V.R.S.
161.2K

Liturgista Tysiąclecia czyli ks. Franciszek Blachnicki

Polecam zwłaszcza tym zdezorientowanym, którzy mimo upływu lat wciąż się dziwią że zniknęły balaski, pochowano tabernakula, Najświętszy Sakrament nie jest odpowiednio czczony a "nowa msza" jest tak przegadana, że nie można skupić się na modlitwie. A czasami nawet łudzą się że to przypadek.

Jak napisał kiedyś Tomasz Terlikowski, któremu akurat w tym wypadku trzeba rację przyznać, ks. Franciszek Blachnicki to – obok K. Wojtyły i S. Wyszyńskiego – jeden z owej “trójcy”, która ukształtowała posoborowy polski model religijności. W kluczowym okresie Ksiądz Blachnicki rozpoczął w roku 1961 studia na KUL a w roku 1968 podjął pracę w Instytucie Teologii Pastoralnej. W roku 1967, już po rozpoczęciu eksperymentu ruchu “oazowego”, został redaktorem “Biuletynu Odnowy Liturgicznej” skupiającego liturgistów ze środowiska lubelskiego, publikowanego jedna w warszawskim Collectanea Theologica związanego z Akademią Teologii Katolickiej prymasa Wyszyńskiego. Redaktorem naczelnym pisma był wówczas ks. Jan Stępień (m.in. zwolennik dialogu z judaizmem, autor tekstu: Katolicyzm-judaizm. Podstawy doktrynalne porozumienia katolików i wyznawców judaizmu. „Znak” R. 14: 1962 nr 9). Jak wskazywano w pierwszym numerze “Biuletynu”: “Biuletyn odnowy liturgii mający stanowić stały dział naszego pisma, pragnie chociaż w części odpowiedzieć tym wszystkim potrzebom odnowy liturgicznej w Polsce”.

W jednym z tekstów pierwszego numeru (z 1967), na który składały się niemal wyłącznie teksty ks. Blachnickiego, który żeby nie epatować cały czas swoim imieniem i nazwiskiem podpisywał się “F.B.”, Ksiądz Redaktor Blachnicki zauważał i grzmiał na wstecznictwo duszpasterzy w Polsce wobec pociągu zwanego rewolucją liturgiczną:


Odnowa liturgiczna domaga się przede wszystkim nowej świadomości, nowych pojęć i nowego sposobu myślenia i wartościowania. Na tę świadomość musi się składać uświadomienie sobie w świetle przemyśleń historyczno-teologicznych braków i jednostronności tradycyjnej koncepcji liturgii oraz głębsze, teologiczne zrozumienie istotnego sensu i celu przeprowadzanych reform (…)

U nas faktycznie jeszcze szeroko odprawia się w stylu przedsoborowym mszę co do formy „privatim celebrata” jako „missa cum populo”. Lud nie wykonuje jeszcze swoich funkcji liturgicznych, najwyżej w stopniu minimalnym, przez niektóre aklamacje i odpowiedzi. Jedno z podstawowych i obowiązujących zadań odnowy liturgicznej nie dotarło jeszcze do ogólnej świadomości duszpasterzy. Ta anomalia — odprawiania mszy św. w obecności ludu, a bez jego czynnego udziału powinna jak najprędzej zniknąć. Duszpasterze muszą pracować gorliwie nad tym, aby nauczyć wiernych recytowania i śpiewania po polsku przynajmniej części stałych mszy św. w myśl rozporządzenia Episkopatu z 17. X. 1966 r.“

Inny tekst z tegoż numeru: “Co wolno a czego nie wolno?” wzywał duszpasterzy do większej samodzielnej aktywności: “W postawie duszpasterzy w odniesieniu do realizowania soborowej odnowy liturgii często obserwować można zbyt daleko posuniętą bierność. (…) Jest jednak szereg przepisów liturgicznych mających moc ogólnego prawa liturgicznego i na ich wykonanie nie trzeba ani osobnego zezwolenia ani nakazu Władzy diecezjalnej. (…) Urzeczywistnienie odnowy liturgicznej w całym szeregu punktów zależne jest więc bezpośrednio od wiedzy, ducha posłuszeństwa i gorliwości poszczególnych duszpasterzy i nie trzeba oczekiwać, że do wykonania każdego kroku musi przyjść odpowiedni nakaz „z góry”. Poza tym całe wielkie zadanie wychowania wiernych do świadomego i czynnego uczestnictwa w liturgii, tak usilnie zalecane przez Konstytucję o Liturgii, złożone jest przez Kościół bezpośrednio w ręce duszpasterzy i w jego realizacji nie mogą oni oglądać się na ciągłe bodźce i rozkazy „z góry”.

W innym tekście tegoż numeru autor podchodził do kwestii “odnowy” bardziej optymistycznie: “Niewątpliwie — wielu jest kapłanów gorliwie pracujących na tym odcinku, wiele kościołów, w których odczuwa się już ożywczy i błogosławiony w skutkach wiew ducha odnowy. Dobrą prognozą jest zrobione już w wielu ośrodkach doświadczenie, że nasi wierni należycie wprowadzeni w odnowioną liturgię — na ogół przyjmują ją chętnie i ze zrozumieniem”.

W tym samym numerze inny autor wskazywał co przykuwa uwagę ludu a co wspomniany lud nudzi. I tak np.: “K r ó t k i e w e z w a n i e , o d p o w i e d z i i o k r z y k i, są wyrażeniem czynnego uczestnictwa wiernych. Muszą być dokładne i jasne, łatwe do zrozumienia i do śpiewania. Liczyć się trzeba z ich częstym powtarzaniem, nie mogą więc nużyć afektacją i płycizną. Dłużej utrzyma się wyrażenie „Idźcie w pokoju Chrystusowym” (Francja) niż „Idźcie, Msza św. się skończyła”. (…) S e k w e n c j e wreszcie — obecnie nie ożywiają udziału ludu, jak to było ich celem, ich rodzaj literacki (tych, które się dochowały) niezbyt odpowiada dzisiejszemu myśleniu, a poezja zatraca się bardzo w przekładzie na obce języki.”

