Clicks4.7K
Radek33
22

Wróciła z zaświatów:"Demony wylały na mnie krew abortowanych dzieci,które miałam na sumieniu!"

Gloria Polo jest Kolumbijką, dentystką. Wskutek uderzenia pioruna była tak poważnie ranna, że przez kilka dni znajdowała się w śpiączce. Przy życiu podtrzymywały ją szpitalne urządzenia medyczne. Gdyby je wyłączono, umarłaby. Opiekujący się nią lekarze spisali ją na straty i chcieli odłączyć aparaturę. Jednak jej siostra, która też jest lekarzem, domagała się, by podtrzymywać ją przy życiu. Podczas śpiączki Gloria Polo znajdowała się po drugiej stronie rzeczywistości, w zaświatach. Potem wróciła do życia, by złożyć świadectwo tym, którzy nie potrafią uwierzyć. Przyniosła stamtąd ważne orędzie dla ludzkości.
Podczas mistycznego przeżycia, Gloria mogła zajrzeć do swej Księgi życia. Doświadczenie to wstrząsnęło nią. Na polecenie Pana Boga stała się głosem wołającym na pustyni wiary obecnych czasów.


Nie zabijaj – aborcja
Kiedy w mojej Księdze życia doszliśmy do piątego przykazania Bożego: „Nie zabijaj”, pomyślałam sobie: wreszcie, nie mam sobie nic do zarzucenia, bo nikogo nie zabiłam. Ku memu ogromnemu przerażeniu Pan pouczył mnie o czymś całkiem innym. Pokazał mi z całą wyrazistością, że byłam niesamowicie okrutną morderczynią. Mordy, w jakie byłam uwikłana, należały do zabójstw, które w oczach Pana zaliczają się do tych najpotworniejszych: aborcja dzieci nienarodzonych.
Pewnego dnia moja przyjaciółka Estela rzekła do mnie: „Słuchaj! Masz 13 lat i nie straciłaś jeszcze cnoty?” Spoglądałam na nią oniemiała. Co chciała przez to powiedzieć? Moja matka opowiadała mi zawsze o wadze dziewictwa. Mówiła, że to dar, jaki panna młoda może ofiarować Bogu. Moja przyjaciółka jednakże odpowiedziała mi, wyrażając wyższość i zarozumiałość: „Moja matka zaprowadziła mnie do ginekologa, jak tylko dostałam pierwszą menstruację. Od tamtego czasu biorę pigułki antykoncepcyjne.”
Wtedy nie wiedziałam nawet, co to takiego. Wyjaśniła mi, że te pigułki służą temu, by nie zajść w ciążę. I opowiedziała mi, z jakimi mężczyznami już spała. To była duża ilość chłopaków i młodych mężczyzn. Powiedziała, że to takie przyjemne. Rzekła do mnie: „Widzę, że nie masz pojęcia o tym wszystkim.” Potwierdziłam. Powiedziała, że zaprowadzi mnie do miejsca, gdzie będę mogła się czegoś nauczyć. Byłam przestraszona, bo nie wiedziałam, gdzie chce mnie zaprowadzić.
Otworzył się przede mną nowy świat, całkowicie nieznany świat. Poszła z nią i innymi do kina, do centrum miasta, by obejrzeć film pornograficzny. Możecie sobie wyobrazić moje przerażenie? Dziewczynka, która wówczas miała 13 lat! Nie posiadaliśmy nawet telewizora. Możecie sobie wyobrazić taki film? Umarłam niemal ze strachu i wstrętu. Wydawało mi się, że jestem w piekle. Chciałam uciec, ale tylko wstyd przed moimi przyjaciółkami powstrzymywał mnie. Jednak niczego innego nie pragnęłam, jak uciec stamtąd. Byłam do głębi wstrząśnięta.
W tym dniu poszłam z mamą na Mszę świętą. I ponieważ czułam się bardzo źle, poszłam do spowiedzi. Mama uklękła przed ołtarzem i modliła się. Na spowiedzi powiedziałam zwyczajne rzeczy, że nie odrobiłam pracy domowej, że ściągałam na klasówkach, że byłam nieposłuszna... To były mniej więcej moje grzechy. Spowiadałam się zawsze u tego samego księdza i on znał moje grzechy mniej więcej na pamięć. Ale w tym dniu wyznałam też, że uciekłam mamie, żeby pójść do kina. Ksiądz był zupełnie zaskoczony i nieomal krzyknął: „Kto komu uciekł? Kto gdzie poszedł?” Przestraszyłam się ogromnie jego reakcji i spojrzałam bojaźliwie na matkę, czy coś usłyszała. Ona jednak klęczała spokojnie na swoim miejscu i modliła się. Bogu niech będą dzięki, pomyślałam, niczego nie usłyszała. Samo wyobrażenie sobie, że mogła coś usłyszeć, było dla mnie nieznośne. Wstałam od konfesjonału i byłam wściekła na księdza. Oczywiście nie powiedziałam mu, na jakim filmie byłam. Skoro takie cyrki wyprawiał z tego powodu, że byłam w kinie, jakie sceny by robił, gdyby wiedział o wszystkim. Może by mnie nawet zbił.
Od tamtej chwili szatan zaczął działać we mnie. Od tamtego czasu nie spowiadałam się szczerze. Wybierałam odtąd, co powiem, a co przemilczę. Zaczęły się moje świętokradzkie spowiedzi i przyjmowałam Komunię św., chociaż wiedziałam, że nie wyspowiadałam się szczerze. Przyjmowałam Pana świętokradzko. On pokazał mi, jak straszna była degradacja mojego życia, jak ten proces duchowej śmierci coraz bardziej postępował. Skutkiem tej degradacji było to, że przy końcu swego życia nie wierzyłam już w istnienie diabła ani w nic innego. A moje grzechy uważałam nawet za dobre czyny. Pan ukazał mi, jak kroczyłam jako dziecko trzymając się ręki Boga, jaką głęboką więź z Nim miałam i jak moje grzechy oddzielały mnie coraz bardziej od Boga i Jego prowadzącej ręki. Pan powiedział mi, że każdy, kto niegodnie przyjmuje Jego Ciało i Krew, ściąga na siebie potępienie. Spożywałam i piłam moją zgubę[8].
Zobaczyłam też w Księdze życia, jak diabeł był zrozpaczony, kiedy w wieku 12 lat wierzyłam jeszcze w Boga i chodziłam z matką na adorację. Diabeł był wściekły z tego powodu.
