Edward7

Synod o synodalności: O krok bliżej do końca...

Nareszcie, po trzech latach trwania, soborowy cyrk znany jako Synod o Synodalności dobiegł bezceremonialnego końca wraz z publikacją dokumentu końcowego „Dla Kościoła Synodalnego”. Dlaczego powinno nas to obchodzić? Tak, rozumiem. Od 2013 roku do chwili obecnej oszustwa reżimu Bergoglian coraz bardziej przybierają wygląd kiepsko wykonanego skeczu ... moje badanie Dokumentu Końcowego wymagało więcej wysiłku, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałem. Teraz jednak uznaję ruch synodalności za potencjalnie krytyczny rozdział w całej historii zbawienia. Być może, drogi czytelniku, jeśli zdecydujesz się poświęcić znaczną ilość czasu potrzebną do śledzenia tego długiego eseju do jego zakończenia, twoja opinia na temat synodalności również ulegnie zmianie.

Pierwszą rzeczą, którą należy wiedzieć o Dokumencie Końcowym, jest to, że Franciszek nie pozostawił żadnego pola do wątpliwości co do swoich intencji w odniesieniu do tekstu. W nocie towarzyszącej publikacji napisał: "Dokument końcowy będzie częścią zwyczajnego Magisterium Następcy Piotra (por. EC 18 § 1; KKK 892) i jako taki proszę o jego przyjęcie. Stanowi on formę wykonywania autentycznego nauczania Biskupa Rzymu…" NB: Dla tych, którzy w dobrej wierze uważają Franciszka za "Ojca Świętego", usuwa to wszelkie uzasadnienie dla umniejszania wagi dokumentu lub odrzucania go jako czegoś mniej niż magisterialnego. Cytując KKK 892, Franciszek jasno daje do zrozumienia, że jako papieskie magisterium wierni mają przestrzegać tego tekstu „z religijną zgodą”. [UWAGA: Novus Ordo Watch szczegółowo omawia kwestię zgody religijnej TUTAJ .]

Wymaganie to opiera się na przekonaniu, że „Boska pomoc jest udzielana następcom Apostołów, nauczającym we wspólnocie z następcą Piotra”, nawet jeśli nie czynią tego w sposób nieomylny. (por. KKK 892) Sam Dokument Końcowy dokłada wszelkich starań, aby tekst był postrzegany jako owoc Bożej pomocy, ukazując Franciszka jako postać podobną do Chrystusa w jego powołaniu Synodu: Jezioro Tyberiadzkie jest miejscem, gdzie wszystko się zaczęło. Piotr, Andrzej, Jakub i Jan zostawili łódź i sieci, aby pójść za Jezusem… Synodalna podróż również zaczęła się w ten sposób: usłyszeliśmy zaproszenie następcy Piotra i przyjęliśmy je; wyruszyliśmy z nim i poszliśmy za jego przykładem.

Nawet najbardziej oddani zwolennicy Bergoglia nie mogą powstrzymać się od dreszczy, słysząc takie porównanie, biorąc pod uwagę niezliczone niewierne słowa i czyny Bergoglia. Przeglądając Dokument końcowy, można znaleźć szereg powtarzających się tematów oferowanych w służbie czemuś o wiele większemu (zidentyfikowanemu później). Wśród pomniejszych tematów, które najbardziej mi się wyróżniają, znajdują się nawrócenie, misja i ewangelizacja, każdy z nich dobrze i prawdziwie powiązany z pozostałymi, podczas gdy żaden nie jest nigdy jasno zdefiniowany.