Jako wzór w piśmie ks. Blachnickiego cytowano instrukcję Kurii Katowickiej z 25 października 1965 r. przewidującą odprawianie Mszy twarzą do ludu oraz przemeblowanie w związku z tym prezbiterium:

“Konstytucja o Liturgii postawiła sobie m.in. cel, by „Ofiara mszy św. także pod względem obrzędowym osiągnęła pewną skuteczność duszpasterską” (art. 49). Odprawianie Mszy św. przez kapłana z w r ó c o n e g o do w i e r n y c h może rzeczywiście taką skuteczność spowodować. Dlatego też Instrukcja o należytym wykonywaniu Konstytucji o Liturgii św. w art. 91 o i ściany, aby go łatwo można było obejść i aby celebra mogła się odbywać powiada, że „pożądane jest wystawienie ołtarza wielkiego w takim oddaleniu twarzą do ludu”. A w art. 95 mówi: „Wolno odprawiać Mszę św. twarzą do ludu, nawet jeżeli na ołtarzu jest tabernakulum, byle by ono było małe, ale odpowiednie”. Tym samym kwestia dopuszczalności jest załatwiona. Instrukcja ma jednak na celu ową skuteczność duszpasterską, którą w wielu wypadkach można już było zaobserwować. Niekiedy wierni są po prostu zafascynowani pięknem obrzędów, czego dotychczas, gdy kapłan był od nich odwrócony dostrzec nie mogli. Szczególnie przeżywają taką Mszę św. dzieci, są bardziej skupione, dla głuchoniemych jest ona rewelacją, młodzież pobudzona jest do lepszego uczestnictwa, a i starsi dużo korzystają, bo nie mogą być obojętni na to, co się przy ołtarzu dzieje.”

Dalsza, szczegółowa treść ww. instrukcji m.in. postulowała odłożenie do lamusa ornatów “skrzypcowych” jako nie nadających się do odprawiania versus populum, staranne ogolenie celebransa, jego krzepę fizyczną (“celebrans nie może być w jakikolwiek sposób niedysponowany pod względem zdrowotnym (…) Wszystko, co mogłoby budzić u wiernych wrażenie niesmaku, powinno być wyeliminowane”) oraz jako kluczowe – nawiązanie kontaktu z wiernymi (“Łączność z kapłanem celebrującym musi się jeszcze zamanifestować przez zewnętrzny udział wiernych, jak wstawanie, klękanie i siadanie w odpowiednich momentach, Jeżeli wierni przez cały czas siedzą, nie może się nawiązać właściwy z nimi kontakt”).

W tekście uzupełniającym powyższą instrukcję ks. Blachnicki zauważał: “Znane są „kłopoty” z krzyżem na ołtarzu „versus populum”. Jak go ustawić i jaki ma być, aby nie zasłaniał celebransa? (…) Instrukcja 1964 w n. 94 mówi, że krzyż i świeczniki, za zgodą Ordynariusza mogą być umieszczone także poza ołtarzem. Z tego prawa należy korzystać (…) właśnie przy ołtarzu versus populum. W przeciwnym razie bowiem krzyż będzie albo zasłaniał celebransa, tak że wierni nie będą mogli dobrze widzieć obrzędów, zwłaszcza przy podniesieniu i „Per Ipsum”, albo też będzie tak mały lub prawie niewidzialny”.

Jak podsumowywał w jeszcze innym tekście z tego numeru: “W realizacji odnowy liturgicznej sprawą numer jeden jest formacja liturgiczna kapłanów. Konstytucja o świętej Liturgii w a. 14, mówiąc o wielkim pragnieniu Matki Kościoła, jakim jest pełny, świadomy i czynny udział wiernych w liturgii, poleca duszpasterzom, aby gorliwie dążyli do osiągnięcia takiego udziału przez należyte urabianie wiernych.”

Owa formacja była zaprowadzana nie tylko przez szkolenia czy konferencje ale i zajęcia praktyczne czyli wdrażanie kapłanów do uczestnictwa w koncelebrze. Na prowadzonych w różnych częściach kraju kursach: “Uczestnictwo we Mszy św. koncelebrowanej kształtowano codziennie innym sposobem. Jego aktywny i pobożny przebieg miał zapewnić dyskretny komentarz liturgiczny”.

(źródło)

W kolejnych numerach ks. Blachnicki udzielał wytycznych zdezorientowanym całą sytuacją kapłanom m.in. czy wobec dekretów Soboru Trydenckiego (por. np. Kanon nr 9 Soboru Trydenckiego o Najświętszej Ofierze Mszy: “Gdyby ktoś mówił, że obrządek Kościoła rzymskiego, w którym część kanonu i słowa konsekracji wymawia się po cichu, należy potępić; albo że mszę należy odprawiać wyłącznie w języku rodzimym (…) niech będzie wyklęty”) dopuszczalne jest głośne odmawianie Kanonu Mszy Św. Oczywiście świeżo upieczony absolwent KUL F. Blachnicki wiedział lepiej niż jakiś tam Sobór Powszechny Kościoła (pomijam albo daleko posunięty analfabetyzm autora albo – co bardziej prawdopodobne – bardzo prymitywną manipulację już na początku tekstu mylącą “zwyczaj” z jego obaleniem czyli “rewolucją”):

Zwyczajowo przyjmuje się coraz bardziej odmawianie kanonu łącznie z formułą konsekracji głosem nieco podniesionym, słyszalnym przez całe zgromadzenie. Nowe przepisy liturgiczne nigdzie wyraźnie tego nie nakazują. Czy więc ta nowa praktyka jest uzasadniona i dozwolona? Przemawiają za nią racje następujące:

a) Wynika to z natury kanonu, który jest modlitwą odmawianą przez celebransa jako przewodniczącego zgromadzenia liturgicznego, w imieniu zgromadzenia, stąd powinna ona być słyszana. Wprowadzenie ciszy przed konsekracją (po Sanctus) i po niej przyczyniło się do uświadomienia sobie pewnego rodzaju anomalii zawartej w cichym szeptaniu kanonu przez celebransa.

b) Za głośnym kanonem przemawia praktyka koncelebry oraz praktyka mszy św. odprawianych w auli soborowej, łącznie z mszami celebrowanymi przez samego papieża”

W tym samym numerze nr 2 “Biuletynu odnowy liturgicznej” (źródło) F. Blachnicki uświadamiał jeszcze kapłanów jak wielką wartość ma kolejna nowinka – “zwyczaj” czyli koncelebra:

“Jest faktem, że duży procent kapłanów nie rozumie jeszcze sensu koncelebry i nie kwapi się do niej, nawet wtedy, gdy posiada możność częstszego, a nawet codziennego koncelebrowania. Dlaczego tak jest? Niewątpliwie: wielu powstrzymuje nowość rytu koncelebry i przez długą rutynę i nawyk spowodowana psychiczna niezdolność „koncelebrowania” w sensie szerszym’ tj. sprawowania liturgii w społecznym kontakcie i w żywej wspólnocie z innymi. Takim kapłanom koncelebra „przeszkadza” w skupieniu i pobożności, podobnie jak przeszkadza odprawianie „versus populum” czy w ogóle „cum populo”. Czyż można się temu dziwić, skoro zostali oni wychowani w sprawowaniu liturgii wobec ludu w rycie właściwym dla mszy prywatnej i w nie stwarzającym żywych kontaktów języku łacińskim?”

