Edward7

Prorocka wizja Leona XIII spełnia się w dzisiejszym Kościele - Arcybiskup Carlo Maria Viganò

Si diligis me, pasce oves meas.
Non enim pascit oves qui non diligit Christum.
Mercenarius est qui non diligit, sed suum quærit,
non quæ Jesu Christi.

Jeśli mnie kochasz, paś moje owce.
Kto bowiem nie miłuje Chrystusa, ten nie pasie owiec.
Najemnik to ten, kto nie miłuje, lecz dba o swoje interesy,
a nie o to, co należy do Jezusa Chrystusa.


Święty Augustyn z Hippony

W dzisiejsze uroczyste święto świętych apostołów Piotra i Pawła Kościół przedstawia nam wspaniałą tajemnicę misji powierzonej przez naszego Pana Księciu Apostołów. Aby wynagrodzić potrójne zaparcie się w pretorium, prosi Szymona Piotra o potrójne wyznanie miłości po tym, jak ukazał się uczniom nad Jeziorem Tyberiadzkim. Czy kochasz Mnie? Paś moje owieczki, paś moje owce (J 21, 15–19). To właśnie na tych słowach Mistrza – wraz z tymi wypowiedzianymi w Cezarei Filipowej: „Ty jesteś Piotr” (Mt 16, 17–18) – opiera się katolicki papiestwo.

Pan buduje swój Kościół na Piotrze, nakazując mu paść swoją owczarnię oraz kochać swoje Mistyczne Ciało i jego Boską Głowę tą samą nadprzyrodzoną miłością – miłością chrześcijańską – która jest bezwarunkowa i sięga aż do oddania życia za przyjaciół (J 15, 13). Jest to z natury heroiczne mandatum, czyniące Piotra i jego następców prawowitymi namiestnikami Chrystusa na ziemi; biorąc pod uwagę jego konsekwencje dla sprawowania władzy w Kościele i zbawienia dusz, wymaga ono – jako warunku nieodzownego – stałego zjednoczenia Prawdy i Miłości. Taka jest władza, jaką Bóg obdarza człowieka; taka jest królewska i kapłańska władza, którą Chrystus wlewa w papiestwo. Jednak im bardziej Najwyższy Kapłan wyróżnia się swoją indywidualnością – „dobry papież”, „uśmiechnięty papież”, „papież-podróżnik”, „papież-teolog”, „papież peryferii” – tym mniej w jego słowach rozbrzmiewa głos Mistrza.

Dzisiaj porządek, jaki Boski Prawodawca przeznaczył dla papiestwa rzymskiego i swojego Kościoła, jest podważany przez tych samych ludzi, którzy zajmują najwyższe stanowiska w tej instytucji. Ta zdrada nie jest ukrywana, lecz bezczelnie afiszowana, napędzana szalonym przekonaniem, że ich cel jest w zasięgu ręki, że dzieli ich zaledwie niewielka odległość od katastrofalnego zamierzenia, jakim jest rozbicie Kościoła katolickiego i zastąpienie go masońską organizacją podporządkowaną Antychrystowi. Jak napisał papież Leon XIII w swoim egzorcyzmie: „Ubi sedes beatissimi Petri, et Cathedra veritatis ad lumen gentium constituta est, ibi thronum posuerunt abominationis et impietatis suæ; ut, percusso pastore, et gregem disperdere valeant” – Tam, gdzie Pan ustanowił Stolicę Najświętszego Piotra i Katedrę Prawdy, aby oświecać narody, tam Jego wrogowie postawili tron obrzydliwości i własnej bezbożności, aby, uderzywszy Pasterza, mogli rozproszyć Stado.

Prorocze słowa zawarte w wizji Leona XIII mogły wprawić jego współczesnych w konsternację i wywołać niedowierzanie, i rzeczywiście tak było aż do czasów Piusa XII. Jednak sto lat później okazują się one równie niepokojące, co trafne, uzupełniając ostrzeżenie przekazane przez Najświętszą Dziewicę w La Salette: Rzym straci wiarę i stanie się siedzibą Antychrysta. A czymże jest to, jeśli nie ohydą spustoszenia, o której mówił prorok Daniel (Dn 9,27; 11,31; 12,11) oraz sama Ewangelia (Mt 24,15 i Mk 13,14)? Czymże jest ta ohydna spustoszenie, jeśli nie spustoszeniem Świętego Miasta (Ap 11,2) i Wielkiej Nierządnicy (Ap 17,1–18), zasiadającej na siedmiu wzgórzach, upojonej krwią świętych, która symbolizuje każdą formę odstępstwa i fałszywej religii sprzymierzającej się z władzą polityczną przeciwko Kościołowi?