Pomimo dwuznaczności, jedno jest całkowicie pewne: Kiedy Synod mówi o nawróceniu, misji i ewangelizacji, nie ma na myśli, aby czynić to zgodnie z tradycyjnym rozumieniem znaczenia tych słów. Tego należało się spodziewać: jak ostrzegał papież św. Pius X, moderniści „zmieniają znaczenie słów i rzeczy”. Na przykład, gdy Synod wzywa do pracy „nawracania”, nie mówi o wzywaniu do nawracania tych, którzy są poza Kościołem, wzywając ich do wejścia do niego, jak miało to miejsce w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy Apostołowie ewangelizowali Żydów, co jest doskonałym przykładem wypełniania przez Kościół powierzonej mu przez Boga misji . Raczej, wersja synodalna dotyczy idei, że to sam Kościół katolicki rozpaczliwie potrzebuje ewangelizacji i nawrócenia. To właśnie rozumienie nawrócenia stanowi misję . Dokument końcowy wyraża świadomość, że powołanie do misji jest równocześnie wezwaniem do nawrócenia każdego Kościoła lokalnego i całego Kościoła, zgodnie z Adhortacją Apostolską Evangelii Gaudium (por. EG 30).

UWAGA: Mimo że całe przedsięwzięcie Synodu Biskupów ma swoje korzenie w Soborze Watykańskim II, aby zrozumieć naukę zawartą w Dokumencie Końcowym najnowszej publikacji, należy uświadomić sobie, że jego najbliższą inspiracją jest adhortacja Bergoglio z 2013 r. Evangelii Gaudium. Jeśli chodzi o konkretne odniesienie do EG 30, to znajdujemy tam: Każdy konkretny Kościół, jako część Kościoła katolickiego pod przewodnictwem swojego biskupa, jest również powołany do misyjnego nawrócenia. Jest to główny przedmiot ewangelizacji…

Po raz kolejny najważniejszym wnioskiem jest to, że to Kościół musi usłyszeć wezwanie do nawrócenia. Nie zagłębiając się zbytnio w treść Evangelii Gaudium , niektórzy mogą pamiętać, że jedno z najbardziej krytykowanych stwierdzeń, jakie można znaleźć w tym tekście, brzmi następująco: Niechrześcijanie, dzięki łaskawej inicjatywie Boga, gdy pozostają wierni swojemu sumieniu, mogą żyć usprawiedliwieni dzięki łasce Bożej. NB: Łaska usprawiedliwienia to nic innego jak łaska uświęcająca, ta sama, która jest przywracana upadłemu człowiekowi tylko przez chrzest, tj. „niechrześcijanie” nie są usprawiedliwieni łaską Bożą. Jako takie, to stwierdzenie w EG wywołało spore poruszenie, gdy zostało opublikowane jedenaście lat temu. Można również przypomnieć, że reakcją kardynała Burke’a w tamtym czasie było zakwestionowanie, czy za EG stoi jakaś intencja nauczycielska.

Powód, dla którego Burke zajął takie stanowisko, jest oczywisty. Jeśli oświadczenie to miało być, z pełną wiedzą autora, przyjęte jako papieskie magisterium, byłoby to silnym sygnałem, że nie posiada on wiary katolickiej, a tym bardziej Stolicy Piotrowej. Nie ma takiego pytania o intencję magisterialną w odniesieniu do Dokumentu końcowego synodu na temat synodalności, który zawiera powiązane, równie nie do utrzymania stwierdzenie: W każdym miejscu na ziemi chrześcijanie żyją obok ludzi, którzy nie są ochrzczeni, lecz służą Bogu, wyznając inną religię. [Uwaga: Potwierdzam, że powyższe jest dokładnym tłumaczeniem włoskiego oryginału.]

Zatrzymajmy się na chwilę i rozważmy dokładnie, czego dokładnie uczymy się z tego stwierdzenia. Czy osoba nieochrzczona może służyć Bogu w jakiś sposób? Jeśli rozumiemy „służyć” jako podążanie za wolą Boga w jakimś konkretnym działaniu, np. dążenie do życia zgodnie z prawem naturalnym lub praktykowanie aktów miłosierdzia itp., to możemy argumentować twierdząco. Rzeczywiście, „łaska wiary nie jest konieczna do wykonania moralnie dobrego działania”. (Ott, Fundamentals of Catholic Dogma, str. 234) Należy jednak zauważyć, że omawiane stwierdzenie jest bardzo konkretne. Zakłada ono, że osoba nieochrzczona służy Bogu, praktykując inną [czytaj: fałszywą] religię.