Talmudyzm czy jak kto woli sofistyka jaką Blachnicki używał dla uzasadnienia koncelebry i pokazania jej wielkiej wartości nieszczęsnym współbraciom jest iście porażająca: “msza św. koncelebrowana z pewnością w pełniejszym wymiarze jest znakiem i sakramentem jedności Kościoła i skuteczniej tę jedność buduje. Dlatego też msza św. koncelebrowana ma w życiu Kościoła większą wartość niż wiele mszy św. jednocześnie odprawianych przy bocznych ołtarzach. Msza św.. koncelebrowana ma poza tym wielką wartość jako znak wyrażający jedność prezbyterium biskupiego ze swoim biskupem i pomiędzy sobą. Główny celebrans w koncelebrze, chociaż nie jest biskupem zawsze go reprezentuje i kapłani przeżywają tutaj swoją zależność w kapłaństwie od biskupa, co jest istotnym elementem kapłaństwa. Również przeżywają kapłani społeczny wymiar swego kapłaństwa, swoją współzależność z innymi kapłanami w sprawowaniu kapłańskiej posługi. Koncelebra nie tylko więc oznacza, ale umacnia więź jedności pomiędzy kapłanem oraz biskupami oraz wśród kapłanów, co ma dla Kościoła ogromne znaczenie. Należałoby dążyć do tego, aby kapłani coraz lepiej i głębiej rozumieli i przeżywali wartość koncelebry dla ich życia kapłańskiego i duszpasterstwa. Nienależyte wykorzystanie daru koncelebry przez jego niezrozumienie jest bowiem z pewnością jakimś marnowaniem łask soborowych.”

Ks. Blachnicki poczynał sobie coraz śmielej, bo kolejnym numerze “Biuletynu odnowy” (źródło) do powyższych argumentów doszedł jeszcze jeden – brak koncelebry i wiele Mszy Świętych… przeszkadza ludziom:

“Kościół uniwersytecki KUL skupiał codziennie rano na mszy świętej zespół ludzi, pragnących uczestniczyć należycie we Mszy św. oraz codziennie przystępujących do Komunii św. Sytuacja ich była jednak bardzo trudna, gdyż prawie bez przerwy odprawiało się kilka mszy św. przy bocznych ołtarzach i to położonych blisko siebie i widzialnych równocześnie z nawy. W takich warunkach oczywiście trudno było mówić o czynnym i pełnym uczestnictwie we Mszy św. w myśl wskazań soborowej Konstytucji o świętej liturgii oraz zgodnie z sensem i duchem liturgii. Dzięki dobrodziejstwu koncelebry codziennej sytuacja na przestrzeni ostatnich miesięcy zmieniła się radykalnie. (…) W ten sposób udało się w dużej mierze urzeczywistnić w wymienionych dwóch kościołach na codzień ideał soborowej odnowy liturgii: Mszę św. jako zgromadzenie liturgiczne ludu Bożego, z podziałem funkcji oraz świadomym i aktywnym uczestnictwem całej społeczności wiernych.”

Walka z “materialistycznym” i “magicznym” pojmowaniem Eucharystii

——

Poniżej przedstawiam jeszcze wybór cytatów z tekstów ks. F. Blachnickiego z lat 1968-71 z tegoż “Biuletynu odnowy liturgii”. W poniższym zwróćmy uwagę na diabelską iście przewrotność argumentacji, m.in. zarzucającą osobom chcącym należycie przygotować się do Komunii św. "jansenizm" i... "antropocentryzm". A rewolucjonista Blachnicki wywalający tabernakula z prezbiteriów i głoszący rolę Mszy jako wspólnotowej celebracji zgromadzenia był w swoim mniemaniu "teocentryczny":

Zmiany w formach kultu eucharystycznego, jakie wprowadza Instrukcja z 25.V. 1967, nierzadko wywołują opory wśród księży i wiernych uczuciowo związanych z tradycyjnymi formami tego kultu. Dla przezwyciężenia tych oporów konieczne jest pogłębienie teologicznego myślenia o Tajemnicy Eucharystii oraz zapoznanie się z genezą przyjętych form kultu dla zrozumienia pewnych ich braków i jednostronności, wynikających z uwarunkowań historycznych minionych epok.W rezultacie wpływów kontrowersji antyreformacyjnej, swoistego typu myślenia teologii scholastycznej, jansenizmu oraz indywidualizmu dziewiętnastowiecznego zaznaczyły się w tradycyjnych formach kultu oraz w katechezie eucharystycznej następujące — nie tyle błędy i wypaczenia, ale jednostronności, braki i uproszczenia: (…)

Msza święta więc przestaje być wartością w sobie, ona tylko „służy” do tego, aby „sprowadzać Chrystusa na ołtarz” aby On mógł być adorowany i spożywany. Następstwem tego jest walidyzm eucharystyczny, który troszczy się tylko o to, aby msza była odprawiona „rite et valide” przez kapłana dla pewnego osiągnięcia zamierzonego skutku konsekracji. Uczestnictwo wiernych we mszy św. aż do konsekracji względnie do Komunii św. staje się więc sprawą nieistotną, którą nie trzeba się specjalnie interesować (…)

Powyższe pojmowanie Eucharystii prowadzi również konsekwentnie do indywidualizmu, któremu sprzyjały także ogólne prądy myślowe XIX wieku. Z uczestnictwa we wspólnocie eucharystycznej ludu Bożego pozostaje tylko „przyjmowanie Komunii św.” jako najbardziej osobista praktyka religijna. Każdy z wiernych przyjmuje tylko „swojego Jezusa”, nie widząc obok siebie swoich bliźnich łączących się z tym samym Jezusem, nie przeżywając Eucharystii jako łączenia się z Kościołem, mistycznym Ciałem, rozrywając ścisły związek pomiędzy Eucharystią, a „nowym przykazaniem” Chrystusowej miłości. Dochodzi często do tego, że we wspólnocie gromadzącej się na mszy świętej widzi się tylko przeszkodę w skupionym i pobożnym przyjmowaniu Komunii św. (…)

