tahamata
1464.3K

Zadoptuj modernistę...

Każdy katolik powinien dziś objąć swoją duchową adopcją jednego modernistę (neona, charyzmatyka, letniego kapłana lub innego mentalnego terrorystę). Powinien się gorliwie modlić za niego codziennie, powinien pościć i ofiarować za niego swoje cierpienia. Powinien zaufać swojemu Bogu, że On może wszystko, a to znaczy, że może przemienić serce człowieka, który został owładnięty przez nienawiść, któremu został wyprany mózg i który w imię Boga chce zwodzić innych. Wierzysz w to? Chcesz zmienić oblicze ziemi? Kochaj.

źródło:

modernista 17:01
CHWAŁA BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU
.
Wdowa po ambasadorze oskarża franciszka

Franciszku,
Pozdrawiam Cię z wielkim smutkiem i bólem jakie kieruję wobec mojego Kościoła z powodu wiadomości, którą usłyszałam wczoraj w mediach społecznościowych, gdzie można zobaczyć człowieka krzyczącego: „To nie jest Kościół Boży! Koniec z maskami w Kościele! Nie jesteś królem!” W odpowiedzi, tak skomentowałeś te słowa: „To brat w trudnej sytuacji …More
.

Wdowa po ambasadorze oskarża franciszka


Franciszku,

Pozdrawiam Cię z wielkim smutkiem i bólem jakie kieruję wobec mojego Kościoła z powodu wiadomości, którą usłyszałam wczoraj w mediach społecznościowych, gdzie można zobaczyć człowieka krzyczącego: „To nie jest Kościół Boży! Koniec z maskami w Kościele! Nie jesteś królem!” W odpowiedzi, tak skomentowałeś te słowa: „To brat w trudnej sytuacji, musimy się za niego

modlić”.

W komentarzach do tej wiadomości wiele osób napisało: „Ten człowiek mówił prawdę”.

Chciałabym Ci przypomnieć, Papieżu Franciszku, że podczas Twojej wizyty w klasztorze w Grecji pewien szanowany prawosławny kapłan również wielokrotnie krzyczał na Ciebie: „Jesteś heretykiem!”.

Powodem mojego listu, papieżu Franciszku, jest chęć powiedzenia ci, że są miliony katolików na świecie, którzy myślą tak jak ci, którzy do Ciebie krzyczeli. Jesteśmy zmęczeni cynizmem zawartym w Twoich odpowiedziach, ponieważ ci ludzie są bardziej przy zdrowych zmysłach niż ktokolwiek inny.

Wiedzą oni, że między innymi, podpisałeś porozumienie z przywódcami religijnymi dotyczące zbudowania w Abu Dhabi meczetu, kościoła katolickiego i synagogi, za pomocą których założycie nową światową religię, którą planujecie nazwać „Domem Rodziny Abrahamickiej”. Na kościele katolickim nie będzie można umieścić krucyfiksu, ponieważ istnieje prawo, które zabrania umieszczania krzyża na zewnątrz jakiegokolwiek budynku w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Oznacza to, że swoim podpisem, papieżu Franciszku, zdradziłeś ni mniej, ni więcej, tylko Pana naszego Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego, święty symbol Chrześcijaństwa.

Wiemy, że ostatecznym zamiarem jest zniszczenie naszego Kościoła ze wszystkimi jego zasadami i przyzwolenie na niemoralność. Już teraz słyszymy głosy typu: „Kościół przyjazny gejom”, w którym mogą być zawierane małżeństwa tej samej płci.

Ci, którzy na ciebie krzyczeli, mają ku temu wszelkie powody, ponieważ wiemy już, że poprzez niezliczone działania i nadużycia, których się dopuściłeś, służysz interesom diabła do tego stopnia, że nasz kościół został podzielony na dwie części, a jego członkowie walczą między sobą. To nie jest budowanie z miłością. To jest niszczenie za pomocą zła. Posunęliście się nawet do tego, że oddawaliście cześć pachamamie wewnątrz Watykanu.

Trudno jest mi wymienić w tym liście wszystkie akty herezji, których się dopuściłeś, papieżu Franciszku. Wiemy również o dokumencie, który wysłali do Ciebie bardzo znani ludzie, wybitne osobistości, udowadniając Twoje herezje i prosząc o Twoją rezygnację.

Wiemy o strasznych rzeczach, których dopuściłeś się w Argentynie, szczególnie z twoimi przyjaciółmi kapłanami Orlando Yorio i Francisco Jalics, i wiemy, że to jest powód, dla którego nie masz odwagi wrócić do swojej ojczyzny. Wiemy, co teraz robisz z kapłanami wiernymi Chrystusowi.

W mediach społecznościowych są setki ludzi krzyczących na ciebie, papieżu Franciszku, i wszyscy oni są dobrymi katolikami. Są oni wszyscy oburzeni. Są tam księża, których kanały zostały ocenzurowane przez biskupów trzymających się Twojej linii postępowania. Pomimo tego, każdego dnia z Watykanu wychodzi coraz więcej filmów dokumentalnych, przynoszących Ci rozgłos. Dobry papież nie potrzebuje rozgłosu.

To oczywiste, papieżu Franciszku, że próbujesz zastąpić dobro złem. Nie jesteśmy jednak głupcami, otworzyliśmy oczy, a prawdziwi chrześcijanie, którzy kochają i bronią Chrystusa, wiedzą, że Kościół zwycięży.