Pamiętajmy, że jeśli Franciszek jest rzeczywiście "Papieżem Rzymskim", to „zwyczajne Magisterium Następcy Piotra” naucza teraz czegoś, co jest zupełnie obce wierze katolickiej, a mianowicie, że ci, którzy oddają cześć i chwałę fałszywym bogom i idolom (np. Pachamamie, Buddzie, Allahowi islamu, licznym fałszywym bogom hinduizmu, fałszywemu Bogu Talmudu itd.), w szczególności poprzez praktykowanie swojej fałszywej religii , „służą” Bogu!

Oczywiste jest, że jest to rażące przestępstwo przeciwko Pierwszemu Przykazaniu. Co więcej, jest to błąd zakorzeniony w modernistycznej koncepcji, wyraźnie potępionej przez papieża św. Piusa X, „że każda religia, według różnych aspektów, pod którymi jest rozpatrywana, musi być uważana zarówno za naturalną, jak i nadprzyrodzoną”, przy czym ta ostatnia odnosi się do tego, co jest Boskie w naturze, w przeciwieństwie do tego, co jest inspirowane przez siły diaboliczne. (por. Pascendi 8)

Wracając do potrójnego tematu Dokumentu końcowego Synodu: nawrócenie, misja , ewangelizacja … Przyjrzyjmy się bliżej temu drugiemu. Dobra katolicka definicja ewangelizacji, zaczerpnięta z papieskiej bulli Inscrutabili Divinae , na mocy której papież Grzegorz XV formalnie ustanowił Świętą Kongregację Propagandy Wiary w 1662 r., brzmi następująco: Rozprzestrzenianie się katolicyzmu i regulacja spraw kościelnych w krajach niekatolickich. Mając na myśli tradycyjną definicję ewangelizacji, rozważmy absurdalne stwierdzenie zawarte w Evangelii Gaudium , tekście stanowiącym podstawę synodalności: Kościół nie ewangelizuje, jeżeli nie pozwala się nieustannie ewangelizować. Tak, przeczytałeś to poprawnie. Kościół musi pozwolić się ewangelizować. To naturalnie powoduje pytanie: Jak Kościół jest rzekomo ewangelizowany i przez kogo? W dokumencie końcowym czytamy: Synodalność jest specyficznym sposobem życia i działania Kościoła, Ludu Bożego, który objawia i nadaje treść swemu bytowi jako komunii, gdy wszyscy jego członkowie wspólnie podążają, gromadzą się i aktywnie uczestniczą w jego misji ewangelizacyjnej.

Rozumiesz już teraz? Nie, oczywiście, że nie. Nie powinno to rezonować z katolickimi myślicielami. Mimo to, na chwilę będzie miało więcej sensu. Dotychczas ustaliliśmy, że Kościół, zgodnie z programem synodalnym, zawsze potrzebuje ewangelizacji. Ta praca ewangelizacyjna jest ukierunkowana na „misyjne nawrócenie” samego Kościoła. Na zakończenie rozważymy, do czego Kościół jest powołany, aby nawracać. Na razie ważnym punktem w Dokumencie Końcowym jest to, że dzieło ewangelizacji ku nawróceniu misyjnemu ma być wykonywane przez „cały Lud Boży”. Dobrze, ale kto dokładnie obejmuje cały Lud Boży? Synod mówi nam: Na mocy Chrztu kobiety i mężczyźni mają równą godność jako członkowie Ludu Bożego… Cały Lud Boży jest podmiotem głoszenia Ewangelii. Każda ochrzczona osoba jest powołana do bycia protagonistą misji, ponieważ wszyscy jesteśmy uczniami-misjonarzami. Z tego powodu synodalna podróż kieruje nas ku pełnej i widocznej jedności chrześcijan, o czym świadczy obecność delegatów innych tradycji chrześcijańskich.