Innym przejawem jakiegoś spłycenia w przedstawianiu i pojmowaniu tajemnicy Eucharystii jest pewnego rodzaju „materializm eucharystyczny”. Łączy się on z nauką o realnej obecności Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. (…) W dalszej konsekwencji w kategoriach czysto materialnych rozpatruje się problem miejsca, w którym „przechowywany jest Pan Jezus”, uważając za zniewagę religijną lub przynajmniej brak uszanowania odwrócenia się plecami do tabernakulum lub przesunięcie go na inne, nie centralne miejsce w kościele. W tym wszystkim zapomina się, że Eucharystia to „mysterium fidei”, że obecność Chrystusa w niej nie może być rozpatrywana w oderwaniu od całego dzieła zbawczego, jako obecność sama w sobie (pojmowana na sposób np. wszechobecności Boga), w oderwaniu od wewnętrznej obecności Chrystusa w nas przez wiarę, która jedynie otwiera przystęp do obecności sakramentalnej. (…) Zapomina się, że realna obecność Chrystusa w Eucharystii nie może być traktowana w izolacji od innych sposobów Jego obecności w Kościele, które są także prawdziwe i realne i które warunkują dopiero właściwe zrozumienie sensu i skuteczność zbawczą obecności w postaciach eucharystycznych (…)

Klerykalizm eucharystyczny jest następstwem izolowanego uwydatnienia we mszy św. konsekracji, jako najważniejszego i najistotniejszego momentu. W związku z tym kapłan-konsekrator staje się jedynym podmiotem ofiary mszy św., lud wierny zostaje zepchnięty do roli biernych odbiorców tzw. „owoców” mszy św. Msza św. w ogólnej świadomości przestaje być przeżywana jako ofiara Kościoła, jako „eucharistia” ludu Bożego oddającego przez Chrystusa w Duchu Świętym Ojcu wszelką cześć i chwałę. W katechezie msza św. nie jest przedstawiona jako radosna czynność wszystkich członków ludu Bożego, ale jako funkcja ściśle kapłańska, w której reszta członków Kościoła zobowiązana jest uczestniczyć na mocy przykazania kościelnego. Prawda o powszechnym kapłaństwie wiernych nie jest należycie uwzględniona w programie katechezy. (…)

Moralizm w katechezie i w pobożności eucharystycznej ma swoje dalsze źródło w jansenizmie a bliższe w tendencjach antropocentrycznych tzw. epoki oświecenia. Eucharystia jako komunia święta w tym ujęciu pojmowana jest jako nagroda dla dusz czystych i świętych. Dlatego trzeba starać się dobrze żyć, aby móc przystąpić do Komunii świętej (…)

Takie pojmowanie Eucharystii w aspekcie moralnym znów z kolei sprzyja tendencjom indywidualistycznym w kulcie eucharystycznym.Wszystkie ukazane powyżej tendencje mniej lub więcej zaciążyły na tradycyjnej koncepcji katechezy i pobożności eucharystycznej. Oczyszczenie kultu eucharystycznego z tych wszystkich naleciałości i braków jest właśnie zamierzeniem i celem Instrukcji o Kulcie Tajemnicy Eucharystycznej z 25. V. 1967 r. (…)

To właśnie sprawowanie Eucharystii, a więc msza święta jako rzeczywistość dynamiczna, jako wydarzenie, jako „c e l e b r a c j a”, jako zgromadzenie ludu Bożego, jest naprawdę ośrodkiem całego życia chrześcijańs iego zarówno dla całego Kościoła jak i dla miejscowych wspólnot tegoż Kościoła (a. 6). Tylko tak pojęta Eucharystia należycie wyraża i przedziwnie sprawia uczestnictwo w życiu Bożym i jedność ludu Bożego a więc to, co stanowi istotę Kościoła (…) Zwróćmy uwagę na zasadnicze przesunięcie akcentów, jakie wyraża się w tych sformułowaniach. Tu już nie „Boski Więzień” w Tabernakulum a więc Eucharystia ujęcia w aspekcie statycznym, jako „sakrament trwały” stanowi centrum życia Kościoła, ale dynamiczna rzeczywistość celebracji Pamiątki Pana czyli zgromadzenia eucharystycznego! Tylko o tym zgromadzeniu bowiem można powiedzieć, że ono wyraża i buduje Kościół. (…)

To spojrzenie, które ujmuje Eucharystię przede wszystkim jako zgromadzenie, będące znakiem Kościoła jako wspólnoty i jedności i w swojej funkcji tworzenia i budowania tej wspólnoty, przeciwstawia się zdecydowanie tendencjom indywidualizmu eucharystycznego (…) Jeżeli uwydatni się należycie obecność Chrystusa w Jego słowie, w zgromadzeniu wiernych oraz w osobie celebrującego kapłana, wtedy już nie tak łatwo ulegnie się niebezpieczeństwu prostego utożsamiania hostii z Jezusem, w sensie pewnego „zamykania” go w przestrzennych i materialnych ramach. Eucharystia będzie wtedy ujmowana jako jeden ze sposobów obecności i działania Chrystusa, Uwielbionego Pana, będącego „po prawicy Ojca”. Podkreślenie realnej obecności Chrystusa w Eucharystii zaś nie może w niczym umniejszać rzeczywistości i ważności innych sposobów Jego obecności w zgromadzeniu eucharystycznym (…)

Można w tym miejscu uczynić dygresję na temat lokalizacji miejsc przechowywania Eucharystii w kościele. Problemu tego nie można rozwiązać według kryteriów czysto zewnętrznych i materialnych, pytając, które miejsce jest najbardziej godne, centralne czy widoczne. Problem trzeba postawić na innej płaszczyźnie pytając, jaki sposób umieszczenia tabernakulum najlepiej będzie służył rozbudzeniu i pogłębieniu wiary w misterium Eucharystii. Będzie to więc taki sposób, który najlepiej pozwoli wykorzystać i uwydatnić elementy liturgii stojące w służbie wiary i mające ją przygotować do spotkania sakramentalnego z Chrystusem. Te elementy to przede wszystkim — słowo i znaki względnie symbole. Należyte ich wykorzystanie w służbie pedagogii wiary będzie postulowało inne zlokalizowanie tabernakulum niż to, które narzuca się spontanicznemu i „materialistycznemu” myśleniu.