Modlę się za Ciebie, papieżu Franciszku, abyś dokonał rachunku sumienia i uświadomił sobie całe zło, które uczyniłeś i czynisz. Próbujesz nas zwodzić swoimi frazesami, podczas gdy robisz coś zupełnie przeciwnego niż mówisz.

Na przykład: wydałeś sankcje kanoniczne dla hierarchów, którzy popełniają przestępstwa nadużyć (seksualnych), ale w praktyce nie tylko ich chronisz, ale wręcz promujesz: [Gustavo] Zanchetta, [Theodore] McCarrick, [Robert] Bezak i długa lista innych.

Znam cię bardzo dobrze, papieżu Franciszku, ponieważ pewnego dnia, czyniąc znak krzyża, okłamałeś mnie, a w końcu zdradziłeś.

Wydaje się, że podążasz tą samą drogą, co Twój najbliższy doradca, kardynał Oscar Andrés Rodríguez Maradiaga, który ma zwyczaj atakowania obelgami tych, którzy go konfrontują, odbierając im tym samym możliwość obrony z godnością i prawością, z dowodami i prawdą.

Martha Allegria Reichmann

Tłum. Sławomir Soja
...
CHWAŁA BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU
.
.
dla tych, co to, nie widzą różnic liturgicznych..
.
dla tych, którzy uważają, że Bogu jest obojętna Jego CZEŚĆ I CHWAŁA
.
dla tych, którzy przekreślają Świętą Tradycję i Nauczanie Kościoła
.
dla goniących za nowinkami
.
dla Kpiarzy posoborowych,
.
- ku przebudzeniu

.
.

jak przez wieki WIELBIONO BOGA ? - TAK !
.
...More
.
.

dla tych, co to, nie widzą różnic liturgicznych..
.
dla tych, którzy uważają, że Bogu jest obojętna Jego CZEŚĆ I CHWAŁA
.
dla tych, którzy przekreślają Świętą Tradycję i Nauczanie Kościoła
.
dla goniących za nowinkami
.
dla Kpiarzy posoborowych,
.
- ku przebudzeniu

.
.


jak przez wieki WIELBIONO BOGA ? - TAK !
.
...
CHWAŁA BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU
.
O wierności Prawdzie punktów dziewięć i o innych ziarnach słów kilka

W ostatnich kilkudziesięciu latach niejeden katolik czuje się zagubiony w wielu istotnych kwestiach dotyczących wiary, Kościoła, liturgii, moralności, odniesienia do świata, do innych religii, do kwestii życia publicznego i do pewnych nowych zjawisk i nowych zachowań ludzi Kościoła.
Zdaje się, że na niwie Kościoła ktoś posiał …More
.

O wierności Prawdzie punktów dziewięć i o innych ziarnach słów kilka


W ostatnich kilkudziesięciu latach niejeden katolik czuje się zagubiony w wielu istotnych kwestiach dotyczących wiary, Kościoła, liturgii, moralności, odniesienia do świata, do innych religii, do kwestii życia publicznego i do pewnych nowych zjawisk i nowych zachowań ludzi Kościoła.

Zdaje się, że na niwie Kościoła ktoś posiał jakieś inne ziarna. Zmutowane. Kto? W jakim celu?

Prawda z trudem toruje sobie drogę do umysłów i serc ludzkich. Od początku Kościoła był problem wierności Prawdzie. Wystarczy przeczytać pod tym kątem listy św. Pawła i pisma św. Jana! Czytając je, mamy dostęp do szerokiego spectrum tematów i problemów, które trapiły pierwsze wspólnoty chrześcijańskie. Już wtedy byli siewcy jakiegoś innego ziarna wprowadzający zamieszanie.

Czy jest to dziwne, że i dzisiaj Prawda z trudem toruje sobie drogę do umysłów i serc ludzkich? Czy jest to dziwne, że i dzisiaj ktoś sieje wewnątrz Kościoła jakieśinne ziarna wprowadzając zamieszanie?

Wobec pewnych nowości niejeden katolik zdaje się pozostawiony sam sobie i w niejednej kwestii nie znajduje autorytatywnej i jednoznacznej odpowiedzi. Jak owce bez pasterza. Brak integralnej spójnej wizji wiary, wizji, która harmonijnie obejmowałaby wszystkie dziedziny ludzkiego życia, staje się problemem wielu.
Słowo Boże i Tradycja dają autorytatywne i pewne odpowiedzi. Bezpieczne. Prawdziwe.

W tej sytuacji – i zawsze, i wszędzie – światła orientujące, bezpieczne, pewne i prawdziwe to przede wszystkim:

1. Bóg w Trójcy Świętej Jedyny, który po Soborze Watykańskim II nie zmienił poglądów,

2. Jezus Chrystus, który po Soborze Watykańskim II pozostaje „wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr13, 8),

3. Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny, pełne łaski (Łk 1, 28), rozważające tajniki Bożej Prawdy (Łk 2, 19),

4. Słowo Boże, w którym po Soborze Watykańskim II nie zmieniła się „ani jedna jota, ani jedna kreska” (Mt 5, 18),

5. Ewangelia, której po Soborze Watykańskim II nie zmienił żaden „anioł z nieba” (Ga 1, 8),

6. Tradycja, która pozostaje krystalicznym źródłem Bożego Objawienia,

7. Nieomylne Magisterium Kościoła, zawarte nade wszystko w sformułowaniach dogmatycznych,

8. Życiorysy wielkich Świętych, które pozostają bezpiecznym świadectwem Prawdy zrealizowanej w historii,

9. Pisma wielkich Świętych, w których Prawda Bożego Objawienia mieni się wieloma szlachetnymi barwami.

(Precyzuję: przez wielkich Świętych rozumiem wielkich Pasterzy, Doktorów Kościoła, Apologetów, tych którzy zasłużyli na zaszczytne miano defensor fidei; np. św. Atanazy).