Widzicie, w kościele synodalnym heretycy i schizmatycy są tak samo Ludem Bożym jak katolicy w ławach. Co więcej, każdy z nich jest powołany do wzięcia udziału w „misyjnym nawróceniu” Kościoła! Nie powinno to być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że Synod o Synodalności jest bezpośrednim owocem Soboru. Czytelnicy mogą pamiętać poprzedni wpis w tej przestrzeni, w którym zauważyliśmy, jak Sobór chytrze odnosi się do heretyków i schizmatyków jako „ludu chrześcijańskiego” i „wiernych”, nawet do tego stopnia, że czynią ich przedmiotem proponowanej reformy liturgicznej. Skoro niekatolicy dają impuls do zmiany Mszy , to logiczne, że powinni oni odegrać główną rolę w zmianie Kościoła . W dokumencie końcowym czytamy dalej: Namaszczenie Duchem Świętym otrzymane podczas Chrztu pozwala wszystkim wierzącym posiadać instynkt prawdy Ewangelii. Nazywamy to sensus fidei … Sensus fidei ma na celu osiągnięcie konsensusu wiernych… Wszyscy chrześcijanie uczestniczą w sensus fidei poprzez Chrzest. Dlatego Chrzest, oprócz tego, że stanowi podstawę synodalności, jest również fundamentem ekumenizmu… Dlatego Kościół jest pewien, że święty Lud Boży nie może błądzić w sprawach wiary.

Sprzeciwiam się poglądowi, że „ sensus fidei ma na celu osiągnięcie konsensusu wiernych”, co jest stwierdzeniem zaczerpniętym z tekstu Międzynarodowej Komisji Teologicznej Watykanu z 2014 r. zatytułowanego Sensus fidei w życiu Kościoła . W tym stwierdzeniu zawarta jest myśl, że sensus fidei jest podmiotem aktywnym, podczas gdy w rzeczywistości lepiej rozumieć go jako bierny charyzmat, taki jak opisał go kardynał Charles Journet w 1964 r.: [Sensus fidei] nie jest ani nauką, ani magisterium, lecz jedynie odczuwanym przekonaniem o prawdzie. Nie można przecenić powagi propozycji Synodu, w której sensus fidei zostaje poszerzony o tych, którzy są poza Kościołem. Ten rzekomo magisterialny tekst deklaruje, że jawni heretycy, którzy z definicji odrzucają autorytet nauczania Kościoła, są w jakiś sposób nieomylnym źródłem prawdy, a co więcej, są powołani do ewangelizowania Kościoła. Sama sugestia jest całkowicie godna potępienia. O sensus fidei Journet pisał dalej: Wierzący, choć w stanie łaski, choć żarliwy, może błądzić, może mieszać ze swoją wiarą dane lub uczucia obce jej. Jeśli nie jest oświecony jak Apostołowie, potrzebuje pomocy, kierownictwa, osądu ze strony wspomaganego przez Boga magisterium. NB: Sensus fidei właściwie pojmowany – taki, jaki istnieje nawet wśród wiernych katolików, którzy znajdują się w stanie łaski – zawsze opiera się na świętym Magisterium i jest mu podporządkowany.

