Biskup Eleganti: Jak sam Islam przyznał, że jest "religią" antychrześcijańską
Jak wyjaśnił kardynał Etchegaray, papież był przekonany, że tradycje religijne świata mają potencjał, by przynieść pokój w konfliktach międzynarodowych. [3] W tym momencie natychmiast pojawia się pytanie, czy nie ma również odwrotnej sytuacji. Rozważmy dziś skalę prześladowań chrześcijan, zwłaszcza w krajach muzułmańskich, ale także ze strony nacjonalistycznego hinduizmu, by wymienić tylko dwa przykłady. Zamiarem było, aby każdy przedstawiciel swojej religii modlił się na swój sposób i w swoim miejscu, a dopiero potem zjednoczył się, ponieważ „Jan Paweł II jasno wyraził, że nie może to oznaczać powszechnej wspólnej modlitwy, ponieważ byłby to prawdziwy synkretyzm, a zatem było to niemożliwe – nie tylko dla niego samego, ale i dla innych” [4] . Należało również przestrzegać postu, a papież Jan Paweł II wybrał Asyż jako miejsce, aby móc tam udać się jako pielgrzym.
W odniesieniu do Czwartego Spotkania Religii Świata w Asyżu papież Benedykt XVI wyraził swoją opinię w liście z 4 marca 2011 r. skierowanym do luterańskiego pastora Petera Beyerhausa: „W każdym razie uczynię wszystko, co możliwe, aby uniemożliwić synkretyczną lub relatywistyczną interpretację wydarzenia i aby pozostało jasne, że nadal wierzę i wyznaję to, o czym przypomniałem Kościołowi w moim liście „Dominus Jesus”” [5] .
Prawdopodobnie właśnie tego obawiał się ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary podczas pierwszego spotkania, a obawy te najwyraźniej nie rozwiały się przez lata. Nie należy lekceważyć siły obrazów, które były mniej zniuansowane niż teologiczne wyjaśnienia Ratzingera. Ówczesny prefekt Sygnatury Apostolskiej, kardynał Raymond Leo Burke, napisał w 2011 roku o sile obrazów:
Istnieje szereg zagrożeń, jakie takie spotkanie mogłoby przynieść w kontekście przekazu medialnego tego wydarzenia, z czego – jak widać – papież jest doskonale świadomy. Środki masowego przekazu będą głosić, nawet za pomocą samych obrazów, że wszystkie religie zjednoczyły się, aby prosić Boga o pokój. Słabo ukształtowany chrześcijanin mógłby wyciągnąć z tego błędny wniosek, że jedna religia jest tak samo dobra jak inna, a Jezus Chrystus jest jednym z wielu pośredników zbawienia. [6]
Podobnie jak w przypadku Soboru Watykańskiego II, mutatis mutandis , tak zwany „Duch Asyżu” (por. Enzo Bianchi; Andrea Riccardi; kardynał Etchegaray; patriarcha Konstantynopola) zaoferował często przywoływaną, ale niezwykle niejasną i niezróżnicowaną możliwą legitymizację relatywistycznych tendencji w Kościele, którym „Dominus Jesus” ostatecznie starał się przeciwstawić. W każdym razie kard. Ratzinger nie uczestniczył w pierwszym spotkaniu, a jego zastrzeżenia na przestrzeni lat wzrosły, a nie zmalały. Dla niego religie nie są wymiennymi symbolami jedynego niewidzialnego Boga stojącego za wszystkim, którego wszyscy zasadniczo mamy na myśli, i nie wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi tylko dlatego, że z natury należymy do rodzaju ludzkiego. Francis has now gone much further than "his predecessors". Omówimy to szczegółowo później. Jedno jest pewne: nakaz Pana, by głosić Ewangelię wszystkim narodom i czynić je swoimi uczniami (Mt 28, 18-20; Mk 16, 15n; Łk 24, 46n; J 20, 21; Dz 1, 8), pozostaje ignorowany w wielu miejscach, i to od dziesięcioleci. Wiele osób uznaje zasadność pomocy rozwojowej, ale nie potrzebę misji chrześcijańskiej, którą zdecydowanie odrzucają.
Indywidualizm religijny i pluralizm wielokulturowy, które są ipso facto relatywistyczne, stworzyły atmosferę społeczną charakteryzującą się wielką niechęcią i wrogością wobec roszczeń do prawdy. Powszechne jest przekonanie, że wszystkie religie to po prostu różne drogi do tego samego celu. Nie powinno już istnieć żadne wyznanie, które twierdzi, że jest w posiadaniu (rzekomo „wydzierżawionej”) prawdy.