Dziewięć punktów. Przynajmniej dziewięć punktów, na których można bezpiecznie oprzeć swoje dążenie do Prawdy, dawanie świadectwa Prawdzie, wierność Prawdzie.

Jest taki tekst w Liście do Tesaloniczan, pisany z troską – wobec zakusów ludzi różnych siejących inne ziarno:„Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu” (2 Tes2, 15).

W poważnym dyskursie nie wypada powoływać się na personalne predylekcje. A jednak to napiszę: bardzo podoba mi się to słowo: „niewzruszenie”. Mniej personalnie: warto zauważyć, że w tym tekście słowo „niewzruszenie” jest!

Jeżeli ktoś ogłasza tydzień modlitw o nawrócenie żydów, to taka inicjatywa mieści się w szlachetnej katolickiej perspektywie dziewięciu wyżej wzmiankowanych punktów. Inicjatywa bezpieczna. Podejmowana z troską i w Prawdzie.

Choćby nam przyszło siać pośród wielu przeciwności i jawnego czy zakamuflowanego ostracyzmu ze strony tych czy innych czynników, hojnie siejmy zdrowe ziarno Prawdy czerpane odważną ręką z niewyczerpanego skarbca Tradycji.

Niechże nas dobroczynnie rozświetli i umocni Słowo Boże, abyśmy zachowali wierność Prawdzie i abyśmy z odwagą i rozwagą podejmowali inicjatywy mające na celu zachowanie i przekazanie następnym pokoleniom krystalicznego skarbu Prawdy – depositum fidei:

„Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu. Sam zaś Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam nie kończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie!” (2 Tes 2, 15-17).

Amen!

źródło: LINK
2 more comments from CHWAŁA BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU
31.2K
Grażyna1970
Juz to zrobilam
CHWAŁA BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU
.
.
O Apostolskiej Mszy Świętej – Orędzie Arcybiskupa Viganò do kapłanów i biskupów
Dilecta Mea [moja miłość] – O Apostolskiej Mszy Świętej
Serdeczne orędzie abp.Viganò do kapłanów i biskupów
Wy, którzy ośmielacie się zakazywać Apostolskiej Mszy Świętej, czy kiedykolwiek ją odprawialiście? Wy, którzy z wysokości waszych katedr rozprawiacie o „starej Mszy”, czy kiedykolwiek rozważaliście jej …More
.
.

O Apostolskiej Mszy Świętej – Orędzie Arcybiskupa Viganò do kapłanów i biskupów

Dilecta Mea [moja miłość] – O Apostolskiej Mszy Świętej

Serdeczne orędzie abp.Viganò do kapłanów i biskupów

Wy, którzy ośmielacie się zakazywać Apostolskiej Mszy Świętej, czy kiedykolwiek ją odprawialiście? Wy, którzy z wysokości waszych katedr rozprawiacie o „starej Mszy”, czy kiedykolwiek rozważaliście jej modlitwy, jej obrzędy, jej starożytne i święte gesty? W ciągu ostatnich kilku lat, sam zadawałem sobie to pytanie wiele razy. Choć znałem tę Mszę od najmłodszych lat; choć nauczyłem się do niej służyć i odpowiadać celebransowi w czasach gdy nosiłem jeszcze krótkie spodenki, prawie o niej zapomniałem i ją utraciłem. Introibo ad altare Dei.

Klęczałem w zimie na lodowatych stopniach ołtarza, przed wyjściem do szkoły, pociłem się w gorące letnie dni w moich ministranckich szatach, a jednak zapomniałem tę Mszę, choć była to Msza moich święceń kapłańskich 24 marca 1968 roku. Była to epoka, w której można już było dostrzec oznaki rewolucji, która wkrótce potem miała pozbawić Kościół jego najcenniejszego skarbu, narzucając na jego miejsce fałszywy rytuał.

Cóż, ta Msza, którą reforma soborowa zlikwidowała i zakazała w pierwszych latach mojego kapłaństwa, pozostała jako odległe wspomnienie, jak uśmiech ukochanej osoby, spojrzenie zaginionego krewnego, dźwięki niedzielnych dzwonów, przyjazne głosy bliskich krewnych. Było też coś, co miało związek z nostalgią, młodością, entuzjazmem tej epoki, w której zmiany w Kościele miały dopiero nadejść, a w której wszyscy chcieliśmy wierzyć, że dzięki nowej duchowej energii świat może otrząsnąć się z następstw drugiej wojny światowej i zagrożenia komunizmem. Wydawało nam się, że dobrobytowi ekonomicznemu może w jakiś sposób towarzyszyć moralne i religijne odrodzenie naszego narodu [włoskiego]. Wydawało nam się tak, pomimo rewolucji 1968 roku, agresji terytorialnych, terroryzmu, Czerwonych Brygad czy kryzysu na Bliskim Wschodzie. Tym sposobem, pośród niezliczonych obowiązków kościelnych i dyplomatycznych, wykrystalizowało się w mojej pamięci wspomnienie czegoś, czemu w rzeczywistości nie poświęcałem wiele uwagi, co było „chwilowo” odłożone na bok przez dziesięciolecia. Coś, co cierpliwie czekało, z pobłażliwością, na jaką stać tylko Boga.