Gdy rozpoczęło się moje grzeszne życie, Pan dał mi odczuć, że pokój opuścił moje serce. Pojawiły się wyrzuty sumienia. A co powiedziały na to moje przyjaciółki? „Co? Chodzić do spowiedzi? Ty chyba zwariowałaś. To zupełnie nie jest na czasie. I to do tych księży, którzy mają większe grzechy niż my!” Żadna z nich nie poszła już do spowiedzi, ja byłam tą jedyną. Rozpoczęła się wewnętrzna walka między tym, co mówiły moje koleżanki a tym, co mawiała moja matka i co podpowiadało mi sumienie. Szala stopniowo przechylała się i moje koleżanki zwyciężyły. Nie chciałam bowiem spowiadać się u tych „starych” księży, nastawionych negatywnie do ciała, a na pewno nie u tych, którzy wzburzali się tylko dlatego, że się szło do kina. Widzicie tutaj przebiegłość szatana. Odsunął mnie od spowiedzi, gdy miałam zaledwie 13 lat. Okazał się bardzo podstępny. Wiecie, on podsuwa nam złe pomysły. W wieku 13 lat Gloria Polo była już żywym trupem, jeśli chodzi o jej duszę. Dla mnie jednak było to czymś ważnym i dumna byłam z tego, że mogłam należeć do tej małej grupki moich koleżanek, do tych „fajnych”, mądrych dziewczyn, który wmawiały sobie, że wiedzą więcej niż wszyscy ich rodzice razem wzięci. Mając 13 lat myślałyśmy, że wszystko wiemy i byłyśmy zdania, że każdy, kto mówił o Bogu, był nienowoczesny lub szalony. To co nowoczesne – to korzyści i przyjemności... Konsumpcja, przyjemności – to było w modzie.
Nie powiedziałam wam jeszcze, że wtedy, gdy stałam nad przepaścią do piekła i nagle rozległ się głos Pana, wszystkie demony uciekły. Uciekły gdzie pieprz rośnie, jeden tylko został. Bóg pozwolił mu zostać. Ten ogromny demon krzyczał przeraźliwym głosem: „Ona należy do mnie! Ona jest moja! Należy do mnie! Jest moja na zawsze!” Ten demon mógł tylko dlatego pozostać, gdyż był przywódcą hordy, która zagnieździła się we mnie i manipulowała wszystkim w moim życiu, abym grzeszyła. Podstępnie wykorzystywali moje słabe strony. To ten demon trzymał mnie z dala od spowiedzi. Dlatego Pan zarządził, aby był obecny. Ten diabeł krzyczał strasznie, gdyż obawiał się, że łup może się mu wymknąć w ostatnim momencie. Wrzeszczał przeraźliwie i oskarżał mnie. Mógł pozostać, gdyż umarłam w stanie grzechu śmiertelnego. Od 13 roku życia bowiem nie spowiadałam się należycie, a wcześniej raz, dwa razy moja spowiedź nie była ważna. Należałam zatem do tego demona i z tego względu mógł być obecny na egzaminie.
Możecie sobie wyobrazić, jak się czułam, gdy moje wszystkie grzechy zostały mi przedstawione? Było ich tak wiele. I do tego wszystkiego te złośliwe, szydercze oskarżenia... Nie mogłam tego wytrzymać, gdy tak wrzeszczał, że należę do niego. To było coś niewyobrażalnie strasznego. Zły trzymał mnie z dala od sakramentu pokuty i pozbawiał mnie przez to uzdrowienia i oczyszczenia mojej duszy przez Jezusa. Za każdym razem bowiem, gdy grzeszyłam, grzech nie był czymś „za darmo”. Grzech jest własnością szatana i musimy za niego zapłacić. Mój grzech był tak wielki, że diabeł wypalił pieczęć na mojej duszy. Ta pierwotnie tak cudowna, przeniknięta światłem dusza, jaką widziałam podczas mojego poczęcia, stawała się coraz ciemniejsza, czarna. Była jedną, straszną czernią.
Tak więc ciągle świętokradzko przyjmowałam Komunię św., nie odbyłam prawie w ogóle dobrej spowiedzi, wtedy jak jeszcze chodziłam się spowiadać. Zawsze, zanim skorzystamy z sakramentu pokuty, musimy prosić Ducha Świętego i naszego Anioła Stróża, aby nas oświecili, aby ciemność naszego umysłu rozjaśniła się. Jedną bowiem z rzeczy, którą diabeł czyni z upodobaniem, jest zaciemnianie naszego umysłu, tak że sądzimy, że nic nie jest grzechem, że wszystko jest w porządku, że nie trzeba spowiadać się u księży, bo ci więcej mają grzechów niż my sami, że spowiedź wyszła z mody. To oczywiste, że dla mnie było wygodniej już się w ogóle nie spowiadać.

Aborcja mojej przyjaciółki Esteli
Gdy miałam 13 lat, moja przyjaciółka Estela zaszła w ciążę. Gdy mi o tym opowiedziała, zapytałam ją: „Ale chyba wzięłaś pigułki?” Odparła: „Tak, ale to na nic się nie zdało.” Powiedziałam: „I co teraz? Co zrobisz? Kto jest ojcem?” Odpowiedziała: „Nie wiem.” Nie wiedziała, czy było to podczas tego lub tamtego spaceru albo na festynie, czy też ojcem dziecka jest jej narzeczony. Powiedziała mi: „Powiem po prostu, że to jego”www.teologia.pl/gloria_polo/gloria_polo.htm. W czerwcu wyjechałam z mamą na wakacje. Estela była już wtedy w piątym miesiącu ciąży. Kiedy powróciłam, byłam zaskoczona. Nie było już oznak ciąży. Nie było widać grubego brzucha. Wyglądała jak trup, tak była blada. Nic nie pozostało z tej ekstrawertywnej, żywej dziewczyny, która tak chętnie się bawiła. Krótko mówiąc, nie była tą samą dziewczyną, tym radosnym podlotkiem co niegdyś, skłonnym do zabaw. Miała zamglone spojrzenie. Nie chciała mi w ogóle opowiedzieć, co się stało. Ale pewnego razu byłam u niej w domu i wtedy pokazała mi bliznę po operacji, z aborcji. Powiedziała: „Gdy moja matka dowiedziała się, ze jestem w ciąży, tak się wściekła, że natychmiast wzięła mnie za rękę, wcisnęła do samochodu i zawiozła do ginekologa. Gdy tam dotarłyśmy, rzekła mu: ‘Jest w ciąży. Proszę, niech pan żąda, czego chce, ale natychmiast trzeba operować moją córkę i usunąć ten problem”. Jak rzeczowo: problem.
Potem otworzyła szafę i pokazała mi słoik, w którym w roztworze spirytusowym znajdował się płód. To było jej dziecko. Było już całkowicie rozwinięte, zakonserwowane w tym słoiku. Nigdy nie zapomnę tego widoku. Jej matka obstawała przy tym, aby Estela miała przed oczyma konsekwencje swego błędnego postępowania. A na wieczku tego słoika stało pudełko z pigułkami antykoncepcyjnymi, aby nigdy nie zapomniała ich brać. Wyobrażacie sobie coś takiego??? Zobaczcie, jak grzech czyni człowieka chorym. I jak matka, ślepa duchowo, bierze własne dziecko do lekarza, aby usunąć niechciany owoc łona. I do tego ten absurdalny pomysł z zakonserwowanym płodem, aby stawiać jej go przed oczami każdego dnia, by nie zapominała brać pigułek. By za każdym razem, gdy otworzy szafę, widziała swoje dziecko i pamiętała o tych pigułkach. To naprawdę chore, to jest po prostu demoniczne. Takie rzeczy robi diabeł, gdy przez grzech otwieramy mu drzwi i nie chcemy go zmazać w sakramencie pokuty i pojednania, którym może szafować rzymskokatolicki kapłan.