Dalszy artykuł (11) Instrukcji zaleca szczególne uwzględnienie w katechezie eucharystycznej prawdy o powszechnym kapłaństwie wiernych. Dzięki temu wierni poznają lepiej miejsce, przysługujące im w liturgicznym zgromadzeniu oraz role, którą mają do spełnienia w czynności eucharystycznej. W ten sposób zażegnane zostanie niebezpieczeństwo klerykalizmu eucharystycznego, uznające jedynie aktywność urzędowego kapłana w liturgii. Artykuł 12; nakazujący wyjaśniać w katechezie istotę czynnego uczestnictwa we mszy św., ukazuje drogę do przezwyciężenia legalizmu eucharystycznego. To czynne uczestnictwo polega przede wszystkim na tym, że wierni jako członkowie świętego ludu Bożego wraz z kapłanem, czują się podmiotem ofiary eucharystycznej i pomni na mękę, zmartwychwstanie i chwałę Pana, składają Bogu dzięki i ofiarują nieskalaną żertwę nie tylko przez ręce kapłana, ale razem z nim. Drugim istotnym punktem czynnego uczestnictwa jest łączenie się z Bogiem i innymi wiernymi przez sakramentalną komunię świętą. (…) Tworzenie wspólnoty ludu z Bogiem i pomiędzy sobą w Chrystusie jest bowiem celem Eucharystii i dlatego na współurzeczywistnianiu tego celu polega czynny udział we mszy św.”

(źródło)

“Na drugim etapie problemem głównym staje się wychowanie wiernych do czynnego uczestnictwa w odnowionej liturgii. Tu należą takie zadania, jak wyuczenie śpiewów i recytacji, przyzwyczajenie do odpowiednich postaw a przede wszystkim pouczenie przez odpowiednią katechezę (komentarz, homilia) o głębszym sensie zmian w liturgii i uczestnictwa w niej. Celem tej katechezy jest ostatecznie doprowadzenie wiernych do wewnętrznie zaangażowanego, modlitewnego współprzeżywania i współsprawowania liturgii.”

(źródło)

“Jeszcze inni [kapłani] wprowadzają język polski zgodnie z zarządzeniami, ale w sposób czysto mechaniczny, rubrycystyczny, nie troszcząc się wiele o należyte wychowanie wiernych do czynnego i świadomego uczestnictwa w zgromadzeniu eucharystycznym. Taka liturgia, sprawowana w języku narodowym w obliczu niewiele rozumiejącej i niezaangażowanej grupy wiernych, robi wrażenie o wiele bardziej przygnębiające niż tradycyjna liturgia łacińska sprawowana wobec niemych widzów. Kapłani pojmujący odnowę liturgii w sposób czysto rubrycystyczny w gruncie rzeczy nie różnią się istotnie od tej ostatniej grupy odprawiających po staremu liturgię po łacinie, secundum Tridentinum, nie troszcząc się o realizację postanowień soboru i episkopatu w! tej dziedzinie. Wszystkie te fakty sprawiają, że dziełu odnowy liturgii w Polsce towarzyszy często atmosfera niezadowolenia i krytyki, nie zaś twórczej radości ludu Bożego, odkrywającego piękno i moc odnowionej liturgii zgromadzenia eucharystycznego.”

(źródło)

Pierwsze zapoznanie się z Institutio generalis napełnia prawdziwą radością [ważna uwaga: tekst ten ukazał się w numerze Biuletynu z 1-szego kwartału roku 1970 a zatem jeszcze przed ogłoszeniem 26 marca 1970 roku korekty Ogólnego wprowadzenia zmieniającego m.in. pkt 7 z protestancką definicją Mszy świętej]. Tekst urzeka swoją prostotą, przejrzystością i jasnością, a przede wszystkim teologiczną głębią. Z największym uznaniem należy powitać fakt odejścia od tradycyjnej zasady, że rubryki nie podają motywacji i uzasadnień doktrynalnych. W nowym ujęciu przy każdej niemal rubryce ukazany jest jej sens teologiczny i pastoralny. Odtąd nie będzie już można być rubrycystą, nie będąc równocześnie teologiem i duszpasterzem. Wiele spośród nowych sformułowań to prawdziwe perełki, zawierające w sobie kopalnię myśli do homilii i komentarzy liturgicznych. Całość zaś w przedziwny sposób ukazuje głęboki, teologiczny i pastoralny sens zarówno całej struktury zgromadzenia liturgicznego, jak i poszczególnych jego elementów.”

“Część I przynosi najpierw (a. 7) jakby definicję Wieczerzy Pańskiej czyli Mszy, która jest „świętym zgromadzeniem (synaxis seu congregatio) ludu Bożego schodzącego się razem (in unum convenientis) pod przewodnictwem kapłana, dla celebrowania pamiątki Pana”. Do tego zgromadzenia Kościoła lokalnego w szczególny sposób odnosi się obietnica Chrystusa: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20). To spojrzenie na Mszę św. z punktu widzenia odnowionej teologii zgromadzenia liturgicznego stanowi prawdziwy „kopernikański przewrót” w stosunku do tradycyjnego, antyreformacyjną kontrowersją uwarunkowanego, zawężonego spojrzenia na Mszę* św. jako na „bezkrwawą ofiarę Nowego Zakonu”. Tutaj od razu w definicji Msza jest ujmowana społecznie i eklezjalnie, co ma ogromne znaczenie pastoralne.”

“Do innych formuł liturgii mszalnej należą przede wszystkim dialogi celebransa ze zgromadzeniem oraz aklamacje. Wynikają one ze wspólnotowego charakteru celebracji Mszy, są nie tylko jego znakiem, ale sprawiają jedność pomiędzy kapłanem a ludem (…) Po wyznaniu wiary, które ma miejsce w niedziele i święta oraz w pewnych bardziej uroczystych celebracjach, następuje modlitwa powszechna, w której lud, spełniając swoją funkcję kapłańską, modli się za wszystkich ludzi.

L i t u r g i a e u c h a r y s t y c z n a , w czasie której uobecnia się w Kościele Ostatnia Wieczerza, gdy kapłan czyni to, co czynił Chrystus i kazał czynić na swoją pamiątkę uczniom, składa się z części następujących: a) Przygotowanie darów, t.j. przyniesienie na ołtarz chleba i wina z wodą, a więc tych elementów, które Chrystus wziął w swoje ręce. b) Modlitwa eucharystyczna, w czasie której składa się dzięki Bogu za całe dzieło zbawienia, a dary stają się Ciałem i Krwią Chrystusa. c) Łamanie jednego chleba objawia jedność wiernych, a wierni przez Komunię przyjmują Ciało i Krew Chrystusa w ten sam sposób, co Apostołowie z rąk Chrystusa.”

