SKRYTYKOWAŁ UE - ZAMKNĘLI MU KONTO BANKOWE , JEGO ŻONIE I MATCE ( EMERYTCE )
Sprawa wywołała międzynarodowe oburzenie. Dogru, niemiecko-turecki dziennikarz mieszkający w Niemczech, został umieszczony na liście sankcji Unii Europejskiej.
Oskarżenie: jego praca dziennikarska „wspierała interesy Rosji”. Szczególnie uderzające jest to, że jego działalność nie jest zakazana przez obowiązujące prawo UE ani niemieckie. Niemniej jednak jego konta zostały zamrożone, jego źródła utrzymania zostały praktycznie zniszczone, a sankcje ograniczają mu nawet dostęp do podstawowych usług.
Ale to nie wszystko.
Po zamrożeniu konta jego żony – co sąd uznał później za bezprawne – środki zostały skierowane przeciwko jego matce. Starszej kobiecie, która nagle straciła dostęp do własnych oszczędności. Uzasadnienie władz wydaje się wielu obserwatorom sprawą prawną: podejrzewają, że jej syn mógł mieć wpływ na jej konto. Najwyraźniej nie przedstawiono żadnych dowodów. Nie wszczęto żadnego postępowania sądowego.
Krytycy uważają, że sprawa ta oznacza nowy poziom eskalacji.
To, co pierwotnie sprzedawano jako narzędzie sankcji wobec państw lub oligarchów, obecnie dotyka dziennikarzy – i najwyraźniej również ich rodziny. Oskarżenie o „kary zbiorowe” krąży więc coraz częściej. Termin ten wywodzi się z najciemniejszych kart niemieckiej historii i opisuje karę wymierzaną członkom rodziny za domniemane przestępstwa popełnione przez daną osobę.
Reakcje były błyskawiczne. Była posłanka Bundestagu Sahra Wagenknecht mówiła o „totalitarnym szaleństwie”. Polityk Sevim Dagdelen ostrzegała przed „metodami faszystowskimi”. Były europoseł Mick Wallace stwierdził, że zachowanie Niemiec coraz bardziej przypomina systemy autorytarne, podczas gdy inni obserwatorzy mówili o otwartym ataku na wolność prasy i praworządność.
Moment jest szczególnie znaczący. Konto zostało zamrożone dokładnie w momencie, gdy międzynarodowa kampania solidarnościowa na rzecz Dogru nabierała rozpędu. Tysiące osób podpisało petycje, a prominentne osobistości zabrały publicznie głos. Dla wielu krytyków nowe rozwiązanie wydaje się zatem mniej aktem administracyjnym, a bardziej celową próbą zastraszenia.
Sprawa ta podnosi fundamentalne pytania:
Jak daleko mogą posunąć się rządy w imię sankcji? Co pozostaje z europejskiego państwa prawa, jeśli ludzi można niszczyć ekonomicznie bez wyroku skazującego? I co oznacza wolność prasy, gdy krytyczni dziennikarze nie tylko sami znajdują się pod presją, ale najwyraźniej także ich rodziny?
Podczas gdy media alternatywne i niezależni komentatorzy biją na alarm, reakcja głównych mediów głównego nurtu pozostaje zadziwiająco powściągliwa. Krytycy uważają teraz, że właśnie ta cisza stanowi część problemu.
Ponieważ sprawa Dogru może być czymś więcej niż tylko odosobnionym incydentem.
Może to być zapowiedź tego, jak w przyszłości będą traktowani dysydenci polityczni.
EU-Sanktionen treffen jetzt ganze Familien: …