Edward7

Arcybiskup Viganò: „W Watykanie przewrót Głębokiego Kościoła wyniósł do władzy masoński anty-kościół Synagogi Szatana”.

Prawda staje się coraz bardziej nagląca. Tylko poprzez krytyczne informacje możemy przeciwdziałać jednolitemu przepływowi propagandy i przywrócić wartość debacie publicznej. Rozmawiamy o tym z bp Carlo Maria Viganò w tym ekskluzywnym wywiadzie, szczególnie w odniesieniu do Kościoła „ Papa Francisco.”.

Andrea Caldart, Quotidianoweb.it
W dzisiejszym świecie bycie protestującym nie wymaga wiele: wystarczy nie zgadzać się z systemem, dominującym myśleniem lub pozornym spokojem „i tak nic się nie zmieni”. Ale to, co naprawdę wymaga odwagi, to stanięcie w obronie prawdy.W kontekście, w którym wielu decyduje się nie zagłębiać, biernie polegając na narracji proponowanej przez media głównego nurtu, potrzeba niezależnego poszukiwania prawdy staje się coraz pilniejsza. Tylko dzięki krytycznym informacjom możemy przeciwdziałać jednolitemu przepływowi propagandy i przywrócić wartość debacie publicznej.

Rozmawiamy o tym z bpem Carlo Marią Viganò w tym ekskluzywnym wywiadzie, szczególnie w odniesieniu do Kościoła Papa Francisco.

Kościół Bergoglio wydaje się być w kryzysie: wielu wiernych nadal widzi tego papieża ekskomunikującego księży i innych, ponieważ przedstawiają oni dowody na to, że papież Benedykt XVI nigdy nie wyrzekł się Piotrowego „munus”. Monsignor Viganò, w jakim Kościele żyjemy?

„Kościół” Bergoglio jest nie tylko w chaosie: jest w pełnym delirium. Jeśli tak się dzieje, to właśnie dlatego, że nie jest to już Kościół katolicki, ale jego skandaliczna podróbka, a zamiast papieża na Tronie Piotrowym zasiada heretycki i uzurpujący sobie władzę tyran. Zerwanie między munus i ministerium jest sztuczką stworzoną przez heglowskie myślenie Josepha Ratzingera - Benedykta XVI *: wyjaśniłem to obszernie w moim przemówieniu na ten temat, mówiąc o rozłożonym papiestwie .. Chciałbym skorzystać z tej okazji, aby powtórzyć tutaj koncepcję, którą uważam za fundamentalną: każdy atak na boską instytucję papiestwa (a wraz z nią na Kościół) ma za swój ostateczny cel przekształcenie świętej władzy rzymskiej władzy papieża, który jest wikariuszem i porucznikiem jedynej Władzy, Chrystusa Papieża, we władzę pochodzenia ludzkiego, na wzór współczesnych liberalnych demokracji z systemem parlamentarnym. Taki jest zresztą cel heretyckiej doktryny synodalności: podważa ona Boską konstytucję i monarchiczny charakter Kościoła, upragniony przez jego Boskiego Założyciela, naszego Pana Jezusa Chrystusa, który jest Królem nie tylko społeczności doczesnych, ale także - i przede wszystkim - społeczności religijnej, czyli Kościoła katolickiego, Mistycznego Ciała, którego jest Głową.

Gdyby Bergoglio był papieżem, obietnica szczególnej pomocy złożona przez Pana Księciu Apostołów i jego Następcom byłaby bezpodstawna i fałszywa, co jest całkowicie nie do pomyślenia, a także sprzeczne z Wiarą. Dlatego, jeśli Bergoglio może wywierać destrukcyjny wpływ na Kościół i szerzyć jego błędy, to dlatego, że jego autorytet został uzurpowany z premedytacją i oszustwem, i jako taki jest nieważny. Ktokolwiek myśli, że kryzys rozpoczął się wraz z tym „pontyfikatem”, jest w błędzie: pragnienie zmiany rzymskiego papiestwa sięga Soboru Watykańskiego II, było kontynuowane przez encyklikę Jana Pawła II Ut unum sint i zostało potwierdzone przez anomalię rezygnacji Benedykta XVI i jest zatwierdzone - w pełnej spójności z poprzednikami - przez Bergoglio w dokumencie studyjnym Biskupa Rzymu Dykasterii ds. Redefiniowanie papiestwa „w kluczu ekumenicznym i synodalnym” jest typowym modus operandi heretyków, aby ukryć za niejasnymi formułami celowo wywrotowe działanie, sprzeczne z wiarą i stałą praktyką Kościoła rzymskokatolickiego. Musimy zwrócić uwagę na zamach stanu przeprowadzony przez Kościół protestancki, który wyniósł do władzy, aż na sam szczyt hierarchii katolickiej, piąte kolumny wroga, tj. masoński anty-Kościół, Synagogę Szatana.