Moja decyzja o ujawnieniu skandali wśród amerykańskich hierarchów i samej Kurii Rzymskiej była okazją, która sprawiła, że ponownie zacząłem rozważać, już w innym świetle, nie tylko moją rolę jako Arcybiskupa i Nuncjusza Apostolskiego, ale także istotę mojego kapłaństwa. Moja posługa, najpierw w Watykanie, a potem w Stanach Zjednoczonych, sprawiła, że w pewien sposób stało się ono niepełne, bardziej skierowane na samo bycie księdzem niż na posługę kapłańską. A to, czego do tej pory nie rozumiałem, stało się dla mnie jasne dzięki nieoczekiwanym okolicznościom, kiedy to moje osobiste bezpieczeństwo wydawało się zagrożone i znalazłem się, wbrew mojej woli, w sytuacji, w której musiałem żyć niemal w ukryciu, z dala od pałaców Kurii. To właśnie wtedy to błogosławione odosobnienie, które dziś uważam za rodzaj powołania zakonnego, doprowadziło mnie do ponownego odkrycia Mszy Świętej trydenckiej. Bardzo dobrze pamiętam dzień, w którym zamiast posoborowego ornatu założyłem tradycyjne szaty liturgiczne z ambrozjańskim cappino i manipularzem. Przypominam sobie strach, jaki odczuwałem wypowiadając ponownie po pięćdziesięciu prawie latach, modlitwy z Mszału. Słowa psalmu Judica me, Deus, Munda cor meum ac labia mea, nie były już słowami ministranta czy młodego seminarzysty, ale słowami celebransa, mnie, który po raz kolejny, a śmiem twierdzić, że po raz pierwszy, celebrował przed Trójcą Przenajświętszą. Bo choć prawdą jest, że kapłan jest osobą, która żyje przede wszystkim dla innych – dla Boga i dla bliźniego – to równie prawdą jest, że jeśli nie ma świadomości własnej tożsamości i nie pielęgnuje własnej świętości, to jego apostolstwo jest jałowe jak cymbał brzmiący.

Wiem dobrze, że te refleksje mogą pozostawić wielu niewzruszonymi, a nawet wzbudzić poczucie politowania u tych, którzy nigdy nie doznali łaski odprawiania Mszy Św. wszechczasów. Ale to samo dzieje się, jak sądzę, z tymi, którzy nigdy się nie zakochali i nie rozumieją entuzjazmu i czystej relacji ukochanego do ukochanej, albo z tymi, którzy nie znają radości zatracenia się w jej oczach. Tępy liturgista rzymski, hierarcha w skrojonym na miarę stroju duchownym i z krzyżem pektoralnym w kieszeni, konsultor Kongregacji Rzymskiej z najnowszym egzemplarzem Concilium lub Civiltà Cattolica w zasięgu wzroku, patrzy na Mszę św. Piusa V oczami entomologa [nauka zajmująca się badaniem owadów], analizując tę perykopę tak, jak przyrodnik obserwuje żyłki liścia lub skrzydła motyla. Rzeczywiście, czasami zastanawiam się, czy nie robią tego z aseptycznością patologa, który skalpelem rozcina żywe ciało. Ale jeśli kapłan o minimalnym poziomie życia wewnętrznego zbliży się do Mszy trydenckiej, niezależnie od tego, czy znał ją wcześniej, czy odkrywa ją po raz pierwszy, będzie głęboko poruszony złożonym majestatem obrzędu, jakby wyszedł poza czas i wszedł w wieczność Boga.

Chciałbym, aby moi bracia w biskupstwie i kapłaństwie zrozumieli, że Msza Św. jest z natury boska, ponieważ postrzega się w niej sacrum w sposób naoczny. Jest się dosłownie przeniesionym do Nieba, do obecności Trójcy Przenajświętszej i na dwór niebieski, z dala od zgiełku świata. Jest to pieśń miłosna, w której powtarzanie znaków czci i świętych słów nie jest w żaden sposób bezużyteczne. Podobnie jak matka nigdy nie przestaje całować swojego syna, a panna młoda nigdy nie przestaje mówić mężowi „kocham cię”. Tam zapomina się o wszystkim, ponieważ wszystko, co się w niej mówi i śpiewa, jest wieczne, wszystkie gesty, które się w niej wykonuje, są odwieczne, są poza historią, ale zanurzone w kontinuum, które łączy Wieczernik, Kalwarię i ołtarz, na którym sprawowana jest Msza. Celebrans nie zwraca się do zgromadzonych, starając się być zrozumiałym, miłym, czy też sprawiać wrażenie nowoczesnego; zwraca się raczej do Boga: a przed Bogiem jest tylko poczucie nieskończonej wdzięczności za przywilej, że może nieść ze sobą modlitwy ludu chrześcijańskiego, radości i smutki tak wielu dusz, grzechy i niedociągnięcia tych, którzy błagają o przebaczenie i miłosierdzie, wdzięczność za otrzymane łaski i modlitwy za naszych drogich zmarłych. Jest się samotnym, a jednocześnie czuje się wewnętrznie zjednoczonym z nieprzebranym zastępem dusz, które to uczucie przekracza czas i przestrzeń.

