Maria Valtorta 73.
[por. Mt 13,53-58; Łk 4,16-20]
Napisane 13 lutego 1944. A, 1800-1801 i 1805-1813
Widzę wielkie czworokątne pomieszczenie. Mówię tak rozumiejąc, że jest to
synagoga w Nazarecie (jak mówi mi ten, kto poucza mnie wewnętrznie). Są tu
nagie mury pomalowane na żółto, a na boku – rodzaj siedzenia na
podwyższeniu. Jest też pulpit z rulonami na wierzchu. Pulpit czy półka? Sami
wybierzcie nazwę. Jest to bowiem rodzaj pochylonego stołu, stojącego na
jednej nodze, na którym poukładane są zwoje.
Ludzie modlą się inaczej niż my: wszyscy są zwróceni na bok, nie mają
złożonych rąk, lecz [trzymają je] trochę tak, jak kapłan przy ołtarzu. Ponad
siedzeniem i pulpitem są lampy.
Nie rozumiem powodu tej wizji. Przez jakiś czas nie zmienia się. Jezus mówi mi,
że mam ją opisać, więc opisuję.
301
Teraz czyta rabin. Słyszę jego głos, monotonny i nosowy, jednak nie rozumiem
słów wymawianych w języku, którego nie znam. W tłumie znajduje się Jezus z
kuzynami - apostołami i innymi, którzy też są zapewne krewnymi, ale ich nie
znam.
Po lekturze rabin patrzy na tłum jakby z niemą zachętą. Jezus podchodzi i prosi
o możliwość poprowadzenia dzisiejszego spotkania. Słyszę Jego piękny głos,
czytający fragment Izajasza, cytowany w Ewangelii: «Duch Pański nade Mną...»
Słyszę, jak komentuje te słowa nazywając Siebie:
«...niosącym Dobrą Nowinę prawa miłości, zastępującego dawną surowość
miłosierdziem, aby przynieść zbawienie wszystkim tym, u których wina Adama
czyni chorym ich ducha, a w następstwie – ciało. Grzech bowiem rodzi złą
skłonność, a zła skłonność – chorobę, nawet fizyczną. I aby wszyscy ci, którzy
są więźniami ducha zła, otrzymali uwolnienie. Przyszedłem rozerwać te
łańcuchy i otworzyć drogę do Nieba, dać światło duszom zaślepionym i słuch –
duszom głuchym. Nadszedł czas Łaski Pana. Ona jest pomiędzy wami, to Ona do
was mówi. Patriarchowie pragnęli ujrzeć ten dzień, którego istnienie ogłosił
głos Najwyższego i którego czas przepowiedzieli Prorocy. I oto już poznali –
dzięki nadprzyrodzonemu działaniu – i wiedzą, że wstała jutrzenka tego dnia i
że wejście do Raju jest odtąd bliskie. Cieszą się tym w duchu święci, którym
brak jedynie Mojego błogosławieństwa, aby mogli się stać mieszkańcami Nieba.
Widzicie to. Przyjdźcie do Światłości, która wzeszła. Porzućcie namiętności, aby
mieć lekkość potrzebną do podążania za Chrystusem. Miejcie dobrą wolę, by
wierzyć, stać się lepszymi, pragnąć zbawienia, a zbawienie zostanie wam dane.
Ono jest w Moich rękach. Udzielam go tylko tym, którzy mają szczerą chęć
posiadania go. Byłoby obrazą Łaski dawać zbawienie temu, kto chce nadal
służyć Mamonie.»
Szept podnosi się w synagodze. Jezus spogląda na obecnych. Czyta na ich
twarzach i w sercach. Mówi dalej: «Rozumiem waszą myśl. Jestem z Nazaretu,
zatem chcielibyście mieć szczególne względy. Wynika to jednak z egoizmu z
waszej strony, a nie z mocy waszej wiary. Powiadam wam: zaprawdę, żaden
prorok nie jest dobrze przyjmowany w swej ojczyźnie. Inne krainy przyjęły Mnie
i jeszcze przyjmą, z większą wiarą – nawet te, których nazwa jest dla was
zgorszeniem.
Tam znajdę urodzaj uczniów, gdy tymczasem na tej ziemi nie mogę nic uczynić,
bo jest dla Mnie zamknięta i wroga. Przypominam wam Eliasza i Elizeusza.
Pierwszy znalazł wiarę u Fenicjanki, a drugi – u Syryjczyka. I dla tej kobiety i
dla tego mężczyzny mogli dokonać cudu. Ludzie umierający z głodu w Izraelu
nie mieli chleba, a trędowaci – oczyszczenia, bo nie było w ich sercach dobrej
woli, delikatnej perły, którą Prorok odkrył gdzie indziej. To was również spotka,
jeśli będziecie wrodzy wobec Słowa Bożego i nie będziecie Mu wierzyć.»
Tłum burzy się i grozi, złorzecząc. Usiłuje podnieść rękę na Jezusa, lecz
apostołowie - kuzyni: Juda, Jakub i Szymon, bronią Go. Nazarejczycy z
wściekłością wyrzucają Jezusa poza miasto. Ścigają go aż na szczyt wzgórza,
grożąc nie tylko słowami. Wtedy Jezus odwraca się i paraliżuje ich Swym
niezwykłym spojrzeniem. Przechodzi bez szwanku pomiędzy nimi i znika,
wspinając się ścieżką na pagórek...