Kto inny, jeśli nie siedziba Antychrysta i tron obrzydliwości, rzuciłby ekskomunikę na tych biskupów, którzy odmawiają poparcia zdradzie Rzymu i którzy od ponad sześćdziesięciu lat potępiają rewolucję soborową? Czy my, katolicy, moglibyśmy kiedykolwiek wyobrazić sobie papieża, Namiestnika Chrystusa, nakładającego sankcje kanoniczne na tych, którzy kwestionują herezje Soboru Watykańskiego II? Albo całe episkopat popierający i zachęcający do odstępstw doktrynalnych i moralnych, zamiast energicznie się im sprzeciwiać?

Głupia krótkowzroczność sprawia, że wielu konserwatystów szuka schronienia w precedensach zawartych w podręcznikach napisanych i opracowanych w czasach normalności, poszukując tam rozwiązania kryzysu, który ma charakter wyjątkowy, biblijny, apokaliptyczny i eschatologiczny; a także kategorycznie wyklucza możliwość, że heretyk mógłby utracić papiestwo oraz że można by mu po prostu stawiać opór, nadal uznając jego autorytet i władzę. Nie rozumieją oni, że obietnica Boskiego Odkupiciela skierowana do św. Piotra – Portæ inferi non prævalebunt – zakłada straszliwy konflikt, w którym Synagoga Szatana będzie wydawać się zwycięska, a Kościół katolicki zostanie uznany za martwy. Zakłada to powszechne odstępstwo dotykające nie tylko owieczki – to znaczy neofitów oraz kruchych, niepewnych katolików – ale całe stado, którego pasterze zostali złośliwie zastąpieni przez najemników i okrutne wilki. I jest to straszliwa prawda: moce piekielne z pewnością nie przemogą Kościoła Chrystusowego, jednak pokazują one, że przejęły już inny kościół – a raczej inną religię – który twierdzi, że opiera się nie na Piotrze, lecz na ekumenicznej i synodalnej reinterpretacji papiestwa, zainspirowanej bergoglowskim dokumentem „Biskup Rzymu: Prymat i synodalność w dialogach ekumenicznych oraz odpowiedzi na encyklikę Ut Unum Sint”.

Kiedy Szymon złożył wyznanie wiary – „Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego” (Mt 16, 16) – Pan natychmiast odpowiedział: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jonasza, bo nie ciało i krew objawiły ci to, lecz Ojciec mój, który jest w niebie” (Mt 16, 17). Prawda należy do Boga i tylko ci, którzy myślą i postępują zgodnie z Bogiem, wypowiadają słowa Prawdy. Dlatego Piotr jest błogosławiony. Jest on jednak również homo peccator – człowiekiem grzesznym – jak sam przyznaje (Łk 5, 8), zasługującym na to, by Pan potraktował go tak samo, jak kusiciela na pustyni: „Odejdź ode mnie, szatanie! Jesteś dla mnie kamieniem potknięcia, bo nie myślisz zgodnie z Bogiem, lecz zgodnie z ludźmi!” (Mt 16, 23). A podstawowym sposobem myślenia zgodnie z ludźmi jest odrzucenie Krzyża: „Panie, niech coś takiego nigdy ci się nie przydarzy!” (Mt 16, 25).

Ale czyż właśnie „myślenie według ludzi”, sprzeczne z Krzyżem i Odkupieńczą Ofiarą naszego Pana, nie polega na twierdzeniu, że wszystkie religie są drogami prowadzącymi do Boga? Czyż nie jest „myśleniem według ludzi” twierdzenie, zgodnie z Amoris Laetitia, że moralność musi dostosowywać się do ludzkich pragnień, oraz, zgodnie z Fiducia Supplicans, że Kościół musi akceptować najpodlejsze występki, zamiast wskazywać duszom wąską ścieżkę prowadzącą do nieba? Czyż opowiadanie się za „powszechnym braterstwem”, które lekceważy Boskie Ojcostwo objawione w Chrystusie, nie czyni Męki naszego Pana bezskuteczną?