Kiedy odprawiam Mszę Św. Apostolską, myślę o tym, jak na tym samym ołtarzu, konsekrowanym relikwiami Męczenników, tylu Świętych i tysiące kapłanów, używało tych samych słów, które ja wypowiadam, powtarzało te same gesty, wykonywało te same ukłony, nosiło te same szaty liturgiczne. Ale przede wszystkim, przyjmowało Komunię Świętą z tym samym Ciałem i Krwią naszego Pana, do którego wszyscy zostaliśmy upodobnieni, składając Najświętszą Ofiarę. Kiedy odprawiam Mszę Świętą wszechczasów, w najbardziej wzniosły i pełny sposób uświadamiam sobie prawdziwe znaczenie tego, czego uczy nas doktryna. Działanie in persona Christi nie jest mechanicznym powtarzaniem jakiejś formuły, ale świadomością, że moje usta wypowiadają te same słowa, które Zbawiciel wypowiedział nad chlebem i winem w Wieczerniku; że wznosząc Hostię i Kielich do Ojca, powtarzam Ofiarę, jakiej Chrystus dokonał z siebie na Krzyżu; że przyjmując Komunię świętą, spożywam tę Ofiarę i karmię się samym Bogiem, a nie uczestniczę w jakimś przyjęciu. Wtedy cały Kościół jest ze mną: Kościół Triumfujący, który jednoczy się z moją modlitwą błagalną, Kościół Cierpiący, który oczekuje na nią, aby skrócić pobyt dusz w czyśćcu, i Kościół Walczący, który umacnia się w codziennej walce duchowej.

Jeśli jednak, jak to wyznajemy zgodnie z naszą wiarą, nasze usta są rzeczywiście ustami Chrystusa, jeśli nasze słowa podczas konsekracji są rzeczywiście słowami Chrystusa, jeśli ręce, którymi dotykamy świętej Hostii i kielicha są rękami Chrystusa, jakiż szacunek powinniśmy mieć dla naszego własnego ciała, zachowując je czystym i nieskażonym? Jaka może być lepsza zachęta do trwania w łasce Bożej? Mundamini, qui fertis vasa Domini. [Bądźcie czyści, którzy nosicie naczynia Pańskie] i ze słowami Mszału: Aufer a nobis, quæsumus, Domine, iniquitates nostras: ut ad sancta sanctorum puris mereamur mentibus introire. [Zgładź nieprawości nasze, prosimy Cię Panie, abyśmy do przybytku najświętszego, z czystym sercem mogli przystąpić.]

Teolog powie mi, że jest to powszechna doktryna, i że Msza właśnie tym jest, niezależnie od obrządku. Nie przeczę temu, racjonalnie rzecz ujmując. Ale podczas gdy celebracja Mszy trydenckiej jest nieustannym przypomnieniem nieprzerwanej ciągłości dzieła Odkupienia usianego Świętymi i Błogosławionymi wszystkich czasów, to wydaje mi się, nie dzieje się tak samo w przypadku obrządku zreformowanego. Gdy patrzę na stół versus populum, widzę tam ołtarz luterański lub stół protestancki. Gdy czytam słowa ustanowienia Ostatniej Wieczerzy w formie narracji, słyszę modyfikacje z Common Book of Prayer Cranmera i nabożeństwa Kalwina. Gdy przeglądam zreformowany kalendarz, zauważam, że ci sami święci, którzy ogłaszali heretykami twórców Pseudoreformy, zostali z niego usunięci. To samo odnosi się do pieśni śpiewanych pod sklepieniem kościoła, które przeraziłyby angielskiego czy niemieckiego katolika: słyszącego hymny autorstwa tych, którzy mordowali ich kapłanów i deptali Najświętszy Sakrament w pogardzie dla „papistowskiego zabobonu”. Powinniśmy zrozumieć przepaść, jaka istnieje między katolicką Mszą a jej soborowym falsyfikatem. Nie mówiąc już o języku: pierwszymi, którzy znieśli łacinę, byli heretycy, w imię umożliwienia ludowi lepszego zrozumienia obrzędów; ludowi, który oszukiwali, kwestionując objawioną Prawdę i propagując błąd. W Novus Ordo wszystko jest profanacją. Wszystko jest chwilowe, wszystko przypadkowe, wszystko warunkowe, zmienne i ulegające zmianie. Nie ma nic z tego, co wieczne, ponieważ wieczność jest niezmienna, tak jak niezmienna jest wiara. Tak jak Bóg jest niezmienny.

Powinniśmy zrozumieć przepaść, jaka istnieje między katolicką Mszą a jej soborowym falsyfikatem.