Skąd zatem Synod wziął pomysł, że ci, którzy odrzucają i potepiają Magisterium, w jakiś sposób uczestniczą w sensus fidei , a zatem i nie mogą błądzić w kwestiach wiary? Oczywiście, że Rada. W Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium nadprzyrodzony sens wiary rozszerzono, włączając do niego także heretyków, choć w sposób ukryty: Całe ciało wiernych, namaszczone przez Świętego, nie może błądzić w sprawach wiary. Ujawniają tę szczególną właściwość za pomocą nadprzyrodzonego rozeznania całego ludu w sprawach wiary, gdy „od biskupów aż do ostatniego świeckiego wiernego” wykazują powszechną zgodę w sprawach wiary i moralności. To rozeznanie w sprawach wiary jest pobudzane i podtrzymywane przez Ducha prawdy. Jest ono wykonywane pod przewodnictwem świętego autorytetu nauczania, w wiernym i pełnym szacunku posłuszeństwie, dzięki któremu lud Boży przyjmuje to, co nie jest tylko słowem ludzkim, ale prawdziwie słowem Bożym. (LG 12)

Pamiętajmy, że gdy Sobór mówi o „wiernych”, nie ma na myśli tylko katolików, lecz raczej wszystkich ochrzczonych, tych, którzy (jak mówią słowa LG 12) są „namaszczeni przez Świętego”. Zauważ również, że LG 15 jest jeszcze bardziej dosłowne. Mówiąc bardzo konkretnie o heretykach i schizmatykach, stwierdza: Kościół uznaje, że pod wieloma względami jest związany z tymi, którzy będąc ochrzczeni, otrzymują zaszczytne imię chrześcijan… Są oni uświęceni przez chrzest, przez który jednoczą się z Chrystusem.

Czy konsekracja przez Chrzest nie jest tym samym namaszczeniem przez Świętego , które obdarza człowieka nadprzyrodzonym rozeznaniem , zwanym sensus fidei? Rzeczywiście tak jest. Wspomniany tekst Międzynarodowej Komisji Teologicznej, Sensus fidei w życiu Kościoła, cytuje LG 15, formułując bardzo bezpośrednie, jednoznaczne twierdzenie, że heretycy nie tylko posiadają sensus fidei , ale także, że Kościół musi zważać na ich święte wglądy. Stwierdza on: Pewien typ sensus fidei może istnieć u „ochrzczonych, którzy są zaszczyceni nazwą chrześcijan, ale którzy jednak nie wyznają wiary katolickiej w całości”. Dlatego Kościół katolicki musi być uważny na to, co Duch może mu mówić za pośrednictwem wierzących w kościołach i wspólnotach kościelnych, którzy nie są w pełni z nim w komunii.

Gotowość do pozwolenia na ewangelizację przez heretyków ku „misyjnemu nawróceniu” leży w samym sercu Synodalności. Jednocześnie Synod stwierdza: Kościół synodalny w działaniu… jest podtrzymywany przez posługę biskupów we wspólnocie między sobą i z Biskupem Rzymu… Następca Piotra odgrywa wyjątkową rolę w strzeżeniu depozytu wiary i moralności, zapewniając, że procesy synodalne są ukierunkowane na jedność i świadectwo.

To stwarza oczywisty problem. Jeśli heretykom i ich domniemanemu sensus fidei przyznano by aktywną rolę w nawracaniu Kościoła, czy papiestwo nie wyróżnia się jako słoń w pokoju, który po prostu trąbi o uwagę, jeśli nie o całkowitą eliminację? Nie ma się czym martwić, Synod ds. Synodalności uznał, że istnieje „konieczność znalezienia takiej formy sprawowania [papieskiego] prymatu, która otworzy się na nową sytuację; jest to fundamentalne wyzwanie zarówno dla misyjnego Kościoła synodalnego, jak i dla jedności chrześcijan”. Mając to na uwadze, Synod zaproponował „ponowne odczytanie lub oficjalny komentarz do dogmatycznych definicji Soboru Watykańskiego I na temat prymatu, wyraźniejsze rozróżnienie różnych obowiązków papieża”. Nawet dogmatyczne definicje Soboru Watykańskiego I nie mogą stanąć na drodze synodalności! Czy może być gorzej?