Widzę małą, bardzo małą mieścinę: skupisko domów. Dziś nazwalibyśmy to
osadą. Jest położona wyżej niż Nazaret, widoczny w odległości kilku
kilometrów. Mała nędzna osada.
302
Jezus rozmawia z Maryją siedzącą na murku, blisko jakiegoś domku. Być może
jest to dom zaprzyjaźnionej osoby albo po prostu – gościnny, zgodnie ze
wschodnim prawem gościnności. Jezus schronił się tu po wyrzuceniu Go z
Nazaretu. [Może oczekuje] na apostołów, którzy z pewnością rozproszyli się po
okolicy, a Jezus był blisko Matki.
Z Nim są tylko trzej kuzyni - apostołowie, którzy w tej chwili znajdują się w
kuchni. Rozmawiają ze starszą niewiastą, którą Juda Tadeusz nazywa “matką”.
Z tego powodu pojmuję, że chodzi o Marię, [córkę] Kleofasa. Jest to niewiasta
raczej w starsza. Rozpoznaję w niej tę, która towarzyszyła Najświętszej Maryi
na weselu w Kanie. Pewnie ona i synowie odeszli, aby pozostawić Jezusowi i
Maryi swobodę rozmowy.
Maryja jest przygnębiona. Dowiedziała się o wydarzeniu w synagodze i to
ogromnie Ją martwi. Jezus Ją pociesza. Maryja błaga Syna, aby trzymał się z
dala od Nazaretu, w którym wszyscy są do Niego źle ustosunkowani, nawet
krewni. Patrzą na Niego jak na szaleńca, usiłującego wzniecić nieporozumienia i
zatargi.
Jednak Jezus macha ręką z uśmiechem. Wydaje się mówić: “Tu czy gdzie
indziej, wszędzie to samo. Nie martw się!”
Jednak Maryja nalega [by się oddalił]. Wtedy Jezus mówi:
«Mamo, jeśli Syn Człowieczy miałby iść tylko tam, gdzie jest kochany, musiałby
się oddalić z ziemi i powrócić do Nieba. Wszędzie mam wrogów. Prawda bowiem
jest znienawidzona, a Ja jestem Prawdą. Nie przyszedłem znaleźć łatwej
miłości. Przyszedłem czynić wolę Ojca i odkupić człowieka. Miłością Ty jesteś,
Mamo. Ty jesteś Moją miłością, wynagradzającą Mi całą resztę. Ty i ta mała
trzódka, powiększająca się każdego dnia o kilka owiec, które wyrywam wilkowi
namiętności i prowadzę do owczarni Bożej. Co do reszty – to obowiązek.
Przyszedłem spełnić ten obowiązek i muszę go wypełnić – aż do roztrzaskania
Siebie o kamienne serca, uchylające się od dobra. I dopiero gdy upadnę –
kąpiąc te serca we krwi – zmiękczę je i naznaczę Moim Znamieniem,
usuwającym znak Nieprzyjaciela. Mamo, po to zstąpiłem z Niebios. Tylko to
pragnę wypełnić.»
«O! Synu! Mój Synu!»
Maryja ma rozdzierający głos. Jezus Ją głaszcze. Zauważam, że Maryja ma na
głowie, oprócz poły płaszcza, jeszcze welon. Jest okryta bardziej niż zwykle,
niemalże jak kapłanka.
«Na jakiś czas się oddalę, aby uczynić zadość Twej prośbie. Kiedy będę w
okolicy, dam Ci znać.»
«Przyślij Jana. Wydaje Mi się, że widzę trochę Ciebie, kiedy patrzę na niego.
Jego matka także okazuje Mi wielkie względy. To prawda, że spodziewa się
uprzywilejowanych miejsc dla synów. To niewiasta i matka, Jezu. Trzeba jej
wybaczyć. Będzie także z Tobą o tym mówić. Jednak jest Ci szczerze oddana.
Kiedy zostanie uwolniona z tego, co tylko ludzkie – a co fermentuje w niej, w jej
synach, w wielu innych, we wszystkich, Mój Synu – wtedy stanie się wielka w
wierze. To bolesne, że wszyscy oczekują od Ciebie tylko tego, co dobre z
ludzkiego punktu widzenia, a dobra “ponad-ludzkiego” pragną w sposób
egoistyczny. Jednak jest w nich grzech wraz ze swą pożądliwością. Jeszcze nie
nadeszła godzina błogosławiona i tak bardzo, tak bardzo przerażająca, której
miłość do Boga i do człowieka każe Mi pragnąć, w której Ty zniweczysz Grzech.
O! Ta godzina! Jakże drży serce Twej Mamy przed tą godziną! Co oni Ci zrobią,
Synu? Synu, Odkupicielu, któremu Prorocy przepowiadali takie męczeństwo!»
303
«Nie myśl o tym, Mamo. Bóg dopomoże Ci w tej godzinie. Bóg nam dopomoże,
Mnie i Tobie. A potem będzie pokój. Mówię Ci to jeszcze raz. Teraz idź. Noc
zaraz zapadnie, a droga jest długa. Błogosławię Cię.»