Jest jeszcze jeden aspekt tradycyjnej Mszy Świętej, który chciałbym podkreślić, a który łączy nas ze Świętymi i Męczennikami z przeszłości. Od czasów katakumb aż po ostatnie prześladowania, gdziekolwiek kapłan odprawia Najświętszą Ofiarę, nawet na strychu czy w piwnicy, w lesie czy w stodole, a nawet w furgonetce, jest w mistycznej komunii z zastępem heroicznych świadków wiary, a wzrok Trójcy Przenajświętszej spoczywa na tym zaimprowizowanym ołtarzu, wszystkie zastępy anielskie kłaniają się przed nim w adoracji; wszystkie dusze czyśćcowe wpatrują się w niego. Także przez to, a zwłaszcza przez to, każdy z nas może zrozumieć, jak Tradycja tworzy nierozerwalną więź między wiekami, nie tylko w zazdrosnym strzeżeniu tego skarbu, ale także w stawianiu czoła próbom, które ta więź za sobą pociąga, aż do śmierci. W obliczu tego, arogancja obecnego tyrana, z jego obłąkańczymi dekretami, powinna nas umocnić w wierności Chrystusowi i dać nam odczuć, że jesteśmy integralną częścią Kościoła wszystkich czasów, ponieważ nie możemy zdobyć palmy zwycięstwa, jeśli nie jesteśmy gotowi do bonum certamen [dobrej walki].

W Novus Ordo wszystko jest profanacją

Chciałbym, aby moi współbracia odważyli się dokonać rzeczy nie do pomyślenia. Chciałbym, aby zbliżyli się do Mszy Świętej trydenckiej nie po to, aby nacieszyć się koronką alby czy z haftem ornatu, czy też ze względu na zwykłe racjonalne przekonanie o jej kanonicznej prawomocności lub o tym, że nigdy nie została zniesiona; ale raczej z pełną szacunku bojaźnią. Z tą samą bojaźnią, z jaką Mojżesz zbliżył się do płonącego krzewu: wiedząc, że każdy z nas, schodząc z ołtarza po Ostatniej Ewangelii, jest w jakiś sposób wewnętrznie przemieniony, ponieważ tam zetknął się ze Świętością. Tylko tam, na tym mistycznym Synaju, możemy zrozumieć istotę naszego Kapłaństwa, które jest oddaniem się przede wszystkim Bogu; ofiarą z siebie samego wraz z Chrystusem Ofiarnikiem, na większą chwałę Bożą i dla zbawienia dusz; ofiarą duchową, która czerpie siłę i energię z Mszy Świętej. Jest wyrzeczeniem się siebie, aby ustąpić miejsca Najwyższemu Kapłanowi; znakiem prawdziwej pokory, polegający na unicestwieniu własnej woli i poddaniu się woli Ojca, za przykładem Pana. Jest gestem autentycznej „komunii” ze świętymi, polegającym na wspólnym wyznawaniu wiary i korzystaniu z tego samego obrzędu. Chciałbym, aby tego „doświadczenia” doznali nie tylko ci, którzy od dziesięcioleci celebrują Novus Ordo, ale przede wszystkim młodzi kapłani i ci, którzy pełnią swoją posługę na pierwszej linii frontu: Msza Św. Piusa V jest dla dusz niepokornych, dla dusz hojnych i heroicznych, dla serc płonących miłością do Boga i bliźniego.

Wiem dobrze, że dzisiejsze życie kapłanów składa się z tysięcy prób, stresów, poczucia osamotnienia w walce ze światem, z obojętności i ostracyzmu przełożonych, z powolnego zużywania się, które odciąga od skupienia, od życia wewnętrznego i od wzrostu duchowego. I wiem bardzo dobrze, że jest to poczucie bycia oblężonym, znalezienia się w sytuacji żeglarza, który jest sam i musi przeprowadzić statek przez burzę. Nie jest to tylko udziałem tradycjonalistów czy postępowców, ale jest wspólnym losem tych wszystkich, którzy ofiarowali swoje życie Panu i Kościołowi. Każdy z nich mierzy się z własnymi nieszczęściami, z problemami ekonomicznymi, nieporozumieniami z biskupem, krytyką ze strony współbraci, a także wymaganiami wiernych. Bywają też godziny samotności, w których obecność Boga i Dziewicy Maryi wydają się znikać, tak jak w „Nocy ciemnej” Św. Jana od Krzyża. Quare me repulisti? Et quare tristis incedo, dum affligit me inimicus?[czemu mnie odrzucasz i czemu smutny chodzę, gdy nieprzyjaciel mnie nęka]. Gdy demon wije się podstępnie między internetem a telewizorem, quærens quem devoret [szukając kogo by pożreć], wykorzystując nasze zmęczenie odstępstwem. W takich przypadkach, z którymi wszyscy musimy się mierzyć, tak jak nasz Pan w Getsemani, to właśnie w nasze Kapłaństwo chce uderzyć szatan, działając tak przekonująco, jak Salomea przed Herodem, prosząc nas o dar głowy Jana Chrzciciela. Ab homine iniquo, et doloso erue me [wybaw mnie od człowieka fałszywego i podstępnego]. W tej próbie wszyscy jesteśmy tacy sami: ponieważ zwycięstwo, które chce odnieść nieprzyjaciel, nie odnosi się tylko do biednych dusz ochrzczonych, ale także do Chrystusa Kapłana, którego namaszczenie nosimy.

