandarmerii, aby wywieźć do Azji wszystkich kolonistów, a także i gajowych, płacz, rozpacz, uciekanie nie pomogły, całą noc i dzień pakowano na sanie, również chorych, starców i niemowlęta, pozwolono zabrać nieco domowych sprzętów oraz żywności na miesiąc – z płaczem odjechali, całując zostawione krowy i konie. Załadowano ich w Wołkowie do ciężarowych wozów po 10 osób, w wagonach były piecyki i klozety, mrozy w tych dniach ok. – 300. Ogółem z parafii wywieziono 31 rodzin, aż 185 osób – z całej Galicji ze wsi i miast ok. 1 800 000 osób, jak podało niem[ieckie] radio. Niektórzy pogodzili się z losem, mówiąc „wolimy już obcych ludzi i kraj, byle mieć od hajdamaków spokój”. Wielu nie dojechało na swe miejsce przeznaczenia, wielu umarło z głodu i zimna w dalekim Sybirze zajęci ścinaniem drzewa – pozostali znajomi i krewni przesyłali im pieniądze i żywność. (…)
31 VIII [40]. Nacisk podatkowy, jakiego ni za Austrii, ni za Polski nie było – w pieniądzach, poza tym świadczenia w zbożu, mięsie, jajkach, mleku, wełnie, kartoflach – niezłożenie w terminie grozi grzywnami w tysiące rubli i kilkuletnie ciężkie roboty. System cały obliczony na zniszczenie „kułaków” i napędzenie ludzi do kołchozu. Opodatkowano również kościoły, kościelne cmentarze i plebanie (w kilku tysiącach rub[li], na ogół brano 1,5% od sumy ubezpieczeniowej – Firlejów kościół 300 [rubli]). Nie da się zaprzeczyć, że położenie t[ak] z[wanych] biedniaków znacznie się polepszyło. Obdzielono ich ziemią, obciążenie [podatkami] małe. Nakazuje się wpajać dzieciom pogląd antyreligijny, materialistyczny, teorię Darwina przyjęto za pewnik i podstawę. Nauczycielstwo (w Firl[ejowie]: 5 + 4) w obawie utraty chleba lub wywozu z przesadą nieraz spełnia ich zarządzenia, z małymi wyjątkami nie chodzą do kościoła, byli ruscy teolodzy propagują ateizm, w Błotni ex-zakonnica wygłasza taki odczyt antyreligijny, że sami bolszewicy śmieją się z niej. Poza tym urządza się kursa dla analfabetów, by mogli czytać gazety, dla starszych, dla poborowych. Po miastach religijność wzrosła, również z chęcią opłacają parafianie podatki kościelne. Zaczął się proces porzucania obrz[ądku] łac[ińskiego] na obrz[ądek] gr[ecko]- kat[olicki] – w Janczynie pop daje Polkom śluby bez wiedzy właśc[iwego] proboszcza. Widzi się, jak polski żywioł zaczyna topnieć. Nie mogąc, z braku i drożyzny robotnika tudzież wielkich opłat i ciężarów publicznych, uprawiać gruntu, rozdałem ludziom 1/3 części gruntów. (…)
1941. Na granicy dwóch lat różne cisną się myśli – [w] roku przeszłym przeważają bolesne, od przyszłego spodziewamy się wiele. Jedyna ucieczka od myśli i ludzi to książki, książki; człowiek przenosi się w inne światy – stały się w obecnych czasach nieocenionym dobrodziejstwem, zwłaszcza takie, z których można skorzystać do duszpasterskiej pracy. Dawniej poczta przynosiła wiele aktualnego materiału – dziś cała dostępna prasa to part[yjno]-bolsz[ewickie] nastawienie antyreligijne – kolportaż jej jest silny, ok[oło] 19 różnych czasopism Firlejów pobiera i karmi się ich ideami. Ambona to jedyny obecnie teren, gdzie bezbożnictwo zwalczane być może. W okolicznościowych przemówieniach podchodzę do duszy chłopa z