Kiedy zapytałam moją przyjaciółkę, czy cierpi, odpowiedziała ironicznie: „Ach, dlaczego mam być smutna? To najmniejsze zło, znieść tych parę bólów, niż żebym miała się użerać z tym dzieckiem przez całe życie! Ten problem został tak łatwo rozwiązany!” To było kłamstwo, gdyż nie była już nigdy taka, jak wcześniej. Nie minęło dużo czasu i wpadła w straszną depresję. Zaczęła brać LSD. A ponieważ byłam jej najlepszą przyjaciółką, zaproponowała mi spróbowanie. Jednak przestraszyłam się tego. Chętnie bym spróbowała, ponieważ mówiła, że ten narkotyk daje takie przyjemne uczucie... Człowiek ma wrażenie, jakby się unosił, jakby był na chmurach... i opowiadała mi o innych cudach, abym tylko spróbowała. Tak, chętnie bym skosztowała, ale nie mogłam. Bałam się i powiedziałam jej: nie da rady, bo przesiąknę tym zapachem, a gdy moja matka to odkryje, zabije mnie. Ma wyostrzony zmysł powonienia, zabiłaby mnie, gdyby się dowiedziała.
Faktem jest, że nie spróbowałam tej używki, chroniona przez mojego Anioła Stróża i dzięki modlitwom mojej matki. Pan ukazał mi teraz w mojej Księdze życia, że nie spróbowałam narkotyku nie tyle ze strachu przed moją matką, ale dlatego że udzielił mi łaski, abym tego nie uczyniła, i dlatego że miałam matkę, która się za mnie modliła. Jej modlitwa różańcowa uchroniła mnie od wpadnięcia do tej otchłani. Moje koleżanki nie były jednak ze mnie zadowolone. Dyskutowały, krzyczały, mówiły, że jestem nudziarą, bo nie wzięłam w tym udziału. Ale nie mogłam, po prostu nie mogłam. To była jedna z wielu łask, które otrzymałam, gdyż miałam matkę, która była tak związana z Bogiem i modliła się za mnie. Modlitwa jest tak bardzo ważna.

W wieku 16 lat utraciłam swą niewinność
Wiecie, żadna z nas dziewczyn nie szła chętnie na Mszę św., ale w przyklasztornej szkole, do której uczęszczałyśmy, było to obowiązkiem. Musiałyśmy chodzić na Mszę św. z zakonnicami. Ksiądz był już w podeszłym wieku i trwało to zawsze dość długo, zanim skończył. Nam te Msze św. wydawały się trwać całą wieczność. Zabawiałyśmy się więc zawsze, gadałyśmy, śmiałyśmy się, nie poświęcając nawet minimum uwagi temu, co się działo przy ołtarzu. Pewnego dnia jednak przybył młody ksiądz, bardzo przystojny. Uważałyśmy, że szkoda było takiego ładnego, młodego mężczyzny. I tak zastanawiałyśmy się, która z nas mogłaby uwieść tego młodego, przystojnego księdza. Wyobrażacie to sobie? Jakie nienormalne rzeczy diabeł zaszczepia młodej osobie.
W tej szkole zakonnice jako pierwsze szły do Komunii św. Potem była nasza kolej, choć żadna z nas nie była w spowiedzi. Zakładałyśmy się, której z nas uda się uwieść księdza. Postanowiłyśmy porozpinać nasze bluzki, idąc do Komunii św. Ta, przy której jego ręka zaczynała drżeć, gdy podawał Ciało Pana, ta miała najlepszy biust i zwróciła na siebie jego uwagę. Co za diabelskie myśli i jaki zamęt siał w nas zły duch! A my w swej naiwności wierzyłyśmy, że to tylko niewinna zabawa. Jak nisko upadłyśmy...
Na nieszczęście, mając 16 lat, poznałam mojego pierwszego chłopaka. Moje przyjaciółki ponownie zaczęły na mnie wywierać presję. Byłam czarną owcą wśród nich, ponieważ byłam jeszcze dziewicą. Teraz, gdy miałam już narzeczonego, znów mnie prześladowały. Obiecałam im, że to zrobię, gdy będę miała narzeczonego, ale nie wcześniej. A teraz nie mogłam się wykręcić. Powiedziałam do mojej koleżanki Esteli: „A jeśli zajdę w ciążę, jak ty?” Odpowiedziała: „Nie, to ci się nie przytrafi, bo teraz są inne metody, mianowicie prezerwatywy.” Za jej czasów były jedynie pigułki. Teraz więc nie będzie żadnych problemów. Powiedziała, że mi da 5 pigułek, abym je połknęła wszystkie na raz, dla większej pewności. Poza tym powiedziała, że powinniśmy użyć prezerwatywy i że przekonam się, że nic mi się nie przydarzy. Bardzo źle mi było z tym, że musiałam dotrzymać tej głupiej obietnicy. Gdy było już po wszystkim, dotarło do mnie, że moja matka miała rację mówiąc, że dziewczyna, która traci niewinność, gaśnie. Czułam, że coś we mnie zgasło, jak gdybym straciła coś, co już nigdy nie powróci, co nigdy nie zostanie mi zwrócone. I tak z wyczarowanego przed moimi oczami przez moje przyjaciółki sensacyjnego przeżycia pozostało jedynie wewnętrzne rozczarowanie, gorycz i smutek.
Nie wiem, dlaczego wszyscy mówią, że seks jest piękny. Nie wiem, dlaczego młodzież mówi, że tak bardzo to kocha. Myślę, że wcale nie jest taki wspaniały. W moim kraju, w Kolumbii, ogląda się w telewizji, jak w reklamach chwalą niezawodność prezerwatywy, jak ludzie wykorzystują seksualność dla zaspokojenia żądz, egoizmu, dla sprawowania władzy i spędzania czasu. Smutno mi, gdy widzę coś takiego. Gdyby ci wszyscy ludzie wiedzieli, jak te powierzchowne uczucia w rzeczywistości oszołamiają duszę człowieka, aby nie pamiętał już o przykazaniach! Niektóre osoby, które w swej młodości były wielkimi zwolennikami pokolenia 68, w dojrzałym wieku same zdały sobie sprawę, jaką złą drogę wówczas obrały i ile szkód wyrządziły innym ludziom, także swoim potomkom.
Co do mnie, to po stracie mojego dziewictwa byłam bardzo smutna i bałam się potwornie iść do domu, ponieważ myślałam, że moja matka z pewnością coś po mnie zauważy. Po tym przeżyciu nie mogłam już więcej spojrzeć matce w oczy – z czystego strachu, że może z moich oczu wyczytać, co uczyniłam. Byłam oburzona i wściekła na moje przyjaciółki, także na siebie samą, że byłam taka głupia i im uległam, że zrobiłam coś, czego nie chciałam i że to wszystko uczyniłam z tchórzostwa przed nimi.
Pomimo wszystkich rad mojej przyjaciółki Esteli, pomimo wszystkich środków ostrożności, po moim pierwszym razie zaszłam w ciążę. Możecie sobie wyobrazić strach 16-letniej dziewczyny? Ciąża!www.teologia.pl/gloria_polo/gloria_polo.htm Zauważyłam wiele zmian w moim ciele. Oprócz mojej obawy czułam również, jak czułość do tego dziecka, które nosiłam w sobie, kiełkowała i stawała się coraz silniejsza. Rozmawiałam z narzeczonym i powiedziałam mu o wszystkim. Był zaskoczony i przestraszony. Oczekiwałam, że powie: „No to się pobierzmy”. Miałam 16 lat, a on – 17. Powiedział mi jednak, że nie zrujnujemy sobie życia z tego powodu i że powinnam usunąć dziecko. I tak odeszłam, strasznie przygnębiona, zmartwiona, niezmiernie smutna.