Z tego powodu, dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, Msza Święta trydencka jest jedyną kotwicą ratunku katolickiego kapłaństwa, ponieważ w niej kapłan odradza się każdego dnia w tym uprzywilejowanym czasie intymnego zjednoczenia z Trójcą Przenajświętszą i z niej czerpie niezbędne łaski, aby nie popaść w grzech, aby postępować na drodze świętości i aby na nowo odkryć zdrową równowagę, z którą może stawić czoła swojej posłudze. Każdy, kto uważa, że wszystko to można zlikwidować jako kwestię czysto ceremonialną lub estetyczną, nie zrozumiał nic z własnego powołania kapłańskiego. Ponieważ Msza Święta „wszechczasów” – i rzeczywiście taka jest, ponieważ odwiecznie była zwalczana przez Wroga – nie jest uległą kochanką, która ofiarowuje się komukolwiek, ale raczej zazdrosną i czystą Oblubienicą, tak zazdrosną jak Pan.

Czy chcesz się podobać Bogu, czy temu, który cię od Niego oddala? Podstawa tego pytania jest zawsze taka sama: wybór pomiędzy łagodnym jarzmem Chrystusa a kajdanami niewoli Jego przeciwnika. Odpowiedź ukaże się wam w sposób jasny i klarowny w chwili, gdy i wy, zachwycając się tym ogromnym skarbem, który był przed wami ukryty, zrozumiecie, co to znaczy sprawować Najświętszą Ofiarę nie jako żałośni „przewodniczący zgromadzenia”, ale raczej jako „słudzy Chrystusa i szafarze tajemnic Bożych” (1 Kor 4, 1).

Weźcie do ręki Mszał, poproście o pomoc znajomego kapłana i wejdźcie na Górę Przemienienia: Emitte lucem tuam et veritatem tuam: ipsa me deduxerunt, et adduxerunt in montem sanctum tuum, et in tabernacula tua. [Ześlij światłość swoją i prawdę swoją, one mnie poprowadzą i przywiodą na świętą górę Twoją, aż do przybytków Twoich]. Jak Piotr, Jakub i Jan, będziecie wołać: Domine, bonum est nos hic esse – „Panie, dobrze, że tu jesteśmy” (Mt 17,4). Albo słowami Psalmisty, które celebrans powtarza na Offertorium: dilexi decorem domus tuæ, et locum habitationis gloriæ tuæ. [Umiłowałem Panie piękność domu Twego, stałe mieszkanie Twojego majestatu.]

Gdy ją odkryjecie, nikt nie będzie w stanie odebrać wam tego, przez co Pan nie nazywa was już sługami, lecz przyjaciółmi (J 15, 15). Nikt nigdy nie będzie w stanie przekonać was do wyrzeczenia się Go, zmuszając was do zadowolenia się Jego fałszywym obrazem, które zrodziły zbuntowane umysły. Eratis enim aliquando tenebræ: nunc enim lux in Domino. Ut filii lucis ambulate. „Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie więc jak dzieci światłości” (Ef 5, 8). Propter quod dicit: Surge qui dormis, et exsurge a mortuis, et illuminabit te Christus. „Dlatego mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a Chrystus cię oświeci” (Ef 5, 14).

+Carlo Maria Viganó, Arcybiskup

2 stycznia 2022
Najświętszego Imienia Jezus

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (January 14, 2022) – „THE LATIN MASS: Viganò Remembers What Francis Wants Us to Forget „
.
Julia Pole
zaczęłabym od egzorcyzmów...- zwłaszcza w kontekście niektórych charyzmatyków i neonów
CHWAŁA BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU
Potrzeba więc, aby wszyscy nadal katolicy, którzy chcą uchodzić za prawdziwych synów matki Kościoła, zupełnie przylgnęli do świętej Ojców świętych wiary i w niej umierali, a bezbożnymi bezbożników nowościami się brzydzili, ich się lękali, nastawali na nie i takowe prześladowali.
(Św. Wincenty z Lerynu, Napomnienie przeciwko herezjom. Rozprawa Pielgrzyma o starożytności i powszechności wiary …More
Potrzeba więc, aby wszyscy nadal katolicy, którzy chcą uchodzić za prawdziwych synów matki Kościoła, zupełnie przylgnęli do świętej Ojców świętych wiary i w niej umierali, a bezbożnymi bezbożników nowościami się brzydzili, ich się lękali, nastawali na nie i takowe prześladowali.

(Św. Wincenty z Lerynu, Napomnienie przeciwko herezjom. Rozprawa Pielgrzyma o starożytności i powszechności wiary katolickiej przeciw niezbożnym nowościom wszystkich kacerzy, Rozdz. XXXIII).
Nemo potest duobus dominis servire !
.
TRZEBA SOBIE ZADAĆ PYTANIA:

CZY TO JEST WZÓR KAPŁANA ?
CZY TO JEST WZÓR ŚWIĘTEJ LITURGII ?
More
.

TRZEBA SOBIE ZADAĆ PYTANIA:


CZY TO JEST WZÓR KAPŁANA ?