kazaniami apologetycznymi (jest Bóg, dusza, wieczność, nagroda, kara, J[ezus] Ch[rystus], sumienie itp.). Należy przyznać bezstronnie, że władza sowiecka odnosi się do niektórych spraw z większą pieczołowitością, aniżeli to czynił rząd polski, na pewno przyświeca tu i motyw agitacyjny. I tak: rozszerzono sieć szkół powszechnych, pomnożono ilość nauczycieli, dodano klasy wyższe, dzieci bić nie wolno, zakłada się dla nich herbaciarnie i sklepiki, dba się o stronę materialną nauczycielstwa. (…)
30 VI. Wieczorem leciało ok[oło] 40 samolotów w kierunku Brzeżan, z powrotem wracało 3 od strony Roh[atyna], a jeden z nich rzucił w Firlejowie 2 kruszące bomby z jednej i drugiej strony kościoła; pierwsza padła obok organistówki, druga w sadzie probostwa 25 m od plebanii. Zniszczenie straszne, w kościele wypadły okna [z] ramami, zleciała, tłukąc wszystko, dachówka z wieży i dachu. Na probostwie wybite wszystkie szyby, zrzucona wszystka dachówka ze wsch. spadu dachu, wyłamało i wyrzuciło drzwi kuchenne. Stare owocowe drzewa poprzecinane w połowie pnia, toż na organistówce, a częściowo w sąsiednich domach. Piszący słyszał świst i widział spadającą bombę, ledwo uskoczył za mur. (…)
4 VII. Gościńcem przez Janczyn kilkudniowy bez przerwy przemarsz wojsk niem., przy tej okazji wymordowano ok. 30 żydów uciekinierów, co przyjęliśmy z oburzeniem. Tymczasem był to dopiero początek ich końca. Po wsiach org[anizacje] ukraińskie zorganizowały niby-sądy, skazując i zabijając, bijąc niewygodnych przeciwników, także i Polaków, np. Kelestyn, Kłyczenko (…)
1 VIII. (…)Na pamiątkę wyzwolenia „Ukrainy” powznoszono po wsiach wysokie krzyże, obwieszone trójzubami i różnymi napisami. (…)
X (…)Z okazji otwarcia szkoły i poświęcenia krzyża święcił ruski pop również trójzub z podobizną Hitlera i obrazy przedstawiające atak na nieprzyj[aciół]. (…)
10 III [42]. Władze przysłały do Dusanowa nauczycielkę polkę, by zorganizowała polską szkołę. Ukraińcy nie zezwolili, połamali chłopu sanie, który ją przywiózł. Nauczycielka, nie chcąc ryzykować życia, przenocowawszy u ks[iędza] gr[ecko]kat[olickiego], odjechała z powrotem. Ot, wolność i kultura!!! (…)
14 VIII. [43] Po wsiach i miasteczkach roi się od różnych partyzantów umundurowanych i cywilnych trojakiego rodzaju: prawdziwi bolszewicy – ci nie mordują, a tylko rabują dwory i czynią różne psoty na tyłach niem. armii. Są też dywersyjne odziały wojsk bolsz. – partyzanci żydowscy, ci kryją się po lasach i napadają w celach żywnościowych. Wreszcie najgorsi to tajne organizacje wojsk. ukraińskie – ci mordują tylko Polaków, rabując ich mienie, a celem ich zniszczenie żywiołu polskiego na wschodzie. Robotę mają morderczą, zaczęli od Wołynia, gdzie tysiące Polaków wymordowano, pokaleczono, reszta uciekła do Lwowa i dalej. Nareszcie przesunęli się na teren Galicji, mordując przede wszystkim wszystką inteligencję polską po wsiach. (…)
1944. Od 1 II nocuję w kościele w pokoiku nad zakrystią, wstawiwszy tam żelazny piecyk, wzmocniłem również główne drzwi kościelne, by parafianie, jak ongiś w historii, mogli się bezpiecznie ukryć. Napadnięto polską wieś Hanaczówkę, część jej spalono, reszta obroniła się. 47 trupów polskich.