Byłam również wściekła na Estelę, która mi obiecała, że nic mi się nie stanie. Co się tyczy aborcji, to powiedziała mi: „Nie martw się, nie ma o co. Nie zapominaj, że ja coś takiego już kilka razy przeżyłam. Za pierwszym razem byłam trochę smutna, za drugim było ciut lżej, za trzecim w ogóle niczego się nie czuje.” Rzekłam do niej: „Nie wyobrażasz sobie, co się stanie, gdy wrócę do domu, a moja matka zauważy bliznę. Zmartwienie, jakiego jej przysporzę, zabije ją.” Estela uspokoiła mnie i powiedziała: „Nie robią teraz tak dużych nacięć. To cięcie, jakie u mnie widziałaś, było tak wielkie, ponieważ dziecko było już duże. Byłam w piątym miesiącu. Jeśli o ciebie chodzi, nie zamartwiaj się, twoje jest przecież dopiero takie malutkie. Twoja matka kompletnie niczego nie zauważy.”
Ach, moi bracia i siostry w Chrystusie Panu, co za smutna sprawa! Jakże wielki ból! To szatan sprawia, że źle rozumiemy rzeczy, bagatelizujemy je, jak gdyby wszystko to nie było niczym ważnym, jak gdyby było bez znaczenia, jak gdyby aborcja była najnormalniejszą rzeczą w tym bezbożnym świecie. Skoro nawet taka głupia osoba, jaką ja byłam, czuje się potem źle, jak strasznie musi się czuć ktoś młody i niezepsuty! Zły omamia młodzież, że seks jest po to tylko, by czerpać z niego przyjemność, że nie trzeba mieć żadnych wyrzutów sumienia, że nie trzeba się czuć winnym. Ale wiecie, dlaczego szatan to czyni? Dlaczego zwodzi ludzi, aby robili coś takiego? Oprócz wielu innych powodów potrzebuje tych ofiar, gdyż każda umyślnie dokonana aborcja zwiększa jego władzę w świecie.
Nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak się bałam i jakie miałam poczucie winy, gdy udałam się do szpitala, daleko od mojego domu, by dokonać aborcji. Lekarz poddał mnie narkozie. Gdy się ocknęłam, nie byłam już tą samą osobą, co wcześniej. Zabili moje dziecko, a ja umarłam wraz z nimwww.teologia.pl/gloria_polo/gloria_polo.htm.
Wiecie, Pan pokazał mi wszystkie te rzeczy w Księdze życia, których nie jesteśmy w stanie ujrzeć naszymi ziemskimi oczyma. Ukazał mi, co się wydarzyło, gdy lekarz przeprowadzał aborcję. Zobaczyłam tego lekarza, jak trzymał coś podobnego do obcęg, którymi chwycił dziecko i rozdrobnił je na kawałki. Dziecko krzyczało z całej siły. O mój Boże, tak bardzo krzyczało. Każde dziecko otrzymuje zaraz po poczęciu duszę, całkowicie dorosłą i dojrzałą, gdyż nie rośnie ona tak jak ciało. Bóg stwarza ją już całkowicie ukształtowaną. Zaraz po tym, kiedy dochodzi do połączenia plemnika z komórką jajową, tworzy się nieskończenie piękny, świetlisty promień. Światło to wygląda jak słońce, które wychodzi z świetlistego blasku Boga Ojca i Jego nieskończonej Miłości. W tym samym momencie ta stworzona przez Niego dusza jest już dojrzała i dorosła. Jest doskonała, jest obrazem Boga. To młode życie jest zatopione w Duchu Świętym, który pochodzi z Bożego Serca. Łono kobiety, które poczęło, pełne jest tego światła, blasku zjednoczenia Pana z tą nowo stworzoną duszą.
Jak bardzo walczy o życie ta maleńka istota, gdy mordercy – personel klinik aborcyjnych – chwytają dziecko obcęgami i rozczłonkowują je. Zobaczyłam, jak Pan drżał i wzdrygał się, gdy wyrywali z Jego rąk tę duszę. Gdy zabija się takie dziecko, ono tak głośno krzyczy, że drży całe Niebo. W moim przypadku, gdy pozwoliłam uśmiercić dziecko, słyszałam jego głośny i rozdzierający serce krzyk. Słyszałam także, jak Jezus jęczał i cierpiał na Krzyżu z powodu tej duszy i wszystkich dusz dzieci zabijanych przez aborcję, którym odmawia się prawa do życia. Spojrzenie Pana na Krzyżu było tak pełne bólu! Nie da się opisać, jakie cierpienia musiał znosić z tego powodu! Gdybyście mogli to zobaczyć, nikt nie odważyłby się dokonać aborcjiwww.teologia.pl/gloria_polo/gloria_polo.htm.
A teraz pytam was: ile aborcji przeprowadzanych jest na tym świecie? W ciągu dnia? W ciągu miesiąca? Możecie zmierzyć straszliwy rozmiar naszych grzechów? Rozmiar masowego mordu, cierpienia, jakie sprawiamy Bogu, Temu, który jest pełen miłosierdzia wobec nas, który nas kocha, chociaż jesteśmy niczym, potworami, po prostu grzeszymy ot, tak sobie? Jaką krzywdę sami sobie wyrządzamy, kiedy zło opanowuje nas i nasze życie...
Aborcja jest najcięższym grzechem, najstraszliwszym grzechem ze wszystkich. Za każdym razem, gdy jest przelewana krew dziecka – niewinnego dziecka – składamy szatanowi ofiarę całopalną, a jego moc w świecie powiększa się. Zrozpaczona dusza krzyczy o pomoc, ale nikt nie może jej usłyszeć, albo raczej nikt nie chce jej usłyszeć! Powtarzam wam jeszcze raz: ta dusza jest dojrzała i dorosła. Chociaż nie ma jeszcze wykształconego i uformowanego ciała, to jest ona już w pełni ukształtowana, tak jak w pestce jabłka zawarte jest już wszystko, co stanowi o dużym, rozłożystym drzewie. Ciało musi się wpierw uformować i urosnąć, ale dusza jest gotowa. A ów krzyk, jaki wydaje młode życie, gdy się je zabija, sprawia, że Niebo drży. Także w piekle rozlega się krzyk, ale – tryumfu, porównywalny z okrzykiem na stadionie piłki nożnej, gdy ktoś strzelił gola. Piekło jest takim stadionem, ogromnym, nie dającym się ogarnąć wzrokiem boiskiem pełnym demonów, diabłów, które – odniósłszy tryumf – krzyczą jak szalone. Demony wylały na mnie krew mojego dziecka, którą miałam na sumieniu oraz krew dzieci osób, które zachęcałam i podżegałam do dokonania aborcji.