Przez lata podnosiłeś różne krytyczne uwagi na temat przejrzystości i zarządzania wewnętrznymi problemami Kościoła. Jakie kroki są Twoim zdaniem niezbędne, aby przywrócić zaufanie wiernych?

To, co nazywasz w języku biurokratycznym „przejrzystością”, znajduje swój religijny odpowiednik w świadomości, że zawsze jesteśmy pod Bożym spojrzeniem. Nic nie umknie Naszemu Panu: ani to, co robimy, ani to, co zamierzamy zrobić, ani intencje, które nami kierują. Gdyby ci, którzy popierają Bergoglio i ratyfikują jego oszustwo, działali z tą świadomością, nie dopuściliby go nawet do konklawe. Aby zamach się powiódł, trzeba było móc liczyć na skorumpowaną i podatną na szantaż hierarchię: zepsuciu woli w pogwałceniu zasad moralnych towarzyszyło zepsucie intelektu w postępującym fałszowaniu wiary katolickiej, a nawet wcześniej, w zburzeniu filozofii arystotelesowsko-tomistycznej, która jako jedyny system filozoficzny solidnie zakotwiczony w rzeczywistości i zgodny z Boskim Objawieniem musiała zostać koniecznie wyeliminowana.

Rewolucja, w swojej ontologicznie antychrześcijańskiej i antychrześcijańskiej matrycy, zaprzeczyła boskiemu pochodzeniu ziemskiej władzy, uwalniając władców od obowiązku sprawowania władzy w granicach Dobra jako wyrazu najwyższego panowania Chrystusa. Sprawiło to, że władza - cywilna i kościelna - stała się samowystarczalna i zasadniczo tyrańska, wypaczając chrześcijańskie posłuszeństwo w służalczy współudział. Obywatele i wierzący stali się posłuszni doczesnej i duchowej władzy, nawet gdy ta zdradziła swój własny cel; i nieposłuszni prawdziwemu i jedynemu posiadaczowi władzy, naszemu Panu, ograniczonemu przez liberalny i soborowy sekularyzm do prywatnej sfery jednostek. Bez zerwania więzi między Chrystusem Królem, Papieżem i Jego przedstawicielami na ziemi, nic z tego, co widzieliśmy, nie byłoby możliwe.

Tym, którzy utrzymują, że wywrotowe działania modernistycznej hierarchii cieszą się jednak pokojowym i powszechnym poparciem i uznaniem chrześcijańskiego ludu, należy przypomnieć, że sześćdziesiąt lat modernistycznej indoktrynacji soborowego kleru - i pięćdziesiąt lat heretyckiej i świętokradczej anarchii w dziedzinie liturgii - stopniowo znormalizowało filozoficzne, doktrynalne i moralne błędy, które Święty Kościół zawsze potępiał i zwalczał. Nieliczni, którzy chcą pozostać wierni Tradycji, muszą zrozumieć, że znajdujemy się w czasach prześladowań i apostazji, i muszą zorganizować się, aby oprzeć się wilkom w owczej skórze i fałszywym pasterzom. We wspaniałej przypowieści Pan mówi nam o fałszywych pasterzach i najemnikach, którzy nie troszczą się o owce, i przypomina nam, że owce rozpoznają głos Pasterza (J 10): to jest sensus Ecclesiæ, który pozwala Kościołowi przetrwać nawet w tymczasowej kryjówce i w zdradzie Hierarchii.

Jak oceniasz obecny stan Kościoła katolickiego w odniesieniu do tradycyjnych wartości i nowoczesności?

Kościół katolicki nie ma nic wspólnego z Kościołem Bergogliów, który jest soborowy, synodalny i ekumeniczny, ale z pewnością nie katolicki. Podaje się za taki tylko po to, by uzyskać posłuszeństwo swoich wiernych, doskonale wiedząc, że właśnie na tym kłamstwie jego hierarchia może sprawować swoją władzę. Z drugiej strony, fikcja wywrotowej władzy działającej przeciwko instytucji, której przewodniczy, jest również powielana przez władców cywilnych, zarówno zdrajców, jak i uzurpatorów. Niepokojące jest to, że społeczeństwo osiągnęło poziom zamglonych sumień, nie reagując na łamanie najświętszych zasad i w rzeczywistości biernie współpracując we własnej fizycznej i moralnej eksterminacji.