Tak, może i tak się dzieje. Rozważmy poniższe z dokumentu końcowego [z dodanym podkreśleniem ].
– Dialog, spotkanie i wymiana darów, typowe dla Kościoła synodalnego, są wezwaniem do otwarcia się na relacje z innymi tradycjami religijnymi…
– Wielość religii i kultur, różnorodność tradycji duchowych i teologicznych, różnorodność darów Ducha… mogą wnieść szczególny i niezastąpiony wkład w wypełnienie naszego wspólnego zadania.
– Szkoły i uniwersytety katolickie odgrywają ważną rolę w dialogu wiary i kultury… Zainspirowane dialogiem międzykulturowym i międzyreligijnym, ich zaangażowanie edukacyjne jest cenione również przez osoby wyznające inne tradycje religijne jako forma rozwoju człowieka.
– Zachęca się również do regularnego organizowania zgromadzeń kościelnych na wszystkich szczeblach. Nie ograniczając konsultacji do członków Kościoła katolickiego, spotkania te powinny być otwarte na wysłuchanie wkładu innych Kościołów i Wspólnot chrześcijańskich. Należy również zwrócić uwagę na inne religie na danym terytorium.
– Synodalność umożliwia konkretnie zaangażowanie wszystkich (świętego Ludu Bożego) i posługę niektórych (Kolegium Biskupów) w proces podejmowania decyzji dotyczących misji Kościoła. Proponujemy, aby rozeznanie obejmowało, w sposób odpowiedni do różnorodności kontekstów, przestrzenie słuchania i dialogu z innymi chrześcijanami i przedstawicielami innych religii.


Ci, którzy nadal są ze mną, zobaczmy teraz, czy uda nam się to wszystko ogarnąć... najlepiej rozumieć jako zalążek tego, co ostatecznie rozkwitnie w Kościele synodalnym, oczywiście pod warunkiem, że Nasz Pan nie uzna za stosowne najpierw interweniować. W tej chwili ziarno wprowadzone przez Sobór jest gotowe do przejścia procesu kiełkowania, który obejmuje to, co Kościół soborowy opisuje jako nawrócenie, misję i ewangelizację. Jak wspomniano w Dokumencie końcowym Synodu o Synodalności, ta praca ewangelizacyjna jest misją , a celem misji jest nawrócenie, a przedmiotem nawrócenia jest sam Kościół soborowy . Ta misja ewangelizacyjna wymaga, aby Kościół soborowy słuchał i z wdzięcznością przyjmował wkład i „dary” wszystkich ludzi – katolików, heretyków, pogan, Żydów, muzułmanów itd. – z których każdy ma coś wartościowego do wniesienia w pożądane nawrócenie. Słuchanie jest absolutnie kluczowe dla misji synodalnej; jest istotną częścią Kościoła soborowego, który nieustannie poddaje się ewangelizacji , do tego stopnia, że wymóg słuchania jest wspomniany w Dokumencie Końcowym ponad dwadzieścia razy. Istnieje jeszcze jedno źródło prawdy i mądrości, którego Kościół musi słuchać, jedno, o którym jeszcze nie wspomnieliśmy, mianowicie sama natura. Dokument końcowy stwierdza: Zarówno synodalność, jak i ekologia integralna przyjmują charakter relacyjny i wymagają od nas pielęgnowania tego, co nas łączy.

Co łączy wszystkich ludzi? Odpowiedzią Kościoła katolickiego jest przynależność do Świętego Kościoła Katolickiego, w którym poszczególni wierzący są zjednoczeni w wierze, miłości i zarządzaniu jako członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa, prawdziwego krzewu winnego i Źródła jedności. Przypomnijmy dla porównania Synod Amazoński i odpowiedź udzieloną w jego Instrumentum Laboris (dokument roboczy), który zachęcał do „wzajemnego słuchania ludzi i natury”, stwierdzając, że Kościół musi „słuchać krzyku Matki Ziemi”.