Kościół jest z pewnością święty i nieomylny. Stolica Najświętszego Piotra jest święta i nieomylna. Jednak nieomylność osoby sprawującej urząd Najwyższego Papieża nie jest rodzajem „autopilota”, który zmusza Papieża do czynienia i mówienia tego, czego pragnie nasz Pan. Wolna wola pozwala mu odpowiadać na działanie łaski stanu i współpracować z nią, ale także wycofać się z niej, odmawiając wypełnienia woli Bożej i uzurpując sobie Jego święty autorytet w celu sprzecznym z tym, jaki ustanowił Jezus Chrystus. To sprawia, że odrażająca staje się władza biskupów, którzy wymagają od wiernych posłuszeństwa, które jest dobre i uzasadnione tylko wtedy, gdy ten, kto je egzekwuje, jest z kolei uległy i posłuszny Głowie Ciała Mistycznego, naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi.

Uczynienie z posłuszeństwa bożka – czyli przekształcenie środka przeznaczonego do określonego celu w cel sam w sobie – stanowi niedopuszczalne nadużycie ze strony tych, którzy wymagają od swoich podwładnych bezkrytycznej i służalczej zgody, podczas gdy sami uchylają się od najwyższego autorytetu Boga i przywłaszczają sobie prawo do decydowania, które elementy Depositum Fidei zasługują na zachowanie, a które można zmienić. Synodalność – jak wyjaśnił Prevost w swoich licznych wystąpieniach – stanowi doktrynalne podstawy dla permanentnej rewolucji, która doprowadzi Sobór Watykański II do jego ostatecznych konsekwencji: rozpadu katolickiej struktury w formie, jaką znamy. Jest to kolejna bitwa wygrywana przez bramy piekła w wojnie, w której ostatecznie bramy te nie zwyciężą; w której ostatecznie zatriumfuje Niepokalane Serce; w której ostatecznie Antychryst zostanie zabity przez św. Michała Archanioła; i w której ostatecznie nasz Pan wrzuci szatana do otchłani. Ostatecznie. Jednak w międzyczasie, podczas gdy tchórze składają broń i poddają się wrogowi, inni odnoszą ostateczne zwycięstwo pod sztandarem Chrystusa Króla.

Kto nie potępiłby generała, który dysponując bronią i oddziałami zdolnymi do pokonania wroga, celowo powstrzymał się od ich użycia, pozostawił swoich żołnierzy na pastwę losu i dopuścił do splądrowania i zniszczenia twierdzy po tym, jak szeroko otworzył jej bramy, które w innym przypadku byłyby nie do zdobycia? Jak można by go uznać za prawowitego przedstawiciela władcy, którego całkowicie zdradził i którego tytuły królewskie odrzuca, by zyskać przychylność swoich wrogów?

Uznanie legitymizacji tego, kto uzurpuje sobie papiestwo, aby je zburzyć i wraz z nim zniszczyć Kościół, przekształca pontyfikat w samoreferencyjne monstrum, czyniąc z niego, używając słów Leona XIII, tron obrzydliwości i wszelkiej bezbożności. Jest to również sprzeczne z Pismem Świętym, biorąc pod uwagę, że sam Pan, aby przywrócić Piotrowi rolę, którą utracił poprzez swoje zaparcie się, wymagał od niego potrójnego wyznania wiary i miłości. Jeśli odstępstwo lapsów w czasach prześladowań mogło pociągać za sobą wykluczenie z ciała kościelnego i surową pokutę na całe życie, to jaką pokutę należy nałożyć na papieży i biskupów, którzy zdradzają otrzymane zlecenie i odstępują od wiary katolickiej?

Bractwo św. Piusa X ma pełne prawo powoływać się na stan konieczności, aby dokonywać konsekracji biskupich bez mandatu papieskiego. Gdyby ich czcigodny Założyciel był dziś jeszcze wśród nas, z pewnością uznałby te konsekracje za niezbędne nie tylko dla przetrwania Bractwa, ale także – a przede wszystkim – dla obrony, w imieniu całego Kościoła, Depozytu Wiary, kapłaństwa i Mszy katolickiej, zapewniając w ten sposób sukcesję apostolską nieskażoną wątpliwymi obrzędami lub doktrynami heretyckimi. Rzeczywiście, trudno byłoby uznać za katolickie okazywanie większej troski o własny instytut niż o całe ciało kościelne, a stan konieczności powołany dla dobra dusz straciłby swoją legitymację, gdyby dotyczył jedynie salus Fraternitatis.