Niestety, wypowiedzi 'Pope Francis' w Katolickim Kolegium Juniorów w Singapurze 13 września 2024 roku zmierzają w tym kierunku i, z całym szacunkiem dla 'pope', są obiektywnie skandaliczne. Cytuję:
Jedną z rzeczy, która najbardziej mnie uderzyła w was, młodych, w was tutaj, jest wasza zdolność do dialogu międzyreligijnego. I to jest bardzo ważne, bo kiedy zaczynacie się kłócić: „Moja religia jest ważniejsza od waszej…”, „Moja jest prawdziwa, wasza nie jest prawdziwa…”, Dokąd to prowadzi? Dokąd…? [Ktoś odpowiada: „Do zniszczenia”]. Zgadza się. Wszystkie religie są drogą do Boga. Są – porównam – jak różne języki, różne idiomy, aby tam dotrzeć. Ale Bóg jest Bogiem dla wszystkich. A ponieważ Bóg jest Bogiem dla wszystkich, wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. „Ale mój Bóg jest ważniejszy od waszego!”. Czy to prawda? Jest tylko jeden Bóg, a my, nasze religie, jesteśmy językami, drogami do Boga. Niektórzy są sikhami, inni muzułmanami, inni hinduistami, jeszcze inni chrześcijanami, ale to różne drogi. Zrozumiano? [7]
Jest to pogląd, któremu sprzeciwiałem się już w latach 90. na seminarium na temat pluralistycznej teologii religijnej w Salzburgu. Pluralizm religijny sprzeciwia się wszelkiej „ideologii”, która ma być „narzucana” wszystkim ludziom – ponownie, jako założenie – jako „jedynie słusznej” lub „jedynie zbawczej”. Akceptowana jest postawa, która pomaga ludziom, ale nie dąży do ich „nawracania”. „Misja” jawi się tu jako forma arogancji i pychy.
Jedna z czołowych myślicielek teologii feministycznej, Rosemary R. Ruether, sklasyfikowała uniwersalistyczną koncepcję chrześcijaństwa, która wymaga „misji” szerzenia „dobrej nowiny”, jako czysty „imperializm”. Teologowie chrześcijańscy stawiają również Chrystusa na równi z innymi pośrednikami zbawienia (por. „chrystologia” amerykańskiego prezbitera Johna Hicksa). Roszczenie Jezusa do absolutności jest „centralnym problemem” dla ich teologii [8] i, ich zdaniem, wymaga nowej oceny w kontekście innych wizji boskiej rzeczywistości, tzw. intuicji Boga. Perry Schmidt-Leukel jest również zwolennikiem tej koncepcji.
Jezusowe roszczenie do absolutności, leżące u podstaw Wielkiego Nakazu Misyjnego, czyli idei misyjnej, staje się zatem ponownie poważną przeszkodą: „My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani – tak spośród Żydów, jak i spośród Greków – Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1,23). Z tego powodu w ostatnich dekadach koncepcja misji została zastąpiona ideą partnerstwa i dialogu (między religiami), która niesie ze sobą mniej „negatywnego bagażu”, lub „nauką międzykulturową”. Jest oczywiste, że dziś błędnie rozumiemy tolerancję jako wyrzeczenie się przekonań i roszczeń do prawdy. W rezultacie „misja” może oznaczać wszystko (zaangażowanie w ochronę klimatu czy migrację bez barier i granic), z wyjątkiem przekonania kogoś do prawdy – w naszym kontekście do Jezusa Chrystusa. Wydaje się, że taki był również pogląd pope Francis.
Jednakże „dialog” jako kwintesencja relatywistycznego credo , które z góry i w zasadzie nie daje żadnemu rozmówcy możliwości głębszego wglądu w prawdę niż drugi, sprawia, że właśnie ten dialog jest zbędny i pozbawiony sensu. Sokrates mówi w Fedonie (91, ac): „Pięknie jest być przekonanym o czymś tylko wtedy, gdy jest to również prawdą!” [10] Tak, powstaje pytanie: czy można w ogóle wyznawać religię, co do której prawdziwości (a wręcz doskonałości) nie jesteśmy naprawdę przekonani (ponieważ w przeciwnym razie musielibyśmy ją uczciwie porzucić lub zmienić)?