W tym celu tekst wzywał wszystkich do „poszukiwania wspólnego stanowiska poprzez okresowe spotkania z przedstawicielami innych religii, aby wspólnie pracować na rzecz opieki nad naszym wspólnym domem”. W dalszej części tekstu wyraźnie wskazano, że ten eko-ewangeliczny wysiłek jest nieodłączną częścią synodalności:
Tak więc Kościół powołany do bycia coraz bardziej synodalnym zaczyna od słuchania narodów i ziemi … [To Kościół, który] chce się uczyć, prowadzić dialog i odpowiadać z nadzieją i radością na znaki czasu… Proces nawrócenia, do którego powołany jest Kościół, obejmuje oduczanie się, uczenie się i ponowne uczenie się

Wówczas w poście z datą 21 czerwca 2019 r. zauważyłem: Choć jest to osobny temat, pragnę tutaj wspomnieć, że skupienie się na „naturze, Matce Ziemi i planecie” nie jest celem samym w sobie; raczej jest integralną częścią wysiłków zmierzających do stworzenia Jednej Światowej Religii tak szybko, jak to możliwe, w służbie jej odpowiednika, czyli Jednego Światowego Rządu. Celowość oddawania czci ziemi w tej sprawie opiera się na rzeczywistości, że ta planeta jest, jak Bergoglio tak często lubi stwierdzać, naszym „wspólnym (doczesnym) domem”. Dzięki temu punktowi wspólnoty między ludźmi nie ma bardziej efektywnego sposobu na narodziny Jednej Światowej Religii niż uczynienie z ziemi boskiej wyroczni, jak wspomniano powyżej. Jest ona tak wciskana nieostrożnym jako zasada jedności religijnej, która łączy całą ludzkość, niezależnie od jakiegokolwiek konkretnego wyznania.

Teraz nadszedł czas, aby rozważyć ten temat i to, co on zwiastuje. Jeśli Bóg dopuści, Synod ds. Synodalności ma na celu wykiełkowanie ziarna zasianego na Soborze Watykańskim II, ku "nawróceniu" (/odwróceniu ) Kościoła soborowego, aby mógł rozkwitnąć w Jedną Światową Religię, tę samą, która ułatwi powstanie Jednego Światowego Rządu, nad którym obejmie władzę Antychryst. Synod on Synodality: One step closer to the end -

Panteizm Bergoglio

15 listopada 2019r. Jorge Pachapapa Bergoglio ujawnił plany kolejnej rewizji Katechizmu Kościoła Soborowego. W długim przemówieniu do Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawa Karnego „Francis” (jak jest powszechnie znany) powiedział: Elementarne poczucie sprawiedliwości wymagałoby, aby pewne zachowania, za które zazwyczaj odpowiadają korporacje, nie pozostały bezkarne. W szczególności wszystkie te, które można uznać za „ekobójstwo”: masowe skażenie powietrza, ziemi i zasobów wodnych, masowe niszczenie flory i fauny oraz wszelkie działania mogące spowodować katastrofę ekologiczną lub zniszczyć ekosystem. Musimy wprowadzić – myślimy o tym – do Katechizmu Kościoła Katolickiego grzech przeciwko ekologii, grzech ekologiczny przeciwko wspólnemu domowi, ponieważ jest to obowiązek. Podstawowe poczucie sprawiedliwości… grzech przeciwko ekologii… ponieważ jest to obowiązek.

Wybór słów w tym przypadku jest bardzo wymowny. Widzicie sprawiedliwość, w jej najbardziej podstawowym sensie, polega na oddaniu Bogu tego, co Mu się należy, jak to jest obowiązkiem każdego człowieka . Niedopełnienie tego jest grzechem przeciwko Bogu. W wersji Jorge'a, jak można wyraźnie zobaczyć, Bóg został bezceremonialnie zastąpiony przez ekologię; tj. Matkę Ziemię. Nie ma tu nic szokującego, ponieważ następuje to tuż po "PaganCon", znanym również jako Synod Amazonii. Scenę dla proponowanej ekologicznej rewizji Katechizmu przygotowała publikacja czasopisma ekologicznego Laudato Si' z 2015 r. , w którym wprowadzono koncepcję „naszych grzechów przeciwko stworzeniu” (LS 8).