Moją początkowo jasną duszę ogarnęła nieprzenikniona ciemność. Po aborcji utraciłam wszelkie poczucie grzechu. Naprawdę uważałam, że nie miałam grzechów. Pan jednak ukazał mi jeszcze więcej, a mianowicie to, jak przez tak zwane „planowanie rodziny” przyczyniałam się do kolejnych aborcji. Założono mi miedzianą spiralę jako środek antykoncepcyjny. Od 16 roku życia używałam tego środka. Nosiłam ją do dnia, gdy trafił we mnie piorun. Usuwałam ją jedynie wtedy, gdy chciałam zajść w ciążę. Chciałabym powiedzieć wszystkim kobietom, że skutkiem stosowania spirali jest aborcja. Zapłodnione jajo nie może się zagnieździć i ginie. Jest spędzane. Wiem, że wiele kobiet w czasie okresu zauważa w krwi coś na kształt skrzepu i odczuwa wielkie bóle, większe niż zwykle. Idą do lekarza, on zaś nie poświęca temu szczególnej uwagi, przepisuje środek przeciwbólowy, a gdy ból staje się nieznośny, daje zastrzyk.
Wiecie, jakie jest naprawdę działanie spirali? Mikroaborcja. Tak, spirala powoduje mikroaborcję, gdyż zapłodniona komórka jajowa chce się zagnieździć w macicy i nie może z powodu spirali, jak wam już to wcześniej powiedziałam. Te zapłodnione komórki jajowe to są już ludzie. Mają już duszę, w pełni wykształconą duszę, a nie pozwala się im żyć. Straszną rzeczą było przyglądać się, jak wiele takich zapłodnionych komórek – a więc w pełni zdolnych do życia ludzi – zostało w ten sposób spędzonych. Te słońca, „boskie iskry” są gaszone, mordowane, a krzyki dzieci wstrząsają fundamentami Nieba.
Najgorsze dla mnie było to, że nie mogłam powiedzieć, że nie wiedziałam tego. Pewien ksiądz bowiem powiedział o tym w swoim kazaniu, ale ja nie chciałam tego słuchać. Zwykle, gdy chodziłam na Mszę św., nigdy nie zważałam na to, co ksiądz mówił. Nigdy nie słuchałam, a gdy ktoś pytał mnie, jaka była ewangelia, nie wiedziałam. Wiecie, demony są obecne również w kościele i nie dopuszczają do tego, abyśmy coś usłyszeli, rozpraszają nas i usypiają. Na takiej Mszy św., podczas której byłam zupełnie nieobecna myślami, mój Anioł Stróż dał mi kuksańca i otworzył mi uszy, abym usłyszała, co akurat mówił ksiądz. Usłyszałam więc jego słowa, że spirala przyczynia się do aborcji i że każda kobieta, która jej używa, nie może przystępować do Komunii św. Słuchałam tego i wściekałam się na księdza. „Co ci księża sobie myślą? Co się tak wtrącają, jakim prawem? No jasne, to dlatego Kościół nie idzie do przodu i świeci pustkami. Nie idzie z duchem czasu, ma gdzieś postęp i naukę. Właściwie to za kogo się ci księża uważają? Czy to oni może dają jeść wszystkim tym dzieciom, które przychodzą na świat?” Wściekła i pomstująca wyszłam z kościoła. Nie mogłam zatem na swoim sądzie przed Bogiem powiedzieć, że nie wiedziałam... Jednakże nie zważałam na usłyszane słowa i nadal nosiłam spiralę. Ileż dzieci zabiłam w ten sposób...
Z tego powodu byłam też w wielkiej depresji, gdyż moje łono, zamiast być źródłem życia, stało się cmentarzyskiem, miejscem straceń moich nienarodzonych dzieci. Wyobraźcie sobie, że własna matka zabija swoje dziecko: matka, której Bóg udzielił tak wielkiego daru, że może przekazywać życie; matka, która powinna strzec dziecka i zachować je od każdego zła. Ta matka morduje swoje własne dziecko! Demon, działając według swej diabelskiej strategii, doprowadził do tego, że ludzkość zabija swe dzieci, a tym samym rujnuje swą przyszłość. Zaczęłam teraz pojmować, dlaczego przez cały czas byłam zgorzkniała, przygnębiona, w złym humorze, nieprzyjemna, wiecznie rozdrażniona, sfrustrowana z powodu wszystkiego i wszystkich. To jasne. Przekształciłam się w maszynę do zabijania nienarodzonych dzieci. To coraz bardziej ciągnęło mnie w dół, aż na krawędź piekła. Dobrowolna aborcja jest najgorszym grzechem, gdyż zabijanie w łonie matki niewinnego dziecka, niewinnej istoty, oznacza przekazanie szatanowi kierownictwa nad życiem, zaprzedanie mu duszy. Demon prowadzi nas prosto do otchłani, bo przelewamy niewinną krew.
Dziecko jest niczym baranek, „niewinny baranek”, podobny do Jezusa, Baranka Bożego, który został za nas zabity. Taki grzech oznacza głęboki związek z ciemnością, bo matka jest tą, która zabija swe dziecko. Właśnie z tego powodu więcej demonów opuszcza otchłań i zamieszkuje ziemię, by niszczyć całą ludzkość. Każdy z nas zdaje sobie dziś sprawę, jak satanizm rośnie w siłę. Otwierają się dotychczas zapieczętowane bramy, odpadają pieczęcie, które Bóg tam umieścił, by zło nas nie zalało. Te pieczęcie kruszeją coraz bardziej po każdym dzieciobójstwie. Z piekielnych bram wychodzą demony, które wyglądają jak straszne larwy, a ziemia i ludzkość coraz bardziej zalewana jest tym szatańskim pomiotem. Przyczepiają się do nas, prześladują, a na końcu czynią z nas wszystkich niewolników naszego ciała, pożądania, grzechu – podatnych na zło. Sami widzimy, jak zło przybiera wszędzie na sile. Jest tak, jak gdybyśmy sami dawali demonom do ręki klucze, aby mogły wyjść. I wychodzą, coraz liczniej, demony prostytucji, chorej seksualności, satanizmu, ateizmu, samobójstwa, znieczulicy i wszelkiego zła, jakie codziennie widzimy. Z każdym dniem świat staje się coraz gorszy. Tryumfem piekła jest codzienny mord wielu dzieci. Z powodu tej niewinnej krwi demony są wypuszczane, by potem nas zwodzić.
Zauważcie, jak grzeszymy bezwiednie, bo zagłuszyliśmy nasze sumienia. A nasze życie zmienia się coraz bardziej w piekło, pełne problemów każdego rodzaju, z chorobami i innym złem, które nas nawiedza. Wszystko to jest działaniem demonów wśród nas, w kulturze śmierci. Jednak tylko my sami ponosimy winę, bo otworzyliśmy diabłu na oścież bramę naszymi grzechami, za które nie żałowaliśmy i z których się nie wyspowiadaliśmy. W ten sposób dajemy mu swobodę i pozwolenie na to, aby postępował z nami, jak mu pasuje.
Nie jest jednak tak, że grzeszymy jedynie z powodu aborcji, chociaż jest najcięższym grzechem. W wielu dziedzinach jesteśmy z własnej winy nieświadomi grzechu i zupełnie obojętni. I mamy jeszcze czelność obwiniać Boga za zło, gdy spotyka nas choroba, cierpienie i krzywda.
Kochający Bóg daje nam jednak w Swoim nieskończonym miłosierdziu sakrament pokuty i mamy możliwość żalu, zmycia naszych grzechów dzięki spowiedzi, a przez to – zerwania pęt szatana, położenia kresu raz na zawsze jego wpływowi na nasze życie. Możemy obmyć duszę. Jednakże ja tego nie czyniłam.
