V.R.S.
837

Przed wyjazdem Kardynała Hlonda do Rzymu w roku 1932

Poniższa korespondencja poprzedza wyjazd kard. Hlonda do Rzymu w kwestii listu pasterskiego ( ogłoszonego ostatecznie w kwietniu 1932 roku - tekst listu: List pasterski "O chrześcijańskie zasady życia państwowego". ) i w celu złożenia raportu o sytuacji w Polsce:
Raport kardynała Hlonda o stanie sanacji w Polsce

z listu Abp lwowskiego obrządku łacińskiego Józefa Teodorowicza do kard. Augusta Hlonda z 28.01.1932 r.

"(...) Wspomniał mi Ksiądz Biskup Radoński, że Wasza Eminencja wobec trudności z Warszawą [tj. kard. Kakowskim - przypis wł.] ma zamiar w razie cofnięcia dokonanej decyzji przez episkopat wydać list pasterski sam. Ponieważ wszystko na to wskazuje mi, że sytuacja zupełnie odpowiada temu, co wiem o załamaniu się Warszawy, więc witam jako wybawienie nasze zamiar i ewentualny krok Waszej Eminencji. Załamanie się Warszawy od dawna nie jest dla mnie niespodzianką, a nawet nie mogło być dla mnie niespodzianką. Tyle przecie razy patrzyłem na to, jak nasze warszawskie bizancjum przyparte chwilowo do muru przez głos episkopatu odskakiwało zaraz później jak sprężyna naciśnięta do swojego dawnego miejsca. Chwilowy odruch kapłańskiego sumienia był zawsze i stale przy każdej zwłoce zdławiony w tej duszy bizantynizmem. Tym bardziej należało się lękać tego teraz. Już w przeszłym roku odezwa choćby krótka stokroć gorsza i słabsza jaka by była wydana zaraz po Brześciu, miałaby za sobą to jedno, że nie ostawiłaby czasu na zwłokę, a tym samym na cofnięcie się. Ale szkoda czasu o tym pisać, co Waszej Eminencji tak dobrze jest znane. (...)
Jeśliby jednak miało się stać inaczej, to należy sobie powiedzieć, że luboć położenie będzie gorsze, ale również i w tym położeniu krok Waszej Eminencji będzie ocaleniem. Albowiem on uświadomi bizantynizmowi, że wyzyskiwanie solidarności episkopatu dla służalczego milczenia już dalej nie przyjdzie. Ten krok też uświadomi tym, którzy bizantyjskimi narzędziami się posługują, że i to się na nic nie zda. Z dwojga złego episkopat zwarty w milczeniu i złudzeniu sumienia, a episkopat choćby nie zupełny, a stojący za prymasem, to ostatnie nie tylko jest nieskończenie lepszym, ale wprost jest to ratunkiem. Bo przecież to jest jasne, że jeśli list Waszej Eminencji nie będzie ogłoszony, to obrońcami idei moralnej w Polsce i jej rzecznikami będą ci, co ją deptali zawsze, ale w procesie ją podnieśli i aureolą męczeńską opromienili – Witosy, Liebermany, Mastki.
Jasnym też być musi, że za swe milczenie Kościół zapłaciłby straszliwie z chwilą śmierci dziś bardzo już chorego człowieka, w czasach zamieszek jakie nastąpią.
Swym śmiałym wielkodusznym krokiem przewidującym przyszłość, a rozumiejącym straszną odpowiedzialność ciążącą na Kościele obecnie Wasza Eminencja ratuje nas wszystkich. W adresach hołdowniczych znajdą się wówczas prawie wszyscy, tak że jedność episkopatu w innej tylko formie zaznaczoną i wyrażoną zostanie. O ile by zaś przez brak hołdowniczych sukcesów ze strony kilku okazał się brak pełnego zespołu to z pewnością należy ubolewać nad tym, ale i tak wszyscy o tym braku zespołu wiedzą i dla nikogo to nie jest więcej tajemnicą, forma zaś hołdowniczych ustaw pisanych przez jednych przy braku innych w niczym razić nie może i nie podkreśla braku jedności. Wobec rządu będzie to wystąpienie, które mu da wiele do myślenia. Dziś on liczy na nasze rozdwojenie i pozwala sobie na publiczne lekceważenie nas i na próby zastraszenia. Ujrzy, że się nie lękamy niczego, gotowi przyjąć otwartą walkę religijną, na którą jednak oni dziś nie przejdą. Przy tym w tym wypadku najgorszym, do którego jak myślę nie dojdzie, tj. usunięcia się cząstki biskupów mimo wystąpienia z listem Waszej Eminencji, do innych wyliczonych przez mnie przyczyn dołączyłaby się jeszcze jedna na pozór osobista, a w istocie zasadnicza. Jasnym to jest, że prędzej czy później ideologia Waszej Eminencji a ideologia bizantyjska zetrzeć się ze sobą muszą. List Waszej Eminencji już był zespolił cały episkopat przy tej ideologii, a więc i przy prymasie, który po raz pierwszy stał się wodzem zespalając umysły wszystkich w najdonioślejszej sprawie. Próba podważenia listu jest próbą może nieuświadomioną podważenia w ogóle stanowiska moralnego Waszej Eminencji, które niezawodnie wobec rozpowszechniania informacji o liście musiałoby być przez
niewydanie listu podważone. Wobec bizantynizmu Wasza Eminencja przegrywa, a biskupów stojących za Waszą Eminencją nie byłoby widać. Czyli było by zlekceważenie prymasa i jego przegrana.
Z chwilą, kiedy Wasza Eminencja Sam list wydaje szanse się od razu zmieniają i pobitym zostaje w walnej rozprawie wschód. Pozwoliłem sobie zaprzątnąć czas Waszej Eminencji myślami, które mi się nasunęły. Przepraszam za niedbałą formę, ale w ostatniej dopiero chwili na list się zdecydowałem. (...)"

odpowiedź kard. Hlonda z 05.02.1932 r.:
"Ekscelencjo! Otrzymałem listy i zupełnie sobie uświadamiam obecną sytuację. Toteż wbrew pierwotnemu postanowieniu swojemu wyjeżdżam w niedzielę do Rzymu. Resztę będzie już Ekscelencja rozumiał."

Abp Józef Teodorowicz