“Kapłan-celebrans przewodniczy zgromadzeniu w imieniu Chrystusa (in persona Christi), Celebrując Eucharystię powinien służyć Bogu i ludowi z godnością i pokorą, ukazując wiernym swoim sposobem zachowania się i głoszenia słów Bożych żywą obecność Chrystusa (…) Na drugim miejscu (a. 62—64) omawia rozdział III funkcje ludu Bożego w zgromadzeniu, który sprawuje tu swoje królewskie kapłaństwo, dzięki czyniąc Bogu i ofiarując niepokalaną Hostię nie tylko przez ręce kapłana, ale z nim współofiarując i ucząc się samych siebie ofiarować. Powinna ich dlatego cechować miłość wobec braci uczestniczących w tej samej celebracji. Stają się oni jednym ciałem w słuchaniu słowa Bożego, uczestnicząc w modlitwach i śpiewach a zwłaszcza składając wspólnie ofiarę i uczestnicząc wspólnie w stole Pańskim. Wierni powinni i także przyjmować chętnie szczególne służby w zgromadzeniu, gdy zostaną o to poproszeni.”

“Miłym zaskoczeniem jest sposób rozwiązania rytu Mszy bez ludu. Spodziewano się, że będzie ona ułożona w ten sposób, aby odpowiadała prawdziwej sytuacji, a więc bez uwzględnienia obecności ludu i bez rytów wyrażających społeczną strukturę Mszy. Tymczasem rozwiązanie poszło w kierunku wprost przeciwnym. Zasada podana w a. 210 mówi, że Msza sine populo ogólnie stosuje się do rytu Mszy cum populo, z tym że ministrant przejmuje funkcje ludu (…) Na przykładzie rytu Mszy bez ludu uświadamia nam się jasno, jak ogromny przewrót dokonał się w patrzeniu na liturgię. Dawniej tak było, że ryt Mszy prywatnie odprawianej zdeterminował ryt Mszy cu m p o p u lo . Obecnie odwrotnie: ryt Mszy z ludem określa formę Mszy bez ludu!”

Reasumując ogólne wrażenie po zapoznaniu się z nowym Ordo Missae, można stwierdzić, że jest to, abstrahując od pewnych szczegółów, co do których można by mieć jakieś opory, dzieło monumentalne, godne ducha II Soboru Watykańskiego, stwarzające ogromne perspektywy duszpasterskie dla wychowania wiernych do nowej świadomości ludu Bożego .„gromadzącego się w jedno” i pielgrzymującego w braterskiej wspólnocie do domu Ojca.

(źródło)

“Niewykorzystaną szansą dla pogłębienia życia chrześcijańskiego naszych wiernych i naszych wspólnot parafialnych i innych jest jeszcze wciąż liturgia Wielkiego Tygodnia. Szansę tę stworzyła dla naszego duszpasterstwa reforma tej liturgii przeprowadzona przez P i u s a XII. Reforma ta, stanowiąca jakby zorzę poranną wielkiej odnowy liturgii II soboru watykańskiego, wzbudziła swego czasu wielką radość i wielkie nadzieje działaczy ruchu liturgicznego”

(źródło)

[z relacji o “dobroczynnych” owocach odnowy w Niemczech]

“(…) Tu i tam pojawiły się małe grupy ludzi wprost fanatycznie sprzeciwiających się wszelkim zmianom w liturgii (…) Według sprawozdań celebracja versus populum przyczyniła się w dużej mierze do wyrażenia wspólnoty uczestniczących w Eucharystii oraz związku pomiędzy kapłanem-celebransem a gminą. Szczególnie podkreśla się pozytywny wpływ tego sposobu celebrowania na skupienie i pobożność dzieci uczestniczących we Mszy świętej. (…) Ogólnie stwierdza się w sprawozdaniach, że nabożeństwa liturgiczne dzięki reformie stały się bardziej zrozumiałe i żywe. Współdziałanie uczestników jest o wiele lepsze niż przed reformą, zmniejszyła się liczba tych, których udział we Mszy św. polegał tylko na „odstaniu” określonego czasu.

Jeżeli chodzi o wpływ odnowy liturgii na liczbę przychodzących do kościoła, to nie da się zanotować ani widocznego wzrostu, ani spadku. Należałoby raczej oczekiwać pewnego spadku, albowiem reforma domaga się żywszego zaangażowania osobistej wiary, do czego nie wszyscy są uzdolnieni i przygotowani. Obiektywną trudnością dla czynnego uczestnictwa w odnowionej liturgii są teksty liturgiczne, które mimo dobrych tłumaczeń są często trudne do zrozumienia dla współczesnego człowieka

(źródło jak wyżej)

“Po subdiakonie wymieniony jest lektor. Nawet, jeżeli jest to świecki, wypełnia on własną służbę w zgromadzeniu, także wtedy, gdy obecny jest minister wyższego stopnia święceń. Funkcja lektora nie jest więc funkcją „delegowaną”, wypełnianą w zastępstwie tych, co mają święcenia, ale funkcją własną świeckiego, ochrzczonego, któremu została zlecona.Lektor czyta wszystkie lekcje z Pisma świętego, z wyjątkiem Ewangelii i Epistoły, jeżeli obecny jest subdiakon. W braku psalmisty wykonuje także psalm pomiędzy lekcjami. Aby wierni przez słuchanie czytań zostali pociągnięci wewnętrznie do Pisma św., jest rzeczą konieczną, aby lektorzy do tak ważnego urzędu wyznaczeni byli naprawdę zdatni (apti) i starannie przygotowani. (…) Wypada, aby dary chleba i wina przynieśli wierni do ołtarza, nie jest to więc funkcja ministrantów. Ministranci natomiast wspomagają celebransa w przyjmowaniu darów (mogą to być także inne dary w naturze na potrzeby kościoła i biednych), chleb i wino kładą na ołtarzu, inne dary w odpowiednim miejscu poza ołtarzem (…) W całym nowym Ordo Missae nie ma żadnej wzmianki o dzwonkach. Należałoby wnioskować, że zostały one zniesione. Wydaje się, że dzwonienie na przeistoczenie, przy kanonie głośnym i w języku narodowym, traci sens.”

(źródło)

“Tłumaczenie łacińskich tekstów liturgicznych na języki narodowe to jeden z najtrudniejszych i najbardziej delikatnych problemów technicznych posoborowej odnowy liturgii. Trudności obiektywne związane z tym problemem były chyba jednym z głównych powodów, dlaczego Kościół tak długo wahał się z wprowadzeniem języków narodowych do liturgii, mimo iż już na Soborze Trydenckim okazał zrozumienie dla wielkiego znaczenia duszpasterskiego takiej decyzji. Powzięcie tej decyzji na II Soborze Watykańskim jest m. in. dowodem zaufania do poziomu naukowego i sprawności technicznej naszej epoki, zapewniającej należyte pokonanie trudności związanych z tym problemem.”