Nie zabijamy tylko wtedy, gdy odbieramy komuś życie. Można popełnić ten grzech również „okrężnie”. Uważajcie teraz dobrze! Władza i wpływ, jakie zyskałam dzięki moim pieniądzom, zwiodły mnie i doprowadziły do tego, że sfinansowałam nie tylko jedną, lecz wiele – by nie powiedzieć mnóstwo – aborcji. Moje pieniądze umożliwiły ich realizację. Zawsze bowiem mawiałam: „Kobieta ma prawo do decydowania do tego, kiedy chce utrzymać ciążę, a kiedy – nie. Jej brzuch należy tylko do niej!”
I patrzcie! W mojej Księdze życia zapisane to było czarno na białym. Było to dla mnie bardzo bolesne, gdy zobaczyłam i zrozumiałam w końcu, w jakie potworne przestępstwa uwikłałam się moimi pieniędzmi. W mojej Księdze życia było to napisane. Pewną dziewczynę, która miała zaledwie 14 lat, skłoniłam do aborcji. Byłam jej mistrzynią, od której pobierała nauki. Gdy ktoś ma w sobie truciznę, wtedy nic nie pozostaje zdrowe w jego otoczeniu. Taki człowiek wywiera negatywny wpływ na wszystkich, którzy się do niego zbliżają. Stykają się z tą trucizną i sami zostają zatruci; stają się trujący. Inne młode dziewczyny, trzy moje siostrzenice i narzeczona jednego z moich bratanków dokonały aborcji. Ich rodzice kazali im iść do mnie, gdyż byłam przecież tą „nadzianą”, która mogła wszystko załatwić i miała takie „dobre serce”. Byłam tą dobrą ciocią, która zawsze wszystkich zapraszała; tą dobrą ciocią, która opowiadała im o nowinkach ze świata mody, przedstawiała najnowsze kolekcje i często też je kupowała. Byłam tą, która uczyła te młode osóbki, jak mogą stać się atrakcyjnymi, jak mogą wkroczyć do „glamourowego” społeczeństwa i jak mogą pokazywać innym, że ich młode ciało jest sexy i pociągające.
Wyobraźcie sobie! Moja siostra z całkowitym zaufaniem posyłała do mnie swoje dzieci i pozostawiała je mnie. Jakże je zepsułam i zgorszyłam. Tak, zgorszyłam te młode umysły. To było kolejne wykroczenie wołające o pomstę do Nieba, straszny grzech, który na liście najpotworniejszych czynów w oczach Pana plasuje się tuż za aborcją.
Te młodziutkie dziewczyny uczyłam następujących rzeczy: „Moje drogie dziewczynki, nie bądźcie głupie! Nawet jeśli wasze matki tyle opowiadają o wartości dziewictwa, skromności i czystości, da się to wytłumaczyć tylko tym, że wasi rodzice są zacofani. Ich świat nie jest już tym obecnym światem. Żyją tym, co było wczoraj, przegapili szansę na prowadzenie wolnego i nowoczesnego życia. Musicie być dla nich wyrozumiałe. Ale wy same powinnyście wieść życie nowoczesne, cieszyć się wywalczoną przez nas kobiety wolnością i realizować się jako kobiety. Przysłuchujcie się im zatem, bądźcie dla nich wyrozumiałe, gdyż nie mogą inaczej; nie rujnujcie sobie jednakże przez to waszego młodego życia. Wasze matki rozmawiają z wami o Biblii, która ma już 2000 lat. Rodzice nie są po prostu na bieżąco. Także księża odrzucili to, co nowoczesne, i nie chcą iść z duchem czasu. Głoszą tylko to, co nakazuje im papież. Papież nie pasuje już do dzisiejszych czasów, ten papież wyszedł z mody. I każdy nowoczesny człowiek, który go jeszcze słucha, jest głupi i sam winny temu, że nie może właściwie używać życia.”
Popatrzcie na truciznę, którą wlałam w te młode dziewczęce serca. To po prostu niewyobrażalna potworność! Uczyłam też te młode dziewczyny, jak najlepiej mogą używać ciała i czerpać przyjemność z seksu. Przy tym zwracałam im uwagę na to, jak ważną rzeczą są środki antykoncepcyjne. Nauczyłam je wszystkich znanych mi metod. O ryzykach i zapobieganiu skutkom stosunku płciowego poinformowałam je podczas rozmowy na temat „Perfekcyjna i samodzielna kobieta”.
Pewnego dnia przychodzi jedna z tych dziewcząt, a dokładnie narzeczona mojego bratanka – miała wtedy 14 lat – do mojego gabinetu (to, co wam teraz opowiadam, osobiście widziałam zapisane w mojej Księdze życia), i opowiada mi płacząc rzewnie: „Glorio, jestem przecież jeszcze taka młoda, właściwie to sama jestem jeszcze dzieckiem, a mimo to jestem już w ciąży.” Odparłam: „Ale z ciebie głupia gęś! Nie uczyłam was, jak się zabezpieczać???!!!” Odpowiedziała mi, nadal płacząc: „Owszem, ale nie zadziałało, jak powinno.” Dzięki wglądowi do mojej Księgi życia zrozumiałam, że Pan przysłał do mnie tę młodą osóbkę, by uchronić ją od popełnienia głupstwa. Chciał, abym uchroniła ją od skończenia w tej otchłani, abym odwiodła ją od zabicia jej maleństwa. Aborcja bowiem zakłada na naszą szyję bardzo ciężki łańcuch, który ciąży i którego potem nie umiemy ciągnąć za sobą. Sprawia ogromny ból, który nigdy nie przeminie w naszym życiu: ta straszna świadomość, że się popełniło morderstwo, że jest się mordercą. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie zabiło się „kogoś tam”, ale własne dziecko, własne ciało i krew.
W przypadku tej dziewczyny najgorsze było to, że ja – zamiast ją odciągnąć od tego zamiaru, opowiedzieć jej o naszym Panu Bogu – dałam jej do ręki plik banknotów, by było ją stać na tę aborcję. By uspokoić moje sumienie (nie wiem, czy można nazwać jeszcze sumieniem to, co wówczas miałam) dałam jej tak dużo pieniędzy, żeby mogła udać się do najbardziej renomowanej kliniki aborcyjnej, by zapobiec wszelkim komplikacjom. Podobnie sfinansowałam jeszcze parę innych aborcji, aby nie powiedzieć – wiele.
To takie straszne, gdy dziś o tym myślę. Za każdym razem, gdy przelewana jest krew dziecka, jest to jak jedno wielkie całopalenie dla szatana, jak uczta dla diabła. Zaciera ręce i tańczy z radości. A nasz Pan Jezus Chrystus cierpi jak podczas Swojej śmierci na Krzyżu i wśród tych cierpień drży i boleje bardzo za każdym razem, gdy nienarodzone niewinne dziecko zamęczane jest na śmierć.
