Moje kolejne świadectwo odnośnie Cudownego Medalika ...
To zdarzenie miało miejsce, wieczorem w czasie ''psychopandemii'' kiedy śmiertelnie przestraszeni ludzie, w domach swoich pozamykani siedzieli, bo się ,,zabójczego'' wiruska świruska wystraszyli... Na ulicach pustki, nigdzie żywej duszy... Czułam się jak na bezludnej wyspie.
Jechałam pod szpital bielański, gdzie była organizowana modlitwa Różańcowa w obronie nienarodzonych dzieci, oczywiście w Płaszcz Chrystusa króla odziana.
Usiadłam na ławce i czekałam na swój tramwaj. Aby nie marnować czasu, zaczęłam cicho Różaniec odmawiać.
I nagle nie wiadomo skąd pojawił się wysoki, barczysty mężczyzna w średnim wieku. Wyglądał groźnie i tak się zachowywał... chodził nerwowo i głośno ryczał jak lew, okropnie bluzgając i szatana wzywając . Wzrok i wyraz twarzy miał demoniczny. Nikogo innego na przystanku nie było tylko ja i ten drab.
Zrobiło mi się trochę nieprzyjemnie, ale pomyślałam sobie czego mam się bać przecież Pan Jezus i Matka Boża siedzą przy mnie.
Żeby, zagłuszyć te jego wulgarne przekleństwa, zaczęłam głośno odmawiać ,,Ave Maryja...''. Mężczyzna usłyszał moją modlitwę, zatrzymał się spojrzał na mnie i ruszył w moim kierunku. Gdy zbliżył się do mnie na odległość około jednego metra , wstałam z ławki i łagodnie powiedziałam:
,,proszę pana, niech pan się uspokoi... niech pan nie przeklina, bo będzie pan sądzony z każdego wypowiedzianego słowa. Jest pan umiłowanym dzieckiem Boga. Trzeba się nawrócić, iść do Spowiedzi Świętej i swoje grzech porzucić.'' Mówiłam mu jeszcze długo na tema wiary, a on stał jak wryty i zamurowany, tylko słuchał. Nie odezwał się ani jednym słowem. Zauważyłam, że jego spojrzenie nie było już takie demoniczne.
Ponieważ za przykładem Św. Maksymiliana Kolbe rozdaję wszystkim Cudowne Medaliki więc i jemu zaproponowałam, sądząc, że odmówi. Ku mojemu zdziwieniu zgodził się przyjąć. Gdy tylko położyłam mu Medalik na dłoni, w jednej chwili zobaczyłam inną osobę. Twarz się rozjaśniła, rozpogodziła, rozświetliła, stała się łagodna, spokojna, życzliwa, ostre rysy się wygładziły, oczy zrobiły się promienne , uśmiechnięte i spojrzenie pogodne. Po prostu byłam w szoku, nie mogłam uwierzyć, że w jednej sekundzie tak się można zmienić. Chętnie przyjął również Różaniec, tylko nie pamiętał jak się go odmawia. Więc mu pokrótce wyjaśniłam. Poprosiłam go, aby jak najszybciej poszedł do Spowiedzi, zawiesił na szyi Cudowny Medalik i się z nim nie rozstawał.
Zdążyłam mu też przekazać Błogosławieństwo Maryi i poleciłam go Opiece Bożej.
Gdy nadjechał tramwaj powiedział do mnie na pożegnanie: ,,niech Bóg ma panią w Swojej Opiece". Te słowa też wprowadziły mnie w zdumienie, ale jednocześnie były miłym zaskoczeniem. Usłyszeć z ust kogoś, kto kilka minut wcześniej, strasznie przeklinał i wzywał szatana, taki zdanie...? Rozstaliśmy się jak dobrzy znajomi. Jeszcze na koniec krzyknęłam do niego, aby co dzień odmawiał Różaniec. Kiwnął mi głową na znak aprobaty i pomachał mi ręką na pożegnanie. Było to dla mnie niesamowite świadectwo, jak ludzie zniewoleni przez szatana potrzebują naszej pomocy i jak szatan boi się Cudownego Medalika i Różańca Świętego. A także jaką ochroną jest Płaszcz Chrystusa Króla i jak szatan czmycha na widok jego.