(źródło)

[w dalszej części tego numeru ks. Blachnicki daje własne resumee “cennych” myśli jednego z francuskich autorów odnośnie nowej roli celebransa]:

“Troska o to, aby zgromadzenie zaistniało, domaga się najpierw pewnych przygotowań zewnętrznych, natury technicznej. Chodzi tu przede wszystkim o problem miejsca zgromadzenia w jego relacji do ilości zgromadzonych. Trzeba stworzyć takie warunki, aby wierni mogli się poczuć naprawdę wspólnotą także od strony czysto naturalnej, psychologicznej, aby mogli nawiązać osobowy kontakt z innymi. Trudno np. mówić o takich warunkach, gdy garstka ludzi rozproszona jest w ogromnym kościele, wtedy trzeba pomyśleć o celebrowaniu w bocznej kaplicy, krypcie itp. Powołać zgromadzenie oznacza następnie sprawić, aby zaczęło ono istnieć właśnie, jako zgromadzenie ludu Bożego, a więc rozbudzić w nim świadomość tego aspektu jego egzystencji.”

Zorganizować zgromadzenie znaczy rozdzielić poszczególne funkcje i zadania, jakie mogą spełnić wierni w zgromadzeniu, zgodnie z postanowieniami rozdziału III Institutio generalis. Celebrans nie powinien mieć ambicji, aby możliwie wszystko zrobić sam, ale powinien uaktywniać wiernych, aby każdy czynił to, co do niego należy zgodnie z przewidzianym podziałem ról i funkcji w zgromadzeniu.”

Celebrans musi umieć słuchać, co mówi zgromadzenie. Słuchać nie tylko w ramach zgromadzenia, ale także poza nim. Musi prowadzić dialog z członkami zgromadzenia na temat doboru tekstów czytań, modlitw i pieśni, długości i tematu homilii itp. Powinien w ten sposób umożliwić członkom zgromadzenia jego współkształtowanie. Kochać swoje zgromadzenie oznacza przede wszystkim okazywać mu szacunek. Celebrans jako przewodniczący zgromadzenia stoi w jego służbie. (…) Celebrans nie stoi poza zgromadzeniem, ale jest jego członkiem, celebruje wśród współcelebrujących, przewodzi modlitwie, modląc się sam. W akcie pokutnym staje jako grzesznik wśród grzesznych, a w liturgii słowa jest słuchaczem wśród słuchaczy. Dlatego w pouczeniach dawanych wiernym w czasie zgromadzenia używa formuły „my”, a nie “wy””.

Ożywiać zgromadzenie znaczy tchnąć w niego ducha, pozwolić mu odnaleźć swojego ducha wspólnoty. Temu celowi mają służyć różne odezwania się celebransa do zgromadzenia, zwłaszcza w tych czterech przewidzianych w Institutio gen. (n. 11) momentach (po pozdrowieniu wstępnym, przed liturgią słowa, przed prefacją i rozesłaniem), kiedy celebrans może swoimi słowami dać pewne objaśnienia i zachęty. (…) W ten sposób ożywiony i rozbudzony słowem celebransa duch zgromadzenia znajdzie potem swój zewnętrzny i społeczny wyraz w różnych formach czynnego uczestnictwa w liturgii (…)”

“O przygotowaniu zgromadzenia należałoby może mówić na początku, jako o pierwszym zadaniu celebransa. Przygotowanie to dokonuje się jednak przede wszystkim w ramach samego zgromadzenia. Każde z nich, wprowadzając stopniowo coraz głębiej w zrozumienie ducha odnowionej liturgii zgromadzenia eucharystycznego, stanowi zarazem przygotowanie do następnego zgromadzenia. Szczególną rolę może tu odegrać końcowe upomnienie celebransa, przed rozesłaniem wiernych, połączone z tzw. ogłoszeniami duszpasterskimi. (…) Drugą zasadą naczelną odnośnie przygotowania zgromadzenia jest, że należy je przygotowywać razem z zgromadzeniem. Należy w zespołach liturgicznych wciągnąć, jak najwięcej wiernych do aktywnej współpracy z przygotowaniem zgromadzenia, np. przez opracowanie komentarzy, wybór czytań, przygotowanie śpiewów itp. Powyższe spojrzenie na zadania i obowiązki celebransa, jako przewodniczącego zgromadzenia eucharystycznego uświadamia nam z kolei wielkie wymagania wypływające z nowego Ordo Missae odnośnie formacji aktualnych i przyszłych kapłanów i duszpasterzy.”


Ks. F. Blachnicki (po prawej na dole) obok Karla Rahnera, podczas wizyty tego ostatniego na KUL
pielgrzym55
A co ta rączka robi za pazuchą sutanny tudzież marynarki? Czyżby należał do księżowskich braci lożowych zwanych charystami?
V.R.S.
Zapewne sięgał po zegarek a niedoświadczony fotograf akurat w tym momencie zrobił zdjęcie. Dość częsty błąd na fotografiach różnych znanych ludzi.
marta1012
Tylko czkać jak ks. Blachnicki modernista zostanie wyniesiony na ołtarze.
V.R.S.
Owszem. A kolejce jeszcze "ojciec" Lasek i Prymasa Tysiąclecia, duszpasterz przedwojennej żydolewicy i sanacji ks. W. Korniłowicz od "wkluczania" wykluczonych. Tłoczno jest.
Quas Primas
Przecież to jest bluźnierstwo!. Sadzę, że tę myśl podzielał i JPII i ten, wyniesiony w niedzielę na ołtarze, oraz setki, jak nie tysiące innych...
ps. Całość art porażająca. Owoce (zgniłe) takich modernistów widać dzisiaj jak na dłoni, ale taka "Medalikowa" i jej podobni nie dostrzegają tego, jeno rugają Franciszka, jakby to on spadł z księżyca i zaczął rozwalać Kościół....
----------------------…More
Przecież to jest bluźnierstwo!. Sadzę, że tę myśl podzielał i JPII i ten, wyniesiony w niedzielę na ołtarze, oraz setki, jak nie tysiące innych...
ps. Całość art porażająca. Owoce (zgniłe) takich modernistów widać dzisiaj jak na dłoni, ale taka "Medalikowa" i jej podobni nie dostrzegają tego, jeno rugają Franciszka, jakby to on spadł z księżyca i zaczął rozwalać Kościół....
------------------------------------
(...) “msza św. koncelebrowana z pewnością w pełniejszym wymiarze jest znakiem i sakramentem jedności Kościoła i skuteczniej tę jedność buduje. Dlatego też msza św. koncelebrowana ma w życiu Kościoła większą wartość niż wiele mszy św. jednocześnie odprawianych przy bocznych ołtarzach"
V.R.S.
To nie jest artykuł tylko wybór publicznych wypowiedzi Redaktora "Biuletynu liturgicznej odnowy", którego ktoś tam w owej roli umieścił w określonym celu. Znanego bardziej jako ojca ruchu oazowego. W ogóle wielość "ojców" wskazuje na pionierski charakter podjętych wówczas szeroko zakrojonych działań.