Czy mamy w ogóle pojęcie o tym, jak wiele dzieci zabijanych jest codziennie na całym świecie? Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie rozmiaru tej przerażającej zbrodni. Brodzimy we krwi tych niewinnych dzieci i nawet tego nie zauważamy. Jest to dla nas normalną rzeczą; jest to po prostu na porządku dziennym. Gdy ktoś angażuje się w walkę przeciwko aborcji, przedstawiany jest jako fanatyk, konserwatysta, ktoś staromodny i trochę szalony. To jest jeden z największych tryumfów księcia piekła, szatana. Jak ma być dobrze na tym świecie, jeśli to cena niewinnej krwi każdego nienarodzonego sprawia, że nowe demony wypuszczane są na ziemię. Wkrótce zaciemni się od nich na świecie.
Potem ujrzałam, jak się zanurzałam i kąpałam we krwi niewinnych dzieci. Było całkiem inaczej niż w czasie prania na naszym świecie: przez to pranie we krwi moja dusza stawała się coraz ciemniejsza i nędzniejsza, aż stała się zupełnie czarna.
Po tych epizodach z aborcją nie miałam już wyczucia, co jest grzechem. Dla mnie grzech po prostu nie istniał. Wszystko było dozwolone i to mi odpowiadało. Pomagałam przecież ludziom. Nie byłam jednakże świadoma, że tym ludziom pomogłam w drodze do piekła.
Pokazano mi jeszcze coś innego, co w żaden sposób nie przyszło mi na myśl ani nie rzuciło mi się w oczy, bo figurowałam na „liście płac” diabła. Ukazano mi wszystkie dzieci, które sama zabiłam przez aborcję. I tak samo, jak wy teraz, nie wiedziałam w pierwszej chwili, jak, kiedy i gdzie! Pokazano mi to i wtedy zrozumiałam. Już wcześniej powiedziałam wam, że sama stosowałam spiralę jako środek antykoncepcyjny w planowaniu rodziny. Ku mojemu bolesnemu zdziwieniu zmuszona byłam teraz widzieć w mojej Księdze życia, jak wiele moich komórek jajowych zostało zapłodnionych i jak zaczęły stawać się małymi dziećmi. Widziałam wiele świetlistych iskier, które jaśniały podczas stwarzania ich dusz. Słyszałam również krzyki tych dusz, gdy wyrywane były z ręki Boga Ojca.
Zrozumiałam natychmiast powód, dlaczego byłam zawsze w takim złym nastroju, zgorzkniała i markotna. Byłam w złym humorze, często nieprzystępna, niepohamowana i kapryśna wobec moich bliźnich, mojej rodziny. Przez cały dzień byłam poirytowana, nic nie mogło mnie zadowolić. Często ogarniała mnie straszna depresja. Teraz spadły mi łuski z oczu: „Jakie to proste i oczywiste! Przeobraziłam się w maszynę do zabijania moich dzieci!”
Wszystko to sprawiło, że coraz głębiej tonęłam w bagnie grzechu. Jak mogłam sobie wmawiać na początku tego przeglądu mojego życia, że nikogo nie zabiłam? Jak mogłam gardzić każdym, kto według mnie był za gruby albo niesympatyczny, traktować go z nienawiścią i po prostu odrzucać? Jak mogłam się tak wywyższać, mimo że byłam taką podłą morderczynią?
Ukazano mi też, że człowieka można zabić nie tylko strzałem z pistoletu. Nie, często wystarcza, że się go strasznie nienawidzi, że życzy mu się najgorszego albo krzywdzi, wystarcza że jest ofiarą zazdrości. Tym sposobem można zabić drugą osobę. Istnieje też coś takiego jak mordowanie dobrego imienia. Morderstwo w rodzinie lub gdzie indziej zaczyna się często od takich postaw, które określamy jako nieszkodliwe.
CDN

Na podstawie fragmentów:"Trafiona przez piorun stałam u bram Nieba i piekła..."
Osobiste świadectwo pani dr Glorii Polo wygłoszone w kościele w Caracas, w Wenezueli, 5 maja 2005

Przekład hiszpańskojęzycznego pisma
kierownika duchowego pani dr Glorii Polo:


Parafia Archidiecezja Bogota
Świętego Krzyża Wikariat Biskupi św. Piotra

Bogota, 13 listopada 2007

Do wszystkich zainteresowanych:

Pismem tym potwierdzam, że pani Gloria Polo jest osobą umocnioną w wierze, osobą która zawsze udzielała się na rzecz Kościoła Katolickiego, ewangelizując ludzi poprzez swoje osobiste świadectwo wiary, dotyczące jej życia.
Pani Polo odznacza się sprawdzoną cnotą i w ciągu tych ośmiu lat, w czasie których towarzyszyłem jej jako kierownik duchowy, zawsze wyróżniała się głębokim życiem modlitewnym i oddaniem Jezusowi Chrystusowi.
W szczególności chcę podkreślić jej pobożność, prawość, świątobliwe życie oraz przejrzystość w głoszeniu Ewangelii Pana Naszego Jezusa Chrystusa.
Zaświadczam o jej cennym wkładzie w ewangelizację w Kolumbii, jak i za granicą. Działa zawsze pod okiem kierownika duchowego, posłuszna wobec Urzędu Nauczycielskiego i zgodnie z wiarą Kościoła Katolickiego.

Ksiądz Wilson Alexander Mora G. Proboszcz, Calle 143, Nr. 65 – 57, Casa Blanca Norte, Telefon: 682 53 68 Bogotá D.C.


www.teologia.pl/gloria_polo/gloria_polo.htm
wacula25wp.pl
pmichalO tak przyjacielu tu się z tobą zgadzam masz rację bo ja pisałem troszeczkę o czymś innym tzw banki plemników itd
pmichal
@wacula25wp.pl
Mrożone są tzw. zarodki (a więc już po połączeniu tego co męskie z tym co żeńskie), a więc mrożone są OSOBY.
www.chcemybycrodzicami.pl/transfer-mrozonych-zarodkow/
Henri_Kumans
Pragnę, aby w końcu ktoś napisał jakiś artykuł o niebie. Dziwna sprawa, wszyscy piszą albo o piekle, albo o czyśćcu. Kiedyś kupiłem sobie taką książkę pod tytułem "Niebo". Czytam, czytam, okazało się, że książka traktowała o tym, jak nie pójść do piekła. Sic.
Jota-jotka
Też nie przypominam ,żeby było jakieś świadectwo człowieka ,który by chciał wrócić z ,,nieba ,,i opowiedzieć jak jest.
Raczej Ci co przeżyli nawet śmierć kliniczną i zbliżają się do ,,Światła,,(a to jeszcze nie niebo ) już nie chcą wracać na ziemię. To też daje dużo do myślenia.

Pozdrawiam
Radek33
Jest wizja mistyczki Fulli Horak
Henri_Kumans
Rozumiem, że z piekła każdy szybko chce wrócić przynajmniej na ziemię, ale po co do tego piekła wchodzi? Oto jest pytanie.
Jota-jotka
Dziękuję za odpowiedź
Ale to jest wizja ?
Czyli wtedy kiedy jeszcze żyła miała łaskę i widziała jak jest w niebie?
Dziękuję jeszcze raz nie znałam tej mistyczki.
Radek33
Tak, za życia miała wizję piekla czysćca i nieba
wacula25wp.pl
Moi drodzy --A każda komórka męska czy żeńska jest zamrożona oddzielnie istnieją banki zamrożonych takich komórek na świecie i w Polsce.DOPIERO POŁĄCZENIE ich tworzy istnienie człowieka itp itd .