Dialog i głoszenie wiary są oczywiście ze sobą powiązane i w tym sensie nie są tak naprawdę alternatywą (por. Dokument Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego z 19 maja 1991 r.). Dialog obejmuje świadectwo wiary, podczas gdy głoszenie zakłada dialog. Jednakże dzieło przekonywania dokonuje się wyłącznie dzięki Bogu. Od Niego pochodzi przejaw ducha i mocy, który nie potrzebuje przekonywania. „Moje przepowiadanie i głoszenie wiary nie było przekonywaniem przez mądre i mądre słowa, ale wiązało się z przejawem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej” (1 Kor 2, 4).
To jest słuszne i miłe Bogu, naszemu Zbawicielowi, który pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który wydał samego siebie na okup za wszystkich. Teraz, we właściwym czasie, zostało to zaświadczone. A ja zostałem ustanowiony głosicielem i apostołem – prawdę mówię, nie kłamię – i nauczycielem pogan w wierze i prawdzie. (1 Tm 2,3-7)
Stąd zrodziło się dla mnie pytanie, jak Franciszek rozumiał prozelityzm, który wielokrotnie i zdecydowanie odrzucał, polemikę, która moim zdaniem sprowadzała się do odrzucenia misji. Czy rozumiał misję jako szerzenie wielokulturowego, tolerancyjnego i dialogicznego królestwa pokoju, gdzie wszelkie przeciwieństwa i sprzeczności współistnieją z otwartymi granicami i pożądaną sprawiedliwością społeczną? Jakiegoś wewnątrzświatowego królestwa Bożego powszechnego braterstwa, bez niepokojących pytań o prawdę, a zatem bez wyraźnego pośrednictwa Jezusa Chrystusa, co najwyżej jako przykładu moralnego?
"Religie nie mają tego samego znaczenia, gdy mówią o Bogu lub wierzą, że Go doświadczyli! I nie wierzę też, że wszystkie zmierzają w tym samym kierunku. Nie jestem też przekonany, że główne religie świata są po prostu różnymi wariantami samokomunikacji Boga".
Kiedy Ojcowie Kościoła mówili o ziarnach prawdy, które istnieją również wśród pogan, nie mieli na myśli przede wszystkim ich religii, ale przede wszystkim ich wysoko rozwiniętej (greckiej) filozofii. Pomyślmy o starożytnych filozofach, takich jak Platon i Arystoteles, czy azjatyckich nauczycielach mądrości, takich jak Konfucjusz.
Jednakże Ojcowie Kościoła uważali religie pogańskie za inspirowane demonicznie. Ich pogląd na ten temat opiera się na Piśmie Świętym: 1 Kor 10,20: „Co poganie ofiarują, ofiarują demonom, a nie Bogu”. 1 Kor 10,20. „Wszyscy bogowie pogan są demonami”. Ps 95(96):5. Z tego wielu Ojców wywnioskowało, że za kultem bożków stoi nie tylko ludzki błąd, ale duchowa moc, która przesłania prawdziwego Boga. Tomasz z Akwinu (XIII wiek) naucza, że w religiach pogańskich istnieją ślady prawdy (np. naturalna wiedza o Bogu), ale że zostały one skażone lub wypaczone przez wpływy demoniczne i błąd ludzki. Summa Theologiae , II-II, q.94, a.4: „Demony sprawiły, że ludzie czcili stworzenia, jakby były boskie”.
Relatywizacja osoby Jezusa Chrystusa, propagowana w pluralistycznej teologii religijnej, i wynikająca z niej nowa koncepcja teologii religii opierają się na a priori wykluczeniu możliwości wcielenia Boga w historię w sposób unikalny, niepowtarzalny i trwały, a tym samym zdolny do objawienia się w sposób powszechnie wiążący i zrozumiały. „Objawienie” w sensie teologicznym nie może zatem zostać rozpuszczone w mglistym „mistycyzmie” o charakterze uniwersalnym i religijnym. Wynika z tego, że przejawów świadomości religijnej w tym względzie nie można bezkrytycznie przypisywać wszechobecnemu działaniu Ducha Bożego w kontekście międzyreligijnym. Nie może być tak, że w Jezusie Chrystusie ten sam Bóg zaświadczył o swoim umiłowanym Synu (por. Mt 3,17; 17,5; Mk 1,11; 9,7; 12,6; Łk 3,22; 2 P 1,17), a kilka wieków później za pośrednictwem Mahometa, rzekomo pieczęci proroków, ogłosił, że Bóg nie ma syna (!), jak chciałaby tego antychrześcijańska i antytrynitarna polemika Koranu.
