Bos016

Współczesny świat zgubił Adwent.

Współczesny świat zgubił Adwent.

Przykrył go lampkami, kolędami granymi już w listopadzie, błyszczącymi choinkami ustawianymi wtedy, gdy Kościół dopiero zaczyna wołać: „Przyjdź, Panie Jezu”.


Ludzie chcą świąt bez drogi, radości bez oczyszczenia, światła bez ciemności. Wszystko „już”, wszystko „natychmiast” — jakby Bóg miał wejść w nasze życie w rytm galerii handlowych.

Patrzę na to jako bernardynka i mówię wprost: to nie jest Adwent. To jest ucieczka od prawdy. To jest próba wypełnienia pustki hałasem, żeby nie usłyszeć własnego głodu Boga.

Adwentowa ciemność nie jest dekoracją liturgiczną. To jest wołanie Kościoła, który przez wieki wiedział, że człowiek musi najpierw przejść przez noc, by naprawdę zapragnąć Światła. Ojcowie Kościoła mówili, że „Chrystus przychodzi do tych, którzy Go oczekują”, a nie do tych, którzy „ładnie udekorowali dom”.

Dlatego Adwent dla niektórych osób jest tak niewygodny — bo nie pasuje do współczesnej mody. On nie świeci, nie gra, nie błyszczy. On domaga się ciszy, skupienia, umartwienia, prawdy o sobie. A to boli bardziej niż brak ozdób.

Słyszę kolędy, zanim jeszcze lampka roratnia zapłonie. Widzę choinki na ulicach, gdy Kościół w Ewangelii woła: „Czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny.” Czuwanie zostało zastąpione zakupami. Cisza — playlistą świąteczną. Pragnienie Boga — pragnieniem dobrego nastroju.

I dlatego mówię to dosadnie: jeśli Adwent zredukujemy do przedświątecznej atmosfery, stracimy największy dar — głębokie spotkanie z Bogiem, który przychodzi w ubóstwie i w ciszy, nie w migającym brokacie.

Adwentowa ciemność ma moc. Ona zmusza do zatrzymania. Ona obnaża wewnętrzne hałasy, które zakrywamy zewnętrznymi. Ona przygotowuje serce tak, jak ziemia przygotowuje się w nocy do wschodu słońca. Bez tej "ciemności" światło Bożego Narodzenia jest tylko dekoracją — nie zbawieniem.

Dlatego bronię Adwentu. Bo to nie jest czas „pomiędzy”. To jest czas walki. Czas prawdy. Czas, w którym człowiek musi wybrać: czy chce Chrystusa, czy tylko atmosfery…

W ciemności Adwentu odnajduję Boga, który nie daje mi złudzeń. On nie przychodzi po to, by zrobić nastrój. On przychodzi, by mnie zbawić!

A zbawienie rodzi się w ciszy, nie w migoczących światełkach. W nocnej czujności, nie w przedwczesnych kolędach. W sercu, które czeka — czuwa…

I dlatego Adwent jest piękny. I dlatego jest potrzebny. I dlatego warto go przeżyć tak, jak Kościół uczy od dwóch tysięcy lat: w ciszy, prawdzie, czuwaniu — w ciemności, która ma jedną misję: przygotować miejsce na Światło- Boga

Siostra bernardynka.
1629
togra

Tylko, że oni nie czekają na Zbawiciela. Jakie zbawienie? i po co? Dzisiejszy świat tworzą ateiści, którym wystarcza dobry nastrój wytworzony przez ateistyczną muzykę, światełka, choinki i pyszne jedzonko. Syty świat nie potrzebuje Boga. Panie Jezu przyjdź!