Jeśli arcybiskup Lefebvre już za czasów Jana Pawła II potępiał odchylenia soborowe, to dzisiaj bez wątpienia potępiłby apostazję synodalną z jeszcze większą gwałtownością. Uleganie groźbom lub pochlebstwom Rzymu okazało się już zgubnym i skazanym na porażkę sposobem postępowania; dobrze wiedzą o tym odstępcy, którzy odeszli do Bractwa św. Piotra, ponieważ obietnice złożone im przed opuszczeniem Ecône w dużej mierze pozostały niespełnione.

W świetle dokumentu „Traditionis Custodes” – który pozostaje w pełni obowiązujący – jeszcze bardziej lekkomyślne byłoby posłuchanie apelu kardynała Müllera wygłoszonego podczas niedawnego konsystorza, by powielić mechanizm przymusu zawarty w motu proprio „Ecclesia Dei”, które przyznaje swobodę liturgiczną w zamian za doktrynalne i moralne podporządkowanie się Soborowi Watykańskiemu II i jego synodalnej interpretacji. Po raz kolejny piąta kolumna neomodernizmu, która wykorzystuje (i wypacza dopow.) ratzingerowski konserwatyzm, i kilku znanych książąt Kościoła, nalega na akceptację Soboru i Mszy montinowskiej jako warunku sine qua non dla komunii kościelnej. Przypomina to słowa Leona, który zaledwie kilka dni temu przyznał, że groźba ekskomuniki wobec Bractwa św. Piusa X nie wynika z kwestii kanonicznej, lecz z niepodlegającego negocjacjom powodu doktrynalnego: akceptacji Soboru Watykańskiego II i drogi synodalnej. „Wszystko to dam wam, jeśli padniecie na twarz i zaakceptujecie Sobór Watykański II oraz Novus Ordo”

Święty Augustyn tak komentuje słowa Ewangelii: „Si diligis me, pasce oves meas. Nie powiedział: Pasce tuas, ale meas. Pasce ergo meas, si me diligis: nie tak, jakby były twoje, ale tak, jakby były moje. Szukaj w nich mojej chwały, a nie swojej; mojej władzy, a nie twojej; moich korzyści, a nie twoich”. – Jeśli mnie kochasz, paś moje owce. Nie powiedział: „Paś swoje owce”, lecz „moje owce”. Paś więc moje owce, jeśli mnie kochasz: nie tak, jakbyś uważał je za swoje, lecz za moje. Szukaj w nich mojej chwały, a nie swojej; mojej władzy, a nie twojej; dusz, które odkupiłem, a nie twojej osobistej korzyści.

Módlmy się, umiłowani bracia, za Święty Kościół. Módlmy się i przygotujmy się do walki o niego, stawiając czoła wrogom, którzy przeniknęli do jego szeregów i którzy dziś trzymają ster statku, kierując Barkę Piotrową ku skałom. Publicznie wspierajmy tych, którzy z odwagą toczą tę walkę, często narażając się w rezultacie na prześladowania i ostracyzm. Nie przestawajmy głosić Ewangelii w całości, gdyż milczenie tak wielu, o wiele zbyt wielu, bojaźliwych dusz jest równoznaczne ze współudziałem i niewiele różni się od zaparcia się Piotra: „Nie znam Go”. Niech Książęta Apostołów, na cześć których dziś składamy Niepokalane Ofiarę Boskiej Majestatu, towarzyszą nam w tym czasie próby i objawienia. Święci Apostołowie Piotr i Paweł, w których moc i autorytet pokładamy ufność, niech sami wstawiają się za nami przed Panem. Amen.

+ Carlo Maria Viganò, arcybiskup

marcotosatti.com/…in-the-church-today-archbishop-…
1418
Walczyć o prawdę

Za Franciszka i Leona ma miejsce akceptacja grzechów sodomii i wielobóstwo.