Z perspektywy międzykulturowej Ewangelia jest solą ziemi i światłem świata . Ujawnia coś, czego inaczej nie można dostrzec. W tym sensie jest również krytyką religii. Jak pokazuje rozmowa Jezusa z Samarytanką przy studni Jakuba, roszczenia do bezkompromisowej ważności („Zbawienie pochodzi od Żydów”; „prawdziwa świątynia znajduje się w Jerozolimie”, por. J 4, 22n) mogą współistnieć ze zdolnością do dialogu i szacunkiem dla innych sposobów myślenia. Ta rozmowa pokazuje, z całą ostrożnością, jak skłonić drugą osobę do głębszego zrozumienia, że ma znaczenie, z kim lub z jaką wiarą ma się do czynienia w konfrontacji z roszczeniem religijnym: „Gdybyś wiedziała, jaki jest dar Boży i kim jest Ten, kto ci powiedział: «Daj Mi się napić», prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej” (J 4, 10).
W porównaniu z tą świadomością Paweł wyzbył się wszystkiego: „Wszystko uznaję za stratę, bo poznanie Chrystusa Jezusa, mojego Pana, przewyższa wszystko. Dla Niego wyrzekłem się wszystkiego i uznaję to za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa” (Flp 3,8). Nieuchronnie przychodzi na myśl przypowieść Jezusa: „Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Pewien człowiek go znalazł i znowu ukrył; i z radości sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę” (Mt 13,44). Ewangelia Jana widzi w poznaniu Chrystusa życie wieczne par excellence: „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17,3). Ale jak ktokolwiek może Go poznać, jeśli nikt Go nie głosi – retoryczne pytanie apostoła (por. Rz 10,14)?
Fragment Deklaracji z Abu Zabi, który odnosi się do pluralizmu religijnego danego przez Boga, spotkał się z ostrą krytyką. Stwierdza on: „Pluralizm i różnorodność religijna, koloru skóry, płci, pochodzenia etnicznego i języka są mądrą wolą Bożą, z którą Bóg stworzył ludzi”.
Jeśli zastosujemy to zdanie do islamu, natychmiast staje się jasne, jak bardzo jest błędne. Islam jest bowiem, jak sam przyznaje, "religią" antychrześcijańską (antyreligią dopow prawdziwa religia jest tylko jedna dopow_). Chrześcijaństwo i islam nie mogą współistnieć, nie tylko w teorii prawdy, ale także w praktyce. Świadczy o tym również fakt, że islam zawsze prześladował i uciskał chrześcijaństwo, gdziekolwiek ono panowało, powodując jego zanik. Większość chrześcijańskich męczenników ginie dziś z rąk muzułmanów. Dalej czytamy: „Ponadto, z determinacją oświadczamy, że religie nigdy nie podżegają do wojny i nie wywołują uczuć nienawiści, wrogości, ekstremizmu, przemocy ani rozlewu krwi. Katastrofy te są wynikiem odstępstwa od nauk religijnych i politycznego wykorzystywania religii”. To nic innego jak wypaczenie historii i ślepota na rzeczywistość, jeśli nie celowe oszustwo.
Czy wszystkie religie nauczają o niestosowaniu przemocy w taki sam sposób, jak Ewangelia? Czy prawdziwym problemem islamu w kontekście międzyreligijnym nie jest właśnie jego związek z przemocą? Twierdzenie, że „religie nigdy nie podżegają do wojny, nie wzbudzają uczuć nienawiści, wrogości ani ekstremizmu, ani nie nawołują do przemocy czy rozlewu krwi”, jest rażąco fałszywe. Przeczy ono w szczególności dokumentom założycielskim i historii islamu (Koranowi i hadisom), które wyraźnie nawołują do przemocy i zawsze jej używały. W każdym razie idea postrzegania każdego człowieka, w tym chrześcijan, Żydów i niewierzących (kuffãr), jako brata, jest całkowicie obca islamowi.