„Nowością jest niejasno panteistyczny i z pewnością dość zagmatwany język, którym obecna władza kościelna nieudolnie próbuje mówić o tych sprawach” – powiedział teolog dr Peter Kwasniewski serwisowi LifeSiteNews. Choć język, którym się posługujemy, może być niejasno panteistyczny, sam program jest po prostu humanistyczny, a jego korzenie sięgają aż do… czekajcie… czekajcie … Wszechmogącej Rady! W istocie, jesteśmy świadkami nie tyle ubóstwienia natury, co ubóstwienia człowieka , wyrażonego częściowo przez soborowe traktowanie relacji człowieka ze stworzeniem. Zgodnie z niemal jednomyślną opinią wierzących i niewierzących, wszystkie rzeczy na ziemi powinny być skupione wokół człowieka, który stanowi ich centrum i szczyt ( Gaudium et Spes 12).

Myślę, że można śmiało powiedzieć, że św. Paweł by się z tym nie zgodził: Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który pobłogosławił nas duchowym błogosławieństwem w okręgach niebieskich, w Chrystusie… Aby nam oznajmić tajemnicę swojej woli według swego upodobania, które postanowił w Nim, gdy nastąpi pełnia czasów, aby wszystko, co jest w niebiosach, i to, co na ziemi, odnowić w Chrystusie (por. Efezjan 1:3.9-10). Ponowne ustanowienie wszystkiego na ziemi nastąpiło na skutek grzechu pierworodnego, felix culpa Adama i Ewy – szczęśliwej winy, która zyskała dla nas tak dobrego i wielkiego Odkupiciela. Upadek można rozumieć jako akt, w którym nasi pierwsi rodzice próbowali traktować wszystkie rzeczy na ziemi tak, jakby rzeczywiście powinny być związane z człowiekiem, który stanowiłby ich centrum i szczyt, i to pomimo wyraźnego zakazu Boga, który by temu przeczył . Można by nawet powiedzieć, że taka jest natura wszelkiego grzechu; daremna próba wyniesienia człowieka, zbiorowo lub indywidualnie, do autonomicznego statusu „centrum i korony. W istocie, to jedynie w osobie Jezusa Chrystusa, Odkupiciela, któremu dana została wszelka władza w niebie i na ziemi (por. Mt 28,18)...

W swoim przemówieniu z 15 listopada Franciszek powołał się na definicję grzechu ekologicznego przyjętą przez Synod Amazoński jako „działanie lub zaniechanie przeciwko Bogu, przeciwko bliźniemu, społeczności i środowisku… grzech przeciwko przyszłym pokoleniom”. Naiwnością byłoby zakładać, że gdy Jorge Bergoglio mówi o „Bogu” ... jako Ojca Jezusa Chrystusa. W ciągu ostatnich lat stało się całkowicie oczywiste, że nie jest to „Bóg katolicki”, lecz raczej ogólny, fałszywy bóg – „bóg niespodzianek”, który pragnie różnorodności religii – bóstwo, które jest w jakiś sposób gloryfikowane przez bożki Pachamamy, miski z ziemią i pogańskie rytuały... (skrócone) Bergoglio’s Pantheism: Fruit of Jewish-Conciliar Messianism -
11,4 tys.

Msza Święta przedsoborowa powinna być zwana rytem zwyczajnym, posoborowa nadzwyczajnym, bowiem taki jest porządek rzeczy. Podobnie Franciszek twierdzi, że Dokument końcowy Synodu będzie częścią zwyczajnego Magisterium, a jest to Magisterium ,,nadzwyczajne,, a nawet groźna opozycja do katolicyzmu. W ogóle SWII i okres posoborowy to swoiste ,,odwracanie,, pojęć religijnych i ich praktyki.