Jednak ma pani rację - to co oni szczerze otwarcie pisali (jeszcze przed odpaleniem samego NOM …More
To nie jest artykuł tylko wybór publicznych wypowiedzi Redaktora "Biuletynu liturgicznej odnowy", którego ktoś tam w owej roli umieścił w określonym celu. Znanego bardziej jako ojca ruchu oazowego. W ogóle wielość "ojców" wskazuje na pionierski charakter podjętych wówczas szeroko zakrojonych działań.

Jednak ma pani rację - to co oni szczerze otwarcie pisali (jeszcze przed odpaleniem samego NOM 1969) jest wystarczająco porażające. Czego nie pisali a myśleli, przepychając te rewolucyjne zmiany - lepiej się nie domyślać.
Dlatego warto czytać te teksty, choćby wspomnienia takiego abp Nossola - weterana rewolucji, wciąż aktywnego, bo w tym roku oświadczył: "Negowanie ekumenizmu to atak na samego Jezusa i negowanie działania Ducha Świętego w Kościele. Ekumenizm nie jest herezją. Jest nią jego odrzucenie." ( cyt. za ekai ) oraz wspomnienia towarzyszy broni czyli "braci odłączonych" którzy na tegorocznej uroczystości oświadczyli: "Dziękujemy za wielu kapłanów i wiernych, których ukształtowałeś w duchu ekumenizmu"
Julia Pole
jeszcze jedna rzecz, którą zawdzięczamy Oazom, to fatalna muzyka i jeszcze gorsze teksty pieśni. Wiem, że niektórym to się bardzo podoba, ale słowa w stylu: "Twoja miłość jak ciepły deszcz (...)" przywodzą na myśl w najlepszym razie dzieło disco polo: "ciepły wiatr".
Julia Pole
Wystarczy spojrzeć na owoce - gdzie ta młodzież, która miała być przyciągnięta do nowej liturgii? Gdzie ich dzieci?
Augustyn z Hippony
Jak to gdzie? Na piwo poszły i otworzyły się na świat. Mówią tylko w języku..., który ciężko nazwać polskim i propagują szczęście związane z pederastią, aborcją, invitro i antykoncepcją.
Znam wielu pooazowych chrześcijan, ciężko ich nazwać katolikami, o swojej wierze nie wiedzą nic. Wspomnienia zaś z Oazy mają takie, że świetne imprezy były, fajne dziewczyny i można było nieźle zabalować.
V.R.S.
Powiem szczerze - już jako dziecko, nie wiedząc jakie to nam salto mortale w Kościele wykonali, nie rozumiałem np. takich określeń jak "Prymas Tysiąclecia". Jakiego Tysiąclecia? To tak jakby o Dudzie napisać: "Prezydent Stulecia" bo miał to szczęście, że był prezydentem podczas rocznicy 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę albo - jeszcze lepiej - o Kwaśniewskim: "Prezydent Drugiego …More
Powiem szczerze - już jako dziecko, nie wiedząc jakie to nam salto mortale w Kościele wykonali, nie rozumiałem np. takich określeń jak "Prymas Tysiąclecia". Jakiego Tysiąclecia? To tak jakby o Dudzie napisać: "Prezydent Stulecia" bo miał to szczęście, że był prezydentem podczas rocznicy 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę albo - jeszcze lepiej - o Kwaśniewskim: "Prezydent Drugiego Tysiąclecia" bo akurat wypadło mu pełnić urząd w roku 2000. Logicznie rzecz ujmując: idiotyzm, propagandowo - brzmi ładnie i w ucho wpada.

Co do tematu liturgii - "odnowę liturgiczną" jak widać po załączonych tekstach przepychano kolanem bez wysublimowanych uzasadnień. A to że dzieci będą aktywniej uczestniczyć to już wyjątkowe bałwaństwo.
V.R.S.
@Augustyn z Hippony
Tak to "laikat" został zgodnie z założeniami modernistów (por. Pascendi) motorem postępu w Kościele.
One more comment from V.R.S.
V.R.S.
@Ewa Maria Monika
No nie wiem. Już pierwszy prymas Polski tj. - abp Mikołaj Trąba jako jedna z głównych postaci soboru w Konstancji kończącego tzw. wielką schizmę zachodnią wydaje się postacią bardziej znaną i mającą większe znaczenie historyczne niż kard. S. Wyszyński.
Augustyn z Hippony
Jeśli mowa o tysiącleciu, to Adam książę kardynał Sapieha był niewątpliwie dużo bardziej zasłużony dla Kościoła.
Dzięki Jego postawie i przykładowi można się uczuć jak postępować w głupkami u władzy. To Książę Niezłomny potrafił nie ulegając konikturalizmowi postawić się pogrobowcom Piłsudskiego. Nie szedł na układy z władzą w żadnej mierze i nie negocjował ze złem.
Był w Europie tylko jeszcze …More
Jeśli mowa o tysiącleciu, to Adam książę kardynał Sapieha był niewątpliwie dużo bardziej zasłużony dla Kościoła.
Dzięki Jego postawie i przykładowi można się uczuć jak postępować w głupkami u władzy. To Książę Niezłomny potrafił nie ulegając konikturalizmowi postawić się pogrobowcom Piłsudskiego. Nie szedł na układy z władzą w żadnej mierze i nie negocjował ze złem.
Był w Europie tylko jeszcze jeden, który mógł się równać s księciem Sapiehą, kard. Mindszenty.
Cała reszta próbowała negocjować z diabłem, od Pawła VI, który sprzedał Kościół komunistom, do Wyszyńskego.
Posoborowie tworzy swoją legendę, jak każda ideologia, bo to ideologia, a nie wyznanie Rzymsko Katolickie,.
V.R.S.
@Augustyn z Hippony
Był zasłużony ale nie był prymasem.
Augustyn z Hippony
No formalnie nie był... praktycznie był kimś więcej dla narodu. Nie napisałem też, że był. Jeśli chodzi o pozycję społeczną, pochodzenie i zasługi był kimś znacznie ważniejszym.
Zaś beatyfikacja ks. Wyszyńskiego to chyba nie chodziło o to, że był Prymasem?
V.R.S.
@Augustyn z Hippony
Nie ale myślałem że pan nawiązuje do dyskusji dotyczącej "Prymasa Tysiąclecia".