Wątpliwe jest, czy Deklaracja z Abu Zabi mogłaby zreinterpretować obraz samego siebie islamu, dzielący świat na dom pokoju (Dãr al-Islãm), gdzie panuje islam, i dom wojny (Dãr al Harb), gdzie tak nie jest. Chrześcijanie natomiast zinternalizowali przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, na podstawie której widzą bliźniego w każdym obcym. Jest to dla nich absolutnie normatywne i konieczne, a także jeden z powodów, dla których chrześcijaństwo, jak żadna inna religia, przyczyniło się do humanizacji świata. Sam Chrystus w przypowieściach o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10, 25-37) i o sądzie narodów dokonanym przez Syna Człowieczego (Mt 25, 31-46) okazał solidarność z każdym człowiekiem, który w zasadzie i zawsze może stać się moim bliźnim.
Jezus umarł za wszystkich ludzi. Dla chrześcijan ustanawia to jakościowo inną relację niż islam ze wszystkimi ludźmi, niezależnie od ich wiary i światopoglądu. Chrześcijańska miłość bliźniego posuwa się nawet tak daleko, że obejmuje wrogów (inkluzja). Taka idea, na przykład, by kochać nawet tak zwanych „wrogów” lub „przeciwników” islamu, wydaje się islamowi całkowicie nieracjonalna i niezrozumiała. Co może zmienić wyjaśnienie pochodzące od autorytetu, który nie jest normatywny dla wszystkich muzułmanów i dla islamu jako całości? Dlaczego nauczanie Jezusa o miłości do wszystkich ludzi, które należy implicite uważać za rzeczywiste źródło idei powszechnego człowieczeństwa (braterstwa) między wszystkimi ludźmi, nie jest wymienione z imienia w Deklaracji z Abu Zabi? Przecież Jezus jest również uważany za proroka w islamie, choć paradoksalnie Jego nauki i obraz Jego Samego nie są w pełni przyjmowane.
Tylko muzułmanie są prawdziwymi (wiarą) braćmi wierzącego muzułmanina. Tworzą oni ummę (wspólnotę wiary). W islamie osoby innych wyznań i niewierzący są z natury obywatelami drugiej kategorii (istotami ludzkimi), ponieważ w islamskim światopoglądzie ludzie zostali stworzeni jako muzułmanie (islam był pierwotną religią Adama i Abrahama), a zgodnie z muzułmańską wiarą Żydzi i chrześcijanie "zniekształcili prawdziwą wiarę na przestrzeni dziejów". W przeciwnym razie pozostaliby muzułmanami. To ustanawia fundamentalną nierówność między nimi a pobożnymi muzułmanami, której nie wyeliminuje dokument z Abu Zabi, ani, jak sądzę, nie usunie tego również dokument Fratelli tutti (2020).
Z chrześcijańskiej perspektywy, wyjątkowe i uniwersalne pośrednictwo Jezusa Chrystusa jest przesłonięte w Deklaracji z Abu Zabi z powodu podwójnego podpisu. Jest to zaskakujące z chrześcijańskiego punktu widzenia. Jak zawsze, nowe braterstwo pojawia się kosztem uniwersalnego pośrednictwa Jezusa Chrystusa: Jego prawo do prawdy i Jego pośrednictwo muszą zejść na dalszy plan. Jest to warunek wstępny deklaracji. W przeciwnym razie wielki imam prawdopodobnie nie podpisałby Deklaracji z Abu Zabi. Bardziej uczciwe byłoby mówienie o miłości bliźniego niż o braterstwie, które w chrześcijaństwie opiera się na wierze w Chrystusa, chrzcie lub odrodzeniu z Ducha i wody, a nie na woli człowieka, tj. nie na podstawach naturalnych.
Deklaracja z Abu Zabi propaguje świecką koncepcję „Królestwa Bożego”, która nie opiera się na wierze chrześcijańskiej (odrodzenie z Ducha i wody), lecz na braterstwie, które jest obce islamowi, ale wyrasta z chrześcijańskich korzeni. Lepiej byłoby przypomnieć muzułmanom o prawach człowieka, które nadal podlegają prawu szariatu i dlatego nie mogą zostać w ten sposób upowszechnione. Wielki imam postąpiłby lepiej, gdyby bez zastrzeżeń podpisał się pod powszechnymi prawami człowieka.