Jota-jotka
Jest to już drugi artykuł,o piekle
W jednym i drugim przypadku to że dusza nie została potępiono ,ktoś modlił się ,tu akurat była matka .
Radek33
Maria Simma powiedziała nawet, że jest możliwe aby Bóg ocalił kogoś przed piekłem, nawet jeśli ktoś będzie się modlił za te dusze w przyszłości. Jest to niebywałe po ludzku, ale dla Pana Boga zapewne nie
pmichal
Dodam jeszcze, że na aborcję i na "in vitro" środki, czy propaganda, płyną z tych samych źródeł. Są to pomysły z piekła rodem.
Katarzyna_M
Wlowoj, zamrożenie kogoś oznacza uśmiercenie. Wygadujesz jakieś niestworzone banialuki.
a jakby te dzieci palili to też powiesz że żyją tylko że są spalone? ... Identyczny idiotyzm ;)
wlowoj
Nie no - popełniasz @pmichal chyba gruby błąd teologiczny. Człowiek dostaje duszę przy poczęciu, zamrożony nie umiera, po prostu jest... zamrożony. Dusza rozdziela się z ciałem dopiero po śmierci i wtedy ciało ginie.
pmichal
@wlowoj weź proszę chwilę się zastanów nad tym co sam napisałeś:
"nie umiera, po prostu jest...zamrożony". Nie widzisz tutaj absurdu?
Jak zamrożone może żyć? Czy można zaobserwować jakikolwiek przejaw życia w zamrożonym?
Jakiś proces życiowy?
wlowoj
Żyje - zamrażają - odmrażają - żyje. Tak właśnie robią z zarodkami, nic nie trzeba sobie wyobrażać. Jaki to ma wpływ na człowieka nikt nie bada, mało kogo interesuje, ale takie właśnie procedury są. A duszy stracić się nie da.
pmichal
@wlowoj Pytanie pomocnicze: Czy Łazarz umarł, czy tylko spał? Skoro po kilkudniowym pobycie gdzieś tam, ożył, to pewno wg ciebie nie umarł..
Jeszcze jedno pytanie pomocnicze: Gdyby Ciebie zamrozili w ciekłym azocie i za 100 lat odmrozili i byś żył, to znaczy, że nie umarłeś tylko byłeś zamrożony, czy uznałbyś jednak, że zostałeś wskrzeszony z martwych?
wlowoj
Czyli fakt że lekarze "technolodzy od sztucznego rozmnażania" zamrażają zarodki i rozmrażają znaczy że dokonują wskrzeszeń? Ja tu nie mówię o "wyobraź sobie" i eksperymentach myślowych tylko o faktach i o tym że dusza opuszcza ciało po śmierci.
pmichal
Nie piszę, że lekarze dokonują wskrzeszeń, że coś tam aklamują i ciało ożywa. Piszę o faktach. Fakty są takie, że technolodzy mrożą żywego małego człowieka, który (jak poświadcza to choćby Gloria Polo) ma już w pełni ukształtowaną dorosłą duszę. Fakty są takie, że te "mroziaczki" (oh jak ładnie nazwali, aż serce ściska) potrafią tak w tym azocie kilkadziesiąt lat przebywać. Gdzie wówczas …More
Nie piszę, że lekarze dokonują wskrzeszeń, że coś tam aklamują i ciało ożywa. Piszę o faktach. Fakty są takie, że technolodzy mrożą żywego małego człowieka, który (jak poświadcza to choćby Gloria Polo) ma już w pełni ukształtowaną dorosłą duszę. Fakty są takie, że te "mroziaczki" (oh jak ładnie nazwali, aż serce ściska) potrafią tak w tym azocie kilkadziesiąt lat przebywać. Gdzie wówczas przebywa taka w pełni ukształtowana dorosła dusza "mroziaczka"? Pływa sobie tak w ciekłym azocie?
wlowoj
tak, razem z osobą
pmichal
Każdy wierzy w to, w co chce uwierzyć. Nic, nie poradzę. Skoro taka jest Twoja wiara. Ja nie wierzę, że dusza jest złączona z ciałem zanurzonym w ciekłym azocie. Tak jak nie wierzę w to, że jest złączona z ciałem będącym w kostnicy. Czasami po śmierci dusza błąka się, np. w miejscu gwałtownej śmierci i mówi się, że "straszy". Ale ona już ma odciętą tą "nić" co ją łączy z ciałem. Bywały przypadki …More
Każdy wierzy w to, w co chce uwierzyć. Nic, nie poradzę. Skoro taka jest Twoja wiara. Ja nie wierzę, że dusza jest złączona z ciałem zanurzonym w ciekłym azocie. Tak jak nie wierzę w to, że jest złączona z ciałem będącym w kostnicy. Czasami po śmierci dusza błąka się, np. w miejscu gwałtownej śmierci i mówi się, że "straszy". Ale ona już ma odciętą tą "nić" co ją łączy z ciałem. Bywały przypadki wskrzeszeń przez Apostołów, czy Pana Jezusa i dusza na rozkaz od Boga wracała z otchłani do ciała. Ale nie wierzę (tak jak i ty?), że taką moc od Pana Boga daną mają ci "lekarze".
Zatem wierzę, że te wskrzeszania (czy jak wolisz odmrażania) dokonują się inną mocą niż tą od Pana Boga daną. Skoro nie od Pana Boga, to od diabła to pochodzi. I taka jest moja wiara w tym zakresie.
Wierzę, że takie "odmrożone" osoby to mogą być obrazy bestii, coś jak Frankenstein, albo jakiś potwór, hybryda. Diabeł nie jest bowiem w stanie utworzyć duszy ludzkiej. To potrafi tylko Pan Bóg.
ps. ciekawe czy kobiety byłyby tak chętne do takich zabiegów, gdyby np. nie nazywano tych małych "mrozaczkami" tylko np. "trupkami". Ciekawe, czy taka kobieta byłaby chętna przetransferować sobie małego zimnego trupka...
Diabeł potrafi uwodzić słowem...
pmichal
Po przeczytaniu tego wstrząsającego tekstu można sobie wyobrazić jakim diabelstwem jest np. in vitro.
Przecież tam mrożeni są (a więc uśmiercani) najmniejsi, jednak już posiadający w pełni ukształtowaną duszę.
Diabeł sam wie, jaka dusza zasiedla taki opuszczony (poprzez zamrożenie) "wehikuł" w czasie, gdy następuje tzw odmrożenie i rozwój ciała? Która dusza porusza wówczas tym odmrożonym ciałem, …More
Po przeczytaniu tego wstrząsającego tekstu można sobie wyobrazić jakim diabelstwem jest np. in vitro.
Przecież tam mrożeni są (a więc uśmiercani) najmniejsi, jednak już posiadający w pełni ukształtowaną duszę.
Diabeł sam wie, jaka dusza zasiedla taki opuszczony (poprzez zamrożenie) "wehikuł" w czasie, gdy następuje tzw odmrożenie i rozwój ciała? Która dusza porusza wówczas tym odmrożonym ciałem, czy ta pierwotna, którą z ciała wygnano, czy jakaś inna (może rodem z piekła?)
Zaślepieni przez demona naukowcy zupełnie ignorują świat ducha, a tam dzieją się rzeczy straszne.