Czemu należy przypisać tę defetystyczną postawę, a nawet całkowite zapomnienie o ideologicznych pozycjach współczesnego świata, ze strony Kościoła Bergoglio?

Pragnienie przypodobania się mentalności świata zaczęło się, gdy hierarchia, na swoim szczycie, przestała być przeszkodą i stała się wspólnikiem i współodpowiedzialnym za rozprzestrzenianie się liberalnych i świeckich zasad. Stało się to w Kościele katolickim poprzez permanentną rewolucję zainaugurowaną przez Sobór Watykański II, który całkowicie obalił całą „hierarchię wartości” poprzez arbitralne i bezprawne przesunięcie środka ciężkości ciała kościelnego z Boga na świat, z Chrystusa na człowieka. Ta rewolucja, która twierdzi, że przywraca centralne miejsce człowiekowi, jego prawom i jego „nieskończonej godności”, w konsekwencji zaprzecza centralnemu miejscu Boga i ogranicza Go do prywatnej sfery indywidualnego sumienia, pozbawiając w ten sposób Naszego Pana Jego powszechnego Panowania i skutecznie pozbawiając nawet Kościół nauczający jego własnego autorytetu. W momencie, gdy sprawowanie władzy przez papieża i biskupów znajduje swoją legitymizację w zgodzie wiernych, ci ostatni nie działają już jako wikariusze Chrystusa (który z góry powierza im świętą władzę karmienia swojej trzody), ale stają się zwykłymi przedstawicielami „kolegialnego” lub „synodalnego” mandatu (a zatem pochodzącego z dołu). Oczywiste jest, że władza ta staje się samowystarczalna i nieograniczona, a zatem zasadniczo tyrańska.

Twierdzenie, że Kościół musi być demokratyczny i że świeccy mogą lub powinni uczestniczyć w jego rządach, jest ewidentnie kolosalnym kłamstwem: nie tylko dlatego, że zaprzecza monarchicznej strukturze, którą dał mu Nasz Pan, zakładając go na Piotrze, ale także dlatego, że za wywrotową polityką Działania jego zwolenników kryją nieopisaną determinację, by go zniszczyć, uderzając w jego serce, czyli w papiestwo. W szalonej iluzji możliwości zniszczenia Kościoła katolickiego jego wrogowie dobrze wiedzą, że najskuteczniejszym sposobem nie jest powierzenie tłumowi tego, co pojedynczy człowiek wie, jak zrobić najlepiej, ale wręcz przeciwnie, możliwość liczenia na skorumpowaną, wypaczoną władzę, która nadużywa władzy, którą bezprawnie cieszy się, aby narzucić swoim poddanym rozkazy, które same w sobie są destrukcyjne.

Pierwszy krok w kierunku samozniszczenia Kościoła został podjęty właśnie przez zaszczepienie w wiernych poczucia niższości wobec tych, którzy nie wyznają wiary, i przez przekonanie ich, że wiara jest przeciwna i sprzeczna z nauką, tak jakby Pan nie był autorem obu. Wierzący byłby zatem łatwowiernym, marzycielem, oszukaną osobą, która wierzy w cuda, w upadek manny na pustyni, w uzdrowienie niewidomych lub chromych od urodzenia, w rozmnożenie chleba i ryb, w Zmartwychwstanie Chrystusa i we wszystkie te dogmaty, których naucza Kościół katolicki, ale o których współczesny umysł nie przesłonięty „papistowskim przesądem” dobrze wie, że są niczym innym jak metaforami i opracowaniami „prymitywnej społeczności”. Wspólnoty oszustów, w której potrzeba ożywienia zorganizowanej instytucji, która mogłaby konkurować z innymi religiami, wymyśliła od podstaw szereg mitów, z których pierwszym była boskość naszego Pana. Jest to, krótko mówiąc, myślenie modernizmu, które pojawiło się w XIX wieku, które zostało potępione na początku XX wieku i które stopniowo przenikało do Kościoła, aż zostało narzucone przez Sobór Watykański II. Scjentystyczna - a nie naukowy - pogląd na religię przekonał duchowieństwo i wiernych, by uważali się za gorszych i zasługujących, w najlepszym razie, na słabo zamaskowaną tolerancję, ale z pewnością nie uprawnionych do popierania Prawdy uważanej za względną, a nie uniwersalną. Zasadniczo diabłu udało się najpierw nadać prawo obywatelstwa błędowi, a następnie odmówić tego prawa Prawdzie, rezerwując je tylko dla błędu. Początkowe alibi wolności dla wszystkich religii okazało się tym, czym jest: totalną wojną przeciwko jedynej Prawdzie Bożej w celu triumfu wielorakich kłamstw szatana, księcia kłamstwa.