Braterstwo Deklaracji z Abu Zabi przedstawiane jest jako naturalistyczna, uniwersalna, ludzka i polityczna sfera wzajemnej tolerancji. Takie humanitarne, zasadniczo czysto polityczne koncepcje pokoju były wielokrotnie głoszone w historii i często wdrażane w sposób rewolucyjny, czyli gwałtowny. W rzeczywistości zbudowane są one z fragmentów wiary chrześcijańskiej lub Ewangelii. Jak dotąd wszystkie te próby zakończyły się niepowodzeniem i nie przyniosły tego, co obiecywały i do czego dążyły. Dzieje się tak, ponieważ nie nawróciły ludzkiego serca na prawdę o Bogu i człowieku, ani na Jezusa Chrystusa, lecz podążały za ludzkimi teoriami, które zostały sfałszowane przez ich własną, rewolucyjną historię, kosztem aktów przemocy na niespotykaną skalę i milionów ofiar (por. Czarna Księga Komunizmu).
Jedyną osobą, która jest Bogiem i która może prawdziwie odnowić ludzkie serce od wewnątrz, jest Jezus Chrystus i Jego Ewangelia. Ironią jest, że w opowiadaniu Sołowjowa o tym samym tytule, wybaczający wszystko Antychryst obiecuje takie egalitarne, relatywistyczne, ekumeniczne królestwo pokoju, w którym żaden z uczestników dyskursu nie będzie musiał poświęcić najmniejszego ułamka własnych poglądów w imię absolutnej prawdy, lecz usłyszy od Antychrysta dokładnie to, co chce usłyszeć i w co już wierzy.
Deklaracja z Abu Zabi uznaje wszystkich ludzi za dzieci Boże, ponieważ należą do ludzkości, podczas gdy Ewangelia Jana łączy synostwo Boże z wiarą w Chrystusa i chrztem (odrodzeniem z Ducha i wody, a nie z woli człowieka). Dotyczy to również koncepcji powszechnego braterstwa ( Fratelli tutti , 3 października 2020 r.).
Kardynał Américo Aguiar, który jako biskup pomocniczy Lizbony koordynował ostatnie Światowe Dni Młodzieży (2023), wywołał poruszenie swoim stwierdzeniem: „Nie chcemy nawracać młodych ludzi do Chrystusa, do Kościoła katolickiego ani niczego podobnego”. Stwierdził, że „główne przesłanie” tego wydarzenia brzmiało: „Myślę inaczej, czuję inaczej, organizuję swoje życie inaczej, ale jesteśmy braćmi i siostrami i razem zbudujemy przyszłość”.
Aguiar słusznie łączy ten pogląd z programową encykliką społeczną papieża Franciszka Fratelli Tutti (2020). W imię nieodzownego pośrednictwa Jezusa Chrystusa nie powinniśmy mówić o powszechnym braterstwie, lecz o miłości w sensie przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6).
Zgodnie z Wielkim Nakazem Jezusa, mamy uczynić wszystkich ludzi Jego uczniami. Kościół katolicki, który się tego wyrzeka, nie jest już katolicki. Powtórzę: jako istoty ludzkie, nie jesteśmy dziećmi Boga od urodzenia, lecz Jego stworzeniami. Musimy najpierw przyjąć i potwierdzić nasze synostwo. Jest nam ono ofiarowane w Chrystusie. Nasza wiara jest odpowiednią odpowiedzią na tę ofertę i warunkiem przyjęcia do tego synostwa w Jezusie Chrystusie. Chrystus daje nam moc, byśmy stali się dziećmi Bożymi: jeśli wierzymy w Niego i jesteśmy ochrzczeni! Każdy, kto chce włączyć wszystkich i nie wykluczać nikogo za cenę spychania Chrystusa, Syna Bożego i uniwersalnej prawdy, zbawienia narodów, Pośrednika i wyłącznej bramy do Boga, na dalszy plan lub stawiania Go na równi z innymi opcjami, nie zasługuje na miano „chrześcijanina”.
Prawdziwe światło, które oświeca każdego człowieka, przyszło na świat. On był na świecie, a świat stał się przez Niego, lecz świat Go nie poznał. Przyszedł do swojej własności, / ale swoi Go nie przyjęli. Lecz tym, którzy Go przyjęli, / dał prawo stać się dziećmi Bożymi, / tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy nie z krwi ani z cielesnej woli, / ani z woli mężczyzny, / ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy (J 1, 9-14).
To jest podstawa naszego braterstwa, nic innego.
Vescovo Eleganti: per propria ammissione, …