Clicks748
V.R.S.

Ostatni Rzymianin

Gdy już padły ścięte dęby,
przeżyć chciała drżąc osika,
szły by dopaść dwa zastępy
ostatniego pustelnika.

Pierwszy zastęp purpurowy
z krzyżem w maskach szedł z radością,
na sztandarze miał u głowy
posłuszeństwo wraz z miłością.

Drugi zastęp w garniturze
szedł w asyście tarczowników
kwiat postępu trzymał w górze,
w dole skrzynię zaś srebrników.

Pierwszy huf: godności sługi
w miejscu twarzy miały szmatę,
ciągle bił srebrniki drugi
i się łączył z wielkim światem.

W trop minstrele szli ich dzielni,
z nimi gawiedź też nielicha
i tak doszli do pustelni,
i przerwali modły mnicha.

Habit nosił nieopasły,
zarost chudą twarz przegradzał,
bo przy świecach w noc niezgasłych
prosił, pościł, wynagradzał.

Gdy tak przyszli z pochodniami
do samotnej jego celi,
najpierw się przelękli sami,
potem straszyć go poczęli.

- Miłosierdzia nie masz stary,
w nieposłusznej tkwisz wciąż winie -
- rzekł mu zastęp Nowej Wiary,
gdy on szeptał po łacinie.

- Kwarantannę masz tu dziadu
oraz bilet na szczypanie,
rzekł mu huf Nowego Ładu
że jałmużny nie dostanie.

Uśmiech jego rozwiał cienie,
spod zmęczonych mówił powiek:
gdy Pan moim wspomożeniem
cóż mi może zrobić człowiek?