Jorge Bergoglio, (pozornie) zachowując ciągłość ze swoimi bezpośrednimi poprzednikami - choć z pewnością w bardziej nieuporządkowany i agresywny sposób - uzurpował sobie władzę papieską, aby wykorzystać ją do własnych celów, ponieważ tylko podając się za papieża mógł uzyskać natychmiastowe posłuszeństwo duchowieństwa i świeckich w swoim wywrotowym planie. I to właśnie ci, którzy dziś uznają Bergoglio za prawowitego papieża, ale zastrzegają sobie prawo do oporu i nieposłuszeństwa wobec tego, co uważają za sprzeczne z papiestwem i katolicką doktryną, sprawiają, że ta sytuacja jest po ludzku nieodwracalna, w której ten, który powinien być Wikariuszem Chrystusa, jest głównym architektem rozwiązania papiestwa i Kościoła katolickiego. Myślę o moich braciach Burke, Sarah, Mueller, Schneider... którzy wyrządzają niedźwiedzią przysługę Prawdzie.

Spontanicznie nasuwa się pytanie: gdzie dzisiaj „istnieje” Kościół katolicki? Jak Kościół katolicki może istnieć bez widzialnej głowy?

Kościół katolicki z pewnością nie istnieje w Kościele Bergolianów: na pewno nie w konwentyklu kardynałów i biskupów, którzy popierają tyrana ze strachu, lęku, interesu, szantażu lub przyzwolenia. To wystarczyłoby, aby z eschatologicznej perspektywy czasów ostatecznych i ostatecznego prześladowania zapowiadanego przez Pismo Święte zrozumieć wyjątkowość i nadzwyczajny charakter tego, co dzieje się w Kościele Chrystusowym. Z tego powodu nie można oceniać tego kryzysu według tych kategorii i standardów, które Kościół nadał sobie na czasy względnej normalności.Tak więc, jeśli nie możemy fizycznie oddzielić kąkolu od dobrej pszenicy, możemy przynajmniej odróżnić zły kąkol, czekając na żniwiarzy, którzy przyjdą i wrzucą go do ognia.

Wielu ludzi na całym świecie twierdzi, że zostali uratowani przed przymusowymi szczepieniami dzięki twoim licznym interwencjom i potępieniom zła i zła, które rządy uczyniły i nadal czynią, aby wdrożyć Wielki Reset i Nowy Porządek Świata, a także dzięki zwróceniu się do ciebie. Co mogą zrobić dzisiaj?

Pandemiczna farsa, której zbrodnie i okropności powoli pojawiają się nawet w mediach głównego nurtu, otworzyła oczy wielu intelektualnie uczciwym ludziom, wśród których są także ateiści i niekatolicy. To przebudzenie sumień z pewnością stanowi okazję do zbliżenia się do Pana, ponieważ zdają sobie sprawę z jedności satanistycznego i antyludzkiego planu Wielkiego Resetu i rozpoznają w nim działanie diabolicznego umysłu, który w zniszczeniu człowieka dąży do obalenia Bożego Stworzenia i Odkupienia dokonanego przez Naszego Pana. To, co możemy zrobić, to podążać za napomnieniem św. Piotra: Trwajcie mocni w wierze, wiedząc, że bracia wasi na całym świecie cierpią tak samo jak wy (1Pet 5:9).

Nie możemy tracić pokoju serca i przyjaźni z Bogiem w obliczu wydarzeń, których jesteśmy świadkami. Im potężniejszy i bliższy triumfu wydaje się wróg, tym bliższa jest jego nieuchronna klęska z rąk Archanioła Michała. Jesteśmy proszeni o pozostanie wiernymi i czynienie tego za pomocą środków materialnych i duchowych, które Pan zapewnia nam w czasach próby. Organizujmy się w małe wspólnoty, w których regularna Msza Święta jest bijącym sercem naszych osobistych, rodzinnych i społecznych działań. Chrońmy dzieci i młodzież, wychowując je przede wszystkim w miłości do Boga i Najświętszej Dziewicy. Dodajmy odwagi tym, którzy czują się samotni i opuszczeni, ponieważ samotność jest jedną z broni używanych przez przeciwnika, aby zmusić nas do upadku. Odmawiajmy wytrwale Różaniec Święty. Żyjmy w braterskiej miłości, pod spojrzeniem Boga.

Patrząc w przyszłość, jakie są priorytety Twojej misji duszpasterskiej i jakie przesłanie uważasz za niezbędne do przekazania wiernym w tym historycznym momencie?