7 II. Zamordowano dwóch Polaków w Janczynie: Szeptyckiego mielnika i Wróbla sekr. gminy, rodziny Nagławskich w Podusilnej, w Jazłowcu [ks.] prob[oszcza] Kraśnickiego w sposób okrutny. Przez Firlejów przejeżdżają nocami uzbrojeni Ukraińcy od Mełny do Kleszczówny i odwrotnie. (…)
14 II. Wyprawa niemieckiej policji w kurzelickie lasy skończyła się na ucieczce policji do 10 II. Zamordowanie Ks. Kaczorowskiego i jego matki w Wołkowie. Przy licznym udziale wiernych odbył się pogrzeb w Przemyślanach – było nas 7 księży; na powracającego z pogrzebu Ks. Kwiatkowskiego, prob ze Świrza, napadnięto w drodze i zamordowano.
[15–16 II]. Dni grozy w Firlejowie. Wieczór [15 II], około 7 godziny, umundurowani i uzbrojeni bandyci ukraińscy za wskazówkami tut[ejszych] członków tajnych organ[izacji] napadli na czysto polskie rodziny w Firlejowie i Krywni, mordując w okrutny sposób około 40 osób. Rąbano siekierą, kłuto gralami. Teściowa ochraniała rękami ciężarną synową, ta zaś, szukając u matki ratunku, chwyciła się jej rękami i tak je obydwie zakłuto gralami; martwe [zastano je] w złączeniu swym na ziemi leżące. Inną kobietę na pół rozerwano. 70-letniemu Surakowiczowi odcięto głowę. Na Krywni wymordowano całkiem dwie rodziny i w ogień rzucono. Z jednej ciężarnej matki M. Korczyńskiej dziecko wyszło i spaliło się. Do chaty Zielińskiej z 3-giem dzieci rzucono granat. Wszyscy, rozszarpani, poginęli, mąż w niewoli. Pocztmistrzynię Łopatowską, 65 lat, zabito nożami. Dwa domostwa spalono: Gwoździńskich pod Steżenną i Wład[ysława] Korczyńskiego – Krywnia. Podpalono plebanię. W jej gruzach znaleziono spalone zwłoki kucharki i dziewczyny. Piszący [te słowa] na kilka zaledwie minut wcześniej udał się jak codziennie spać do kościoła, słyszał wprawdzie strzały – myślał, że to nocne Ukraińców ćwiczenia. Dopiero rano zauważył płonące probostwo i usłyszał o mordach po stratach – tejże nocy bandyci zabili 6 niemieckich żołnierzy i ich auto spalili.