CZY TO JEST WZÓR ŚWIĘTEJ LITURGII ?
Nemo potest duobus dominis servire !
Potrzeba więc, aby wszyscy nadal katolicy, którzy chcą uchodzić za prawdziwych synów matki Kościoła, zupełnie przylgnęli do świętej Ojców świętych wiary i w niej umierali, a bezbożnymi bezbożników nowościami się brzydzili, ich się lękali, nastawali na nie i takowe prześladowali.
(Św. Wincenty z Lerynu, Napomnienie przeciwko herezjom. Rozprawa Pielgrzyma o starożytności i powszechności wiary …More
Potrzeba więc, aby wszyscy nadal katolicy, którzy chcą uchodzić za prawdziwych synów matki Kościoła, zupełnie przylgnęli do świętej Ojców świętych wiary i w niej umierali, a bezbożnymi bezbożników nowościami się brzydzili, ich się lękali, nastawali na nie i takowe prześladowali.

(Św. Wincenty z Lerynu, Napomnienie przeciwko herezjom. Rozprawa Pielgrzyma o starożytności i powszechności wiary katolickiej przeciw niezbożnym nowościom wszystkich kacerzy, Rozdz. XXXIII).
Nemo potest duobus dominis servire !
VRS 31 paź
Parwusie prawdy wiary:
I. Jest jeden Bóg, którego adorujemy razem z mahometanami.
---
II. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który karze piekłem krytykujących posoborowie i jego owoce.
---
III. Są trzy Osoby Boskie, chyba że przeszkadza to w międzyreligijnym dialogu - wtedy patrz: pkt 1.
---
IV. Syn Boży stał się człowiekiem po to żeby wprowadzić zapowiedzianą w raju wolność religijną. …
More
VRS 31 paź

Parwusie prawdy wiary:
I. Jest jeden Bóg, którego adorujemy razem z mahometanami.
---
II. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który karze piekłem krytykujących posoborowie i jego owoce.
---
III. Są trzy Osoby Boskie, chyba że przeszkadza to w międzyreligijnym dialogu - wtedy patrz: pkt 1.
---
IV. Syn Boży stał się człowiekiem po to żeby wprowadzić zapowiedzianą w raju wolność religijną. Człowiek jest ośrodkiem i szczytem wszystkich rzeczy na ziemi, zaś zdumienie nad godnością człowieka nazywa się ewangelią i chrześcijaństwem.
---
V. Dusza ludzka może się zbawić w każdej religii i w sumie lepiej gdy nie zna tej katolickiej, bo wtedy chroni ją błogosławione pole niewiedzy a Duch Chrystusa nie wzbrania się przynosić zbawienia za pośrednictwem sekt heretyckich.
---
VI. Rewolucja liturgiczna Bugniniego-Montiniego jest do zbawienia koniecznie potrzebna.
Calineczka Maja
Moj Boże. Pokuty, pokuty, pokuty. Cisza przed potężną burzą. Jeszcze chwila
piotr_1985
Antychryst jest blisko, trzeba się modlić o szybkie powtórne przyjście Pana Jezusa.
gra-stokrotka
U STOP TWOICH SIEDZE PANIE DLA TWYCH DZIECI MAM PRZESLANIE - WIOSNY NADSZEDL CZAS RADOSNY , ZAJACOM USZY UROSLY . ODLUPILES NASJUZ PANIE -CZAS NA WIELKIE SWIETOWANIE - BAB PIECZENIE , JAJ SZUKANIE ,- DZIEKI MECE TWOJEJ PANIE....... 🤮 ,
Maria Jan Kowalski
Dauny w Kościele...
Nemo potest duobus dominis servire !
VRS 31 paź
Parwusie prawdy wiary:
I. Jest jeden Bóg, którego adorujemy razem z mahometanami.
---
II. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który karze piekłem krytykujących posoborowie i jego owoce.
---
III. Są trzy Osoby Boskie, chyba że przeszkadza to w międzyreligijnym dialogu - wtedy patrz: pkt 1.
---
IV. Syn Boży stał się człowiekiem po to żeby wprowadzić zapowiedzianą w raju wolność religijną. …
More
VRS 31 paź

Parwusie prawdy wiary:
I. Jest jeden Bóg, którego adorujemy razem z mahometanami.
---
II. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który karze piekłem krytykujących posoborowie i jego owoce.
---
III. Są trzy Osoby Boskie, chyba że przeszkadza to w międzyreligijnym dialogu - wtedy patrz: pkt 1.
---
IV. Syn Boży stał się człowiekiem po to żeby wprowadzić zapowiedzianą w raju wolność religijną. Człowiek jest ośrodkiem i szczytem wszystkich rzeczy na ziemi, zaś zdumienie nad godnością człowieka nazywa się ewangelią i chrześcijaństwem.
---
V. Dusza ludzka może się zbawić w każdej religii i w sumie lepiej gdy nie zna tej katolickiej, bo wtedy chroni ją błogosławione pole niewiedzy a Duch Chrystusa nie wzbrania się przynosić zbawienia za pośrednictwem sekt heretyckich.
---
VI. Rewolucja liturgiczna Bugniniego-Montiniego jest do zbawienia koniecznie potrzebna.
wacula25wp.pl
To zdjęcie to chyba prima aprilis
Quas Primas
Za twoją przyczyną i tobie podobnych!
--------------------------------------
"Kanał gloryjański robi z siebie już li tylko ściek kanalizacyjny gromadzący wszelkiej maści robactwo pełzające, latające etc.
Innymi słowy szambo wylewa z datą 2015?"
Nemo potest duobus dominis servire !
Anna Katarzyna Emmerich o "nowym kościele"