Zadanie biskupa, to znaczy następcy apostołów, podsumowuje św. Paweł (2 Tm 4, 1-5): Nakazuję ci przed Bogiem i Chrystusem Jezusem, aby sądził żywych i umarłych przez Swoje pojawienie się i Swoje Królestwo: głosić słowo, nalegać przy każdej okazji sprzyjającej i niesprzyjającej, przekonywać, upominać, napominać z wszelką nauką i cierpliwością. Rzeczywiście, nadejdzie czas, kiedy nie będą już tolerować zdrowej nauki, ale pragnąc słuchać, będą masowo szukać nauczycieli według własnych pragnień i odwrócą uszy od prawdy i zwrócą się ku baśniom. Ale bądźcie czujni we wszystkim, znoście cierpienia, wypełniajcie dzieło Ewangeli, wiernie wypełniajcie swoją posługę. To właśnie zamierzam czynić.

Będę to robił aż do ostatniego tchnienia. I modlę się żarliwie, aby inni biskupi i kapłani robili to samo, przed Bogiem i przed Chrystusem Jezusem, który musi sądzić żywych i umarłych, przez swoje pojawienie się i swoje królestwo.

W tej duchowej bitwie ważne jest, aby myśleć również o przyszłości naszego społeczeństwa i Kościoła. Tak jak w sprawach doczesnych wielu organizuje się we wspólnoty, aby zaspokoić potrzeby materialne - na przykład, aby zdobyć zdrową żywność lub zapewnić swoim dzieciom niezideologizowaną edukację - tak również w sprawach duchowych konieczne jest zorganizowanie oporu, aby zapewnić dobrych i świętych kapłanów, którzy nadal będą sprawować Mszę Świętą i sakramenty w wierności Tradycji.

Fundacja Exsurge Domine (aquí) ma za główny cel promowanie i wspieranie formacji nowych powołań kapłańskich, w wierności Tradycji i Liturgii wszystkich czasów, w miłości do Kościoła rzymskokatolickiego i papiestwa.

Andrea Caldart, Quotidianoweb.it Mons. Carlo Maria Viganò: “la Chiesa di Oggi è in pieno delirio

*Kardynał Ratzinger i papież Wojtyła w 1983 roku dodali dziwną modyfikację do prawa kanonicznego. Wcześniej, aby zrzec się pontyfikatu, wystarczyło, aby papież powiedział: „Zrzekam się urzędu papieskiego”. Od 1983 r. urząd papieski został podzielony na dwie części: munus, czyli tytuł papieża pochodzący od Boga, oraz ministerium, czyli praktyczne sprawowanie władzy. Zrzekając się jednego lub drugiego, mają miejsce dwie szczególne i radykalnie różne sytuacje. Jeśli papież zrzeka się jednocześnie i w sposób ratyfikowany munus, mamy do czynienia z abdykacją. W przypadku zrzeczenia się ministerium w sposób odroczony i nieratyfikowany, przechodzi on do „Sede impedita” (prawo 412), gdzie jest więźniem, zamkniętym i nie może swobodnie wyrażać swoich poglądów - Benedykt XVI nigdy nie zrezygnował z „ munus ” ...
21,4 tys.
Andre Ob

Skoro Pan Bóg powołuje kogoś na tron piotrowy to i daje mu potrzebne łaski zdrowie mądrość i tak dalej więc jak mógł Benedykt XVI nie mieć siły czy nie być sprawnym umysłowo Przecież to jest noses

V.R.S.

Nie ma żadnego "Kościoła Bergoglio". Jest niszcząca Kościół rewolucja zaimplementowana do Rzymu w l. 60-tych ub. wieku przez tego samego bożka liberalnego amerykanizmu, któremu w osobie nieszczęsnego Trumpa bije pokłony sam Ekscelencja Vigano. I to jest zwodnicze i obrzydliwe.
A co do wymysłów niejakiej Barnhardtowej dotyczących rezygnacji Ratzingera, na które widać nabrał się Ekscelencja Vigano, co świadczy jedynie po raz kolejny o braku łaski i umiejętności należytego rozeznania, to ich zwolennicy robią z Ratzingera wariata, który obwieszczając że zwalnia Stolicę Piotrową z dniem 28 lutego 2013 r., godzina 20 tak iż zostaje pusta, nie wiedział co mówi.
No ale jeżeli faktycznie nie wiedział, jak twierdzą zwolennicy tej szalonej tezy, to jest chyba oczywiste, co już pomijają, że nie był zdolny do sprawowania Urzędu Papieskiego jako nie mający świadomości swych słów i czynów.