16 II. Wyniósłszy metryki i co się jeszcze dało z płonącego probostwa do kościoła, wybrałem się furą, zabrawszy trochę rzeczy i żywności, do Rohatyna – uciekało jeszcze trzy fury inne. Zobaczywszy za Woroniowem płonący most na Rudnie, zauważamy, [że] auto z niemiecką policją przejechało przez ogień i było ostrzeliwane. Widać po górach ludzi z karabinami, słychać strzały, wieś otaczają zbrojni bandyci ukr. Polacy kryją się lub uciekają do kościoła, zwłaszcza ci z sąsiedztwa. Zamykamy kościół, wystawiamy Najświętszy Sakrament i odmawiamy różaniec i litanię do NMP, błogosławię zgromadzonych. Dobijanie się bandytów do kościoła godz. 4 po poł., ludzie uciekają do piwnicy pod zakrystię, ukrywają się pod ołtarzem, za obrazy, ja razem z 7 osobami zamykamy się w skarbcu i wyciągamy drabinę. Wydostajemy się na strych kaplicy Serca J[ezusowego], przez szpary w dachu widzimy, jak podchodzą i przejeżdżają konno przez kościół uzbrojeni w karabiny i maszynowe pistolety oraz granaty ręczne, ubrani w niemieckie mundury wojskowe, słyszymy rozbijanie bramy wejściowej, co trwało to przeszło 45 minut. Wdarłszy się, szukają za ludźmi, odkrywszy ich w piwnicy, rzucają przez okienko granaty, ludzie około 40 osób, przeważnie kobiety z dziećmi. Wyprowadzają za wskazówkami miejscowych, oddzielają Ukraińców, puszczając ich do domów. Polaków ustawiają pod krzyżem misyjnym (po lewej str[onie]). Po naradzie przeprowadzają po kolei każdego, męża czy dziecko, do rozwalonej obok szopy (na skład rzeczy, kości), strzelają każdego w głowę. W ruszającą się jeszcze kupę ciał oddano szereg strzałów z broni maszynowej. Niemal wszyscy pomordowani przy kościele spowiadali się w tych dniach, byli to najlepsi parafianie, między nimi starsi bracia Kossakowski Franciszek, starszy i młodszy, starsze siostry Brzezińskie, Kossakowska, dalej – niewinne dzieci i dobre matki. Dobijano się do skarbca, już jeden wybito skobel, nagle przestano się dobijać, a natomiast rzucono się na rabunek w skrzyniach i luzem poukładanych w kościele. Niewiele tego było, na 1 furę zabrano. Ściemniło się. W chłodzie i głodzie siedzimy do rana, w nocy nad ranem od czasu do czasu strzały. Rano cisza – bandytów nie ma. W nocy pozbierano po wsi i przed kościołem trupy, na ogrodzie za murem wrzucono je do dołu i płytko przykryto. Razem zabito 74 parafian, niektóre familie wybito zupełnie, niektóre straciły po 6–8 członków (spis zabitych osób w Liber mortuorum). Szukano też za piszącym [te słowa], by go zabić.
17 II. Tegoż dnia ukr. bandyci wpadli wieczór na Zagumienki, mordując tam 19 osób – Polaków (1 Ukrainiec stający w obronie swej córki Polki Czych został zabity), paląc ich wszystkie domy. Pozostali przy życiu Polacy wyjeżdżają na Zachód – komitety polskie w Roh[atynie] i Przemyślanach przychodzą im tu z pomocą. Piszącego [te słowa] bandyci obrabowali ze wszystkiego: krowę, konie, maszyny rolnicze, narzędzia gosp., zboże, deski, siano. Probostwo spaliło się całkiem, w nim fortepian, nikt nawet nie myślał o ratunku, można by część uratować, bo trzy dni paliło się powoli. Po rozdaniu N[ajświętszego] Sakramentu piszący [te słowa] dostał się przypadkowo przejeżdżającym autem z niem. policją do Rohatyna, biorąc tyle, co na siebie i w jedną walizkę, bo miejsca nie było. Po wyjeździe miejscowi złodzieje rozbili skarbiec, splądrowali kościół i zrabowali mi wszystko, co jeszcze miałem. Zatrzymałem się w gościnie u proboszcza roh[atyńskiego] Ks. Przedrzymirskiego, dokąd ściągnąłem metryki, bieliznę kościelną i kielichy. Skradziono 1 albę nową, piękny welon ze złotogłowiem oraz brackie światło. Tegoż dnia wieczorem spalili bandyci ukr. polską wieś Ludwikówkę, zabijając wielu ludzi. „Akcja”, jak ją nazywają Ukraińcy, ogarnęła Danilcze, Załanów. (…)”
(za: Ks. J. Wołczański: Księdza Stanisława Szatko Kronika parafii rzymskokatolickiej Firlejów w archidiecezji lwowskiej)